<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194</id><updated>2012-01-10T20:51:31.084-03:00</updated><title type='text'>Moje Buenos czyli marzenia się spełniają</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>94</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-4545118960961746293</id><published>2012-01-09T19:02:00.000-03:00</published><updated>2012-01-09T19:07:18.008-03:00</updated><title type='text'>Dzień sześćset dziewiećdziesiąty czwarty, 9 stycznia 2012.  Świat jest mały.</title><content type='html'>&lt;i&gt;&lt;b&gt;"Jeżeli zostaniesz w jednym miejscu dostatecznie długo, świat sam przyjdzie do Ciebie"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-SufGIzKbTj4/Twtk2AYKzbI/AAAAAAAAF2s/r5ZVoKJeuzw/s1600/IMG_2489.JPG" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="134" width="200" src="http://4.bp.blogspot.com/-SufGIzKbTj4/Twtk2AYKzbI/AAAAAAAAF2s/r5ZVoKJeuzw/s200/IMG_2489.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Świat nie jest taki duży jak nam się wydaje. Naszych sąsiadów nie spotykamy na ławce przed blokiem lecz na drugim końcu świata. I tak po raz kolejny miałam okazje ujrzeć gwiazdy polskiego show businessu w Buenos Aires.  Kto by przypuszczał iż Ania Mucha postanowi przylecieć na romantyczne wakacje do stolicy tanga? Może właśnie fama o romantyczności i pełnym miłości tańcu ściąga ludzi do Buenos Aires.  Ania wraz … postanowiła postawić swoją stopę w Salon Canning na poniedziałkowej milondze. Czyżby szlifowała tangowe kroki do Tańca z Gwiazdami? Te i inne pytania nie znajdą odpowiedzi, gdyż tak niespodziewanie jak się pojawiła tak niespodziewanie się ulotniła.Dziś gościem murów Buenos Aires jest nie kto inny jak sam Michał Bajor, czy jego „Tango de la amor” odnalazło swoją miłość? Nie wiem, wiem jednak że świat jest mały i zawsze jest szansa że spotkamy kogoś za kim tęsknimy. Nowy rok zaczęliśmy tangowo. Po 2 miesiącach przerwy postanowiłam rozpocząć treningi z Fidelem. Sala na nas już czekała od dawna, jednak:- Co zrobić z Alexandrem – pomyślałam – opiekunka jest zamówiona tylko w porze baletu a tango? No cóż Maluch idzie z nami. Na początek by się roztańczyć wybraliśmy się na naszą ulubioną praktykę "Cheek to cheek". Gdy Ciotki i wujkowie Nas zobaczyli wykrzyknęli;- To już? - Tak, już „dawno” 2 miesiące ma to nasze Już .Jak będzie zachowywał się Alexander? Te myśli nie dawały mi spokoju. Tango, Ciotki i Wujkowie okazali się najlepszym lekarstwem na bezsenność. Tango nuciło do snu a tangueros huśtali w jego rytmy. A Ja? Tańczyło się wyśmienicie i wiem że teraz tango smakuje w pełni. Obejrzałam dziś po raz kolejny mój ulubiony film „Dzienniki motocyklowe” czyli historia Ernesta „Che” Guevara. Kiedy po raz pierwszy oglądałam ten film nie rozumiałam czemu z dobrze zapowiadającego się lekarza wyrósł rewolucjonista. Nierówno uprawnienie, złe traktowanie najuboższej klasy robotniczej, wykorzystywanie biedoty do pracy za grosze, ciemnota i niedokształcenie ludzi pchnęło młodego Che Guevara do wszystkim nam znanych działań. Czy Ameryka Poludniowa się zmieniła? Argentyna na pewno nie, jest tak jak było za czasów Che tyle tyko że bardziej nowocześnie.  Biedota jest wykorzystywana, a Oni z kolei oszukują. Ostatnimi czasy akurat w piątek zepsuł się nam piecyk elektryczny czyli zaczęliśmy weekendowe kąpiele w zimnej wodzie. Nasz stróż a jednocześnie portier i przyszedł nam z pomocą. - Mam znajomego, który jest fachowcem od takich piecyków, tyle tylko że za ostatnią naprawę policzył 1000 peso.Oczy stanęły nam w słup, przecież nowy ogrzewacz kosztuje 1500 peso !!!  - Czyżby stróż chciał na nas zarobić?  Tylko czemu tak bezmyślnie? Nie potrafią pisać i czytać, ale liczyć i oszukiwać perfekcyjnie. Czyja to wina? Rządzących bo nie naciskają na wykształcenie społeczeństwa gdyż ciemnym ludem  łatwiej rządzić, oraz społeczeństwa gdyż wolą kraść niż zdobywać wiedzę. Jak skomentować fakt iż młodzi ludzie po studiach, studiujący anglistykę pytają się mnie:- W Polsce mówi się po Angielsku?- hm…no comments. Skoro studiujesz ten język to podstawą jest dowiedzieć się w jakich krajach się nim włada.Notariusz sporządzający dla nas umowę skończywszy tak zwane „wymagające studia” wpisał polka i bułgar z małych liter. No cóż profy (profesorowie tez nie douczeni). Mnie życie zawsze chroniło i wciąż chroni,  zbudowałam sobie świat marzeń, żyję we własnej rzeczywistości a mój mąż chroni ten mój świat, ale uszy i oczy mam otwarte, i nie potrafię się pogodzić z niesprawiedliwością życia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-4545118960961746293?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/4545118960961746293/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2012/01/dzien-szescset-dziewiecdziesiaty.html#comment-form' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/4545118960961746293'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/4545118960961746293'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2012/01/dzien-szescset-dziewiecdziesiaty.html' title='Dzień sześćset dziewiećdziesiąty czwarty, 9 stycznia 2012.  Świat jest mały.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-SufGIzKbTj4/Twtk2AYKzbI/AAAAAAAAF2s/r5ZVoKJeuzw/s72-c/IMG_2489.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-8543721562767653681</id><published>2011-12-21T21:35:00.001-03:00</published><updated>2011-12-21T21:35:25.493-03:00</updated><title type='text'>Dzień sześćset siedemdziesiąty szósty, 21 grudnia 2011.  Przedświątecznie.</title><content type='html'>&lt;b&gt;"Nadzieja jest jak cukier w herbacie. Jeżeli nawet jest jej mało to i tak wszystko osłodzi"&lt;i&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-e6ki9Mw3do8/TvJwigfTC7I/AAAAAAAAFeM/m9sSapoTG6E/s1600/1.jpg" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://2.bp.blogspot.com/-e6ki9Mw3do8/TvJwigfTC7I/AAAAAAAAFeM/m9sSapoTG6E/s200/1.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Nie spodziewałam się śnieżnej nawałnicy, ani Mikołaja na bialych saniach w Boże Narodzenie w Buenos Aires, ale myslałam że choć bardziej świątecznie wszystko będę przeżywać. Magia świąt zniknęła, a może nigdy jej tu nie było. Żar z nieba się leje,  sklepach z tandetą można nabyć sztuczną choinkę w złotym, białym, srebrym a czasem nawet i zielonym kolorze, a jak się chce mieć prawdziwe drzewko to tylko palma pozostaje. &lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-rTOhriV5fQg/TvJ61KoIYNI/AAAAAAAAFec/vu3HKgzbJF8/s1600/2.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://1.bp.blogspot.com/-rTOhriV5fQg/TvJ61KoIYNI/AAAAAAAAFec/vu3HKgzbJF8/s200/2.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Ale palma z czekoladkami, i bombkami na liściach? Brzmi co najmniej dziwacznie. Nie łamią się opłatkiem, nie przygotowują 12 dań, nie pieką serników, makowców i pierniczków, jedzą indyka jak na święto dziękczynienia i popijają tanim winem lub coca-cola. Takie są Święta znane każdemu Argentyńczykowi. Dla nich to tradycyjne święta Bożego Narodzenia, a dla mnie smutne wiedząc jakie były piękne te moje polske Święta. Radio nie nuci kolęd, a w okno nie puka mróz. &lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-ZjqkN6SojBc/TvJ6-xkw9MI/AAAAAAAAFeo/JgKB1x_pFvA/s1600/4.jpg" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://4.bp.blogspot.com/-ZjqkN6SojBc/TvJ6-xkw9MI/AAAAAAAAFeo/JgKB1x_pFvA/s200/4.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Argentyńskie Święta trwaja tylko 1 dzień, 25 grudnia. W zeszłym roku nie będąc niczego świadoma i drzewko przybrałam i kolację polską ugotowałam, oczywiście nie zabraklo tradycyjnie indyka, który przyszedł do Nas w gości.  W tym roku, nie zabłysnął światełka na choince, a my spędzimy zwyczajny sobotni wieczór w domu i w trójkę. Czasami obawiam się że każdy rok będzie taki sam że zapomnę o świętach i każdy dzień będzie taki sam. Najważniejsze że Razem, a wtedy Magia Świąt wróci, nie dla Nas lecz dla Naszego Syna.Nasze pierwsze Boże Narodzenie Razem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-8543721562767653681?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/8543721562767653681/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/12/dzien-szescset-siedemdziesiaty-szosty.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/8543721562767653681'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/8543721562767653681'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/12/dzien-szescset-siedemdziesiaty-szosty.html' title='Dzień sześćset siedemdziesiąty szósty, 21 grudnia 2011.  Przedświątecznie.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-e6ki9Mw3do8/TvJwigfTC7I/AAAAAAAAFeM/m9sSapoTG6E/s72-c/1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-267930323957317424</id><published>2011-12-04T02:00:00.000-03:00</published><updated>2011-12-04T02:00:41.075-03:00</updated><title type='text'>Dzień sześćset pięćdziesiąty siódmy, 2 grudnia 2011. Lunch pod chmurką.</title><content type='html'>&lt;i&gt;&lt;b&gt;"Najtrudniejszy jest koniec miesiąca. Zwłaszcza 30 ostatnich dni"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-umgO1-zBcdw/Ttr9OHM2qWI/AAAAAAAAFAM/oce5-5YmDAs/s1600/la%2Bfoto%2B8.JPG" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="200" width="150" src="http://3.bp.blogspot.com/-umgO1-zBcdw/Ttr9OHM2qWI/AAAAAAAAFAM/oce5-5YmDAs/s200/la%2Bfoto%2B8.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;W zwyczaju podróżniczym mam kosztowanie potraw i napojów danego kraju, obszaru czy prowincji. Największą atrakcją jest spożywanie posiłków w przydrożnych barach lub w miejscowych spelunkach, wtedy wszystko smakuje miejsko. Dziś wracając ze studia baletowego mijaliśmy kościół blisko naszego domu przed którym zbierały się tłumy, a raczej przed grillem kościelnym. &lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-I5mUkxxH8z0/Ttr-aJ28evI/AAAAAAAAFAc/Z5r5WN9Fpj8/s1600/la%2Bfoto%2B2.JPG" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://1.bp.blogspot.com/-I5mUkxxH8z0/Ttr-aJ28evI/AAAAAAAAFAc/Z5r5WN9Fpj8/s200/la%2Bfoto%2B2.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Aby wspomóc kościół wierni zorganizowali płatnego grilla domowej roboty. Ponieważ nikt z Nas nie kwapił się przygotować lunch postanowiliśmy zjeść dziś pod chmurką.  Szkoda tylko iż krzesła by spocząć i spokojnie skonsumować „rarytasy”ustawiono pod murem kościoła zaraz pod cokołami na których gołębie urzędowały. I tak rozkoszowałam się bułką z kiełbasą czyli tutejszym hot-dogiem zapijanym 7up :). A na deser ciasto domowej roboty.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-267930323957317424?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/267930323957317424/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/12/dzien-szescset-piecdziesiaty-siodmy-2.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/267930323957317424'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/267930323957317424'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/12/dzien-szescset-piecdziesiaty-siodmy-2.html' title='Dzień sześćset pięćdziesiąty siódmy, 2 grudnia 2011. Lunch pod chmurką.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-umgO1-zBcdw/Ttr9OHM2qWI/AAAAAAAAFAM/oce5-5YmDAs/s72-c/la%2Bfoto%2B8.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-5554930842798603942</id><published>2011-10-08T02:25:00.001-03:00</published><updated>2011-10-08T02:26:58.378-03:00</updated><title type='text'>Dzień pięćset siedemdziesiąty pierwszy, 7 październik 2011.  Profesjonalna fotografia.</title><content type='html'>&lt;i&gt;&lt;b&gt;"Nawet najdłuższa noc nie trwa wiecznie, przyszłość jaśnieje blaskiem świtu"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-BsRDOw4Lx3E/To_cpm97pzI/AAAAAAAAEoM/CwglAWJqSEw/s1600/sony.jpg" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="133" width="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-BsRDOw4Lx3E/To_cpm97pzI/AAAAAAAAEoM/CwglAWJqSEw/s200/sony.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Profesjonalna fotografia to: no właśnie co?  A może w każdym kraju to pojęcie ma inną regułę? W Argentynie owa fotografia zatrzymała się na aparacie typu np.: sony DSC W-100 (dla nie wtajemniczonych zamieszczam fotografię wykonaną równie profesjonalnym aparatem jak ów). &lt;br /&gt;Zacznijmy jednak opowiastkę od początku. 18 – tego października minie pół roku mojego współżycia małżeńskiego z Niko. Mój mąż po raz drugi w tym tygodniu przyniósł mi kwiaty, najpierw były to białe tulipany, a dziś czerwone. &lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-GsciiondP2Y/To_d6--dYGI/AAAAAAAAEoY/g9D7PKhunW8/s1600/siatkowka.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://2.bp.blogspot.com/-GsciiondP2Y/To_d6--dYGI/AAAAAAAAEoY/g9D7PKhunW8/s200/siatkowka.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Wrócił o 01:30 w nocy z kolejnego meczu siatkówki, który jak zwykle jego drużyna wygrała i z rozbrajającym uśmiechem wręczył mi kwiaty. Nie wiem co przeskrobał, a może co zamierza przeskrobać, a może to rekompensata za dzisiejszą pobudkę o 6:30 rano!!! &lt;br /&gt;Niedługo po jakże ważnej dla nas rocznicy przyjdzie na świat nasz pierworodny i jednocześnie ostatni potomek Alexnader Nikolay, którego dziś Juana (mi maestra de ballet) ochrzciła imieniem Alexander Romanov. O kogo właściwie jej chodziło? czy o księcia rosyjskiego czy o rosyjskiego hokeistę :). Czas pokarze co wyrośnie z naszego oseska. &lt;br /&gt;Nadszedł też czas by nareszcie stać się pełnowartościowym obywatelem Argentyny. Oczekiwanie na dokumenty z Polski, na ich tłumaczenia zajęło mi kilka miesięcy, teraz decyzja leży w rękach władz Państwa Argentyny. &lt;br /&gt;Odpowiednikiem naszego dowodu osobistego jest tutaj DNI czyli numer identyfikacyjny obywatela. I jak każdy dokument i ten wymaga bieżącej fotografii „poszukiwanego”. Nic prostszego i głupszego do zrobienia, wystarczy ładnie się ubrać, lekko oko podmalować, iść do profesjonalnego fotografa i LISTO (tłumaczenie: „wszystko”). Tylko jak dokonać tego wyczynu? Z GPS w ręku? Na zadane pytanie - Podaj adres najbliższego zakładu fotograficznego&lt;br /&gt;otrzymywałam coś w rodzaju &lt;br /&gt;- Nie ma takiego numeru, nie ma takiego numeru, nie ma takiego numeru….&lt;br /&gt;Ratunkiem okazały się jak zwykle moje nogi. Jest zresztą też powiedzenie: „Kto nie ma w głowie, ten ma w nogach”. &lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-CF4s4R1YnRQ/To_efLT55NI/AAAAAAAAEog/vGC88iGXNzM/s1600/obelisco.jpg" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="156" width="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-CF4s4R1YnRQ/To_efLT55NI/AAAAAAAAEog/vGC88iGXNzM/s200/obelisco.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;- Sklep fotograficzny Kodak. Tu powinni mieć „fachowca” od profesjonalnej fotografii twarzy – pomyślałam. &lt;br /&gt;- Dzień dobry. Czy u Państwa zrobię zdjęcia do DNI w formacie 4x4 – zapytałam, jak zwykle grzecznie.&lt;br /&gt;- Tak oczywiście. &lt;br /&gt;Młoda dziewczyna wzięła w swoje zgrabne rączki wyżej wspomniany aparacik typu „głupi jasio” i zaczęła oglądać go ze wszystkich stron usiłując znaleźć kartę pamięci. Z przerażeniem patrzyłam w niedaleką przyszłość, na to co mnie czeka. Po skonsultowaniu i omówieniu problemu „jasia” z lepiej uświadomionym :) kolegą, przystawiła wysokie krzesło do białej kolumny na środku salonu i poprosiła bym usiadła. Nawet cieszę się że owa kolumna tam się znalazła,bo w przeciwnym wypadku, albo udałybyśmy się do sąsiedniego sklepu z białymi ścianami, albo miałabym zdjęcia w dowodzie na tle białego obeliska, byłabym tym samym atrakcją dla przechodniów.&lt;br /&gt;- A jakieś specjalne oświetlenie? - znów zadałam pytanie&lt;br /&gt;- Wszystkie światła są zapalone, a i słońce doświetla.&lt;br /&gt;Trochę żałuję że nie poprosiłam Niko by „pstryknął” mi fotkę na tle jednej z białych ścian naszego mieszkanka. Cóż kolejna szkoła życia w Buenos Aires za mną, tyle tylko że po raz kolejny nie doznałam szoku lecz lekkie rozbawienie, a życie zaserwowało mi kolejny kawał dnia.  I tak z czterema fotografiami twarzy typu „wanted” na, których wyglądam (podobno) jak Courtney Love (żona zmarłego wokalisty i gitarzysty Kurt Cobaina) – też mi komplement !!! – udam się w najbliższych dniach do urzędu emigracyjnego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-LS40x3I0R3U/To_exWsxeOI/AAAAAAAAEoo/3UgnGtXJYUE/s1600/DSC0000029.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://4.bp.blogspot.com/-LS40x3I0R3U/To_exWsxeOI/AAAAAAAAEoo/3UgnGtXJYUE/s200/DSC0000029.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;A my? Rośniemy i powoli zbliżamy się do rozwiązania, przytyliśmy 9,5kg, i trochę już ciężko się Nam tańczy. Trochę też smutno że już nie długo nie będzie słodkiego ciężaru. Dla mnie moja ciąża jest fenomenem, po słowach „dobrej koleżanki”, która zapewniała mnie że na okres ciąży muszę zapomnieć o tańcu, że będę się źle czuła, mile mnie dziecinka zaskoczyła. Chyba należę do tych wytrwalszych kobiet, silnych a przede wszystkim upartych. Ja i Alex wzbudziliśmy podziw wśród tancerzy baletowych, którzy przekonali się że ciąża to nie choroba, i pomimo trudu, zmęczenia można nie rezygnować z życia tancerki. Tango przychodzi łatwiej, zawsze jest partner, który podtrzyma gdy zabraknie sił. To miłe uczucie tańczyć razem, pokazać dziecku od samego jego poczęcia swoje pasje. Dużo spacerujemy, a teraz w ostatnim miesiącu tata postanowił zapisać całą naszą trójkę do klubu sportowego, oczywiście ja i Alex to tylko basen, ruch to zdrowie ale co za dużo to nie zdrowo. Znaleźliśmy też basen dla naszego maluszka, kiedy skończy miesiąc będzie mógł cieszyć się wodą i pływaniem razem z nami.  A co polubi Alex? Tata chce nauczyć latorośl miłości do siatkówki, a mama do wspinaczki wysokogórskiej, bo z tańcem to może być trudniej go przekonać, facet w rajtuzach? A może on będzie jednak tym księciem Rosyjskim? lub hokeistą - na trawie :).  &lt;br /&gt;A może poliglotą? Który język wybierze? Polski, Bułgarski, Hiszpański czy Angielski, bo to właśnie nasza rodzinna przypadłość „poliglotyzm”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale czy to nasza wina że jesteśmy Polką i Bułgarem w Buenos Aires? &lt;br /&gt;A na dodatek tulipany okazały się różami :).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-5554930842798603942?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/5554930842798603942/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/10/dzien-piecset-siedemdziesiaty-pierwszy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/5554930842798603942'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/5554930842798603942'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/10/dzien-piecset-siedemdziesiaty-pierwszy.html' title='Dzień pięćset siedemdziesiąty pierwszy, 7 październik 2011.  Profesjonalna fotografia.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-BsRDOw4Lx3E/To_cpm97pzI/AAAAAAAAEoM/CwglAWJqSEw/s72-c/sony.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-6963600538025202788</id><published>2011-10-06T00:19:00.001-03:00</published><updated>2011-10-06T00:50:05.575-03:00</updated><title type='text'>Dzień pięćset sześćdziesiąty ósmy, 4 październik 2011. Cała prawda o „Portenios”.</title><content type='html'>&lt;b&gt;&lt;blockquote&gt;Wśród ludzi jest więcej kopii niż oryginałów.&lt;/blockquote&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Buenos Aires od miesiąca panuje wiosna i przyjemne temperatury, choć trudno przyznać że w tym roku zima nas ochłodziła. Zaledwie panująca 2 miesiące „jakaś” przejściowa pora roku niosła ze sobą przeważnie temperatury 14 – 18 stopni, choć dwa tygodnie okazały się wyjątkowo zimne czyli 5 stopniowe!!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś spojrzałam na swojego bloga o Moim Buenos, i co widzę? Ponad dwa miesiące ciągłego milczenia. Życie w Buenos Aires płynie swoim argentyńskim rytmem. Czasem zaskoczy, czasem zasmuci, czasem znudzi. Wszystko stało się już codziennością, nawet tango :).  &lt;br /&gt;- Jak to, tango? Przecież właśnie po nie poleciałaś do miasta z obeliskiem na najszerszej ulicy świata, by chłonąć, by czerpać jak najwięcej, by cieszyć się ukochanym tańcem – mógłby ktoś zapytać.&lt;br /&gt;Magia mojego tanga jednak nie zniknęła, nie znika i nie zniknie, tym bardziej teraz kiedy odkrywam je z innej strony nosząc naszego synka w swoim łonie. Każdego dnia Alex rośnie przy dźwiękach Pugliese, Troilo, Frescedo i całej rodziny mistrzów tanga. To właśnie przyniosło mi tango, miłość i rodzinę. &lt;br /&gt;Tak, na początku było tylko tango i nieprzespane noce. Z czasem zaczęłam chłonąć kulturę tanga gdyż okazało się że to nie tylko przeplatanie nogami partnerki między nogami partnera, a może odwrotnie?, ale to także tryb życia „portenios” to jak jedzą, co jedzą, gdzie jedzą, co piją, gdzie piją, jak piją, jak i gdzie spędzają wolne chwile i to jacy są. Pozornie otwarci, niczym nie przypominają Latynosów. &lt;br /&gt;Nigdy nie zapomniałam o swoim blogu pełnym marzeń o Moim Buenos, lecz codzienność wchłonęła mnie bez reszty, czyli bycie żoną, przyszłą mamą, tancerką i nauczycielką tanga. Porteños nigdy nie będę, bo i jak? Nie mam stąd nic wrodzonego, wszystko nabyte, choć kiedy układałam choreografię tangową na balet usłyszałam:&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-BsHK9SPyqYI/To0j3fIhrgI/AAAAAAAAEno/7Y8E4mBFwl0/s1600/tango%2Bbalet.jpg" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="200" width="150" src="http://2.bp.blogspot.com/-BsHK9SPyqYI/To0j3fIhrgI/AAAAAAAAEno/7Y8E4mBFwl0/s200/tango%2Bbalet.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;- Jesteś bardziej argentyńska niż my, rodowici Argentyńczycy, czujesz i tańczysz tango, a nie kaleczysz tak jak my.&lt;br /&gt;Od czasu kiedy postawiłam pierwsze kroki na argentyńskiej milondze upłynęło już ponad półtora roku, nie tylko ja się zmieniłam i moje życie, lecz także moje tango, które niczym już nie przypomina tanga jakie ze sobą przywiozłam. &lt;br /&gt;- Nie wyglądasz na Argentynkę, ale tańczysz jak Argentynka – słyszę z ust dookoła.&lt;br /&gt;Tak, potrzebowałam czasu by zrozumieć czym jest tango, by je poczuć. Jestem dumna i szczęśliwa z postępu jaki zrobiłam, to był mój stumilowy krok. A kiedy słowa pełne podziwu padają z ust: Raula Bravo, Pancho, Guillerminy Quirogii, Gracieli Gonzales, Miguela Angela Zotto,  Aurory Lubiz, Carlosa Perez i jego żony, Carlosa i Marii Rivaroli i masy innych mniej znanych lub nieznanych tangueros i milongueros to moja wiara w przyszłość mojego tanga rośnie. Jednak nic nie przychodziło od razu, na wszystko potrzebny był czas. Przez półtora roku odnajdywałam się w nowym świecie, jakże innym od tego w którym wyrosłam, wykształciłam się i ukształtowałam. Walczyłam z zasadami panującymi w Moim Buenos czyli brakiem punktualności, śmietnikiem na każdym rogu, nie przestrzeganiem godzin pracy, nie przestrzeganiem prawa jazdy, z nie przepustowością metra czyli podróżowaniem jak bydło, niesumiennością kelnerów, którzy zapominają o zamówieniu i po kilka razy wracają by zapytać: „Co Państwo sobie życzą?” lub przynoszą co im do rąk wpadnie, i mogłabym tak wyliczać wszystkie „wady” z którymi nauczyłam się w końcu żyć. Towarzyszył mi w mojej walce i drodze przez Moje Buenos Aires mój obecnie mąż. Nikolay ze względu na doświadczenie życia w Buenos próbował ochronić mnie przed rozczarowaniami i smutkiem, podsuwając mi odpowiedzi na gnębiące mnie pytania, ale ja wolałam sama się sparzyć w ogniu Buenos Aires i samej odnaleźć się w nowym świecie. Czy się udało? Myślę że z każdym dniem jestem o krok milowy do przodu, bo już nie walczę tylko żyję w świecie który wybrałam dla mnie i mojej rodziny.  Początek pobytu bez znajomości jednego słowa po hiszpańsku nie owocował w znajomości, koleżeństwo, w przyjaźnie. Ulica, milongi, lekcje tanga były moją szkoła języka, i wciąż nią pozostają. W ciągu 1,5 roku zmieniłam apartamenty pięciokrotnie i wciąż nie jestem w „domku” moich marzeń, czyli moja podróż wciąż trwa. Półtora roku zajęło mi znalezienie partnera do tanga, tyle samo by mieć grono znajomych, i by móc żyć jak wszyscy tutaj. &lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-ApSL6WBGXYM/To0kOJetFJI/AAAAAAAAEnw/DOHtOLyeLEQ/s1600/balet.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://1.bp.blogspot.com/-ApSL6WBGXYM/To0kOJetFJI/AAAAAAAAEnw/DOHtOLyeLEQ/s200/balet.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Dziś mam rodzinę, partnera do tanga z którym trenujemy, organizujemy warsztaty i nasze pokazy, a także grono znajomych, którzy przyjęli mnie do swojego świata. Za mną też pierwsza choreografia tangowa, ułożona na zespół baletowy, a przede mną? Nowe marzenia i wyzwania. &lt;br /&gt;Czy Argentyna to trzeci świat? Tak, jeśli spojrzeć na biedę i ciemnotę ludu, slamsy, i niski poziom wykształcenia. Jednak pod względem technicznym, medycznym, etc to kraj rozwinięty, jak to się mówi: „Kto ma pieniądze ten żyje, i to dobrze żyje”.  Tu nie ma problemu z usługami czy zakupem towarów, lecz z prymitywnością ludzi, a na ich rozwój intelektualny potrzeba wiele czasu, a przede wszystkim mądrych rządzących, którzy wykształcą naukowo obywateli i pozwolą Argentynie urosnąć, a nie polityków wzbogacających się na ciemnocie ludu. &lt;br /&gt;Ostatnio z Niko byliśmy na filmie „Juan y Eva”:&lt;br /&gt;- Cześć Ewuś! – „krzyknęłam w komórę” by radośnie oznajmić Ewie iż – Widziałaś reklamy filmu o Tobie i Twoim Juanie, o waszej miłości? hahaha&lt;br /&gt;Rzeczywiście film o miłości i początkach związku, ale Evy Duarte i Juana Peron, z realizowany przez argentyńską wytwórnie w Buenos Aires. Mimo że Argentyna nie jest moja ojczyzną, to łzy napływały mi do oczu, a także nie bez wzruszenia pozostał Niko, podczas całego seansu. Film ukazał Argentyńczyków jako silne społeczeństwo, trzymające się razem by móc żyć w Argentynie swoich marzeń. &lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Fjwf9BiyWCg/To0lY_n1T4I/AAAAAAAAEn8/_7Cr9vVMSTA/s1600/casa%2Brosada.jpg" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://4.bp.blogspot.com/-Fjwf9BiyWCg/To0lY_n1T4I/AAAAAAAAEn8/_7Cr9vVMSTA/s200/casa%2Brosada.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Ukoronowaniem naszego wzruszenia okazały się końcowe sceny produkcji przedstawiające dokumenty o wyborze Juana na prezydenta Argentyny, kiedy na placu przed Casa Rosada ze słynnym balkonem z, którego przemawiała do ludu Eva Duearte-Peron(siedziba prezydenta) zebrały się tłumy vivatujące na część nowego prezydenta, prezydenta wybranego z woli ludu a nie z przymusu tak jak ma to miejsce obecnie. Było czuć że lud jest jednością, że są razem, żyją w przyjaźni, a nie tak jak teraz że przyjaciel przyjaciela okradnie, że każdy patrzy jak nie pracować tylko wegetować. Dziś nie ma ludu, który trzyma się razem i myśli o swojej ojczyźnie, i o tym jak lepiej żyć, a przynajmniej nie w Buenos Aires. &lt;br /&gt;Jaki jest dziś „portenio”? &lt;br /&gt;- W którym miesiącu ciąży Pani jest?  – zapytała grzecznie sprzedawczyni w sklepie.&lt;br /&gt;- Za tydzień kończymy 8 miesięcy.&lt;br /&gt;- Nie możliwe!, zdawałoby się że to 6 miesiąc. A jak długo mieszkasz w Buenos Aires?&lt;br /&gt;- 1,5 roku.&lt;br /&gt;- Brakuje do pełni tylko małżeństwa?&lt;br /&gt;- Ależ ja jestem mężatką.&lt;br /&gt;- Z Argentyńczykiem?&lt;br /&gt;- Nie, mój mąż jest Bułgarem.&lt;br /&gt;- Ah, to wszystko tłumaczy. Argentyńczycy nie chcą się żenić.&lt;br /&gt;Musi być prawda w jej słowach, bo to kolejna kobieta nie mówiąca nic dobrego o Argentyńczykach.&lt;br /&gt;Dziś już wiem jak dbać o swoją kieszeń, ale zdarzało się że „wciskano” mi rzeczy mówiąc:&lt;br /&gt;- Leży to na Pani doskonale.&lt;br /&gt;Za duże, za małe, pasuje, nie pasuje – nie ma znaczenia, byle tylko sprzedać. Rzadko kiedy sprzedawca doradzi, pomoże dokonać wyboru, oceni. Nie tak dawno jak w niedzielę, w drodze do ulubionego parku z jeziorem, mijaliśmy sklep obuwniczy z jedną z moich ulubionych mark skórzanych butów, bym mogła zaopatrzyć się w modą w tym sezonie letnim parę obuwia, czyli na moje szczęście skórzane rzymianki, choć zamiast ulubionego obcasa niewysokie koturnu. &lt;br /&gt;- Poproszę rozmiar 38, model ten, ten i ten.&lt;br /&gt;Po chwili otrzymałam wszystkie wybrane modele i dodatkowo inne w podobnym fasonie. Wybór był łatwy, gdyż tylko jeden model pasował na moją  „ratkę”. Szczęśliwa dobrałam się w domu do magicznego pudełka, na którym widniał rozmiar 38!!! Jakim zaskoczeniem dla mnie było gdy „butki marzeń” okazały się o 1cm za długie, a na spodzie widniała magiczna cyfra 39!!!&lt;br /&gt;Cóż życie dołożyło mi tylko jedno zadanie więcej do wykonania następnego dnia czyli wymiany obuwia na właściwe. Magiczne pudełko wymieniłam na inne magiczne pudełko nie tylko z właściwym rozmiarem, ale z innym modelem, który okazał się trafionym strzałem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak i w tym świecie odnalazłam ludzi przyjaznych i pomocnych, jak właścicieli i pracowników sklepów z naszej ulicy. U „chińczyka” sprzedawca warzyw co dzień odkłada dla mnie najpiękniejsze warzywa, Świerze, czerwone truskawki.&lt;br /&gt;- Jak zwykle 250 gram soczystych truskawek? – z uśmiechem i uprzejmością zwraca się do mnie „Portenio”.&lt;br /&gt;- Tak, jak zwykle, nie lubię zmieniać przyzwyczajeń.&lt;br /&gt;- Wczoraj Pani mąż kupił kilogram, a ja mu mówiłem że; „Pańska żona zawsze kupuję ¼ kg” – odpowiada rozbawiony jegomość.&lt;br /&gt;- Tak, wiem, musiałam dziś rano postawić „przywrócić im życie” mocząc w zimnej wodzie. &lt;br /&gt;Czasami zdarza się że dostaję warzywa za darmo :), jako prezent dla dziecka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Poproszę 8 bułeczek tradycyjnych. Ile płacę?&lt;br /&gt;- 2,80 peso.&lt;br /&gt;- Oj i niech mi jeszcze Pani te drożdżówkę dorzuci, bo głód mnie dopadł. Ile się należy?&lt;br /&gt;- Nic, dzieciom zwłaszcza w łonie matki się nie odmawia.&lt;br /&gt;Alex zjednuje przychylnych sobie ludzi. Kiedy potrzebuje dowiedzieć się o najbliższego szewca, fryzjera, stolarza, ślusarza, pralnie ekologiczną udaję się do „mojego punktu informacyjnego” czyli do klucznika po drugiej stronie ulicy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak w Buenos Aires trzeba mieć oczy i uszy szeroko otwarte i być bardziej przebiegłym niż stojący obok nas w metrze „podróżny po swoim Buenos Aires” .&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-6963600538025202788?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/6963600538025202788/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/10/dzien-piecset-szescdziesiaty-osmy-4.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/6963600538025202788'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/6963600538025202788'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/10/dzien-piecset-szescdziesiaty-osmy-4.html' title='Dzień pięćset sześćdziesiąty ósmy, 4 październik 2011. Cała prawda o „Portenios”.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-BsHK9SPyqYI/To0j3fIhrgI/AAAAAAAAEno/7Y8E4mBFwl0/s72-c/tango%2Bbalet.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-3407577625877945126</id><published>2011-07-13T16:05:00.001-03:00</published><updated>2011-07-14T09:59:55.602-03:00</updated><title type='text'>Dzień czterysta osiemdziesiąty trzeci, 12 lipca 2011. Football, tango, empanadas.</title><content type='html'>&lt;i&gt;&lt;b&gt;"Miej oczy szeroko otwarte przed ślubem i przymykaj je później"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ciągu dnia trenują, kopią okrągłą piłkę w barwach narodowych Argentyny, wieczorem po całym dniu odprężają się podczas nocnej milongi, a nad ranem wygłodzeniu udają się na empanadas z mięsem. Tak powinien wyglądać codzienny scenariuszu życia przeciętnego Argentyńczyka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Argentyna prawie każdemu obywatelowi świata kojarzy się z rewelacyjną i nienaganną piłką nożną, Maradoną i winem. Niektórzy dokładają do tego tango, Piazzolla i empanadas. Football, tango i Maradonę nie trzeba przedstawiać nikomu, Piazzolla? odsyłam do Wikipedii http://pl.wikipedia.org/wiki/Astor_Piazzolla, empanadas to nic innego jak pieróg z różnorodnym farszem w środku PYSZNY!!! Najbardziej klasyczne są z mięsem. &lt;br /&gt;I tak tydzień temu rozpoczęła się Copa America czyli najważniejszy turniej piłki nożnej w całej Ameryce Południowej. Mój mąż nie jest obsesyjnym fanatykiem piłkarskim, preferuję siatkówkę, ale gdy walczy Bułgaria lub Argentyna telewizor wchłania go w całości. Jesteśmy też fanami klubu San Lorenzo, choć ja  nawet nie wiem gdzie mają swoją siedzibę w Buenos Aires, ale tak zarządził mój mąż . Ostatnio w szafie znalazłam szalik klubowy i myślałam by zacząć go używać, oczywiście do utykania szczelin w oknie. Może wtedy przekonałabym się do piłki nożnej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak w miniony poniedziałek Argentyna grała z… no właśnie z kim? Zapomniałam, bo piłka nożna jak dla mnie mogła by nie istnieć. Raul Bravo na swoje zajęcia z tanga salon-fantasy przyszedł w dresie. Co już zaczęło mnie zastanawiać. Punktualnie o 20:30 wszyscy Panowie wybyli z zajęć i przepadli jak kamień w wodzie. Nie zastanawiając się długo udałam się do domu. Niko siedział przed telewizorem w koszulce w barwach narodowych Argentyny i w męskiej bieliźnie, czy ten strój miał pomóc Argentynie skoro pierwszy mecz a nawet dwa pierwsze mecze zremisowali 0:0?&lt;br /&gt;- Marta, twoja koszulka leży w sypialni na łóżku, załóż może to Nam przyniesie dziś szczęście.&lt;br /&gt;Jaka tam moja? To była jego tylko w mniejszym rozmiarze, tylko kiedy on taki rozmiar nosił, hmm… :). Ja i mój brzuszek zgrabnie się wcisnęliśmy.&lt;br /&gt;- Czy ja też mam pozostać w majtach?&lt;br /&gt;- Możesz bez, jest ciepło.&lt;br /&gt;Propozycję przyjęłam, ale tylko w połowie czyli w postaci koszulki. &lt;br /&gt;I mecz się rozpoczął. Niko zajął stosowne stanowisko na sofie w saloniku, a ja? Nagle dla mojego męża nie istniałam. &lt;br /&gt;- Niko, a gdybym zemdlała, przez okno wypadła, nóż mi się w stopę wbił? Nie zauważałbyś nawet.&lt;br /&gt;- Marta, nie teraz po meczu, po meczu. Co ten Messi wyprawia!!! Czemu on nie gra!!! – wrzeszczał Niko. &lt;br /&gt;- Niko, wiesz co mi powiedzieli w naszym ubezpieczeniu zdrowotnym?&lt;br /&gt;-- yyy… - odrzekł Niko, tylko że ja nie wiem czy było to pytanie, czy stwierdzenie czy co, na pewno było baaardzo inteligentne.&lt;br /&gt;- Niko, czy ty mnie słyszałeś?&lt;br /&gt;- Marta, czemu wszystkie kobiety mają najwięcej problemów do rozwiązania podczas rozgrywek piłkarskich?&lt;br /&gt;I tak musiałam poszukać sobie swojego miejsca, w tym właśnie ważnym momencie dla Argentyny, bo Messi był ważniejszy niż Ja i Alex. &lt;br /&gt;Argentyna zdobyła pierwszy gol w tym turnieju.&lt;br /&gt;- HURAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!! – rozległo się na ulicach, i w moim domu, a ja omało ze strachu przez okno nie wyleciałam.&lt;br /&gt;- Niko, cisza Kochanie, nie jesteśmy na stadionie, idź do sąsiadów wrzeszczeć, bo oni tez podnieceni że Messi wreszcie trafił do bramki.&lt;br /&gt;Niko nie wziął sobie moich slow za bardzo do serca, nawet nie wiem czy mnie słyszał, bo z widocznością dawno już miał problem. Po raz pierwszy przez 2h nie słyszałam: „Muszę pracować”, co oznaczało że nie tylko o Nas zapomniał, ale i o pracy. Postanowiłam wykonać mały test. Podczas pierwszej połowy w stroju Ewy przechadzałam się przed telewizorem czyli z logicznego punktu widzenia wnioskujemy że powinien mnie zauważyć, gdyż znalazłam się w polu jego widzenia. I co? I z nielogicznego punktu widzenia wyszło, że się myliłam. On widział tylko Messi’ego :). Zaczęłam mieć podejrzenia co do orientacji seksualnej mojego męża. Przejrzałam wszystkie zdjęcia Messi’ego w internecie i zapytałam sama siebie: „Co on takiego w sobie ma czego mi brakuje? Gdyby jeszcze był przystojny”. &lt;br /&gt;Poddałam się. I tak dotrwaliśmy do przerwy w meczu. &lt;br /&gt;- Niko, czy ja mam brać prysznic w tej koszulce czy mogę zdjąć na tę chwilę ?&lt;br /&gt;- Miss mokrego podkoszulka? Hmm… to może drugą część obejrzę jutro w powtórkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I wszystko wróciło na swoje miejsce. W końcu mecz to tylko 1,5h wyrwane z naszego życia, a potem życie znów toczy się swoim biegiem, a moje ma 187cm wzrostu i 100kg żywej wagi :).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-3407577625877945126?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/3407577625877945126/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/07/dzien-czterysta-osiemdziesiaty-trzeci.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/3407577625877945126'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/3407577625877945126'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/07/dzien-czterysta-osiemdziesiaty-trzeci.html' title='Dzień czterysta osiemdziesiąty trzeci, 12 lipca 2011. Football, tango, empanadas.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-8660257062302752838</id><published>2011-07-11T15:23:00.000-03:00</published><updated>2011-07-11T15:23:15.857-03:00</updated><title type='text'>Dzień czterysta osiemdziesiąty drugi, 11 lipca 2011. Gwiazdka z nieba.</title><content type='html'>&lt;b&gt;&lt;i&gt;"Nie brak nam spotkań na szczycie. Jedyną rzeczą jakiej nam brak to wynik tych spotkań"&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Buenos Aires po dwóch tygodniach zimna nastała wiosna. Temperatura w dzień osiąga 20 stopni celcjusza by w nocy spaść do 14/15.  Czy taka zima utrzyma się aż do kalendarzowej wiosny? Jakie będzie lato gdy zima bezdeszczowa, a słoneczna i sucha. Kiedyś mnie to zastanawiało jak to jest że w tym jakże malowniczym kraju nie ma problemów z suszą gdyż opady roczne są nikłe. To śnieg z Andów zasila wody Argentyny. &lt;br /&gt;Na chodnikach, deptakach i w parkach pojawili się znów spacerowicze.  I właśnie o ludziach mówiąc nasunęła mi się ostatnimi czasy pewna refleksja wywołana skype’owymi rozmowami z Polską. Wielu z Nas nie docenia to co ma, wiecznie jesteśmy niezadowoleni że czegoś nam brakuje to lepszy samochód, to wakacje w tropikach, to nowy telewizor LCD, wizyty u kosmetyczki każdego tygodnia, to że mąż nie pomaga w domu, to że żona gdera, dziecko sąsiada uczęszcza na zajęcia pozaszkolne a nasze nie i żyjąc w Polsce nie zastanawiałabym się nad tym, ale … . Podczas moich podróży głownie do biednych, ubogich państw często, a nawet zawsze natykaliśmy się na biedę, ubóstwo, nędzę. Wtedy jednak było mi tylko przykro że ludzie tak żyją, a poneiważ były to nasze wakacje to nie do końca przyswajałam wiedzę, że ci ludzie nie mają wakacji, że to jest ich codzienny żywot. Świat to w 95% ubóstwo, ale my jesteśmy na to zamknięci, żyjemy ilizują z TV, radia, kolorowych czasopism. Żyjąc w dostatku nudzimy się dlatego też robimy sobie świństwa, podkładamy kłody pod nogi sąsiadów czy wypisujemy na FaceBooku jaką to kolejną szaloną popijawę przeżyliśmy, czy umieszczamy zdjęcia w strojach bikini. To ostatnie zachowanie jeszcze rozumiem, bo w końcu samotna kobieta czy dziewczyna musi w jakiś sposób złapać partnera życiowego. &lt;br /&gt;Polska należy do bogatszych Państw. Ta bieda dotknęła mnie tutaj w Argentynie. &lt;br /&gt;- Marta, wiesz nasz stróż się mnie pytał czy nie znam kogoś kto pomógł by mu zrobić prawo-jazdy, bo on jest analfabetą.&lt;br /&gt;- Co proszę? – wytrzeszczyłam oczy. Niko, w Buenos Aires analfabeci? Rozumiem że Boliwia, Afryka, Aborygeni w Australii, ale tutaj w stolicy Argentyny? Jak on porusza się autem po mieście? &lt;br /&gt;- Bez prawa-jazdy – odrzekł Niko.&lt;br /&gt;Nigdy nie sądziłam że będę tak blisko tego o czym tylko słyszałam. Na takich ludziach wspierają się tutaj politycy, gdyż łatwiej jest rządzić ciemnym, ubogim ludem. Obiecuje się im wiele, przekupuje groszami w czas wyborów, czyli brak demokracji. W niedzielę odbyły się wybory do guwernamentu Buenos Aires, jedna z parti zaproponowała wniesienie prawa do aborcji. Czy jestem za tym? Tak, nie jestem za aborcją w końcu to morderstwo, ale jestem za prawem do aborcji. Choć najpierw należało by zacząć od mniej drastycznych środków jak wykształcenie. Ludzie myślący, ludzie z tak zwaną wiedzą biologiczną są świadomi jak kierować swoim popędem by nie było przysłowiowego „co rok proprok”. Oprócz tego wprowadzenie dla biednych jakiegoś darmowego kredytu środków antykoncepcyjnych. Ale po co? Lepiej  by tłum się rozmnażał i z głodu przymierał, by kradł, mordował bo takim tłumem łatwiej manipulować. Ale czy to duma być prezydentem ciemnego ludu? Co to za rozkosz życia rodzinnego w slamsach z piątką dzieci? Czy to miłość do rodziny? Wydaje mi się że wiele z tych ubogich rodzin wolałaby mieć dwójkę dzieci lub jedno lub mieć 5 ale żyć w dostatku. Jak ja, przyszła matka mogę czuć się widząc maluchy żebrające w metrze? W podartych portkach, śmierdzące, brudne.  Kiedy siedzę i taki maluch do mnie podchodzi i widzi mój brzuch co on czuje? Co myśli widząc mnie zadbaną, pachnącą elegancką? co czuje myśląc o przyszłym maluchu który któregoś dnia też będzie przechadzał się po tym samym metrze, ale mam nadzieję że nie jako żebrak tylko jako mały „dżentelmen”? &lt;br /&gt;Wczoraj kiedy spacerowałam z cukierni do domu z siatką ze świerzymi bułeczkami, z pachącym ciastem mijałam staruszkę w dziurawych obdartych spodniach, starej męskiej koszuli, grzebiącą w śmietniku przy jednej z najpopularniejszej restautacji, gdzie przychodzą gwiazdy show buizness i bogacze, pomyśłałam po raz tysięczny: „jak niesprawiedliwe jest życie”. Ale jak ci ludzie mają pracować jak nie potrafią pisać czy czytać? Jak wygląda życie ubogich? Śmietniki, kradzieże, rozmnażanie.  &lt;br /&gt;Na stacji metra Carlos Gardel, czyli w dzielnicy Almagro przy Abasto gdzie mieszkamy czyli w DZIELNICY TANGOWEJ!!! (prezent od mojego męża), każdego dnia od 17:00 wydziera się na całe gardło i rzępoli na gitarze dziewczyna, która myśli że śpiewa i tym samym stara się zarobić na co, nie wiem, nie wygląda na glodującą, ale na…:). Po naszej ulicy biega Pan w średnim wieku w koszulce i krótkich spodenkach w barwach Brazylii i zarabia na skromne życie: myciem samochodów przynależnych do mieszkańców ulicy, pomaganiem w przynoszeniu zakupów i etc. Nie jest zbyt błyskotliwy, ale skoro Państwo nie dba o wykształecnie narodu to kto ma zaopiekować się upośledzonymi? Takich slamsowiczów jest tu na pęczki, rozsypani po całym mieście. &lt;br /&gt;Chińczycy to kolejna zanidbana nacja. Co dwie trzy ulice znajdują się małe chińskie supermarkety, z których korzysta prawie każdy mieszkaniec stolicy gdyż otwarate są długo, są w nich wszystkie podstawowe składniki żywnościowe jak Coca – cola (moim zdaniem największy syf jaki stworzła ludzkość, a tu ulubiony napój) i środki czystości. Na zapleczu każdego z tych sklepów znajduje się część mieszkalna właścicieli czyli Chińczyków. Kiedy wchodzę do „naszego Chińczyka” odur stajenny unosi się nad półkami sklepowymi. Mi za bardzo to nie wadzi,  bo wpadam tam by kupić płyn do garnków, proszek do prania i wodę do picia,ale Chińczycy spędzają tam cały dzień, i jak oni to wytrzymują? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak mogłabym każdego dnia przytaczać opowieść z życia Buenso Aires. Nie jest tak jak wszyscy tangueros z innych Państw zazdroszczą mi że mam tango każdego dnia, ale oprócz tanga muszę każdego dnia zetknąć się z Argentyńską rzeczywistością.&lt;br /&gt;Ale czy wróciłabym do Polski? Nie. Tutaj gdy masz głowę na karku, wykształcenie, jesteś pracowity możesz żyć jak Król, a ten kraj jak i cały kontynent ma wiele do zaoferowania. Może też łatwiej mi żyć, bo żyję wciąż w swoim świecie marzeń i piękna, i wciąż uważam że świat i życie jest piękne tylko ludzie nie potrafią tego docenić i odkryć. Tak ten świat jest zbudowany że biedny chce bogactwa, a bogaty jeszcze większego bogactwa, a chory zdrowia, a stary młodości. Mimo to nie zapominajmy że życie to tylko chwila i warto cieszyć się czasami nawet przez łzy.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Ostatnie dni mineły mi własnie nad rozmyslaniami o tym czego mi brakuje? Niczego, chyba że wdzięczności dla mojego męża, który każdego dnia podarowuje mi kolejną gwiazdkę z nieba, a ja proszę o więcej :).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-8660257062302752838?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/8660257062302752838/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/07/dzien-czterysta-osiemdziesiaty-drugi-11.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/8660257062302752838'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/8660257062302752838'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/07/dzien-czterysta-osiemdziesiaty-drugi-11.html' title='Dzień czterysta osiemdziesiąty drugi, 11 lipca 2011. Gwiazdka z nieba.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-549485611636569095</id><published>2011-06-06T15:23:00.004-03:00</published><updated>2011-06-06T22:52:45.457-03:00</updated><title type='text'>Dzień czterysta czterdziesty siódmy, 6 czerwca 2011. Alexander Nikolay.</title><content type='html'>&lt;i&gt;&lt;b&gt;"Iść za marzeniem i znowu iść za marzeniem - i tak - ewig - usque ad finem [wiecznie - aż do końca]"&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-0HJI1Gqx0JY/Te2EUdWxSHI/AAAAAAAAEmw/Sy_NdqYlQEE/s1600/100_3962.JPG" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="113" width="200" src="http://2.bp.blogspot.com/-0HJI1Gqx0JY/Te2EUdWxSHI/AAAAAAAAEmw/Sy_NdqYlQEE/s200/100_3962.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;- Czy w tym radiu z samego rana nie ma czegoś spokojniejszego? łagodniejszego, przyjaźniejszego uchu? – pytam skruszona kiedy słyszę umcyk, umcyk tralalala&lt;br /&gt;- Nie wiem sprawdź.&lt;br /&gt;Po chwili z naszego kina domowego, a raczej z teatru domowego jak tu zwą to urządzenie, dobiega piękna melodia wydobywana z kobiecego gardła. &lt;br /&gt;- Czy ty zawsze musisz znaleźć swoje tango? – pyta poirytowany Niko.&lt;br /&gt;- Nie wiedziałam że to rozgłośnia tangowa. „Laska” nie śpiewała tanga, a raczej jazzik.&lt;br /&gt;I tak teraz każdy dzień wstaje z tangiem w uszach. Czy Argentyńczycy słuchają tang? Trudno mi stwierdzić czy są fanatykami swojego folkloru. Tych których znam słuchają tang non stop, a to tylko dlatego iż są tancerzami lub pasjonatami. Czy regularni Argentyńczycy wsłuchują się rytmy Di Sarli, Pugliese, D'Angelis czy Laurenz? Zazwyczaj starsi ludzie, taksówkarze i to też począwszy od wieku średniego. Radio tangowe jednak istnieje, i złapać je można na jednej z głównych fal radiowych, co cieszy moje serce każdego poranka. I tak Nasz syn Alexander Nikolay rośnie w moim brzuchu, przy dźwiękach tang, w tańcu, w Buenos Aires.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Historia Alexa sięga 14 lutego 2011, wtedy to postanowił pojawić się w Naszym życiu, oczywiście my jak najbardziej mu w tym pomogliśmy. &lt;br /&gt;W głębi serca czułam że będzie syn. Matki to wiedzą. Pierwsza ekografia wykryła „intruza, obcego” w moim ciele, który dał się usłyszeć mocno tykając swoim maleńkim serduszkiem. Maluch miał wielu gapiów: Mama, Tata, Pan Doktor i dwójka Stażystów, wszyscy orzekli wieeeeeeeeeeeeelki embrion jak na 7 tygodni. Ile ma zatem bobas? Wciąż się zastanawiamy, bo kolejna ekografia też wykazała wielkoluda o ogromnym serduszku. Na początku marzyły mi się bliźniaki, a co na to Tata owych bliźniaków:&lt;br /&gt;- Marta!!! Jak będą bliźniaki to pierwszym samolotem odeślę Was do Polski :) - śmiał się Niko – Mam siostry bliźniaczki i wiem co to znaczy.&lt;br /&gt;- Ale to nie będzie tylko moja wina.&lt;br /&gt;- Twoja, bo o tym myślisz.&lt;br /&gt;I tak gdy leżałam na „kozetce” podczas pierwszej ekografii poczułam strach że rzeczywiście Niko mówił serio i razem z maleństwami odeśle nas do Babci i Dziadka. &lt;br /&gt;- Jest Pani w ciąży. Pojedynczy embrion – orzekł Lekarz.&lt;br /&gt;- Uff…Dziękuję ci Boże – wzniósł oczy ku niebu Niko i podziękował Stworzycielowi za jednego brzdąca. &lt;br /&gt;Niko ma jednak rację, przy dwójce dzieci nie ma życia, a my chcemy pożyć. Jednego bobasa można spakować do walizki i ruszyć przed siebie, z dwójką gorzej, bo każdy chce co innego. I jak ich prowadzić by nie zginęły? Na smyczy? Teraz nadszedł czas oczekiwania na: córkę czy syna? Niko marzył o kolejnej córce, bo bał się że jak będzie syn to same problemy gdyż będzie chuligan taki jakim on był, no i uparł się że chce taką mała Martę – hmm nic nadzwyczajnego mieć mnie małą :). Babcia Renia czyli moja mama chciała wnuczkę, jeszcze nie jest babcią, gdyż ma dwóch wnuków. Siostra Alexa, Fiorella marzyła o siostrze z, którą by się bawić mogła. Mój świat baletowy też obstawał za śliczną małą baletnicą, zresztą Moja Maestra okrzyknęła się już ciocią Alexa. Tylko ja i świat tangowy mówił o synu. Oni, bo myślą że Buenos Aires zyska kolejnego partnera. Ja, bo chciałam by mój mąż miał potomka, skoro zastrzegł, że tylko jedno dziecko, bo żadne z Nas nie chce rezygnować z tak zwanej wolności. „Cały świat” przeciwko mnie samej. Niko powoli dopuszczał do siebie myśl że może rzeczywiście będzie to chłopak i trzeba pogodzić się z przegraną, zwłaszcza z naturą i z własną żoną.&lt;br /&gt;- Z synem mógłbym grać w piłkę, w siatkówkę, chodzić na mecze San Lorenzo(czekałam jak powie; „i chodzić na panienki”), grać w szachy, i uczyć go jak być biznesmenem. &lt;br /&gt;- Jezu – pomyślałam – piłka nożna!!!  A "którz" to jest ten San Lorenzo? – spytałam.&lt;br /&gt;- Nie musisz wiedzieć, ale masz im kibicować, Fiore też wspiera mnie w kibicowaniu.&lt;br /&gt;I tak teraz rozumiem czemu po mieszkaniu walają się koszulki w barwach narodowych Argentyny (Bułgarii to wiedziałam) oraz szaliki w barwach klubu San Lorenzo.  A mi nie wolno po ulicy chodzić w dresie brazylijskim, bo jak to Niko ładnie ujął: &lt;br /&gt;- Mordę Ci obiją Argentyńczycy i tyle.&lt;br /&gt;- Mi? obcokrajowcowi, Polce? i to takiej jak ja :) - i jak powiedziałam tak biegam w moim zielono-żółtym dresie na treningi. Żywe, soczyste kolory takie jak kobietą się podobają, zieleń to kolor nadziei a żółty to kolor słońca i lata. &lt;br /&gt;Na koniec opowieści o fanatyzmie nadmienię że czasem w nocy opuszczając nasze łoże zdarza mi się trafnego gola strzelić w szafę piłką do FUTBOLU :) lub do VOLEJBOLU:) lub stłuc dużego palca u nogi o ciężarek 10 kg. Zastanawiam się czy jak sprzęt wspinaczkowy z Polski zwiozę to czy czekanów w ścianę nie wbiję, co by trochę zaznaczyć swoje miejsce. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieści o bobasie rozeszły się jak domino.&lt;br /&gt;- Marta, nie kupuj żadnych ubranek, dam Ci wszystkie jak nasza Lola z nich wyrośnie – rzekła ciocia Eliza.&lt;br /&gt;- Eliza, ale my jeszcze nie wiemy czy to dziewczyna czy chłopak, a ubranka z Loli są różowe, dla dziewczynki.&lt;br /&gt;- Nie szkodzi, nawet jak będzie syn to możesz mu je zakładać w domu. A z resztą kto na ulicy zauważy że to chłopak.&lt;br /&gt;- Masz rację, co za różnica u takiego malucha :).&lt;br /&gt;I tak żyłam w przekonaniu że żadna różnica czy różowe czy niebieskie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Druga ekografia dokładnie pokazała nam z kim mamy do czynienia:&lt;br /&gt;-Pitulin? Pitulin!! Pitulin !!! – krzyczał Niko&lt;br /&gt;- Tak proszę Państwa Syn.&lt;br /&gt;- Wow, syn !!! – coś zareagował Niko – następnym razem będzie córa.&lt;br /&gt;- CO ?!!! - zieleniałam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ja? A ja znów udowodniłam że matka zawsze czuje swoją pociechę.&lt;br /&gt;- Mamo – zadzwoniłam do Polski, bo nie mogłam już doczekać się na nią na skypie – Ma siusiaka, to chłopak, widziałam na własne oczy.&lt;br /&gt;- Heh, to dobrze że ma siusiaka, bo gdyby nie miał to musielibyśmy się zacząć martwić. Szkoda że nie córka, będę musiała żyć do setki, i czekać na wnuczkę. Ale wnuczka też będę kochać i oczekiwać.&lt;br /&gt;Fiorella gdy jej Niko oznajmił, że będzie mieć braciszka, wolała bawić się z psem, bo w co ona bawić będzie się z bratem? Przecież jego lalki barbie interesować nie będą. No cóż, maluch zrobi porządek z rzeczami taty, zajmie się piłkami, laptopami, i papierami z pracy taty. Odkurzacz mi potrzebny nie będzie. Niko, wie co go czeka, i z przerażeniem patrzy w przyszłość. Teraz zbiera kolekcję szachów z postaciami ze Star Wars (ostatni krzyk mody w Buenos Aires) by móc synowi podarować – ale chyba nie do grania tylko do lizania i gryzienia:).&lt;br /&gt;Kilka razy dzwoniłam do Niko, by jeszcze raz popatrzył na wideo, które posiadamy z ekografii, by się upewnić że to chłopak. Słyszałam bowiem historie, że lekarz mówił że córka a urodził się syn, lub vice versa. W każdym razie ja też chyba podświadomie zaczęłam myśleć jak może wyglądać chłop bez siusiaka, i w mailach do najbliższej rodziny to zaznaczałam:&lt;br /&gt;Mój mail:&lt;br /&gt;„(…)Podobno wielki z niego chłop i ma siusiaka :)czemu przypatrzyliśmy się dokładnie kilka krotnie, wiec nie powinno być przy porodzie niespodzianki(…) .”&lt;br /&gt;i jedna z odpowiedzi:&lt;br /&gt;„(…)NO A CO DO SIUSIAKA HAHAH TO CHŁOPAKI RACZEJ MAJA  PISIORKI :D  ILE MA CM  TEN TWÓJ SYNAL TERAZ TO ZNACZY NIE PYTAM O SIUSIAKA TYLKO O NIEGO CAŁEGO :p (…)”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może to banalne, ale myślałam o nim całe już popołudnie. Z tego wszystkiego opuściłam cały dzień zajęć, a mój mąż zaprosił mnie na pyszną kolację do jednej z bardziej znanych typowych hiszpańskich restauracji, którą „nawiedzają” argentyńskie gwiazdy show businessu, sportu i polityki.&lt;br /&gt;- A Kevin Costner tu też bywa? – zapytałam z przekąsem.&lt;br /&gt;- Nie ale bywają tu… - i Niko zaczął wymieniać całą gamę gwiazd, o których ja nie mam zielonego pojęcia. Dziś to My czuliśmy się jak Gwiazdy. Jedno mogę przyznać, Gwiazdy wiedzą gdzie bywać i się pożywiać, a przy okazji zostawiać swoje odciski w chodniku, jedzenie naprawdę wyśmienite. No i restauracja ma swój największy atut, jest zaraz za rogiem naszego domu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Marta, jak ja będę do niego mówił: „Taki silny chłopka w różowych śpiochach” ? – spytał Niko&lt;br /&gt;- Niko, przecież nie wyrzucę tych wszystkich ślicznych ubranek, owszem sukienki komuś oddam, ale te różowe adidaski Nike także? :)&lt;br /&gt;- Różowe śpiochy i jeszcze otumaniasz go tym swoim tańcem, piłkę nożną oglądaj w TV, a nie balet i tango, to macho a nie kobieta puch marny.&lt;br /&gt;I tak mój artysta staną między młotem, a kowadłem, a raczej między mama a tatą.&lt;br /&gt;- Piłkarzem będzie – odrzekła babcia Renia kiedy z nią rozmawiałam.&lt;br /&gt;- Żadnym piłkarzem !!! – wrzasnęłam na moją matkę.&lt;br /&gt;- Ale nie uchronisz go od tego, w Argentynie wszystkie chłopaki kopią piłkę. Czy biedni czy bogaci. &lt;br /&gt;Co racja to racja, w odbywają się różnego rodzaju konkursy, przedstawienia, zabawy a dla chłopców rozgrywki piłkarskie.&lt;br /&gt;- Będziesz musiała chodzić ze mną na wszystkie mecze naszego syna.&lt;br /&gt;I tak chciałam mieć syna zapominając jak bardzo nie trawię piłki nożnej, a teraz będę musiała nauczyć się kibicować synowi.&lt;br /&gt;- Co złego w tym że może zostać piłkarzem? Taki Messi, ma 23 lata, kupę kasy i w wieku 30 lat zakończy karierę, skończy studia, czyli będzie miał wykształcenie i pieniądze. &lt;br /&gt;- Hmm…pomyślałam. Tylko że Nasz Alex to nie Messi, i jaki z niego Argentyńczyk? No i będzie miał min 190 i wszyscy argentyńscy piłkarze będą mu między nogami przelatywać :). No i jak nie będzie przystojny tzn, że go nam podmienili w szpitalu i nie jesteśmy jego rodzicami :).&lt;br /&gt;- No to będzie siatkarzem :) - odrzekł tata.&lt;br /&gt;I tak wyglądają marzenia rodziców kiedy widzą swoją pociechę skaczącą z radości, a może z otumanienia tańcem? Przez chwilę pomyślałam że chłopak to będzie himalaistą i motocyklistą, ale gdy zaczyna się by rodzicem to chce się latorośl uchronić od niebezpieczeństw. W górach to ja mogę zginąć, ale nie moje dziecko – takie myśli zaczęły mi się kłębić. Alex będzie tym kim będzie chciał, tak jak i ja mogłam zdecydować.&lt;br /&gt;- Nie ważne czym się będziesz zajmować, możesz sprzątać ulice bylebyś była szczęśliwa. &lt;br /&gt;I tak samo Alex znajdzie coś co przyniesie mu szczęście i sens w życiu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsze dwa miesiące spałam, a ból głowy, i gorączka 37,6 dawały się i we znaki. Obżerałam się jak zdrowy prosiaczek, oczywiście kiełbasą, mięsem i jadłem słonym a nie słodyczami, jak przystało na syna. A po nich nastąpił okres ciszy i spokoju, który trwa po dziś dzień. I znów jak to mówią „biegam i skaczę”, a Alex rośnie zdrowo i szybko. Dziś maluch ma 4,5 miesiąca, i jak pan Doktor stwierdził:&lt;br /&gt;- O Mój Boże, jakie silne serce !!!&lt;br /&gt;- A owszem, w końcu płynie w nim krew polsko-bułgarska :).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Maluch nie próżnuje, tańczy tango, balet, spaceruje, a tata nam w tym pomaga trenując siatkówkę. Za Brzdącem już pierwsze loty samolotem, milonga, kino, dyskoteka, spacer z Tatą, pierwszy prezent od taty czyli album Naszego Malucha, a w nim zdjęcie z pierwszej i kolejnej ekografii. A czy Pan Doktor miał racje czy się mylił, że Alexander Nikolay przybędzie 9 listopada to zobaczymy jak przyjdzie na niego pora. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-86NrlAAemdU/Te1rn0eZhRI/AAAAAAAAEmk/cL-gyGNk3SQ/s1600/100_3775.JPG" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="113" width="200" src="http://4.bp.blogspot.com/-86NrlAAemdU/Te1rn0eZhRI/AAAAAAAAEmk/cL-gyGNk3SQ/s200/100_3775.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;I dużo by pisać jak to jest gdy zamiast jednego serca dwa biją w jednym ciele, jedno wiem na 101% - JESTEM SZCZĘŚLIWA - bo Niko kroczy u mojego boku jako mąż i jako ojciec mojego syna. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto było na nich czekać, tyle lat. KOCHAM WAS CHŁOPAKI !!!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-549485611636569095?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/549485611636569095/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/06/dzien-czterysta-czterdziesty-siodmy-6.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/549485611636569095'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/549485611636569095'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/06/dzien-czterysta-czterdziesty-siodmy-6.html' title='Dzień czterysta czterdziesty siódmy, 6 czerwca 2011. Alexander Nikolay.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-0HJI1Gqx0JY/Te2EUdWxSHI/AAAAAAAAEmw/Sy_NdqYlQEE/s72-c/100_3962.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-4847967102190852031</id><published>2011-05-30T13:59:00.000-03:00</published><updated>2011-05-30T13:59:08.876-03:00</updated><title type='text'>Dzień czterysta czterdziesty, 30 maj 2011. Refleksje.</title><content type='html'>&lt;i&gt;&lt;b&gt;"Walka człowieka przeciwko władzy, jest walką pamięci przeciw zapomnieniu"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;(Milan Kundera)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic się nie dzieje, tzn Buenos jak stało tak stoi, spowite jesiennym powietrzem. Przestałam już liczyć dni, miesiące od mojego przyjazdu.&lt;br /&gt;- Za jakiś czas będziesz liczyć lata, które spędziłaś  w swoim wyśnionym Buenos – powiedział Niko.&lt;br /&gt;- Masz rację, co do życia w „kapitalu” Argentyny zawsze masz rację, zapomniałam ile to już miesięcy. 15 sierpnia w urodziny mojej mamy minie 1,5 roku. &lt;br /&gt;Kiedy w Wawie żegnałam się z gronem znajomych wiedziałam że nie wrócę, a przynajmniej nie po pól roku tak jak mówiłam. Przychodzą chwile tęsknoty, za naszym żarciem, za przyrodą, za bliskością Moich Gór, za Rynkiem Krakowskim, za Warszawską Praga, za Nowym Światem i za wybrzeżem Wisły spowitym we wiosennym słońcu. Za zapachem Polski. Byłoby dziwne gdybym nie tęskniła, bo w końcu to moja kultura, tam się wychowałam, i kiedy mieszkamy w danym Państwie zawsze mówimy: „Ahh jak ja bym chciała mieszkać w tamtym kraju. Tam jest tak ciepło i pięknie”. A i owszem, jak się na wakacje lub na stypendium lub delegację jedzie to jest pięknie, bo podświadomie wiemy że wrócimy do ojczyzny. W końcu to mleko z Polskich krów mnie karmiło, a nie z Argentyńskich, więc i smak mleka tutaj jest inny. Ale kiedy zaczynamy żyć życiem danego kraju rozumiemy że to nie nasze korzenie.  Ale warto było przylecieć, warto było czekać na moją rodzinę. I tak poleciałam tylko za tangiem, a założyłam jeszcze rodzinę. Życie zaskakuję, i mam nadzieję że zawsze pozytywnie. Tęsknię za Polską, ale jeszcze bardziej tęskniłabym za moim sercem, które bym tu zostawiła gdybym wróciła wtedy do Polski. Czy tęsknię za znajomymi? W pewien sposób tak, ale dla nich bym nie wróciła, bo ludzie w naszym życiu dziś są, a jutro odchodzą, a ich miejsce zajmują nowi. I tak jest w Buenos nowi znajomi, nowe twarze. A przyjaciele? Prawdziwi zawsze trwają i Moja Przyjaciółka Asia zawsze była i jest, co prawda przez skypa, ale jutro też jest dzień i też ją usłyszę. Czy odległość zabija przyjaźń? Widać że nie, bo ja tu, a ona w Berlinie. No i Polska, co dużo powiedzieć, doczekaliśmy się własnego Chrystusa, jak w Rio. Czyżby brak nam inicjatywy? Brak pomysłów? Kopiujemy z innych państw tak jak Argentyńczycy kopiują z USA? A czemu nie posąg Jana Pawła II skoro to była chluba narodu, nasz autorytet. &lt;br /&gt;Co do tanga to nauczyciele podróżujący po świecie z warsztatami, uważani za guru tanga tutaj pracują w szkołach tanga, prowadzą regularne zajęcia grupowe, uczą tego samego za grosze , a że maja więcej czasu niż podczas warsztatów to mają czas na więcej szczegółów. Moi kiedyś idole jak Rivarola, Boca z filmy „Tango” uczą w szkołach 3 ulice od mojego domu, przynajmniej mogę spacerkiem docierać. Guillermina Quiroga, Pablo Veron, Pablo Inza, Dana Frigoli, Raul Bravo czyli Król Królów tanga u którego uczyli się najlepsi i wiele innych. A przede wszystkim im głębiej zaczyna się wchłaniać w życie tym lepiej zaczyna rozumieć się i czuć tango. I to jest właśnie ta inna niż polska kultura, Buenos Aires to kultura tanga.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-4847967102190852031?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/4847967102190852031/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/05/dzien-czterysta-czterdziesty-30-maj.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/4847967102190852031'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/4847967102190852031'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/05/dzien-czterysta-czterdziesty-30-maj.html' title='Dzień czterysta czterdziesty, 30 maj 2011. Refleksje.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-8874549909958329722</id><published>2011-05-30T11:56:00.000-03:00</published><updated>2011-05-30T11:56:21.511-03:00</updated><title type='text'>Dzień czterysta trzydziesty drugi, 22 maj 2011. Dżungla w Rio.</title><content type='html'>&lt;i&gt;&lt;b&gt;"Świat cały jest tylko błękitną wklęsłością chińskiej filiżanki"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-cm0brYOT91c/TeMdPsEG8oI/AAAAAAAADts/kNBo_ibzXcY/s1600/100_3850.JPG" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://2.bp.blogspot.com/-cm0brYOT91c/TeMdPsEG8oI/AAAAAAAADts/kNBo_ibzXcY/s200/100_3850.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Niedzielny ranek przywitał Nas bardzo słonecznie i ciepło. Po długiej i ciepłej nocy postanowiliśmy wreszcie wstać i udać się  na poranny posiłek w naszym hostelu. Z doświadczenia wiemy, że kto pierwszy na stołówce ten ma co jeść. Jednak zawsze staramy dzielić się z bliźnimi dlatego też z samego rana czyli o 9:00 :) włączyliśmy telewizor ten dla ludzi niedosłyszących by zrobić pobudkę śpiochom. Na szwedzkim stole znalazło się wiele przysmaków, począwszy od słonych przez słodycze do owoców. Śniadanie podobnie jak cała kuchnia brazylijska okazało się pyszne. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-MmA909TZHpQ/TeMdp9jYTCI/AAAAAAAADt0/yWEHG6qLQBA/s1600/100_3851.JPG" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://1.bp.blogspot.com/-MmA909TZHpQ/TeMdp9jYTCI/AAAAAAAADt0/yWEHG6qLQBA/s200/100_3851.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Dziś czekało nas prawdziwe wyzwanie, spotkanie z naturą czyli dżungla w Rio de Janeiro. Postanowiliśmy bowiem wybrać się do parku botanicznego. Ów ogród nie jest katastrofalnych rozmiarów, przewidziano spacer po nim na 2h, choć można spędzić w nim pół dnia np.: wybrać się z koszykiem na piknik. Spacerowaliśmy wśród pięknych i bardzo wysokich palm kokosowych, a kokosy spadały prosto na nasze głowy. Czasem drogę naszą przecięła jakaś brunatna wiewiórka, a czasem szumiący strumyczek. Niesamowitą atrakcją dla nas okazał się ogród orchidei, tym bardziej że jest to mój ulubiony kwiat.&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-4axOHMOpTck/TeMgh841j3I/AAAAAAAADuc/0hOC3sMXqE8/s1600/100_3877.JPG" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="200" width="113" src="http://2.bp.blogspot.com/-4axOHMOpTck/TeMgh841j3I/AAAAAAAADuc/0hOC3sMXqE8/s200/100_3877.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-VHP8FLiWPjU/TeMg3U8NhbI/AAAAAAAADuk/1qHKMEJVYL8/s1600/100_3879.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="113" width="200" src="http://4.bp.blogspot.com/-VHP8FLiWPjU/TeMg3U8NhbI/AAAAAAAADuk/1qHKMEJVYL8/s200/100_3879.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Br05q1TEYIw/TeMiM7fSagI/AAAAAAAADu0/eOpoRasYO38/s1600/100_3881.JPG" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="200" width="113" src="http://3.bp.blogspot.com/-Br05q1TEYIw/TeMiM7fSagI/AAAAAAAADu0/eOpoRasYO38/s200/100_3881.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-dvPCPhzvG8c/TeMi3Blam7I/AAAAAAAADu8/m9tvojDbooo/s1600/100_3885.JPG" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="113" width="200" src="http://4.bp.blogspot.com/-dvPCPhzvG8c/TeMi3Blam7I/AAAAAAAADu8/m9tvojDbooo/s200/100_3885.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Przy wejściu do parku witał nas strażnik i bileter, a przy wyjściu żegnały nas małpy :). &lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-7ah685hcbYI/TeMkCNM1FwI/AAAAAAAADvI/Kl3XILJgnR4/s1600/100_3890.JPG" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="200" width="113" src="http://3.bp.blogspot.com/-7ah685hcbYI/TeMkCNM1FwI/AAAAAAAADvI/Kl3XILJgnR4/s200/100_3890.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-r8sQwVaU50I/TeMkYOXsbUI/AAAAAAAADvQ/YdHj427nWIQ/s1600/100_3893.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="200" width="113" src="http://2.bp.blogspot.com/-r8sQwVaU50I/TeMkYOXsbUI/AAAAAAAADvQ/YdHj427nWIQ/s200/100_3893.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-YwEUD9tdI14/TeMk24SzC8I/AAAAAAAADvY/KYIVLM8lfJU/s1600/100_3900.JPG" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="200" width="113" src="http://4.bp.blogspot.com/-YwEUD9tdI14/TeMk24SzC8I/AAAAAAAADvY/KYIVLM8lfJU/s200/100_3900.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-2TBxXnDeZ7w/TeOgbFig3gI/AAAAAAAADv4/e-wvgg7pPNk/s1600/100_3944.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="113" width="200" src="http://2.bp.blogspot.com/-2TBxXnDeZ7w/TeOgbFig3gI/AAAAAAAADv4/e-wvgg7pPNk/s200/100_3944.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-jp_7NTF4EGs/TeOg3DLKEuI/AAAAAAAADwA/1nZVpfO1GOc/s1600/100_3985.JPG" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="200" width="113" src="http://4.bp.blogspot.com/-jp_7NTF4EGs/TeOg3DLKEuI/AAAAAAAADwA/1nZVpfO1GOc/s200/100_3985.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Tak, tak małpy. Byliśmy świadkami bójki dwóch małpich „gangów”. Ludzie rzucili się by obejrzeć małpie wybryki, lecz szybko też uciekli gdy z drzew zaczął padać deszcz małpich odchodów. Tak czy siak południe spędziliśmy na łonie natury, a potem już tylko zakupy, spacer uliczkami Boskiego Rio i popołudnie na plaży Copacabana. Dziś miękkość złocistego piasku wzbudził we mnie miłe uczucia, bo stąpając po nim mogłam patrzeć na to co kocham najbardziej w naturze Moje "Góry". To był jeden z najpiękniejszych prezentów jakie zrobił nam Mój Mąż, a przed Nami tyle jeszcze pięknych chwil. &lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-V8kFtUfeWiM/TeOmIuD64OI/AAAAAAAADwU/48q5NRBUCME/s1600/100_4015.JPG" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="200" width="113" src="http://2.bp.blogspot.com/-V8kFtUfeWiM/TeOmIuD64OI/AAAAAAAADwU/48q5NRBUCME/s200/100_4015.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Copacabana o tej porze roku, poza tak zwanym sezonem wyglądnie spokojnie, przyjemnie i miło. Jest zwyczajnie, codziennie, normalnie. Nie jestem fanatyczką plaży, dla mnie to nuda, zamiast wypoczywać to się irytuję gdy muszę poszukiwać kawałka skweru na swój ręcznik i siebie. Zresztą co to za wypoczynek kiedy dookoła wrzask tłumu plażowiczów, smród spalin samochodowych, i smażonego żarcia. Nie ma to jak cisza i spokój gór, pustka, brak ludzi, zapach łąk i potoków, jak bycie na "wysokościach" i posiadanie wszystkiego w d... . Zastanawiam się jak ludzie po całym roku pracy, po huku jaki  niesie ze sobą miasto, po smrodzie udają się do takich samych miast tyle że mniejszych i posiadających plaże. No nic, to nie moja sprawa. Ale dziś plaża była dla mnie ujmująca, o tej porze roku można znaleźć spokój i błogość, choć smród pozostaje. Mieszkańcy wylegują się w słońcu w słuchani w ciszę, młodziki grają w „siatkę” plażową, dzieciaki budują zamki z piasku, a jeszcze inni surfują ponad falami. Każdy znajdzie dla siebie miejsce. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niko i Ja po plażowym spacerze postanowiliśmy udać się na spóźnimy lunch. Caipirinha, skrzydełka z kurczaka i frytki to było to czego nam było trzeba. W plażowym barze przygrywała „do kotleta” brazylijska kapela. &lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-R4YAB3SuIiw/TeOmtMAQA6I/AAAAAAAADwc/ULVgw-_HPak/s1600/100_4018.JPG" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="200" width="113" src="http://2.bp.blogspot.com/-R4YAB3SuIiw/TeOmtMAQA6I/AAAAAAAADwc/ULVgw-_HPak/s200/100_4018.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;- Wrócę za 30 min, idę choć przez chwilę poczuć brazylijską siatkówkę plażową. Byś w Rio i nie zagrać na plaży w siatkę, to…to znaczy być boludo.&lt;br /&gt;I tak Niko popędził u swemu przeznaczeniu, a rozkoszowałam się widokiem plaży i znów zapachem oceanu. Oczekiwanie na kurczaczka umilała mi owa kapela. Czekałam, czekałam i czekałam.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-SrF3z1GVjuo/TeOm9w4TkLI/AAAAAAAADwk/f49MBEC3kCg/s1600/100_4022.JPG" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="113" width="200" src="http://4.bp.blogspot.com/-SrF3z1GVjuo/TeOm9w4TkLI/AAAAAAAADwk/f49MBEC3kCg/s200/100_4022.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;- Czy właściciel pojechał na wieś zapolować na ptaszynę? – pytałam się samej siebie. Minęło dobre 30 min, a obiad nie raczył wjechać na mój stolik. Za to właściciel knajpki, notabene kelner który przyjął od nas zamówienie, spoczął nie opodal mnie, obok swoich kumpli, którym browar już zapienił źrenice, i zaczął sączyć złocisty płyn. Niko wpadł wściekły widząc że ja zgłodniała Matka Polka wciąż oczekuję karmy.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-MFz6gcUb8Ak/TeOoDlF1pQI/AAAAAAAADww/duj983TUaKs/s1600/100_4027.JPG" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="113" width="200" src="http://1.bp.blogspot.com/-MFz6gcUb8Ak/TeOoDlF1pQI/AAAAAAAADww/duj983TUaKs/s200/100_4027.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;- Panie, 30 min mnie nie było, a Pan nawet Caipirinha nie przyniósł, nie jestem barmanem ale pokarzę Panu ile trwa przygotowanie drinka!!! Rozumiem że ma Pan wielu klientów i na obiad trzeba czekać, ale żeby na drink też???!!! Idziemy stąd.&lt;br /&gt;- Ja myślałem że Pan zrezygnował, bo Pan poszedł.&lt;br /&gt;- Przecież złożyłem zamówienie i mówiłem że ja dziękuję nie jestem głodny, ale składamy zamówienie na dwa drinki i obiad dla moje żony!!!&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Up7gzi2DCOw/TeOpCSfSRaI/AAAAAAAADxA/TC20FWjquU8/s1600/100_4042.JPG" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="113" width="200" src="http://1.bp.blogspot.com/-Up7gzi2DCOw/TeOpCSfSRaI/AAAAAAAADxA/TC20FWjquU8/s200/100_4042.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-HruyLxIobfo/TeOpvH_s0II/AAAAAAAADxI/Netsd90n88s/s1600/100_4053.JPG" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="113" width="200" src="http://2.bp.blogspot.com/-HruyLxIobfo/TeOpvH_s0II/AAAAAAAADxI/Netsd90n88s/s200/100_4053.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;- Szefie, niech Pan siada, 10 min i obiad podany&lt;br /&gt;Nie minęło 5 a wszystko wjechało na stolik. Dobrze  że nie opuściliśmy plażowego baru, bo warto było czekać nawet godzinę. Obiad był tak duży że i Niko dostał swoją połowę. Widać nie tylko my lubimy zwiedzać poza sezonem, Paul McCartney także postanowił przybyć i "odwalić" koncert. &lt;br /&gt;Na lotnisku było znów jak w Buenos Aires czyli bieg w lewo potem w prawo aż wreszcie do celu :). Obsługa Aerolinias Argentina w Rio okazała się nadzwyczaj wysokiej klasy osobistej i nawet samolot wystartował przed czasem (15 min wcześniej).&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-9YUZ9tAtGKY/TeOqQlNVzJI/AAAAAAAADxQ/wttVvIdtpQY/s1600/100_4063.JPG" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="113" width="200" src="http://1.bp.blogspot.com/-9YUZ9tAtGKY/TeOqQlNVzJI/AAAAAAAADxQ/wttVvIdtpQY/s200/100_4063.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Tak czy siak, kolejny dzień w Ameryce południowej zaliczyliśmy do udanych. Bo pomimo ciągłych wpadek to cóż więcej można wymagać od życia w ciepłych krajach? Należy być COOL czyli przyjąć styl życia luz blues.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-8874549909958329722?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/8874549909958329722/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/05/dzien-czterysta-trzydziesty-drugi-22.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/8874549909958329722'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/8874549909958329722'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/05/dzien-czterysta-trzydziesty-drugi-22.html' title='Dzień czterysta trzydziesty drugi, 22 maj 2011. Dżungla w Rio.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-cm0brYOT91c/TeMdPsEG8oI/AAAAAAAADts/kNBo_ibzXcY/s72-c/100_3850.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-4677722712907238378</id><published>2011-05-28T14:27:00.000-03:00</published><updated>2011-05-28T14:27:30.269-03:00</updated><title type='text'>Dzień czterysta trzydziesty pierwszy, 21 maj 2011. Rio de Janeiro czyli „Dzień dobry jestem cucaracha”.</title><content type='html'>&lt;i&gt;&lt;b&gt;"Nawet największe pustynie mają swoją wiosnę, choćby najkrótszą i niedostrzegalną"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-0EOuy0nHqu4/TeEOGaQCRkI/AAAAAAAADsA/Ct_npvtH0QE/s1600/100_3718.JPG" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="113" width="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-0EOuy0nHqu4/TeEOGaQCRkI/AAAAAAAADsA/Ct_npvtH0QE/s200/100_3718.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Poranny lot okazał się spełnionymi obietnicami argentyńskich linii lotniczych. 2h 45 min w samolocie by dotrzeć do stolicy samby i karnawału. Już samo lotnisko mile nas zaskoczyło, położone na wysepce czyli z każdej strony otoczone przez ocean atlantycki.&lt;br /&gt;- Ma Pani źle ustawioną datę w pieczątce, dziś jest 21 maja nie 11 maja – grzecznie Niko poinformował pracownicę odprawy emigracyjnej gdy ujrzeliśmy w naszych paszportach wjazd do kraju z datą 11 maja.&lt;br /&gt;- Dziękuję, ale nic nie szkodzi, poprawię to.&lt;br /&gt;- Dziękuję. Nie chcemy mieć problemów przy wyjeździe.&lt;br /&gt;- Proszę mi wierzyć, nikt nie będzie Wam robił problemów z powodu daty.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-vwJQ8WLzG6M/TeEuvwN_FCI/AAAAAAAADtU/6tkoB-UN7Kc/s1600/DSC00297.JPG" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://2.bp.blogspot.com/-vwJQ8WLzG6M/TeEuvwN_FCI/AAAAAAAADtU/6tkoB-UN7Kc/s200/DSC00297.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;I poprawiła, czyli długopisem cyfrę 1 zmieniła na 2 :) i wyszło 21. Taki luz blues panuje w Rio. Kiedy opuściliśmy salę przylotów ku naszym oczom pojawiły się biura przewoźników, a w nich skaczące Brazylijki zachęcające uśmiechem i temperamentem do skorzystania z usług danego przewoźnika. Oczywiście do centrum można dostać się autobusem miejskim, zwykłą taksówką lub „trochę” droższym przewoźnikiem. My pozwoliliśmy sobie na więcej bezpieczeństwa czyli prywatnego przewoźnika. Koszt: 180 reali!!! czyli 310 PLN!!! To jak lot tanimi liniami z Polski do Grecji :). Pogoda jesienna czyli 26°C (średnia temperatura w Rio w zimie sięga w dzień 25°C a w nocy 18°C), niebo błękitne, powietrze wilgotne. W drodze do hotelu podziwialiśmy uroki miasta, które w 1960 roku przestało być stolicą Brazylii na rzecz miasta Brasilia. Padłam na kolana przed ty miastem, „góry”(wzgórza) i ocean we wspólnym towarzystwie. Tam trzeba być, a nie czytać o tym, bo nawet ja nie potrafię opisać tego piękna natury jakie na Nas tam czekało. Po co przybyliśmy? By ujrzeć słynny posąg Chrystusa, wejść na Głowę cukru, spacerować po plaży Copacabana, zszokować się widokiem jednego z  największych stadionów świata Maracanã, spacerować po ogrodzie botanicznym, przejechać się starym tramwajem po Santa Teresa i zwiedzić centrum, taki był Nasz weekendowy plan pobytowy. &lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-4gk-iBfYORQ/TeEvswPdrMI/AAAAAAAADtg/QhjOOEqwT-4/s1600/100_3603.JPG" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="113" width="200" src="http://4.bp.blogspot.com/-4gk-iBfYORQ/TeEvswPdrMI/AAAAAAAADtg/QhjOOEqwT-4/s200/100_3603.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Droga do wybranego przez nas hostelu, wiodła tunelem we wzgórzu Corcovado, na której szczycie stoi słynny pomnik Chrystusa. Po raz pierwszy mój mąż dał się namówić na hostel, a nie hotel. Może mi brakuje takich wakacji, w dziczy, w namiocie, bez luksusów, więc hostel trochę to zrekompensował. Wybraliśmy hostel między plażami Ipanema a Copacabana. Jedna noc w pokoju dwuosobowym z łóżkiem małżeńskim, z łazienką to koszt 50 dolarów. Na wejściu „przywitał” Nas obcokrajowiec typu Angol z browarem w ręku o poranku :). Zrobiło mi się swojsko czyli europejsko :). W recepcji musieliśmy zapłacić za zarezerwowaną przez nas noc z piątku na sobotę, której to nocy nie spędziliśmy w hostelu ze względu na niespodziankę jaką przygotowały nam argentyńskie linie lotnicze, i za noc kolejną. W Rio de Janeiro (przypuszczam że w całej Brazylii) podobnie jak w Argentynie nie idzie się dogadać w żadnym innym języku jak ojczystym dla danego kraju. I tu ani angielski ani hiszpański nam nie pomógł, lecz język pradziadków czyli obrazkowy. Jak oni jeszcze rozumieją hiszpański to My portugalskiego ni w ząb :). Zapach w hostelu był typowy, czyli jakiś płyn dezynsekujący, obiad gotowany w kuchni, zapach browara, ale czysto i zadbanie. Pokój okazał się skromny ale nadzwyczaj duży, łóżko, dwie szafki nocne z lampkami, i telewizor na „stole”, zamiast szafy „garderoba” z zasuwanymi szklanymi drzwiami. W łazience prysznic, umywalka, toaleta i … &lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-daaafk8kkoE/TeEKrAHhQ5I/AAAAAAAADro/xIo7V6GLVdM/s1600/100_3638.JPG" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="113" width="200" src="http://1.bp.blogspot.com/-daaafk8kkoE/TeEKrAHhQ5I/AAAAAAAADro/xIo7V6GLVdM/s200/100_3638.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;i dwa ogromne cucarach :). Wilgotny klimat sprzyja ich życiu. Podobno w Buenos też można je spotkać, ale ja odkąd tu mieszkam wybierałam komfortowe warunki mieszkaniowe. Narobiłam wrzasku, za każdym razem kiedy rozpoczynałam rozmowę z Buddą obejrzałam sedes z każdej strony kilka razy, bo nie chciałam by coś takiego wspinało się po mnie jak himalaiści po Mount Everest. Łóżko okazało się kolejną atrakcją tego dnia, gdy wieczorem składałam swoje „zwłoki” u boku mojego męża nagle znalazłam się na ziemi, czyżbym aż tak przytyła? Kablówka w TV zawierała 3 kanały, a głośność telewizora wskazywała iż był to pokój przeznaczony dla turystów z wadą słuchu. Tak czy siak, Niko zgłosił wszystkie usterki w recepcji. Zażądał przeniesienia dwóch cucaracha do innego lokum, łóżko sam naprawił a TV nie włączaliśmy, bo i po co, ah rano w niedzielę by obudzić sąsiadów na śniadanie. Poczułam się jakoś staro, gdy tak zrzędziliśmy obsłudze hostelu, dobrze że nie poinformowaliśmy ich iż ze względu na nasz wiek i wilgoć łupie nas już w kościach. Weekend to za krótko by podróżować po Rio autobusem czy metrem, poruszaliśmy się taksówkami. Dlatego też trudno było nam zobaczyć jak naprawdę żyją Brazylijczycy, jedno jest pewne są bardzo ciemnoskórzy, Afrykańczycy lub mieszanka afrykańsko-portugalska. &lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-VtrABm0Uv_w/TeEM5suJbBI/AAAAAAAADr0/swLHdap3_z8/s1600/100_3670.JPG" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="113" width="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-VtrABm0Uv_w/TeEM5suJbBI/AAAAAAAADr0/swLHdap3_z8/s200/100_3670.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Wpierw udaliśmy się na Pão de Açúcar czyli Głowa Cukru. Za 44 reale wjechaliśmy kolejką linową (czy da się wspiąć? tak, 270 dróg wspinaczkowych, ale czasu za mało a sprzęt jeszcze w Polsce) najpierw na pierwsze wzgórze, z którego już mięliśmy przedsmak tego co czeka Nas na Głowie Cukru. Z trzech stron ocean, i dookoła pasma wzgórz, widok na miasto, na wzgórze Chrystusa, na plaże. Tutaj można posmakować kuchni brazylijskiej, zjeść bardzo dobre lody i kupić upominki, których cena zazwyczaj jest dwa razy wyższa niż w regularnym sklepie w mieście. Z Głowy cukru udaliśmy się na wzgórze Corcovado by stanąć u stóp Chrystusa. O tej porze roku wieczór zapada około godziny 17:30, a ciemno się robi koło 19:00 dlatego też nasz plan pobytu musiał ulec małej poprawce, ze względu jak już wspomniałam niespodziankę linii lotniczych .  &lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Y7Gh1Kv1LR0/TeEPEX086sI/AAAAAAAADsM/HS7_cC7PKW4/s1600/100_3770.JPG" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="200" width="113" src="http://1.bp.blogspot.com/-Y7Gh1Kv1LR0/TeEPEX086sI/AAAAAAAADsM/HS7_cC7PKW4/s200/100_3770.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;.O 16:00 dotarliśmy do kasy by zakupić za 36 reali bilet na kolejkę, która miała nas wywieść na szczyt. Niestety bilety zostały wykupione i dopiero kolejną turę przewidziano na 17:20 czyli godzinę kiedy zaczyna się robić ciemno. Co nam pozostało? Skorzystać z prywatnego przewoźnika czyli prywatny samochód osobowy lub minibus czyli tańszy transport za 35 reali od osoby plus 24 wejście do parku. W busie po doświadczeniach z cucaracha w łazience trzymałam nogi w powietrzu, by nic się po mnie nie "wspindrało". Kierowca jechał jak szalony po krętej drodze wznoszącej się po wzgórzu. Brazylijczycy są słynni ze swojej brawurowej, szybkiej jazdy, ale jeżdżą dobrze i estetycznie.  Pierwszy przystanek:&lt;br /&gt;- Dlaczego się tu zatrzymaliśmy? Przecież posąg jest po drugiej stronie – spytał Niko. Ale nie otrzymał odpowiedzi, nikt go nie zrozumiał. Otworzono drzwi i kazano wysiąść.&lt;br /&gt;- Dokąd mamy się udać? – znowu padło pytanie od Niko. Pokazano nam palcem że tam, czyli przed siebie. Czy każą nam teraz się wspinać? &lt;br /&gt;- Wiesz, myślę że mamy tam iść by zapłacić z wstęp do parku – skomentowałam.&lt;br /&gt;- A ja uważam że to tylko spacer do punktu widokowego, by spojrzeć na Rio z drugiej strony.&lt;br /&gt;Niko się nie omylił. &lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-fc_PLdTfuc4/TeEQohutOtI/AAAAAAAADsY/DFxbUAYzJbg/s1600/100_3771.JPG" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="113" width="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-fc_PLdTfuc4/TeEQohutOtI/AAAAAAAADsY/DFxbUAYzJbg/s200/100_3771.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Podczas drugiego postoju, kazano nam stanąć w kolejce, wykupić wejściówki do parku i przesiąść się do kolejnego busika, który wywiózł nas na szczyt. A tam kilkanaście schodów czekało na Nas byśmy mogli dotrzeć do „stóp” Chrystusa. Mnie samą posąg rozczarował, mimo że ogromny, bo 38 metry wysokości to nie wzbudził we mnie zachwytu, może dlatego że wznosi się na cokole, gdyby postawiony był na ziemi, i można byłoby dojść do jego stóp, lub szat to byłby zachwycający. A tak można dotkną tylko cokołu. Tak czy siak jedynie co mnie urzekło to natura w Rio czyli moje ukochane góry (tutaj wzgórza) i widok ze wzgórz na ocean i otaczającą przyrodę. Samo zwiedzanie posągu to strata czasu i kasy.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-AsKzt952NI8/TeESo-GcEHI/AAAAAAAADsk/Y_lqjBDdsMk/s1600/100_3777.JPG" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="200" width="113" src="http://3.bp.blogspot.com/-AsKzt952NI8/TeESo-GcEHI/AAAAAAAADsk/Y_lqjBDdsMk/s200/100_3777.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;- Niko, myślisz że Chrystus z Rio ma stopy? Nigdy nie widziałam w internecie jego zdjęć ze stopami, zawsze od pasa w wzwyż.&lt;br /&gt;I to pytanie pozostaje dla mnie zagadką do dziś, i poszukuję odpowiedzi w necie, bo chcę zabić swoje rozczarowanie. Ale widok ze wzgórza Corcovao jest ujmujący. O godzinie 17:30 zaczęło się ściemniać, i zaczął powiewać baaaaaardzo rześki wiatr. Udaliśmy się do restauracji na wzgórzu na obiad i sok z marakui. Cudownie jest podróżować, rozkoszować światem z ukochaną osobą, kiedy po całym dniu w restauracji tulisz się całujesz i rozkoszujesz ciepłem. &lt;br /&gt;W drodze do centrum ujrzałam Chrystusa w błękitnym świetle.&lt;br /&gt;- Niko, widziałam Chrystusa.&lt;br /&gt;- No to jest szczęściarą.&lt;br /&gt;Chrystus teraz wyglądał pięknie, z daleka, oświetlony, jakby aureola się w około Niego roztaczała. &lt;br /&gt;Do centrum dotarliśmy późnym wieczorem. Taxi dowiozła nas pod ulicę Santa Teresa, którą można przejechać starym tramwajem. &lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-mux7H_U7Vu8/TeEUjZtNvwI/AAAAAAAADsw/B9pKvfm2Mq4/s1600/100_3812.JPG" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://2.bp.blogspot.com/-mux7H_U7Vu8/TeEUjZtNvwI/AAAAAAAADsw/B9pKvfm2Mq4/s200/100_3812.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Kiedy czytałam o Rio wycieczka owym tramwajem wydała nam się atrakcją, lecz o tej porze dnia mentalnie stać nas było tylko na kilka fotek. Do i z centrum prowadzi ulica dwu pasmowa, która przedzielona jest deptakiem. Tutaj postanowiliśmy spróbować ulicznych przysmaków brazylijskich czyli grillowana kiełbasa!!! „zamoczona” w startym chlebie. My doprawiliśmy to jeszcze sosem, i spoczęliśmy na krawężniku by rozkoszować się jadłem i zapachem Rio. Jakie ogólne wrażenia? Miasto jest wspaniałe, tzn urbanistycznie nie różni się od Buenos, ale przyrodniczo bardzo. Masa parków, zatok, plaż i wzgórz. Mieszkańcy wydali Nam się przyjaźni, otwarci i jakby bardziej szczerzy, a sprzedawcy ufni, nie narzucający swojej woli, pracowici, choć o Rio krąży opina że to bardzo niebezpieczne miasto. A może zależy to od pory roku? Pora turystyczna czyli letnia obfituje bardziej w kradzieże czyli w zabawę zwaną „Okraść turystę”. &lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-t15biSLPB14/TeEVrNegqTI/AAAAAAAADs8/oNqhpLhuUIU/s1600/100_3838.JPG" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://4.bp.blogspot.com/-t15biSLPB14/TeEVrNegqTI/AAAAAAAADs8/oNqhpLhuUIU/s200/100_3838.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Centrum wieczorną porą nie wzbudziło w Nas sympatii. Spodziewaliśmy się zadbanego centrum ze starymi budynkami, a zastaliśmy rozwalone chodniki, ze stojącymi na nich kałużami, bary przypominające speluny i smród. Centrum to głównie bary, brak sklepów chyba że z alkoholem, brak dyskotek. Prawdą chyba jest że Rio, które słynie z karnawału, w ciągu roku się nie bawi, tylko te 2 czy 3 miesiące karnawału są obfite w gorące rytmy. Brazylijczycy wieczory spędzają w barach jedząc i pijąc. Myśleliśmy iść na jakieś disco w dzielnicy Copacabana, ale nic takiego tam nie ma. Warto przejść się na show do szkoły samby, nam niestety nie starczyło już na to czasu.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-2XBaxGPUVes/TeEXmKf7foI/AAAAAAAADtI/QdgaY-HtMN0/s1600/100_3814.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-2XBaxGPUVes/TeEXmKf7foI/AAAAAAAADtI/QdgaY-HtMN0/s200/100_3814.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;I tak disco zamieniliśmy na łóżko z myślami czy jakiś cucarach nie dzieli z nami legowiska.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-4677722712907238378?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/4677722712907238378/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/05/dzien-czterysta-trzydziesty-pierwszy-21.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/4677722712907238378'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/4677722712907238378'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/05/dzien-czterysta-trzydziesty-pierwszy-21.html' title='Dzień czterysta trzydziesty pierwszy, 21 maj 2011. Rio de Janeiro czyli „Dzień dobry jestem cucaracha”.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-0EOuy0nHqu4/TeEOGaQCRkI/AAAAAAAADsA/Ct_npvtH0QE/s72-c/100_3718.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-8596070619715072889</id><published>2011-05-25T22:38:00.001-03:00</published><updated>2011-05-25T22:38:38.059-03:00</updated><title type='text'>Dzień czterysta trzydziesty, 20 maj 2011. Polecieć by się chciało czyli jak dostać się do Rio de Janeiro.</title><content type='html'>&lt;i&gt;&lt;b&gt;„Obiecanki cacanki, a głupiemu radość”&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Fj46L7HULO4/Td2rQPv3nGI/AAAAAAAADrc/-mO2J9ZCyQk/s1600/100_3579.JPG" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="113" width="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-Fj46L7HULO4/Td2rQPv3nGI/AAAAAAAADrc/-mO2J9ZCyQk/s200/100_3579.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Rio de Janeiro, marzenie prawie każdego obywatela świata, ciepły wilgotny klimat przez cały rok, gorące kobiety, i najsłynniejszy karnawał na świecie. A co mnie tu sprowadziło jesienną porą? Zaproszenie od Mojego Męża , by jego ente urodziny spędzić właśnie w tym urokliwym miasteczku. Zależało Nam by w Rio spędzić dwa pełne dni czyli cały piękny weekend. Dlatego też wykupiliśmy lot na piątek godzinę 20:45. Piątek to początek weekendu, każdy spieszy do swoich rodzin na prowincji lub na lotnisko tak jak to było w Naszym przypadku. Dla tych co jeszcze nie mięli przyjemności podróżowania liniami powietrznymi nakreślę krótki, przejrzysty szkic pobytu na lotnisku. Po przybyciu na lotnisko w full sezonie lub w weekend przepychamy się łokciami przez dzikie tłumy turystów by dostać się do swojej odprawy biletowej czyli tzw. Checkin’u. Udajemy się do stanowiska oprawy, naszego przewoźnika, gdzie czeka na Nas zazwyczaj uprzejmy reprezentant linii lotniczych, które zabiorą Nas w podróż marzeń. W Naszym przypadku wyglądało to tak: wpadliśmy na lotnisko, rozejrzeliśmy się w prawo, potem w lewo i się poddaliśmy. Zarówno z jednej strony jak i z drugiej roztaczały się tłumy, które zakryły wszystkie wytyczne „naszego szlaku”. Pobiegliśmy w lewo, dopadliśmy pracownika lotniska, który grzecznie nas poinformował że musimy biec przed siebie by dostać się do odprawy biletowej Aerolineas Argentinas, które to linie zabiorą Nas do Rio (Aerolineas Argentinas to argentyńskie linie lotnicze takie jak LOT w Polsce, czyli „niezawodne”). Biegliśmy, biegliśmy, biegliśmy i dobiegliśmy…do końca hali lotniska i nic. Znów dopadliśmy pracownika lotniska, który polecił Nam dalej biec, ale w przeciwną stronę. Dobiegliśmy . Bagaż nadany, bilety sprawdzone, teraz odprawa celna.&lt;br /&gt;Podczas odprawy celnej znów stoimy w kolejce, by następnie funkcjonariusz sprawdził legalność naszego pobytu z kraju, który opuszczamy, karalność, autentyczność dokumentu tożsamości i etc.&lt;br /&gt;Nikolay jako pełno prawny obywatel Argentyny podróżuje po Ameryce Południowej z dowodem osobistym. Jego odprawa przeszła szybko i bez bólu. Ja musiałam wspinać się po schodach legalności pobytu. Moja wiza turystyczna minęła 3 maja, a na dokumenty argentyńskie muszę jeszcze kilkanaście tygodni zaczekać. Przestawiłam funkcjonariuszowi Naszą książeczkę ślubną, mówiącą że jesteśmy małżeństwem, że jestem w trakcie realizacji wszystkich dokumentów potrzebnych mi by stać się legalnym mieszkańcem Argentyny, ale i to było za mało.&lt;br /&gt;- I co dalej? Co mamy zrobić by móc wylecieć? – zapytał Niko.&lt;br /&gt;Mieliśmy już wszystko zapłacone, bilety lotnicze (niebagatelna kwota), noclegi, i nasze marzenia &lt;br /&gt;- Musicie udać się na parter, do biura emigracyjnego, zapłacić „wpisowe” w zamian za co Pani Marta dostanie pieczątkę iż może legalnie podróżować. &lt;br /&gt;Na myśl że możemy nie polecieć zrobiło się Nam smutno. W biurze emigracyjnym trafiliśmy na bardzo wyrozumiałą, sympatyczna pracownicę. Wysłuchała Naszej miłosnej historii i wbiła pieczątkę w mój paszport. UDAŁO się, lecimy!!! &lt;br /&gt;Odprawa celna przeszła bezboleśnie. &lt;br /&gt;A gdzie spędzić czas do odlotu samolotu? W DUTY FREE czyli w sklepie wolnocłowym, który zazwyczaj jest usytuowany na drodze do poczekalni. I tak też wyglądał Nasz free-time.&lt;br /&gt;Buenos Aires po raz kolejny pokazało Nam jak łatwo i bezstresowo żyje się w naszym wymarzonym mieście. Minęła godzina 20:45 a nasz samolot się nie nie wyłonił z mroku Mordoru, pojawił się za to komunikat iż lot 1257 do Rio de Janeiro ma 45 min opóźnienia. Może to i dobrze, bo mamy więcej czasu na zakupy w duty free. Ale gdy minęła 21:30 i nie pojawił się żaden komunikat o kolejnym opóźnieniu zaczęło nas to zastanawiać. Godzina 21:45 na tablicy odlotów pojawił się komunikat: LOT ODWOŁANY. To już drugi raz jak Aerolineas Argentinas robią niespodziankę. Czekaliśmy do 22:30, czyli 45min od pojawienia się komunikatu o "skanselowniu" lotu, na przedstawiciela tychże linii by poinformował Nas jakie przygotowano dla podróżujących dalsze atrakcje. I pewnie nic by się nie działo, gdyby nie potraktowano nas jak przybłęd. Nikt do nas nie przyszedł, oznaczało to albo tchórzostwo albo ... albo tchórzostwo :). Ludzie zaczęli krzyczeć, gwizdać, tupać nogami. Tłumnie dotarliśmy do stanowiska odprawy biletowej, gdzie przeproszono Nas i poinformowano iż za kilka godzin zostanie podstawiony dla nas samolot, który szczęśliwie dowiezie nas do Rio. Co stało się z podróżnymi oczekującymi na lot? Nie wiem, obiecano im hotel, ale nigdy się nie dowiemy czy były to obietnice z pokryciem czy obiecanki cacanki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nasz rodzinka udała się do domu na kolację, czyli najlepszą pizzę jaką kiedykolwiek jedliśmy w Buenos Aires, a pizzeria owa mieści się kilka metrów od naszego domu. I tak spędziliśmy piątkowy wieczór, na zabawie na wewnętrznym lotnisku w Naszym Buenos Aires.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś się mnie zapyta:&lt;br /&gt;- Po co tam mieszkasz skoro jest jak jest? (muszę przebierać w słowach, bo to jest tak zwana DEMOKRACJA, czyli nikt ci nie da w dupę za Twoje myśli i słowa)&lt;br /&gt;- Nigdzie nie jest idealnie, a Argentyna to teraz Nasz Dom i pomimo iż Amerykę Południową zwą Trzecim Światem, to kocham ten mój świat, bo mam tu coś Mojego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I ZAWSZE ŚWIECI SŁOŃCE !!!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-8596070619715072889?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/8596070619715072889/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/05/dzien-czterysta-trzydziesty-20-maj-2011.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/8596070619715072889'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/8596070619715072889'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/05/dzien-czterysta-trzydziesty-20-maj-2011.html' title='Dzień czterysta trzydziesty, 20 maj 2011. Polecieć by się chciało czyli jak dostać się do Rio de Janeiro.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-Fj46L7HULO4/Td2rQPv3nGI/AAAAAAAADrc/-mO2J9ZCyQk/s72-c/100_3579.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-8645159439022805894</id><published>2011-05-14T13:06:00.002-03:00</published><updated>2011-05-14T13:38:06.766-03:00</updated><title type='text'>Dzień czterysta dwudziesty czwarty, 14 maj 2011. Ukraść czy samemu wymysleć?</title><content type='html'>&lt;i&gt;"Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe"&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-5L4O92i0hV0/Tc6meU0YreI/AAAAAAAADrA/yhDV-tEsL28/s1600/240px-Washington_Monument_Dusk_Jan_2006.jpg" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="200" width="141" src="http://2.bp.blogspot.com/-5L4O92i0hV0/Tc6meU0YreI/AAAAAAAADrA/yhDV-tEsL28/s200/240px-Washington_Monument_Dusk_Jan_2006.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Kiedy przyjechałam do Buenos Aires zachłysnęłam się jego innością, można było mi wcisnąć jak małpie kit. I tak żyłam ze świadomością że im dalej od obeliska tym rytmy tanga słabną. Mówiono mi: &lt;br /&gt;- Kiedy patrzysz na obelisk z Europy widzisz jego czubek. Kiedy z Antarktydy widzisz jego podstawę, ale nigdy nie widzisz całości i tak właśnie jest z tangiem.&lt;br /&gt;Ale ta świadomość pozwoliła mi zamknąć się w świecie tanga, zamknąć oczy i uszy na pozostały świat, po to by się rozwinąć. Słuchałam swojego przewodnika po świecie tanga. &lt;br /&gt;Argentyńczycy jak sami mówią wszystko mają najlepsze. Zgodzę się że dulce de leche i tango mają najlepsze, ale czy mięso, wino i obelisko?&lt;br /&gt;I tak, któregoś dni odkryłam że obelisko, wygląd parku Palermo „skradziono” Amerykanom. &lt;br /&gt;„Pomnik Waszyngtona (ang. Washington Monument) – biały obelisk znajdujący się w parku National Mall w Waszyngtonie, upamiętniający prezydenturę George'a Washingtona” (Wikipedia). Obelisk w USA został ukończony w 1884r a w Buenos Aires budowla ta stanęła w 1936r. Więc kto jest jej właścicielem i jak się ma do tego tango? Czy tango też skradziono zatem Amerykanom?&lt;br /&gt;Park Palermo, to kopia &lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-LfFKeqTDFZE/Tc6mwSgkbBI/AAAAAAAADrI/gSVERTUZrKg/s1600/250px-Southwest_corner_of_Central_Park%252C_looking_east%252C_NYC.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="133" width="200" src="http://2.bp.blogspot.com/-LfFKeqTDFZE/Tc6mwSgkbBI/AAAAAAAADrI/gSVERTUZrKg/s200/250px-Southwest_corner_of_Central_Park%252C_looking_east%252C_NYC.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Central Park na Manhattanie w Nowym Jorku. Takich miejsc znajdzie się w Buenos Aires sporo. Trudno nazwać to kradzieżami to tylko zapożyczenie pomysłu. W sklepach marketach sprawa wygląda trochę inaczej. Obsługa wieczorami odlewa z butelek pół płynu np. do prania, płukania i "dozupełnia" wodą, czyli rozcieńczone już płyny kupują klienci. I tym samym pracownicy oszczędzają a klienci wydają podwójnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I cóż tu więcej powiedzieć? Lepiej przemilczeć sprawę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-8645159439022805894?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/8645159439022805894/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/05/dzien-czterysta-dwudziesty-czwarty-14.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/8645159439022805894'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/8645159439022805894'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/05/dzien-czterysta-dwudziesty-czwarty-14.html' title='Dzień czterysta dwudziesty czwarty, 14 maj 2011. Ukraść czy samemu wymysleć?'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-5L4O92i0hV0/Tc6meU0YreI/AAAAAAAADrA/yhDV-tEsL28/s72-c/240px-Washington_Monument_Dusk_Jan_2006.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-1180505318993798721</id><published>2011-05-12T00:50:00.000-03:00</published><updated>2011-05-13T17:33:35.028-03:00</updated><title type='text'>Dzień czterysta dziewiętnasty, 9 maj 2011. Kariera w metrze.</title><content type='html'>&lt;b&gt;&lt;i&gt;"Więcej wart jest człowiek pełen polotu i ognia, choćby nawet popełniał dużo błędów, niż ograniczony i zbyt ostrożny" &lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spotykam ich każdego wieczoru w metrze, kiedy po całym dniu zmagań z codziennością w Buenos Aires, po treningach wsiadam do zatłoczonego metra. Grajkowie, cyrkowcy, paranoicy.&lt;br /&gt;Każdego wieczoru zmęczeni całym dniem pracy, gwarem i tłokiem mieszkańcy stolicy poszukują w drodze do domu wyciszenia. Wieczór w Buenos Aires to jednak nieodpowiednia chwila na odpoczynek po całym dniu pracy, wtedy to swoją pracę zaczynają uliczni grajkowie i cyrkowcy=żonglerzy. Metrowe grupy „artystyczne” liczą od 2 do czasem 5 muzyków. Bandoneon, gitara, organki, skrzypce, a czasem i bębny i solista rozbrzmiewają każdego wieczoru w wagonach metra. "Umilacze" lub czasami "uprzykrzacze" wykonują muzykę od dźwięków salsy, poprzez rock, pop do muzyki klasycznej. I dużym zaskoczeniem może być fakt, iż mimo że historie te mają miejsce w stolicy tanga to dźwięki jego nie rozchodzą się tunelami metra. Czasami naprawdę pięknie chłopaki grają (kobiety nie dostrzegłam jeszcze w tym zawodzie), ale czasami wkurwienie na nich mnie ogarnia, bo tak rzępolą. Zdarzają się postrzeleńcy, którzy do nóg przyczepiają wzmacniacze dźwięku, mają też swoje podkłady muzyczne w przenośnych magnetofonach by nadać koloryt wykonywanym utworom, co sprawia  że czasem czuję się jak w cyrku. Żonglerzy w metrze to przeważnie młodzi chłopcy z ubogich rodzin, większym sprawiało by trudność żonglowanie w pomieszczeniu (o ile wagon metra można nazwać pomieszczeniem) o nisko zawieszonym suficie. W ciągu dnia artyści ustępują miejsca handlarzom, którzy zwinnie przeciskają się przez tłumy miejskich podróżników. Oferują dosłownie wszystko i nic, od rzeczy papierniczych poprzez jedzenie aż do magnetofonów. I po co fatygować się do sklepu jak nie długo i pralkę będzie można kupić w metrze. Nigdy nie sadziłam że przyjdzie mi żyć w tak prymitywnym kraju. To naprawdę trzeci świat, ale mimo to, jest tu jakiś tajemniczy magnez, który nas przybyszów trzyma  Buenos Aires.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio nawet i ja zastanawiałam się:”A może i tango by spróbować tańczyć między siedzeniami, to byłoby naprawdę wyzwanie i wielka furora wśród mieszkańców stolicy”.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-1180505318993798721?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/1180505318993798721/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/05/dzien-czterysta-dziewietnasty-9-maj.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/1180505318993798721'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/1180505318993798721'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/05/dzien-czterysta-dziewietnasty-9-maj.html' title='Dzień czterysta dziewiętnasty, 9 maj 2011. Kariera w metrze.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-3576686536220563888</id><published>2011-05-02T16:02:00.000-03:00</published><updated>2011-05-02T16:02:09.055-03:00</updated><title type='text'>Dzień czterysta trzeci, 23 kwiecień 2011. Święta Wiekiej Nocy.</title><content type='html'>&lt;i&gt;"Świat cały jest tylko błękitną wklęsłością chińskiej filiżanki"&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-noWsDQLqnKk/Tb795yEgg2I/AAAAAAAADqU/PsPaB-lqNWA/s1600/DSC00217.JPG" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://4.bp.blogspot.com/-noWsDQLqnKk/Tb795yEgg2I/AAAAAAAADqU/PsPaB-lqNWA/s200/DSC00217.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Staram się nie patrzeć w przeszłość, na świat z którego przybyłam, ale nie jest to łatwe tym bardziej gdy zbliżają się święta. Argentyna mimo iż jest katolicka Święta nie mają takiego kolorytu, nie mają takie siły i magi. Nie ma koszyka ze święconka, to zwyczaj z Europy. &lt;br /&gt;Może dlatego też lepiej czuję się z Europejczykiem niż tutejszymi, może dlatego że jesteśmy z podobnego świata, a przede wszystkim świata starego, z kulturą z tradycją. Nawet milanesa nie jest stąd, to przecież zwykły kotlet schabowy. Gdy jajka były już ugotowane całą rodzinką zasiedliśmy do ich malowania.&lt;br /&gt;- Fiore, uważaj z farbą bo jutro będziemy rozkoszować się flamastrem a nie smakiem białego jajeczka.&lt;br /&gt;W Naszym koszyku znalazły się obowiązkowo pisanki, kiełbaska, masło, sól, pieprz a także chleb, zając i…i baranek. Baranek nie jest w ogóle znajomy Argentyńczykom jako część świąt. Nie można go nigdzie kupić, Ci Polacy u których widziałam baranka w koszyku albo kupili go daaaaaaaaaaawno temu w Polsce, albo rodzina przysłała lub tak jak my kupili w Montevideo.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-GOzeUK88OIE/Tb7-0SaKpwI/AAAAAAAADqg/k5V3Y1hOp2s/s1600/DSC00203.JPG" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="200" width="150" src="http://4.bp.blogspot.com/-GOzeUK88OIE/Tb7-0SaKpwI/AAAAAAAADqg/k5V3Y1hOp2s/s200/DSC00203.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Ewa dała nam chrzan, co dopełniło koszyczek. Sobotni wieczór spędziliśmy w polskim kościele na mszy. Niko niewiele rozumiał, ale słuchał uważnie, ja? Czekałam by wreszcie zjeść jajko święcone, tak jakby było inne.&lt;br /&gt;Harcerki przygotowały piękne pisanki, które sprzedawały po 10 lub 20 peso, my kupiliśmy aż 5 by podarować rodzinie. &lt;br /&gt;Dziwne, ale zamiast śniadania świątecznego tutaj jest zwyczaj spożywania kolacji świątecznej. Nasz koszyk nie zbudził zainteresowania, nie było nawet pytań dlaczego, jak , po co? Nie interesują się obcą tradycją, a na prezenty jajeczne zareagowali lekkim uśmiechem serdeczności. Nic nie było tak jak powinno, nawet w Niko to utkwiło. Jajko świąteczne smakowało wyśmienicie, a doprawione chrzanem wyżarło wszystkie stare niesnaski, a łzy ciekły jeszcze długo po jego działaniu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Śniadanie świąteczne przypomniało nam Nasz czas spędzony z rodzinami w Europie, a dziś w trójkę jak za starych czasów . Nie da się oszukać swojej natury tego jak zostaliśmy i gdzie wychowani.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Była też sałatka jarzynowa, bez białej pietruszki bo tu nie ma i z selerem przypominającym…niewiadomo co.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-3576686536220563888?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/3576686536220563888/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/05/dzien-czterysta-trzeci-23-kwiecien-2011.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/3576686536220563888'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/3576686536220563888'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/05/dzien-czterysta-trzeci-23-kwiecien-2011.html' title='Dzień czterysta trzeci, 23 kwiecień 2011. Święta Wiekiej Nocy.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-noWsDQLqnKk/Tb795yEgg2I/AAAAAAAADqU/PsPaB-lqNWA/s72-c/DSC00217.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-5309780775021498283</id><published>2011-05-02T15:42:00.002-03:00</published><updated>2011-05-03T01:13:47.334-03:00</updated><title type='text'>Dzień trzysta dziewiećdziesiąty dziewiąty, 19 kwiecień 2011. Montevideo.</title><content type='html'>&lt;i&gt;"Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej"&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-7uXmvEENa08/Tb7kGAS2gbI/AAAAAAAADog/wDCFPu1kfLc/s1600/DSC00170.JPG" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-7uXmvEENa08/Tb7kGAS2gbI/AAAAAAAADog/wDCFPu1kfLc/s200/DSC00170.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Bardzo trudno zawsze powraca się do pisania, zwłaszcza kiedy wszystko nabiera innego kolorytu, gdy wszystko co było nowością stało się codziennością. Mój mąż zabrał całą naszą rodzinkę na wycieczkę do stolicy Urugwaju Montevideo. &lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-rYMrqiirTbQ/Tb7ls1dnICI/AAAAAAAADos/xjzB_4V7D14/s1600/DSC00003.JPG" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-rYMrqiirTbQ/Tb7ls1dnICI/AAAAAAAADos/xjzB_4V7D14/s200/DSC00003.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Dzień rozpoczął się nadzwyczaj wcześnie, o godzinie 5 rano. Kiedy unosiliśmy się nad Naszym Buenos Aires poczułam jakbym traciła dom, a przecież to tylko weekend, to tylko parę godzin i wrócimy. Od ponad roku Buenos Aires jest miejscem gdzie buduję dom, i każdą chwilę spędzam w stolicy mojego tanga. Czasami go nie na widzę, czasami nie trawię, czasami nie znoszę, a czasami chciałabym wrócić tam skąd przybyłam, ale dziś gdy unieśliśmy się ponad Nasze Buenos zatęskniłam jak za swoim nowym domem. Spoglądałam na miasto z lotu ptaka i poczułam że chcę wrócić do tych śmieci. &lt;br /&gt;Lotnisko  w Montevideo wzbudziło w Nas zdziwienie, czyste, zadbane, nowoczesne. &lt;br /&gt;- Czy ktoś nas odbierze? – spytałam&lt;br /&gt;- Tak, ale jak znając mieszkańców Ameryki Południowej to nigdy na czas nie zdąrzaja.&lt;br /&gt;I tak parę długich minut spędziliśmy w Duty Free.&lt;br /&gt;- Widzisz kogoś by czekał – spytałam&lt;br /&gt;- Nie, mówiłem ci że się spóźnią. Ale czekaj, czy tamten facet nie trzyma tabliczki z moim imieniem?&lt;br /&gt;Trudno było to stwierdzić, o kogo chodziło. Nikolay jawił się jako Nicoloi, drugi człon nazwiska nie przypominał niczego i znajdował się na miejscu pierwszego, dopiero pierwszy człon nazwiska postawiony na drugim miejscu cokolwiek przypominał i to tylko w pierwszej części. Tak czy siak zostaliśmy cudownie przyjęci. &lt;br /&gt;Droga z lotniska do hotelu wiodła najpierw wzdłuż liściastego lasu, przypominającego polskie lasy, dlatego też poczułam się dobrze i swojsko, a następnie wzdłuż wybrzeża. Kierowca okazał się równie dobrym przewodnikiem. Nasze zdziwienie było ogromne, gdy ujrzeliśmy bogate wybrzeże Montevideo, wypasione chaty – dosłownie - piękne czyste zadbane plaże. &lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-hSkkA-d_mt4/Tb7ounV0A5I/AAAAAAAADo4/Jr-xq1HCu60/s1600/DSC00037.JPG" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-hSkkA-d_mt4/Tb7ounV0A5I/AAAAAAAADo4/Jr-xq1HCu60/s200/DSC00037.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Hotel z widokiem na rzekę la Plata. Obsługa pełna kultury, uczynna, miła, wiedząca jak dbać o klienta, brak chamstwa i prymitywizmu tak często spotykanego w Buenos. Jednak jak każde miasto i to ma swoje ciemne i niebezpieczne strony. Stare miasto nas oczarowało, i mile zaskoczyło. Kierowcy są bardzo ostrożni na przechodniów i uprzejmi. Wiele skrzyżowań nie zawiera świetlnych semaforów lecz mimo to przechodzień nie ma się czego obawiać, gdyż w większości przypadków kierowcy nie posiadają wady wzroku jak ma to miejsce w Moim Buenos . &lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-iGEDQ2d0p4A/Tb7ssRBsojI/AAAAAAAADpE/3pYjzY0hxyo/s1600/DSC00110.JPG" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://2.bp.blogspot.com/-iGEDQ2d0p4A/Tb7ssRBsojI/AAAAAAAADpE/3pYjzY0hxyo/s200/DSC00110.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Z chęcią się fotografują z turystami. Miło też wydaje się pieniądze w ich sklepach gdyż nie narzynając swojej woli i nie próbują sprzedać czegokolwiek. Zaskakująca jest czystość miasta. Od roku śmieci na ulicach stolicy Argentyny mnie prześladują. Argentyńczycy nie mają systemu przechowywania śmieci w wielkich kubłach jak ma to miejsce w bardziej cywilizowanych Państwach choćby takich jak Polska, lecz worki ze śmieciami wystawiają na ulice, z których odór unosi się każdego wieczoru nad miastem. Urugwajczycy są w tym temacie bardziej światowi, choć jak w każdym kraju całego świata i tu butelki, papier, pety walają się ulicami. Stare miasto jest…stare. Wąskie, jednokierunkowe uliczki, śliczna niska zabudowa, główny deptak brukowany ze straganikami na, których można kupić upominki, pamiątki, pierdółki, typowa feria jak wiele w Buenos Aires. Cisza i spokój, brak turystów, taki Kraków .  Uliczki starego miasta prowadzą do portu. Po drodze zatrzymaliśmy się w czymś na styl tawerny, gdzie skonsumowałam najlepszą milanesę jaką jadłam od ponad roku, odkąd mieszkam w Argentynie. &lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-edpK5VkmkTg/Tb7xBvy44iI/AAAAAAAADpQ/bLkP-0UA4MQ/s1600/DSC00119.JPG" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-edpK5VkmkTg/Tb7xBvy44iI/AAAAAAAADpQ/bLkP-0UA4MQ/s200/DSC00119.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;W restauracji przywitano nas lampką szampana i wszystkimi dobrodziejstwami “domu”. A kiedy kurczak postanowił skoczyć mi na kolana i pozostawić ślad na spodniach od razu na stole pojawił się odplamiacz. Ulice spokojne, policja nie ma wiele pracy. Nowe miasto bardziej hałaśliwe lecz nie za bardzo.  Mieszkańcy jakby lepiej ubrani, zadbani, cichsi. Waluta jaka tu obowiązuje to peso urugwajskie, ale że jest to stolica to można płacić także peso argentyńskie, dolary, euro i to nawet w taksówkach. &lt;br /&gt;Dzień upłynął szybko, miło, ciepło i romantycznie. Nie usłyszałam dźwięków tanga mimo iż mówi się że Montevodeo jest stolicą tanga, ale tu nikt nie szaleje na jego punkcie.  &lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-VWG3UEP7kXA/Tb7zNGb32gI/AAAAAAAADpc/Uq5qL_IEUxY/s1600/DSC00074.JPG" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="200" width="150" src="http://4.bp.blogspot.com/-VWG3UEP7kXA/Tb7zNGb32gI/AAAAAAAADpc/Uq5qL_IEUxY/s200/DSC00074.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Ostatnio zapytano się mnie czy w Buenos jest telewizja normalna, czy każdy ma i etc. Nie wiem czy każdy wydaje mi się że mieszkańcy slumsów nie posiadają tego rarytasu, ale j TAK w domu mamy aż 80 kanałów, a może i więcej .  Montevideo nie ustępuje w tym Buenos Aires, wieczorem sprawdziłam urugwajska TV. Między dziękami chrrrrrrrrrrr i chruuuuuuuum jakie wydawał Niko próbowałam dosłyszeć dzięki dinozaurów słynnego Jurassic Park. Znalazłam też sposób na męża tzn co zrobić gdy mąż zagładza żonę i oddaje się drzemce gdy tym czasem obiecał pyszną kolację. Wystarczy bardziej odkręcić volumen by ryk tyranosaurusa dotarł do jego bębenków, a on z przerażeniem ocierał oczy. Czasem to nie skutkuje od razy, można usłyszeć:&lt;br /&gt;- Kochanie, zjedz czekoladkę.&lt;br /&gt;I tak tuczymy żonę. &lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-liyDTNDF2Dc/Tb75NMKl4tI/AAAAAAAADpw/CTb2vPfyL14/s1600/DSC00108.JPG" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="200" width="150" src="http://2.bp.blogspot.com/-liyDTNDF2Dc/Tb75NMKl4tI/AAAAAAAADpw/CTb2vPfyL14/s200/DSC00108.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Wszystko układało się wyśmienicie, ale jak już pisałam co złego to Buenos Aires. I tak lotnisko w Montevideo uprzejmie nas poinformowało że musimy spędzić kilka godzin w murach lotniska gdyż argentyńskie linie lotnicze Aerolinias Argentina strajkują i nie przylecą po nas. I gdyby nie inne linie lotnicze, które się ulitowały nad nami, przyjęły nas na swój pokład czekała by nas noc na lotnisku. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej, zwłaszcza gdy nie jest się już samemu.&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-1OoD2xgifW8/Tb76i1LWOOI/AAAAAAAADp8/mnyxJNouoII/s1600/DSC00163.JPG" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="200" width="150" src="http://2.bp.blogspot.com/-1OoD2xgifW8/Tb76i1LWOOI/AAAAAAAADp8/mnyxJNouoII/s200/DSC00163.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Jedna jak mówią "nie wszystko złoto co się świeci" każde miejsce ma swoje wady i zalety i tak jak długo byłam turystą w Buenos Aires tak długo byłam zakochana w tym mieście, i z Montevideo też mogłoby tak być. Moje weekendowe odczucia są bardzo pozytywne i niech takie wspomnienie pozostanie, w końcu milo się wraca gdzieś na weekend.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Maontevideo pozostanie na długo w naszej pamięci.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-5309780775021498283?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/5309780775021498283/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/05/dzien-trzysta-dziewiecdziesiaty.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/5309780775021498283'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/5309780775021498283'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/05/dzien-trzysta-dziewiecdziesiaty.html' title='Dzień trzysta dziewiećdziesiąty dziewiąty, 19 kwiecień 2011. Montevideo.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-7uXmvEENa08/Tb7kGAS2gbI/AAAAAAAADog/wDCFPu1kfLc/s72-c/DSC00170.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-3303089745416978665</id><published>2011-03-07T02:43:00.004-03:00</published><updated>2011-03-07T13:47:05.425-03:00</updated><title type='text'>Dzień trzysta pięćdziesiąty czwarty, 6 marzec 2011. I magia wróciła.</title><content type='html'>&lt;i&gt;"Wszystko co piękne dojrzewa powoli"&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-IwIHfVkHhdg/TXRzSVdDXxI/AAAAAAAADaU/MOGCc3OTYys/s1600/DSC09746.JPG" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-IwIHfVkHhdg/TXRzSVdDXxI/AAAAAAAADaU/MOGCc3OTYys/s200/DSC09746.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;28 lutego dzieciaki zasiadły w ławkach szkolnych a już tydzień później znów wakacje. I jak tu nie kochać Argentyny? Argentyńczycy uwielbiają świętować z każdej okazji, tym razem z okazji końca karnawału czyli 4 dni laby, a za dwa tygodni kolejny długi weekend, 4-ro dniowy. I gdy tak spacerowaliśmy uliczkami Buenos Aires natrafiliśmy na okolice, którymi przechadzał się w swoich czasach Wielki Carlos Gardel. Po raz pierwszy spacerowałam tam rok temu, wtedy Buenos Aires było dla mnie magią, i ta magia wróciła dziś. Wąskie brukowane uliczki, niskie kolorowe domki z, których spogląda na Nas Carlos, cisza i spokój. Co kilka metrów napotykaliśmy sklepik z butami do tanga, to rusz ze strojami tangowymi, to mały przydrożny bar, z "leniwą" obsługą, i leniwie spoglądających na przechodniów klientów owych barów. Świat zupełnie inny niż dotąd mi znany, świat południowy. Patrzyłam na Moje Buenos Aires źrenicami szerokim jak wtedy, jak za pierwszym razem gdy się zakochałam, a ukradkiem spoglądałam na Miłość Mojego życia, i Naszą Fiorę. I tak rodzina w komplecie wędrowała przed siebie, z głową pełną marzeń. Tęsknota zawsze w nas siedzi, bo starych drzew się nie przesadza. Tęskni się za kotletem schabowym z kapustą i ziemniakami, za świeżymi ziemniaczkami z koperkiem, za czekolada Wedla, za batonikami Prince Polo, za  śniegiem za oknem w święta, za bliskością ukochanych gór, za bliskością morza, nawet za jego zimnymi wodami,za szusowaniem na stokach, za spokojem wsi, za bezpieczeństwem którego tutaj nie ma, za bezpiecznym podróżowaniem pociągiem, nawet za kulturą picia piFka w pubach w piwnicach, za jedzeniem kebaba na ulicy, za polskim śniadaniem czyli jajecznicą na maśle, za borówkami ze śmietanką, za parkami, i...i za ludźmi na ulicach, za polskim zapachem, za tym w czym się wychowałam i dorastałam. Ale trzeba patrzeć w przyszłość a nie w przeszłość, skoro dokonało się takich wyborów trzeb kreować swoje życie, a nie żyć tym co było. Nigdzie nie podają takiego dulce de leche jak tutaj, ani parilli, ani najlepszych lodów świata czyli od Freddo!!! palmy, papugi, i UPAŁ prawie caly rok, i jjedne z najwyższych gór, i dwa oceany, i Patagonia!!! i cuda natury. &lt;br /&gt;Moje życie teraz to On, Tango i ...Ono.&lt;br /&gt;Chyba tak musiało być, dawno w gwiazdach to było zapisane, że Ja Polka i On Bułgar spotkali się w kraju tanga i piłki nożnej :). &lt;br /&gt;I nic nie jest ważne tylko...Tylko mnie kochaj.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-3303089745416978665?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/3303089745416978665/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/03/dzien-trzysta-piecdziesiaty-czwarty-6.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/3303089745416978665'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/3303089745416978665'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/03/dzien-trzysta-piecdziesiaty-czwarty-6.html' title='Dzień trzysta pięćdziesiąty czwarty, 6 marzec 2011. I magia wróciła.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-IwIHfVkHhdg/TXRzSVdDXxI/AAAAAAAADaU/MOGCc3OTYys/s72-c/DSC09746.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-8439518390277205534</id><published>2011-03-07T02:42:00.000-03:00</published><updated>2011-03-07T02:42:29.654-03:00</updated><title type='text'>Dzień trzysta pięćdziesiąty trzeci, 5 marzec 2011. Pstryk i ciemno :)</title><content type='html'>&lt;i&gt;"Nie lekceważ diabła. Ktoś go po coś stworzył"&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A miało być zwyczajnie jak w każdy piątkowy wieczór, czyli My i Nasi przyjaciele. Ja i mój Lenovo, Niko i jego nowiutka, wypasiona Toshiba, Fiore i jej HP. I zaczęło się normalnie, zwyczajowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; - Marta!!! - rozbrzmiał przeraźliwy wrzask.&lt;br /&gt;Lecę w te pędy z balkonu, gubię pranie po drodze, wpadam a tu...ciemno !!!&lt;br /&gt; - Martita, co znów zrobiłaś że jest ciemno w całym mieszkaniu? - pyta wystraszona Fiore.&lt;br /&gt; - Ja? i znów ja? tym razem nic.&lt;br /&gt;W domu było przeraźliwie ciemno, z sypialni dobiegało przeszywające skórę chrapanie Nikiego.&lt;br /&gt; - Tato, tato jest ciemno!!!&lt;br /&gt;I tata przewrócił się na drugi bok by przychrapać na drugie uszko. Spojrzałyśmy przez okno i ku naszemu nie zdziwieniu mrok w całej okolicy. Nie tylko Firoe, ale i nasze nietoperze były przerażone i przestały nagminnie atakować parapet, okno i kwiaty naszej sypialni. &lt;br /&gt; - Tato, co do czego to doszło że dzisiejsze dzieciaki nie potrafią się już bawić przysłowiowymi palcami. Całe szczęście że laptopy mają baterie na kilka godzin.&lt;br /&gt; - Teraz już wiem czemu dziesiątki lat temu rodziny były tak liczne - stwierdza Niko&lt;br /&gt; - Czemu?&lt;br /&gt; - A co można robić kiedy jest ciemno?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I poszliśmy to sprawdzić...zwiększyć liczebność.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-8439518390277205534?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/8439518390277205534/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/03/dzien-trzysta-piecdziesiaty-trzeci-5_07.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/8439518390277205534'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/8439518390277205534'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/03/dzien-trzysta-piecdziesiaty-trzeci-5_07.html' title='Dzień trzysta pięćdziesiąty trzeci, 5 marzec 2011. Pstryk i ciemno :)'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-10084035664476977</id><published>2011-03-04T01:15:00.005-03:00</published><updated>2011-03-07T01:08:35.018-03:00</updated><title type='text'>Dzień trzysta pięćdziesiąty drugi, 4 marzec 2011. Demonstracje.</title><content type='html'>&lt;i&gt;"Nauka robi się naprawdę interesująca dopiero tam gdzie się kończy"&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzień jak co dzień. Miało być prawie normalnie, jak to codziennie bywa, piszę prawie,bo odkąd pojawiłam się na tym Bożym świecie nic nie jest normalne, a jeszcze mniej normalne od chwili kiedy się pojawiłam w Moim Buenos. I dziś tak prawie normalnie miało być. Miało być kilka godzin w pracy, potem 3h tańca i romantyczny prawie normalny wieczór. Tym bardziej że wa dni temu Mój Ukochana Połówka wręczyła mi bukiet 12 krwisto czerwonych róż na, które spoglądamy co wieczór. Z jakiej okazji? Z żadnej, z tak zwanej miłości. Siedziałam w biurze na skrzyżowaniu Lavalle i Suipach, czyli pod samym obeliskiem, "świętym" miejscem Argentyńczyków.Okna otwarte, wiatrak szumiał przyjaźnie i ochoczo. Nagle jak każdego dnia rozbrzmiały bębny, krzyki, tupot wielkich stóp na najszerszej ulicy świata czyli Avenida 9 de Julio i tu rozpoczyna się cała akcja demonstracyjna. Wszystko byłoby normalnie gdyby nagle nie dotarły do Nas odgłosy strzałów. Po raz pierwszy byłam świadkiem demonstracji właśnie tutaj w Buenos Aires. Czemu i kto agituje, demonstruje? Biedota, nieroby, głupota, prymitywizm. Politycy płacą biedocie marne grosze by ci demons...no comments. Ten kraj nie ma szans nigdy podnieść się i wyjść na prostą, mentalność ludu na to nie pozwala. Całe życie spędziłam w spokoju, bez wojen, demonstarcji, walk ulicznych, a teraz sama się w to pakuję, a wszystko przez Tango a teraz i przez Niego. Jak tu żyć i czy jednak tu żyć?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-10084035664476977?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/10084035664476977/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/03/dzien-trzysta-piecdziesiaty-trzeci-5.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/10084035664476977'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/10084035664476977'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/03/dzien-trzysta-piecdziesiaty-trzeci-5.html' title='Dzień trzysta pięćdziesiąty drugi, 4 marzec 2011. Demonstracje.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-3410683546354905205</id><published>2011-02-18T00:57:00.000-03:00</published><updated>2011-02-18T00:57:26.061-03:00</updated><title type='text'>Dzień trzysta trzydziesty szósty, 15 luty 2011. Minął rok.</title><content type='html'>„Jeżeli zostaniesz w jednym miejscu dostatecznie długo, świat sam przyjdzie do Ciebie”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-24a4neA7uTE/TV3sX_ulCoI/AAAAAAAADaI/PX87Ds5bp1A/s1600/2697_3.jpg" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="200" width="200" src="http://4.bp.blogspot.com/-24a4neA7uTE/TV3sX_ulCoI/AAAAAAAADaI/PX87Ds5bp1A/s200/2697_3.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;I cóż więcej mogę rzec, jak widać minął rok od tak ważnej decyzji jaką podjęłam ponad rok temu. Nigdy nie zamierzałam zapuścić korzenie w krajach Ameryki Południowej, ale także nigdy nie marzyłam by tańczyć tango, widocznie do tanga trzeba dorosnąć. Wszyscy którzy zetknęli się z tańcem pożądania marzą by choć na chwilę zatrzymać się w sercu tanga czyli w Buenos Aires. Piszecie do mnie, że zazdrościcie, że spełniłam marzenia które wielu z Was nie spełni, ale oprócz tanga SA tu szare dni życia codziennego. Kiedy postawiłam po raz pierwszy swoją stopę „Świętej ziemi” tanga myślałam że chwyciłam Pana Boga za nogi, pełne kieszenie , każdego dnia lekcje, milongi, wakacje!!! Pełna euforii chłonęłam każdy kawałek Mojego Buenos. Deszcz, upał, brud, a nawet i biedę, była to  „egzotyka” dla mnie. Kiedy przybywa się tu na „chwilę” w poszukiwania utęsknionego tanga wszystko zdaje się być niewiarygodną historią. Kiedy powoli zaczynasz zapuszczać korzenie, patrzysz na Twoje Buenos oczami rozczarowania. Trzeci świat? Syf i brud na ulicach, tony przewalających się papierów, szklanych i plastykowych butelek wyrzucanych przez okna pędzących samochodów, chodniki to noclegownie dla bezdomnych, wyruszających wieczorami na połowy do śmietników. Każdego wieczoru szkolne autokary w dzień dowożą dzieciaki do szkół by po zmierzchu zmienić się w śmieciarki. Slamsowicze (mieszkańcy slumsów, mój przypis) przemieszczają się ulicami Argentyńskiej stolicy w poszukiwaniu cennych kąsków. Ogromne worki ze śmieciami, które w dzień są produkowane przez mieszkańców Buenos Aires i ustawiane szczelnie zamknięte na chodnikach, wieczorem zostają rozgrzebywane przez bezdomnych. Tony śmieci wala się ulicami, a smród niesie się ciepłym wieczornym wiatrem o Rio de la Plata ku centralnej Argentynie. Gdy mieszkałam w Palermo blisko ZOO myślałam że to zapach zwierząt, wtedy ten smród nie pozwalał mi funkcjonować, dziś się o tego przyzwyczaiłam. Skąd ta bieda? Z prostoty ludu, niski poziom wykształcenia, tylko nieliczni kończą szkoły, głownie biali, później zasilający szeregi Wielkich Korporacji. Boliwijczycy, Peruwiańczycy, Brazylijczycy i etc to mieszkańcy Mojego Boskiego Buenos. Postęp kulturowy?  Postęp techniczny? Brak kultury i poszanowania drugiego człowieka ujawnia się bardzo silno w metrze, kiedy wpadający z hukiem mieszkańcy przepychają się łokciami nie pozwalając podróżnym na opuszczenie wagoników. Wszystko co można kupić w sklepach jest bardzo niskiej jakości, a za jakość która w Polsce uważana jest za niską tu trzeba płacić krocie. Większość sklepów, restauracji wygląda jak za czasów socjalistycznych w Polsce, czy innych krajach ustroju socjalistycznego.  Przestałam wspominać polski DOBROBYT, bogactwo i przepych, bo dopiero teraz widzę ze Polska przy Argentynie to jak USA!!! Bieda, dotyka na każdym rogu, ale ta bieda to z głupoty, Argentyna w swoich złożach naturalnych to jeden z bogatszych krajów świata, tylko mądrzy ludzie potrafili by ten kraj rozwinąć, gdyż większość nie wykształconych ludzi woli mieszkać w tak zwanej stolYcy  i żebrać na ulicach, niż rozwijać kraj, ale i rządzący do tego się nie kwapią, a przecież to tak PIĘKNY kraj. Kiedyś myślałam że to tylko Warszawka goni za pieniądzem, ale przy Buenos Aires Nasza stolica to spokój i cisza. A ja? Wciąż ZAKOCHANA w moim Buenos pomimo tylu wad. Wyciszyłam się, co pozwala mi trzeźwo patrzeć na Moje Marzenie o Buenos  i Tangu.&lt;br /&gt;A moje tango? to była najlepsza decyzja i nigdy nie żałowałam jej i nie będę, bo to czego się nauczyłam, nikt mi nie odbierze ani ja nie stracę. Wciąż tańczę, wciąż się rozwijam, i wciąż kocham Moje Buenos i Moje Tango.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-3410683546354905205?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/3410683546354905205/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/02/dzien-trzysta-trzydziesty-szosty-15.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/3410683546354905205'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/3410683546354905205'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/02/dzien-trzysta-trzydziesty-szosty-15.html' title='Dzień trzysta trzydziesty szósty, 15 luty 2011. Minął rok.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-24a4neA7uTE/TV3sX_ulCoI/AAAAAAAADaI/PX87Ds5bp1A/s72-c/2697_3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-8848932214545456350</id><published>2011-02-14T00:02:00.001-03:00</published><updated>2011-02-14T00:09:16.567-03:00</updated><title type='text'>Dzien trzysta trzydziesty czwarty, 13 luty 2011. Tata, dziecko, odkurzacz.</title><content type='html'>¨Jesli nie masz w glowie to masz w nogach¨&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ciagu ostatnich dwoch tygodni zadko zagladalam do laptopa, poprostu padalam na tak zwany przyslowiowy ¨pysk¨. Staralam sie nakreslic pare slow na blogu, ale powieki same opadaly jak mosiezne, ciezkie drzwi. Dzis w glowie kumuluje sie wiele mysli, ktore trudno pozbierac, wiele przemyslen na temat zycia w Moim Buenos Aires. Wczoraj piekny dzien, spedzony na tancu i na wieczorze w parku z Mezyczna Mojego Zycia. A potem romantyczna kolacja w domowym zaciszu i nagle polecialy lzy:&lt;br /&gt;- Czemu placzesz? - Zapytal zatroskany Niko&lt;br /&gt;- Bo gdy popatrzylam na frytki, ktore przygotowalismy pomyslalam o ojcu, on zawsze uwielbial i uwielbia frytki. Przypomanialo mi sie moje slodkie beztroskie dziecinswto z rodzicami, tesknie za nimi.&lt;br /&gt;- Przeciez polecisz ich odwiedzic.&lt;br /&gt;- Ale to nie oto chodzi, nie potrafie tego wytlumaczyc. Wiesz, moj tata ma juz swoje lata i boje sie ze nie bedzie mnie przy nich kiedy beda odchodzic. Mimo ze z tata jestesmy tak rozni to bardzo za nim zatesknilam, to przez te frytki. Tesknie z jego glosem, za widokiem, nie wiem juz jak wyglada, pamietam jak wygladal kiedy zegnal mnie na krakowskim lotnisku, kiedy patrzyl z wiara ze wroce. Mama mowi ze schudl, a teraz choruje na grype. Wiem to tylko grypa, ale w tym wieku to ... to. Chyba nikogo i nigdy w zyciu tak nie zranilam jak wlasnych rodzicow, wyjezdzajac tak daleko. Kiedy po raz pierwszy dzieci opuszczaja rodzinne strony dla rodzicow jest to trudne do przezycia, i tak bylo i z moimi, ale mama nauczyla sie juz z tym zyc, przyzwyczaila sie ze wciaz odchodze dalej i dalej, w poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi, ale tata nigdy tego nie zaakceptowal, nigdy nie przestal cierpiec, zwlaszcza gdy jest tak dumny ze swojego dziecka, i chcialby by bylo blisko.&lt;br /&gt;- Daj spokuj, jeszcze maja czas by sie pozegnac, i to duzo czasu.&lt;br /&gt;Tak, ktos powie ¨Ja tez zyje a obczyznie, takiego dokonalas wyboru¨, owszem zgadzam sie, ale ta odleglosc jest tak gigantyczna ze nie mozliwe jest odwiedzac rodzine raz w miesiacu. A tym bardziej teraz kiedy jest ON w moim zyciu. I tak lzy plynely, a ja zasypialam w jego objecich-&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Buenos Aires przezylam juz slub znajomych, smierc znajomego, a teraz w ostatnich dniach bylam swiadkiem narodzin. Ten rok byl obfitujacy w wydarzenia, i juz dwa dni dziela mnie od chwili by podkreslic gruba czerwona linia spedzony w Moim Buenos rok, i bede sobie zyczyc kolejnego, lepszego, z nowymi postanowieniami. Kiedy tak siedzialam w szpitalu i patrzylam na slicznego niemowlaka znow pomyslalam o Nas, i o tym jak Niko bedzie ktoregos dnia z duma nosil na rekach swojego potomka, jak bedzie bobas nikl w jego objecich.&lt;br /&gt;I tak przypomniala mi sie wesola anegnota z mojego zycia w Moim Buenos. Ktorejs pieknej sboty, jak to zwykle bywa w naszym domowym grafiku, przystapilam do sprzatania mieszkania. &lt;br /&gt;- Niko, wiesz Ci Argentynczycy to naprawde...Boludos.&lt;br /&gt;- Dlaczego?&lt;br /&gt;- Jak mozna umiescic kontakt nad drzwiami? Ja mam trudnosci w pieciu kabla od odkurzacza mimo ze jestem w miare wysoka, a co dopiero Argentynki, czy Oni wszystko musza inaczej funkcjonowac niz reszta swiata?&lt;br /&gt;Niko, popatrzyl na mnie z litoscia i nie wiedzial co odpowiedziec.&lt;br /&gt;- Wiesz, a moze to Blond Polki sa Boludas?&lt;br /&gt;- Dlaczego?&lt;br /&gt;- Pomysl, do czego moze sluzyc kontakt prawie pod sufitem, bo chyba nie do wtykania kabla od odkurzacza?&lt;br /&gt;- No chyba nikt czajnika elektrycznego na wode tam nie wpina?&lt;br /&gt;Niko, nie mial sil zalamc rak, patrzyl i nie wierzyl ze mozna byc tak...wiadomo co.&lt;br /&gt;- Marta, a moze ktoregos dnia zdecdujesz sie dokupic klimatyzacje?&lt;br /&gt;No tak, o tym nie pomyslalam, ale mimo to od tego czasu by nie zapomniec tej historii wtykam wtyczke od odkurzacza w ten kontakt, i smialo odkurzam mieszkanie, az blyszczy. A moze kiedys wode na herbate w ten sposob ugotuje. Kto wie, kto mnie zna to wie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-8848932214545456350?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/8848932214545456350/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/02/dzien-trzysta-trzydziesty-czwarty-13.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/8848932214545456350'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/8848932214545456350'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/02/dzien-trzysta-trzydziesty-czwarty-13.html' title='Dzien trzysta trzydziesty czwarty, 13 luty 2011. Tata, dziecko, odkurzacz.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-193770353553320433</id><published>2011-01-27T00:32:00.001-03:00</published><updated>2011-01-27T00:39:40.506-03:00</updated><title type='text'>Dzień trzysta piętnasty, 25 styczeń. Bingo.</title><content type='html'>&lt;i&gt;&lt;b&gt;"Pieniądze szczęścia nie dają. Dopiero zakupy" &lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TUDoslFLaUI/AAAAAAAADZ8/Yi1cUvtsYkg/s1600/DSC09605.JPG" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TUDoslFLaUI/AAAAAAAADZ8/Yi1cUvtsYkg/s200/DSC09605.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;I jak tu zacząć dzień by nie było nudno, co zrobić by „wierni fani” tego bloga znów nie byli znudzeni, znużeni, senni? A no nic tylko zderzyć się z rzeczywistością i poddać się realiom. Dzień jak co dzień, czyli ja na plaży a Niki w hotelu z laptopem,, oh przepraszam Niki w ślicznej kafejce z WiFi popijając kawę nie z tej ziemi. Po ciężkim dniu na plaży udałam się dokładnie w to samo miejsce by spożyć przepyszny sok ze świeżych owoców.&lt;br /&gt;- Proszę menu – powiedziała Starsza Pani&lt;br /&gt;- Dziękuję.&lt;br /&gt;Spoczęliśmy z Niki przy jednym ze stolików, uruchomiliśmy nasze elektroniczne zabawki i przystąpiliśmy do czytania lektury „Menu”.&lt;br /&gt;- Co podać – zapytała starsza Pani &lt;br /&gt;- Dwie sałatki tę i tę.&lt;br /&gt;- Dobrze.&lt;br /&gt;Starsza Pani odwróciła się do nas plecami, przystanęła i jakby zamyśliła, a my zrozumieliśmy że chyba albo niedosłyszała albo wiek jej już w pracy przeszkadza. Po chwili stanęła twarzą w twarz z nami i z uśmiechem odrzekła:&lt;br /&gt;- Sałatek nie ma o tej porze.&lt;br /&gt;- A co jest?&lt;br /&gt;- Sandwiches – odrzekła&lt;br /&gt;- To prosimy dwa sandwicze z serem i szynką, pomidorem i z wszystkim co jest w zestawie.&lt;br /&gt;- Dobrze – znów Starsza pani rzekła i odwróciła się do nas plecami, bo za moment popatrzeć nam prosto w nasze radosne oczy i rzekła:&lt;br /&gt;- Sandwiczy tez nie ma o tej porze.&lt;br /&gt;Zdawało mi się że i Niki przez moment zapomniał języka castellano, był chyba w nie mniejszym szoku niż ja.&lt;br /&gt;- A co jest? Co podajecie o tek porze.&lt;br /&gt;- Tosty z szynką i serem na białym chlebie.&lt;br /&gt;- Dwa proszę.&lt;br /&gt;- Nie proszę Pana, nie podajemy dwóch a sześć.&lt;br /&gt;- Niech będzie sześć, tylko czy na pewno je podajecie o tej porze?&lt;br /&gt;- Tak. Czy coś jeszcze?&lt;br /&gt;I gdy chcieliśmy złożyć zamówienie na napije Starsza Pani si odwróciła i odeszła.&lt;br /&gt;- Proszę Pani - krzyknął Niki.&lt;br /&gt;- Tak?&lt;br /&gt;- I sok ze świeżych owoców.&lt;br /&gt;- I coś jeszcze? – i odeszła&lt;br /&gt;- Niki, a Twoja kawa? – spytałam cicho gdyż widziałam już jego zażenowanie i chęć opuszczenia lokalu, jakże ślicznego i z jakże dobrą kawą.&lt;br /&gt;- Nic nie będę pił!!!&lt;br /&gt;Młoda kelnerka, szybko się zorientowała że klient jest niezadowolony i szybko podbiegła pytając:&lt;br /&gt;- Przepraszam, ale chciałam się upewnić czy dwa soki czy jeden?&lt;br /&gt;Niki nie był w szoku, był lekko mówiąc wkurwiony i zapomniał języka w przysłowiowej gębie.&lt;br /&gt;- Jeden sok i kawa – odrzekłam&lt;br /&gt;- Cortado !!!&lt;br /&gt;Ale mimo wszystko warto było przeprowadzić tę dłuuugą konwersację, sok, kawa i tosty były pyszne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem wzięło Nas jak zwykle na romantyczną kolację i stracenie aż 100 peso w kasynie.&lt;br /&gt;- Grałaś kiedyś w Bingo?&lt;br /&gt;- Tylko w takie dla dzieci&lt;br /&gt;- A potowarzysz mi teraz?&lt;br /&gt;- Zwariowałeś, starta kasy??&lt;br /&gt;- Nie zapominaj że w Bułgarii zagrałem tylko dwa razy i za drugim razem wygrałem 20 000 dolarów dlatego przyjechałem tu na wakacje, a potem…a potem to tak jak z Tobą było czyli zostałem. Początkujący mają szczęście.&lt;br /&gt;- Ale jak ty to zrobiłeś że tyle ugrałeś, a dziś tylko max 300 peso!!!&lt;br /&gt;- W ostatni dzień miesiąca jest kumulacja.&lt;br /&gt;- To w poniedziałek idę w Buenos do kasyna.&lt;br /&gt;- Hahahaha, ale pamiętaj że wygrywa się gdy gra się rzadko czyli raz na dwa miesiące.&lt;br /&gt;Niestety szczęście mi nie dopisało, jedynie ból głowy od kopcących graczy. Jedyne co mnie zdziwiło że przeważająca liczba graczy w całym kasynie to kobiety :). Mimo braku BINGO spędziłam wyśmienity wieczór.&lt;br /&gt;A potem…a potem to tak jak Niki powiedział, romantyczny spacer we dwoje po plaży.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-193770353553320433?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/193770353553320433/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/01/dzien-25-styczen-bingo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/193770353553320433'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/193770353553320433'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/01/dzien-25-styczen-bingo.html' title='Dzień trzysta piętnasty, 25 styczeń. Bingo.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TUDoslFLaUI/AAAAAAAADZ8/Yi1cUvtsYkg/s72-c/DSC09605.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-980957536580935545</id><published>2011-01-24T15:19:00.004-03:00</published><updated>2011-01-25T19:09:56.097-03:00</updated><title type='text'>Dzień trzysta czternasty, 24 styczeń 2011. Plaża czy wysypisko śmieci.</title><content type='html'>&lt;i&gt;&lt;b&gt;"Nie brak nam spotkań na szczycie. Jedyną rzeza jakiej nam brak to wynik tych spotkań"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TT8p6i3SnBI/AAAAAAAADZM/b_twOd6ZmUE/s1600/DSC09569.JPG" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TT8p6i3SnBI/AAAAAAAADZM/b_twOd6ZmUE/s200/DSC09569.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Kolejny dzień byczenia się i nudzenia na plaży, tylko brzuch rośnie w szerz. Smutne ale prawdziwe robi się powiedzenie że południowcy to brudasy. Ogarnęło Nas dziś przerażenie. Razem z Niko postanowiliśmy wybrać się na romantyczny godzinny spacer plażą w San Bernardo. Zachód słońca, rześki powiew, zapach oceanu, my dwoje, i...i WYSYPISKO ŚMIECI. To niewiarygodne jak Argentyńczycy nie szanują swojego domu a już nie mówiąc o świecie. Zaczynam uważać że dobrze że to biedny kraj i nie stać ich na podróże bo cały glob wyglądałby tak jak Buenos Aires i ta plaża, czyli jeden wielki śmieć. Butelki z coca-cola, papiery, plastikowe torby, torebki, kolby skonsumowanej kukurydzy, stare leżaki i wiele innych odpadów, a wśród tych różności bawiące się dzieci, całujący się zakochani, wypoczywający i chłonący promienie słoneczne wczasowicze.&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TT8rquqA6gI/AAAAAAAADZU/hnZ-mtWc16s/s1600/DSC09571.JPG" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TT8rquqA6gI/AAAAAAAADZU/hnZ-mtWc16s/s200/DSC09571.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Kiedy tak patrzyliśmy na to wszystko wydawało nam się że jesteśmy w slamsach w Buenos Aires lub w Rio de Janeiro, na tym tle rozgrywane były mecze plażowej piłki nożnej, czyli typowy obraz biedy. Tym bardziej utwierdziłam się że po wielkiej euforia tangowa przeplata się z szarymi realiami. Czy w tym świecie chce wychowywać nasze dzieci? Nie, ale czy uda nam się je ochronić od "kultury" ich rodaków? Zrozumialam dlaczego Argentyna me jednych z lepszych na świecie piłkarzy, to sport dla biedoty, nie wymaga nawet butów, ani ubrania, ani specjalnych bieżni, można grac na asfalcie, piasku, w błocie, nie potrzeba nawet profesjonalnej piłki nożnej, wystarczy szmacianka.&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TT9F7UhZBrI/AAAAAAAADZs/B5EacfO-QCA/s1600/DSC09565.JPG" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TT9F7UhZBrI/AAAAAAAADZs/B5EacfO-QCA/s200/DSC09565.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Czasem przystanęliśmy by wysłuchać plażowych orkiestr grających skoczną muzykę latynoską czy wręcz salsę. Dlaczego grają? Przecież nie żeby umilić plażowiczom opalanie tylko by zarobić parę grosza. &lt;br /&gt;- Czy ktoś sprząta plaże wieczorem? - pytamy kierowce taxi&lt;br /&gt;- Tak, każdego ranka sprzątane są śmieci.&lt;br /&gt;- Ale chyba musielibyście zatrudniać oddział wojskowy do niesprzątnięcia tego śmietnika?&lt;br /&gt;- Niestety to prawda, i nie udaje nam się u sprzątnąć plaży ze wszystkich odpadów życia codziennego, to smutne że Argentyńćzycy tacy właśnie są, bałaganiarze i brudasy.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TT9IgKm9VSI/AAAAAAAADZ0/a41P2rkqw7U/s1600/DSC09572.JPG" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TT9IgKm9VSI/AAAAAAAADZ0/a41P2rkqw7U/s200/DSC09572.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Może dlatego że jak zawsze żyję w świecie moich marzeń nie dostrzegam ubóstwa i czasem prymitywizmu tego kraju tranie nazwanego trzecim światem. Myślę o Polsce, o tym dobrobycie który my Polacy w naszej ojczyźnie mamy, i gdyby nie Tango a teraz także i On moja noga by tu nie stanęła chyba po to by wejść na Aconcaguę, do której powoli zmierzamy. Europa to kontynent nie wart opuszczenia, mamy tam wszystko: góry, oceany, morza i dobre życie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-980957536580935545?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/980957536580935545/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/01/dzien-trzysta-czternasty-14-styczen.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/980957536580935545'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/980957536580935545'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/01/dzien-trzysta-czternasty-14-styczen.html' title='Dzień trzysta czternasty, 24 styczeń 2011. Plaża czy wysypisko śmieci.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TT8p6i3SnBI/AAAAAAAADZM/b_twOd6ZmUE/s72-c/DSC09569.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-3656014207500522195</id><published>2011-01-24T15:18:00.003-03:00</published><updated>2011-01-25T10:44:55.718-03:00</updated><title type='text'>Dzień trzysta trzynasty, 23 styczeń 2011. Rica, calientita chipa.</title><content type='html'>&lt;i&gt;&lt;b&gt;"Na sex-appeal składa się w połowie to co kobieta ma, a w połowie to co myślą, ze ma"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TT7LtolmX8I/AAAAAAAADVE/gfoHyLXjHvc/s1600/DSC09550.JPG" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TT7LtolmX8I/AAAAAAAADVE/gfoHyLXjHvc/s200/DSC09550.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Plaża, słońce, woda i nuda. Co można robić w upalny wakacyjny dzień nad wodą? Zazwyczaj zażywamy kąpieli słonecznych, pląsam w wodzie, i...i objadamy się. Zwyczajem jest że na plaży czy jesteśmy głodni czy nie z nudów zapychamy swoje żołądki każdym paprochem typu fast-food. Każdego dnia Argentyńskie plaże stają się jednym wielkim placem handlowym. &lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TT7QHBjhWjI/AAAAAAAADXA/duurC0oM6iI/s1600/DSC09570.JPG" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TT7QHBjhWjI/AAAAAAAADXA/duurC0oM6iI/s200/DSC09570.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Mijający się w biegu obwoźni sprzedawcy oferują: choclo czyli gorącą gotowaną kukurydzę, milanesa z frytkami czyli nic innego jak polski schabowszczak tyle tylko że ten tutaj przypomina gumę spod butów treningowych, hot-dog, media-lunas czyli słodkie rogaliki, prażone orzeszki, lody i masę innych wysokokalorycznych przysmaków. Można także się zaopatrzyć w świecidełka, spódnice, shorty, bermudy, czapeczki z daszkiem, reczniki i etc. I kiedy tak sobie leżałam i się nudziłam próbując spalić resztę swojego ciała moja także reszta umysłu weszła w zdziwienie. &lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TT7RuGXugQI/AAAAAAAADXo/hFr3foW750s/s1600/DSC09565.JPG" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TT7RuGXugQI/AAAAAAAADXo/hFr3foW750s/s200/DSC09565.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Dość że plaża zmienia się każdego ranka w pasaż handlowy to na dodatek w dom rozpusty. Leżę sobie, odliczam godziny do końca mojej nudy i nagle prosto w moje uszy 50-letnia, a moze starsza grubsza Argentynka krzyczy: &lt;br /&gt;- Rica, calientita chipa (czytaj: cipa) &lt;br /&gt;- No nie, napalona wulgarna kobieta, a tu tyle dzieci - pomyslalam&lt;br /&gt;Dziesiatki mysli przewinelo mi sie wtedy przez szare polkule, az wreszcie sie uspokoilam gdy zobaczylam taka pyszna, goraca cipe.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-3656014207500522195?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/3656014207500522195/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/01/dzien-trzysta-trzynasty-23-styczen-2011.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/3656014207500522195'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/3656014207500522195'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/01/dzien-trzysta-trzynasty-23-styczen-2011.html' title='Dzień trzysta trzynasty, 23 styczeń 2011. Rica, calientita chipa.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TT7LtolmX8I/AAAAAAAADVE/gfoHyLXjHvc/s72-c/DSC09550.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-5081989552220537602</id><published>2011-01-22T22:49:00.002-03:00</published><updated>2011-01-23T02:04:34.995-03:00</updated><title type='text'>Dzień trzysta dwunasty, 22 styczeń 2011. Rosja w Argentynie.</title><content type='html'>&lt;i&gt;&lt;b&gt;"# Świat cały jest tylko błękitną wklęsłością chińskiej filiżanki"&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TTt5WtZMeNI/AAAAAAAADQc/wugz0kgBuG8/s1600/DSC08967.JPG" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TTt5WtZMeNI/AAAAAAAADQc/wugz0kgBuG8/s200/DSC08967.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Ni z gruszki ni z pietruszki będzie dziś opowiastka. Kiedy tak spacerowaliśmy uliczkami Villa Gesell napotkaliśmy sklepik z rosyjskimi oryginalnymi pamiątkami i ruską babę sprzedającą ruskie babuszki!!!&lt;br /&gt;A oto dowód zakupu:&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TTt318JthfI/AAAAAAAADQU/3QTu3H1MX-U/s1600/DSC08982.JPG" imageanchor="1" style="margin-left:1em; margin-right:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TTt318JthfI/AAAAAAAADQU/3QTu3H1MX-U/s200/DSC08982.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-5081989552220537602?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/5081989552220537602/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/01/dzien-trzysta-dwunasty-22-styczen-2011.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/5081989552220537602'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/5081989552220537602'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/01/dzien-trzysta-dwunasty-22-styczen-2011.html' title='Dzień trzysta dwunasty, 22 styczeń 2011. Rosja w Argentynie.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TTt5WtZMeNI/AAAAAAAADQc/wugz0kgBuG8/s72-c/DSC08967.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-583203194432988806</id><published>2011-01-22T21:12:00.002-03:00</published><updated>2011-01-22T21:15:41.549-03:00</updated><title type='text'>Dzień trzysta jedenastry, 21 styczeń 2011. Marzenia.</title><content type='html'>&lt;i&gt;&lt;b&gt;"Nawet marzenia walczą ze sobą"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A miało być tak pięknie, a miało być wszystko a pierwszy raz nie udaje mi się już, zaraz od razu spełnić wszystkich marzeń, podobno nie można mieć wszystkiego. Bzdura!!! To tylko zależy od Nas, ale zawsze na przeszkodzie stoją pieniądze.&lt;br /&gt;Dziś jakoś był ciężkawy dzień, pierwszy dzień w San Bernardo, miasteczko chyba bardziej tętniące życiem, może dlatego że więcej ludzi, a ludzi może więcej bo i taniej. Plaża, ocean, słońce jednym słowem dla mnie NUDA. Jestem tu, czemu? Bo On jest, a nie jest z mojego świata więc ja próbuję wejść w Jego świat przez Niego proszona choć...choć.&lt;br /&gt;I tak walka z marzeniami rozpoczęła się w mojej głowie. Kocham Niko za to że się stara, że chce mi stworzyć dobre życie, tylko że ja tego nie wymagam, ja chcę być TYLKO szczęśliwa z Nim i podążać ze swoimi, naszymi marzeniami. Tak marzenia to rodzina, tango, góry i podróże to za czym tęsknię. Wszystkie co sobie wymarzymy możemy mieć tylko musimy wiedzieć jak uporządkować te marzenia. Niko pracuje całymi dniami mimo że są wakacje, takie są smutne realia Argentyny, brak czasu dla rodziny jeśli się chce tu przeżyć jakoś jak przysłowiowy Biały Człowiek. Z naszego bycia razem staram się wykradnąć każdą chwilę by być przy nim blisko. Gdy pracuje a ja jestem blisko to siedzę i patrzę na Niego, gdy śpi tulę i głaszczę, patrzę, a potem pozostaje msm, smsy, telefony. A gdy nie pracuje to słodka ośmiolatka mi go wykrada. A góry? no cóż chwilowo pozostają w pragnieniach, ale to się zmieni, i to szybko. Dobrze że mam Moje Tango i Moje Buenos Aires skoro nie mam... .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak cały dzień rozmyślań, rozmów, łez, i pocałunków minął.&lt;br /&gt;Niby mam wszystko, i o nic się nie muszę martwić, ale czy kanarek w złotej klatce może latać? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego zaczęłam zbierać grosz do grosza by otworzyć drzwi klatki, i by z Nim wyfrunąć w poszukiwaniu południowego ciepłego i zmiennego wiatru.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-583203194432988806?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='related' href='http://www.youtube.com/watch?v=jNfek_KLm9Q' title='Dzień trzysta jedenastry, 21 styczeń 2011. Marzenia.'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/583203194432988806/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/01/dzien-trzysta-jedenastry-21-styczen.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/583203194432988806'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/583203194432988806'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/01/dzien-trzysta-jedenastry-21-styczen.html' title='Dzień trzysta jedenastry, 21 styczeń 2011. Marzenia.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-1201771931180607847</id><published>2011-01-22T20:53:00.000-03:00</published><updated>2011-01-22T20:53:09.980-03:00</updated><title type='text'>Dzień trzysta dziesiąty, 20 styczeń 2011. Gracias Luis.</title><content type='html'>&lt;i&gt;&lt;b&gt;"Szczęście zdobywa się pod warunkiem, ze się go nie pragnie zdobyć"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TTtpqEu5qII/AAAAAAAADP8/YMzfQQSqECA/s1600/DSC09477.JPG" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TTtpqEu5qII/AAAAAAAADP8/YMzfQQSqECA/s200/DSC09477.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Kim jest Luis?? Hmm...Who Knows. Nikt nie wie kim jest Luis, ale wszyscy wiedzą czym jest jego ulubione danie kluski z szynką, serem i sosem grzybowym, oraz filet z ryby i frytki.Dziś Luis zafundował Nam obiad, co prawda odgrzewany, ale... no właśnie najlepsze jest to ale. Wczoraj jak zwykle udaliśmy się na kolację na tak zwane "miasto" czyli centrum. A jak wygląda centrum każdego wypoczynkowego miasteczka nadmorskiego to każdy wie czyli dłuuuuuuuuuuugo deptak ze sklepikami, restauracjami i gdyby nie ocean, morze lub jezioro to powiesić by się szło. Do "centrum" nie dotarliśmy, zabrakło motywacji. Stanęliśmy w kolejce po paszę na wynos. I jak to na każdego rdzennego Argentyńczyka przystało i tu zamieszanie, nikt nie pamięta co zamawiający zamówił, a czas oczekiwania no cóż jak sprzedawca sobie nie zapomni że jest w pracy to w 20 min z siatką można wyjść. My byliśmy tam, tłum ludzi i...i Luis, tzn musiał tam być bo siatka z jedzeniem na niego czekała.&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TTtrxu67ToI/AAAAAAAADQM/yeeUN6CQ1Cg/s1600/DSC09458.JPG" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="200" width="150" src="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TTtrxu67ToI/AAAAAAAADQM/yeeUN6CQ1Cg/s200/DSC09458.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;- Nikolay!!! - wrzeszczy kasjer - twoje zamówienie jest gotowe&lt;br /&gt; - Ile??&lt;br /&gt; - 70 peso&lt;br /&gt; - Dzięki&lt;br /&gt;Niko wziął jedną siatkę z kurczakiem, mięsem, sałatką i frytkami i odwrócił się na pięcie, po czym słyszy:&lt;br /&gt; - Nikolay, twoja druga siatka z zamówienie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hmm...nasze zdziwienie trwało, krótko gdyż na wakacjach staramy się nie obciążać naszych mózgów drobiazgami typu: myślenie. Całą drogę nas jednak męczyło pytanie: "Co jest w owej drugiej siatce, bo chyba ten kurczak nie jest aż tak wielki?".&lt;br /&gt;W hotelu Arena@rena w jadalnie rozwiązaliśmy supełki i...i ku naszym oczom pojawiła się karteczka z napisem: LUIS. Biedny Luis dziś nie zje kolacji.&lt;br /&gt;A My za 70 peso mamy dwie kolacje, głupi ma zawsze szczęście, a może nie my głupi tylko Argentyńczycy zakręceni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TTtq0oLapAI/AAAAAAAADQE/vbksiYXQjwo/s1600/DSC09476.JPG" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TTtq0oLapAI/AAAAAAAADQE/vbksiYXQjwo/s200/DSC09476.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;I tak dziś zmieniliśmy wypoczynek w Villa Gesell na San Bernanrdo miejsce oblegane przez klasę średnią, w przeciwieństwie do Villa Gesell gdzie udają się bardziej zamożni mieszkańcy Argentyny. I znów zanurzam się w Oceanie Atlantyckim, i myślę co za ironia losu dała mi: TANGO, GÓRY 7000, OCEAN i ... i CIEBIE.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-1201771931180607847?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/1201771931180607847/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/01/dzien-trzysta-dziesiaty-20-styczen-2011.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/1201771931180607847'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/1201771931180607847'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/01/dzien-trzysta-dziesiaty-20-styczen-2011.html' title='Dzień trzysta dziesiąty, 20 styczeń 2011. Gracias Luis.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TTtpqEu5qII/AAAAAAAADP8/YMzfQQSqECA/s72-c/DSC09477.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-3353498782586869212</id><published>2011-01-19T01:28:00.001-03:00</published><updated>2011-01-19T01:37:31.762-03:00</updated><title type='text'>Dzień trzysta dziewiąty, 19 styczeń 2011. Villa Gesell.</title><content type='html'>&lt;b&gt;&lt;i&gt;"Nawet marzenia walczą ze sobą".&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TTZow9FVKyI/AAAAAAAADBQ/yLvNc-f1R3U/s1600/DSC09287.JPG" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TTZow9FVKyI/AAAAAAAADBQ/yLvNc-f1R3U/s200/DSC09287.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Zabrać rodzinę na wakacje a samemu oddać się temu co "przyjemne i urocze" czyli pracy. I tak Niko udał się na długo oczekiwane wakacje, spakował walizki i zabrał to co niezbędne czyli Je,  dwie najważniejsze obecnie w jego życiu kobiety,&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TTZqQm4rnDI/AAAAAAAADBg/n1Iv0N6yvhE/s1600/DSC09386.JPG" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="200" width="150" src="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TTZqQm4rnDI/AAAAAAAADBg/n1Iv0N6yvhE/s200/DSC09386.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;, a może i trzy, któż to teraz wie i wyruszył w podróż. Życie potrafi być ironiczne, one po dluuuugim i ciężkim roku pracy czyli Mała po roku zabaw w szkole i na podwórku, a Duża po roku tańczenia tanga i obijania się zasłużyły na wakacje. Duży zabrał ze sobą grzecznie bez kaprysu na twarzy swoich  przyjaciół czyli Laptopa, dwie komórki i Nextel'a i spędza z nim ... no właśnie spędza z nim całe dnie, a One dwie najważniejsze kobiety w jego życiu byczą się w oceanie i w basenie hotelowym. Wieczorem Duży zostaje dodatkowo przez Nie wykorzystany i wyprowadza je na wieczorny spacer, napojenie, nakarmienie i do lunaparku, a w nocy gdy One szusują po świecie internetu On szusuje po świecie cyfr i cyferek.&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TTZpm5zVZPI/AAAAAAAADBY/IxTD9zQtEOM/s1600/DSC09350.JPG" imageanchor="1" style="clear:left; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TTZpm5zVZPI/AAAAAAAADBY/IxTD9zQtEOM/s200/DSC09350.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;- Cześć Niko - telefon z pracy&lt;br /&gt;- Część Leo.&lt;br /&gt;- Fajnie masz tam na plaży&lt;br /&gt;- Tak Leo, full dostęp do WiFi i zasilnie elektryczne.&lt;br /&gt;- Słuchaj wysłałem ci nowa robotę. Zdążysz to zrobić na czas.&lt;br /&gt;- No hay drama Leo, mam jeszcze półtora tygodnia wakacji, słońce, piasek, dwie piękne kobiety u boku i ochotę do pracy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak Villa Gesell do, której udaliśmy się na wakacje opływa w blasku słonca, tłumu ludzi i dobrej zabawy. Szkoda tylko że Niko nie ma dla Nas czasu, to wakacje dla niego ale bez Niego, to wakacje z Nim ale bez Niego, po co Nam te wakacje skoro jego Nam brak?&lt;br /&gt;Czy życie w Argentynie tak właśnie wygląda? Ci co marzą o tym kraju a raczej o stolicy Tanga niech przestaną marzyć, bo jeśli nie są milionerami albo nie mają szczęścia w znalezieniu pracy, nie zagrzeją tu miejsca lub...lub będą tęsknić tak jak ja tęsknię za tym co było i może już nie wróci. Moje życie się drastycznie zmieniło, nie ma mnie w tym nowym życiu, jest ktoś inny, ale czasem trzeba wybrać Miłość czy My sami?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-3353498782586869212?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/3353498782586869212/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/01/dzien-trzysta-dziewiaty-19-styczen-2011.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/3353498782586869212'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/3353498782586869212'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2011/01/dzien-trzysta-dziewiaty-19-styczen-2011.html' title='Dzień trzysta dziewiąty, 19 styczeń 2011. Villa Gesell.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TTZow9FVKyI/AAAAAAAADBQ/yLvNc-f1R3U/s72-c/DSC09287.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-8314286744113794182</id><published>2010-12-26T22:35:00.004-03:00</published><updated>2010-12-27T13:49:05.006-03:00</updated><title type='text'>Dzień dwieście osiemdziesiąty piąty, 26 grudnia. Nietoperze.</title><content type='html'>&lt;b&gt;&lt;i&gt;"Koń ma cztery nogi a potknie się."&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mieszkamy na ostatnim piętrze, tzn Ja, Niki i ... i Batmany!!!&lt;br /&gt;Po metrze, które spędzało mi sen z oczu przyszedł czas na Batmany. Co ranek wstajemy, odkurzamy batmańskie odchody, zmywamy z szyb batmański mocz i nic, i od kolejnego ranka to samo. Poranne sprzątanie i mycie szyb weszło Nam w rutynę tzn Mi, bo Niki "ucieka" do pracy przed gównianą robotą, w końcu ktoś to musi robić a wypadło na mnie.&lt;br /&gt;Gdzie mieszkają? chyba zagnieździły się między ścianą a żaluzjami, i co noc rozpoczynają dzikie harce, gonitwy, zabawy. A jak wygląda Argentyński Batman?? No cóż, zwyczajnie !!! jak Batman.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-8314286744113794182?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/8314286744113794182/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/12/dzien-dwiescie-osiemdziesiaty-piaty-26.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/8314286744113794182'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/8314286744113794182'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/12/dzien-dwiescie-osiemdziesiaty-piaty-26.html' title='Dzień dwieście osiemdziesiąty piąty, 26 grudnia. Nietoperze.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-5586812312636828531</id><published>2010-12-26T22:33:00.000-03:00</published><updated>2010-12-26T22:33:54.917-03:00</updated><title type='text'>Dzien dwieście osiemdziesiąty trzeci, 24 grudnia. Polsko - Argentyńska Wigilia.</title><content type='html'>&lt;i&gt;&lt;b&gt;"Tylko jedno może unicestwić marzenie - strach przed porażką"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TRdg46AbvUI/AAAAAAAADAY/iUz46jN60is/s1600/DSC08943.JPG" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TRdg46AbvUI/AAAAAAAADAY/iUz46jN60is/s200/DSC08943.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Wigilia to czas rozmyślań, rozrachunku z minionym rokiem, suma porażek i zwycięstw, dla mnie to także czas nowych marzeń na kolejny rok.&lt;br /&gt;Ten rok stanął pod znakiem TANGA ARGENTYŃSKIEGO czyli pasji jednej z większej w moim życiu. Mijający rok poświęciłam właśnie tangu, a jakie marzenia na nowy rok?? Może rodzina i tango?? Co roku dodaję jedno marzenie więcej tak już ze mną jest.&lt;br /&gt;Moja pierwsza Wigilia w Buenos Aires i z mężczyzną, którego sobie tak upodobałam. &lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TRdjwrI_9TI/AAAAAAAADAg/9_8b3k8XRR0/s1600/DSC08990.JPG" imageanchor="1" style="clear:left; float:left;margin-right:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="200" width="150" src="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TRdjwrI_9TI/AAAAAAAADAg/9_8b3k8XRR0/s200/DSC08990.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Choinka pachnie sztucznością, w końcu w tym upale w 35 stopniach celciusza trudno o prawdziwą, świeżą, zieloną, pachnącą lasem choineczkę. A ja rozmyślam nad kolacją wigilijna jaką przeżyłam po raz pierwszy w Moim Buenos Aires. Prezenty grzecznie czekały pod świątecznym drzewkiem na swoich przyszłych właścicieli. Dziwne te święta, bez skrzeczącego śniegu, bez -20 stopniowego mrozu, bez ciemnej nocy, bez rodziny tak bez...bez dzieciństwa. Kiedy nie myślę o przeszłości którą zostawiłam wszystko jest piękne i różowe, ale gdy takie chwile jak dziś Święta przywołują minione chwile, spędzane z rodziną przy jednym stole, a potem z przyjaciółmi w górach. Mimo że czasem wybieramy inne drogi, niż te którymi byśmy chcieli podążać nie wolno się załamywać, tylko choć trochę swych wspomnień przenieść w inne realia. Kiedy wyjeżdżałam wiedziałam że to tylko wakacje, dziś już nie ma wakacji są realia, czasami smutne ale wciąż kocham to Moje Buenos Aires, bo choć czasem przynosi mi rozczarowania i ból przynosi także miłość. Jesteśmy jednak istotami myślącymi i to w naszych rękach leży nasze szczęście, to od nas zależy jak ciężko będziemy pracować by sięgnąć naszych marzeń. &lt;br /&gt;I tak przygotowaliśmy wigilię polsko-argentyńską. &lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TRfi7_YJhGI/AAAAAAAADAo/f2zDqEx3D7E/s1600/DSC08986.JPG" imageanchor="1" style="clear:right; float:right; margin-left:1em; margin-bottom:1em"&gt;&lt;img border="0" height="150" width="200" src="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TRfi7_YJhGI/AAAAAAAADAo/f2zDqEx3D7E/s200/DSC08986.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Na stole pojawił się barszcz czerwony z uszkami z grzybami i kluski z makiem, i o dziwo szok !!! PRZEPYSZNE jadło. Nikogo nie otrułam, wręcz przeciwnie proszono o dokładkę. Na stół wjechał indyk w szynce co było dla mnie największym szokiem, bo ja nie praktykująca katoliczka więcej wiem o religii niż 98% mieszkańców Argentyny. No cóż nie ważne co jesz lecz co czujesz. Sałatka owocowa-warzywna a wszystko czerwonym winkiem zalane w brzuszku. &lt;br /&gt;Niestety w Argentynie trudno o typowe dla Polski jarzyny, dlatego trzeba się posiłkować czym się da, czyli kostką warzywną i innymi machinacjami warzywnymi. Z ratunkiem przyszedł mi POLSKI NIEZAWODNY KONCENTRAT BURACZANY przywieziony przez "ciocię" Ewę. Co do indyka to bacznie się mu przyglądałam, a zwłaszcza jego zadkowi, kiedy to z kuperka jabłko wyskakiwało.&lt;br /&gt; - Marta, kawałeczek indyka - zapytała Julia&lt;br /&gt; - Nie, ona nie może, w Polsce w Wigilie nikt nie jada mięsa - wsparł mnie silnym słowem Niko&lt;br /&gt; - A którą to godzinę w mojej ojczyźnie wybił kurant?&lt;br /&gt; - 2 w nocy?&lt;br /&gt; - no to wszystko w porządku, jest już po północy więc Wigilia polska za nami. Poproszę cały kuperek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak moi drodzy, kolacja Wigilijna w Buenos Aires jak na pierwszą gwiazdkę w lecie przystało rozpoczyna się o godzinie 22:00. Jak mnie pouczono opłatkiem się tu nikt nie dzieli, więc sama ze sobą się połamałam. A potem, a potem po wielkim obżarstwie wybiła północ i czas by czerwona śnieżynka Marta rozdała prezenty. Ja jak na informatyka przystało dostałam od lubego pamięć do komputera 4GB!!! &lt;br /&gt; - Jak dobrze Skarbie że o mnie pamiętasz, a ja Twa Luba książkę o miłości ci daruję.&lt;br /&gt;Mężczyźni jednak są praktyczni, w przeciwieństwie do kobiet, ale na Wielkanoc to buty do tanga bym prosiła :).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy już wszyscy nacieszyli swe ślepia upominkami wniesiono szampana, ciasta i lody, a z radia poleciły hiciory z dyskotek i zaczęła się zabawa. Jak mi batmany (tak noc w noc z nim toczymy walkę o nasze okno w sypialni). Tak, bowiem tutaj trudno o typowy świąteczny nastrój z pięknymi kolędami. W tym roku świąt nie poczułam tym bardziej że dziś cały dzień na basenie opalając się spędziła nasza wesoła trójka.&lt;br /&gt;A lody, ech lody, lody, lody to najlepsze lody jakie w życiu jadłam od Freddo a po mojemu Alfrredo :). &lt;br /&gt;Brakuje mi zadumy, zamyślenia, myśli o bliźnich, lecz to przecież dopiero początek.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-5586812312636828531?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/5586812312636828531/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/12/dzien-dwiescie-osiemdziesiaty-trzeci-24.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/5586812312636828531'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/5586812312636828531'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/12/dzien-dwiescie-osiemdziesiaty-trzeci-24.html' title='Dzien dwieście osiemdziesiąty trzeci, 24 grudnia. Polsko - Argentyńska Wigilia.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TRdg46AbvUI/AAAAAAAADAY/iUz46jN60is/s72-c/DSC08943.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-1803212432405632135</id><published>2010-12-21T01:33:00.001-03:00</published><updated>2010-12-21T23:25:20.145-03:00</updated><title type='text'>Dzień dwieście osiemndziesiąty, 21 grudzień 2010. Boże Narodzenie</title><content type='html'>&lt;i&gt;"Nie rezygnuj nigdy z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie"&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TRFhNNBDVqI/AAAAAAAAC9Y/V5SuRv0qQ0g/s1600/DSC08937.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TRFhNNBDVqI/AAAAAAAAC9Y/V5SuRv0qQ0g/s200/DSC08937.JPG" width="150" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Pierwsze Boże Narodzenie w Moim Buenos Aires.Bez śniegu w upale, bez karpia na stole, bez barszczu z uszkami i opłatka. Nie myślę o świętach, nie czuję ich tutaj, nie jestem podekscytowana, ale może dlatego że bardziej ten czas przypomina letnie wakacje a nie koniec roku. Za dwa miesiące minie rok jak zaczęłam zapuszczać korzenie i przeżyłam tutaj już wszystkie pory roku. Choinka stoi przystrojona, w głowie kłębią się przepisy na polskie dania Wigilijne. Będzie to moja pierwsza argentyńsko-polska Wigilia. Opłatek pachnie świętami tylko sianka pod obrusem brakuje. Na stół podobno indyk ma wjechać, "impreza" zaczyna się zazwyczaj o 21:30 a 22:00 a kończy koło 4/5 nad ranem. Pasterka o 18:00, ja wybieram się zwyczajowo podrzeć mordę przy kolędach do polskiego kościoła.&lt;br /&gt;Argentyńczycy chyba tęsknią za śniegiem, gdyż we wszystkich marketach są typowo amerykańskie (USA) "szopki" z Mikołajem, kolejka dzieciaków do zdjęcia ze świętym Grubasem z czerwonym nosem, i zamiast śniegu wata. Teraz wiem czemu w żadnej aptece waty dostać nie mogłam. &lt;br /&gt;- Jaki prezent chcesz na święta?&lt;br /&gt;- żadnego, wolę to wykorzystać w ciągu roku.&lt;br /&gt;- Może bielizna?&lt;br /&gt;- Czerwona??&lt;br /&gt;- Kolejna czerwona? Może czarna? Potrzebujesz do sukienki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Jaki rozmiar podać - pyta sprzedawczyni&lt;br /&gt;- 85 CH1 - jednym tchem wypowiada Niki&lt;br /&gt;- Skąd wiesz?? Nawet ja nie pamiętam mojej rozmiarówki.&lt;br /&gt;- Po prostu Cię kocham dlatego wiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czas świąteczny to nie tylko zakupy, ale także rozczarowań, zresztą czym ja się przejmuję, znowu tylko metrem. &lt;br /&gt;- Niki wiesz, że te schody nigdy nie działają, a jak działają jedne to drugie nie i tak w koło macieju.&lt;br /&gt;- Bombon, to oszczędność prądu.&lt;br /&gt;- A systematyczne przerwy w funkcjonowaniu metra to też oszczędność prądu?&lt;br /&gt;- Nie, to zwyczajowy "zapał" do pracy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I czym ja się przejmuję, przecież mi nigdzie się nie spieszy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-1803212432405632135?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/1803212432405632135/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/12/dzien-dwiescie-osiemndziesiaty-21.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/1803212432405632135'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/1803212432405632135'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/12/dzien-dwiescie-osiemndziesiaty-21.html' title='Dzień dwieście osiemndziesiąty, 21 grudzień 2010. Boże Narodzenie'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TRFhNNBDVqI/AAAAAAAAC9Y/V5SuRv0qQ0g/s72-c/DSC08937.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-637928714200860235</id><published>2010-10-09T16:35:00.001-03:00</published><updated>2010-10-09T18:20:53.568-03:00</updated><title type='text'>Dzień dwieście dwudziesty dziewiąty, 6 październik. Ślub w Buenos Aires.</title><content type='html'>Polakom na obczyźnie przytrafiają się zawsze ciekawe przygody. Ona 22 lata, On 61. Ona przyleciała za Nim, bo niby Wielka Miłość. Niesamowite, taka róznica wieku, ale miłości to nie przeszkadza. No ba, Jemu to co miało przeszkadzać? chyba tylko zazdrość o nią, że młodszego znajdzie. Spędzili ze sobą dwa urocze miesiące w Buenos Aires w Jego pięknym staroświeckim olbrzymim "domku" z basenem. Postanowili się pobrać. Podczas ceremoni wyglądali cudnie, Ona śliczna drobniutka blondynka - informatyk, On wysoki, przystojny blondyn - biznesmen. Po ślubie postanowili wrócić do Polski, bo Ona musiała. Do czego może doprowadzić tęsknota? Zaledwie dwa tygodnie po najpięknieszym dniu w ich życiu, Jego najlepszy Przyjaciel znalazł Jego zwłoki na schodach domu, z laptopem w rękach, a w nim list tęsknoty.&lt;br /&gt;I tak Mloda żona stała się Młoda wdową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Ile Pan ma lat? - zapytał oficer na komisariacie policji Jego Przyjaciela&lt;br /&gt;- 54 - odpowiedział Jego Przyjaciel&lt;br /&gt;- A Pańska żona? - ponownie zapytał&lt;br /&gt;- 31 - znów Jego Przyjaciel&lt;br /&gt;- Ile lat miał Denat?&lt;br /&gt;- 61&lt;br /&gt;- A Jego żona?&lt;br /&gt;- 22&lt;br /&gt;- Czy Wy wszyscy w Polsce jesteście Pedofile?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Takie historie przytrafiają się tylko Polakom.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-637928714200860235?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/637928714200860235/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/10/dzien-dwiescie-dwudziesty-dziewiaty-6.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/637928714200860235'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/637928714200860235'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/10/dzien-dwiescie-dwudziesty-dziewiaty-6.html' title='Dzień dwieście dwudziesty dziewiąty, 6 październik. Ślub w Buenos Aires.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-1029983707930053115</id><published>2010-09-02T03:20:00.001-03:00</published><updated>2010-09-02T12:26:44.382-03:00</updated><title type='text'>Dzień dwieście pierwszy, 2 września. Podlejmy drzewko.</title><content type='html'>&lt;b&gt;&lt;i&gt;"Nauka robi się naprawdę interesująca dopiero tam gdzie się kończy"&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś odkryłam że zmieniły się chyba warunki na blogu i nie mogę zamieszczać pojedynczych zdjęć. No coz moze administratorom sie odmieni, tak jak i Argentynczykom. &lt;br /&gt;Argentyna uczy cierpliwości i nie przejmowania się codziennymi zmianami. O np: metro. Czyli moj "ulubiony" tutaj srodek lokomocji. Pewnego dnia stoję sobie na peronie i słyszę:&lt;br /&gt;- Przepraszamy za utrudnienia, ale metro linii D ma awarię i nie wiadomo kiedy zostanie usunieta.&lt;br /&gt;- No cóż, idę na autobus - pomyslałam - Ale czemu nikt się nie rusza tylko wszyscy cierpliwie czekają.&lt;br /&gt;Argentyńczycy sa cierpliwi, wiedzą że warto czekać, że jeśli nie dziś to jutro. I tak też jest z metrem, w końcu pojedzie więc warto na nie zaczekać. Takie awarie sa na pozadku dziennym, ale teraz wiem co należy robić - czekać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zatem jedna pozytywna ceche juz wyjawilam - cierpliwość. Druga bardzo istotna to swoboda i zamiłowanie do przyrody. Argentyńscy Panowie bardzo dbają o to by drzewka rosły okazałe i by im nigdy nie zabrakło nawodnienia podczas suszy. Ponieważ noce są dla kochających życie nocne zatem pracuje sie tu, jak wszędzie, w dzień. "Ogrodnicy" także wykonują swoje prace nawadniajace w bialy dzień, i często dbaja o roslinoność w miejscach publicznych. Wracające ze szkół dzieci mogą oswajać się z ochroną przyrody. Oglupiałe pieski z obrotu wydarzeń szukają choćby kawałka zieleni dla swoich potrzeb. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Jasiu, a kim jest twój tata - pyta nauczyciel w szkole&lt;br /&gt;- Ogrodnikiem. Dba o zieleń publiczną.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-1029983707930053115?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/1029983707930053115/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/09/dzien-dwiescie-pierwszy-2-wrzesnia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/1029983707930053115'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/1029983707930053115'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/09/dzien-dwiescie-pierwszy-2-wrzesnia.html' title='Dzień dwieście pierwszy, 2 września. Podlejmy drzewko.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-7313644408076529087</id><published>2010-08-25T15:49:00.000-03:00</published><updated>2010-08-25T15:49:31.392-03:00</updated><title type='text'>Dzień sto dziewiećdziesiąty drugi, 24 sierpień. Im głębiej w las tym ciemniej.</title><content type='html'>Nie wiem dokładnia jak to brzmiało, ale z logiki wynika że im glębiej zapuszczamy się w las tym mroczniej i ponuro, i całe piękno zielonego, ciepłego lasu zanika.I tak też jest z Argentyną, a raczej z Argentynczykami, ale... .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Autobusy, metro, komuniakcja, hmm...nie chce mi się o tym myśleć, a co do dopiero pisać. Idę sobie któregoś pięknego, wiosennego dnia i patrzę, a tu kolejka w jakiej zwykłam przebywać w dzieciństwie stojąc za dropsami na kartki. Kolejka z ludzi wije się przez kilka przecznic i zakręca. Więc pytam się:&lt;br /&gt; - Za czym stoicie?&lt;br /&gt; - A nie wiem, spytam tego z przodu.&lt;br /&gt;I tak domino ruszyło do boju. &lt;br /&gt; - Czekamy na autobus 188 - jednym, głosem orzekło 20 osób stojacych w pierwszej części tasiemca.&lt;br /&gt; - To czemu cała reszta waszego ogonka czeka na 65? - pytam grzecznie, i nawet nie za bardzo zdziwiona. Przyzwyczaiłam się do logiki życia tutaj. &lt;br /&gt;I tak własnie działa tutejszy porządek. Zadziwia mnie jedno, że w kolejce do autobusu wszyscy potrafią grzecznie stać, i nikt przed nikogo się nie wpycha, a natomiast metro to pole walki, szkoła przetrwania. Nie da się opisać to trzeba przeżyc, poczuć na wlasnych plecach, barkach i żebrach. A przede wszystkim w nogach gdy stojąc 45 min i przepuszczając kolejne pociągi metra wypatrujemy co nóż luzniejszego wagonika, lub choćby miejsca stojącego 0,5 metra na 0,5 metra.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak każdego dnia toczę bój sama ze sobą i myślami: "Przetrwam dzisiejszą podróż czy skapituluję i wrócę pokonana przez wroga do domu?".&lt;br /&gt;Narazie trwam, i robię się coraz twardsza. No cóż upodobałam sobie ten kraj więc muszę akceptować jego prawa, a raczej haos, mimo że się z tutejszym kodeksem życia nie zgadzam. Zastanawia mnie tylko argentyńska cierpliwość. Jeden drugiemu wchodzi na głowę, szturcha, depta i nikt na to nie reaguje. Pewnie każdy pogodził się juz ze swoim losem. Gdy tylko drzwi metra się otwierają ludzie wypływają z i do z siłą wodosapdu, lub jak lawa, niszcząc po drodze wszystko co napo, a już słychać gwizdek do odjazdu. No cóż zdarza się wtedy że drzwi pozostają na ościerz otwarte, a podrózni mają naturalną klimatyzację. Samochody, to to połączenie metra i autobusów czyli korki i zasda: Kto pierwszy ten szybciej w domu :) niekoniecznie w calości i bez zadraśnięcia, ale w domu, lub gdzie kolwiek podążał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedno moge rzec: "Tranguila, tranquila...mañana será mejor".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-7313644408076529087?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/7313644408076529087/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/08/dzien-sto-dziewiecdziesiaty-drugi-24.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/7313644408076529087'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/7313644408076529087'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/08/dzien-sto-dziewiecdziesiaty-drugi-24.html' title='Dzień sto dziewiećdziesiąty drugi, 24 sierpień. Im głębiej w las tym ciemniej.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-3771001559114315503</id><published>2010-08-22T23:27:00.000-03:00</published><updated>2010-08-22T23:27:39.420-03:00</updated><title type='text'>Dzień sto dziewiećdziesiąty, 22 sierpień. Drzemka.</title><content type='html'>&lt;i&gt;&lt;b&gt;... "Tango jest dla dorosłych. Jeśli komuś nie odpowiada tańczenie w bliskim trzymaniu nie musi tańczyć tanga. Istnieją jeszcze szachy, brydż"... &lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak to jest że  w Moim Buenos Aires zapanowała nuda?? No tak, wdarła się codziennośc, choć czy w moim pojęciu i życiu funkjonuje coś takiego jak codzinność?? Ponad szcześć miesięcy za mną, a już 3 mieszkania zmieniłam, a czeka mnie kolejna przeprowdzcka, do lepszego jutra. Za każdym razem z okna mojego lokum roztacza się lepszy i szerszy horyzont. Przechadzam się po tarasie, dopalam ostatnią fajkę i myslę... "Czy szczęście w życiu można zatrzymać na zawsze??".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; - Jesteś szczęściarą.&lt;br /&gt; - Wiem Niki, to samo powtarza mi Matka, Evita i Miguel. Ale nie rozumiem, dlaczego tak uważasz??&lt;br /&gt; - Kiedyś zrozumiesz, i mam nadzieję że docenisz tę swoją szczęśliwą gwiazdę pod, którą się urodziłaś.&lt;br /&gt; - Dopóki jesteś Niki, ta gwiazda zawsze będzie szła nade mną. &lt;br /&gt; - Idziemy do kina?&lt;br /&gt; - Na film dla głuchoniemych?? Czy na "Króla lwa"?&lt;br /&gt; - Tak na film dla dzieci, bo jak czegoś nie zorzumiesz zawsze możesz czytać z ruchu warg :).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; - Marta pobódka, film się skończył :). Jak udała się drzemka??&lt;br /&gt; - A dziękuję, ale nastepnym razem wybierz coś spokojniejszego, bo cały czas się budziałam. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kupiłam dziś kolejną płytę z tangami, tzw: Najlepsze orkiestry. Średnia na jeża, wybrali malo ciekawe tanga, ale cóż może moje ucho jest tępe i nie docenia to co dobre. Ale czy tango można nazwać dobrą muzyką?? To takie łojra łojra tylko że argentyńskie, które sobie tak upodobało moje serce. Coraz bardziej wchłania mnie Argentyna. &lt;br /&gt; - Tęsknisz za Polską?&lt;br /&gt; - A Ty Niki, tęsknisz za Bułgarią?&lt;br /&gt; - Nie, tu jest mój dom teraz, mój kraj, nie zamierzam wrócić do Bułgarii, choć miło jest spędzić wakacje, ale nie życie.&lt;br /&gt; - Hmm...no widzisz ja też nie tęsknię. Mówiłam Ci już że tęskni się jak się ma za kim, a ja nie mam. Choć tęsknię za naszymi polami, za lasami, za górami - choć małe to Moje, Polskie. Kocham Polskę, i gdyby nie Tango, Andy, i ... to bym nigdy jej nie opuściła. &lt;br /&gt; - To są najniebezpieczniejsze myśli.&lt;br /&gt; - Dlaczego?&lt;br /&gt; - Bo może jak polecisz w odwiedziny to nigdy juz tu nie wrócisz, bo Cię Twoja Polska zatrzyma, a raczej twoje uczucia.&lt;br /&gt; - Nie, nie bój się, może jestem "loca", ale nie głupia. Za dobrze mi teraz, by się tego pozbawić. Kiedyś pokarzę Ci Moją Polskę tak rózną od Argentyny.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-3771001559114315503?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/3771001559114315503/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/08/dzien-sto-dziewiecdziesiaty-22-sierpien.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/3771001559114315503'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/3771001559114315503'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/08/dzien-sto-dziewiecdziesiaty-22-sierpien.html' title='Dzień sto dziewiećdziesiąty, 22 sierpień. Drzemka.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-1181369089404199681</id><published>2010-08-13T18:00:00.003-03:00</published><updated>2010-08-17T01:55:47.115-03:00</updated><title type='text'>Dzień sto osiemdziesiąty pierwszy, 13 sierpień. Piątek trzynastego.</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Jeden dzień może być perłą, a wiek cały może nic nie znaczyć"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TGn8OQbZ3fI/AAAAAAAACY8/1dgyqbyIGkY/s1600/DSC01646.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TGn8OQbZ3fI/AAAAAAAACY8/1dgyqbyIGkY/s200/DSC01646.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5506209341295418866" /&gt;&lt;/a&gt;Zima dobiega powoli końca, mroźne dni (8 stopni) przeplatają się już z wiosennymi chwilami (20 !!!). Lecz cóż to za zima? 2 miesiące? wiecznie slońce? Tak, to miasto powinno nazywać się Miasto Słońca. Buenos Aires to miasto dla Tych co nigdy nie odnaleźli siebie w innych realiach, w innej przestrzeni, to miasto, które rozumie wszystko i wszystkich, akceptuje, przyjmuje, kocha. To miasto dla mnie dla Nich dla Nas. &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TGn_6sepgmI/AAAAAAAACZw/dDRAmT9kCM0/s1600/DSC01670.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TGn_6sepgmI/AAAAAAAACZw/dDRAmT9kCM0/s200/DSC01670.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5506213403274347106" /&gt;&lt;/a&gt;Miasto, które tak sobie upodobałam i pokochałam. Nigdy nie chciałam tu być, bo i z jakiego powodu, tango?? nigdy nie chciałam tańczyć tanga, ale... dziś już wiem że zaczęłam "budować" tutaj swój dom. Znalazłam swoje miejsce, przynajmniej teraz mi sie tak wydaje, a czas pokarze czy na zawsze czy tylko na "chwilę". Robię to co kocham...tańczę, co tańczę?? Tango. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piątek trzynastego, czy okarze się pechowy?? Nie, nie Tutaj, nie z Tobą, nie z Nimi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy po raz pierwszy zaczęłam kreślić słowa na Moi Blogu wydawało mi się że czas stanął w miejscu, a jadę w podróży. &lt;a onblur="try{parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TGoB7W-6kEI/AAAAAAAACZ4/nUbf95O7-Uk/s1600/DSC01699.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TGoB7W-6kEI/AAAAAAAACZ4/nUbf95O7-Uk/s200/DSC01699.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5506215613707227202" /&gt;&lt;/a&gt;Nigdy nie przypuszczałam że to podróż mojego życia. I jeden dzień wystarczył,by zmienić moją rzeczywistość. Kiedy poczułam zapach Buenos Aires wiedziałam że muszę walczyć by tu budować swój dom. Przez 2,5 miesiąca walczyłam pomiędzy moimi marzeniami o Buenos i Tangu, a moim sercem i tęsknotą. Czy czas leczy rany?? Tak, leczy. Nie wymazuje z pamięci, ale leczy. Zrozumiałam że jeśli coś się w naszym życiu kończy poto by coś zyskać. A czy lepszego? Hmm...no cóż i na to pytanie zna tylko odpowiedź czas.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TGoE8ARzZmI/AAAAAAAACcc/fIjyhbZaKbs/s1600/DSC08138.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TGoE8ARzZmI/AAAAAAAACcc/fIjyhbZaKbs/s200/DSC08138.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5506218923327186530" /&gt;&lt;/a&gt;1 kwietnia w Prima Aprilis zamknełam jeden z wielu rozdziałów z mojej przeszłości, a potem zamilkłam, chlonełam Buenos Aires i szukałam w jego powietrzu siebie. Odnalzłam siebie, jego, ich i moja Wielką Miłość - tango. Odnaleźliśmy siebie wszyscy.&lt;br /&gt;Buenos Aires jeszcze mnie nie skrzywdziło, nie zraniło i mam nadzieje że nie zrani, ani mnie ani moich bliskich. Podczas tych 6 miesięcy moje łzy mieszały się z euforią. Jakie jest życie na obczyżnie? Jeszcze nie wiem, wiem tylko że po zahłysnięciu się tajemnicami nowych zakamarków przychodzi stanąć twarzą w twarz z realiami, biurokracją, materializmem, a czasem z...Argentyńczykami. Kiedy odycham? W nocy, tam, w tłumie, w głosie Raul Beron, jestem mieszkańcem milong, ich dzieckiem.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TGoNZOGaCLI/AAAAAAAACdY/AAJ1AosqPvw/s1600/DSC01886.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TGoNZOGaCLI/AAAAAAAACdY/AAJ1AosqPvw/s200/DSC01886.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5506228221346711730" /&gt;&lt;/a&gt;I tak dziś spoglądam na bilet powrotny do Polski, który już nie ma żadnej ważności, a ja powoli "składam cegiełkę do cegiełki" by zbudować swój dom. Czy Buenos Aires okaże się szczęściem dla mnie?? Czas pokarze. Za marzenia trzeba jednka płacić wysoką cenę jak rozłąkę z przyjaciółmi czy rodziną i tym samym rani się ludzi, którzy kochają i odliczają dni do spotkania. Ja taką cenę dziś płacę. Jednak ciekawa jestem co przyniesie jutro, tym bardziej że znów się uśmiecham.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TGoPA3ZfP0I/AAAAAAAACfI/2eQOlTKbQos/s1600/DSC01972.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TGoPA3ZfP0I/AAAAAAAACfI/2eQOlTKbQos/s200/DSC01972.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5506230001959124802" /&gt;&lt;/a&gt;- Marta, to była najlepsza decyzja jaką podjełaś - dochodzą głosy z Polski&lt;br /&gt; - Wiem, i tak czuję. &lt;br /&gt; - Tęsknisz za Polską&lt;br /&gt; - Nie, bo nie tęsknimy za rzeczami czy miejscami, ale za ludzmi, a ja nie mam za kim tesknić.&lt;br /&gt; - A rodzice??&lt;br /&gt; - To zupełnie inna tęsknota, patrzę w lustro i wiem że są przy mnie. To NAJWSPANIALSI rodzice na świecie, bo moi.&lt;br /&gt; - Wiesz Marta, ja kiedyś też tam zamieszkam&lt;br /&gt; - Wiem, do zobaczenia zatem w Moim Buenos Aires&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TGoQ2M__tJI/AAAAAAAACgY/-PWCMsQdOtI/s1600/DSC01970.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TGoQ2M__tJI/AAAAAAAACgY/-PWCMsQdOtI/s200/DSC01970.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5506232017802474642" /&gt;&lt;/a&gt;Dziś znalazłam wreszcie chwilę czasu by otworzyć nowy rozdział mojego zycia. Znalazłam czas pomiędzy pracą w tym co lubię i kocham, a baletem, lekcjami tanga, rock&amp;roll'em, milonga...Tobą i Nimi, czyli tym co jest moją teraźniejszością i mam nadzieję że i przyszłością. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczynją się Mistrzostwa świata w Tangu...Obejrzałam oskarowy film "El secreto de sus ojos", przyjęłam Przyjaciół z Polski i 101 innych rzeczy zrobiłam...zamknełam drzwi, których nie chcę już otworzyć, odnalazłam Siebie i Mój świat.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-1181369089404199681?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/1181369089404199681/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/08/dzien-sto-osiemdziesiaty-pierwszy-13.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/1181369089404199681'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/1181369089404199681'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/08/dzien-sto-osiemdziesiaty-pierwszy-13.html' title='Dzień sto osiemdziesiąty pierwszy, 13 sierpień. Piątek trzynastego.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/TGn8OQbZ3fI/AAAAAAAACY8/1dgyqbyIGkY/s72-c/DSC01646.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-6077950993727814822</id><published>2010-04-02T02:30:00.002-03:00</published><updated>2010-04-02T02:38:20.234-03:00</updated><title type='text'>Dzień czterdziesty szósty, 1 kwietnia. Prima aprillis (link).</title><content type='html'>Dzień kawałów, w BsAs chyba nie jest obchodzony. Ale chyba teraz rozumiem zachowanie kelnera, który wyprowadził mnie z równowagi. Dziś dzień na byczenia się. Odpuściłam tez dziś milo i jutro też, aż do soboty bo wtedy są urodziny Gracieli czyli prowadzącej milongę w Sunderland, nasza lekcja na której obiecałam że zawsze będę do chwili wyjazdu, bo nie tylko ja uczę, ale i ja się uczę. Leżenie w parku może niczym konstruktywnym nie owocuje, ale daje wypoczynek i siłę i opaleniznę. Dziś też zaczęła się przerwa świąteczna, i większość osób już nie pracowało a dzieciaki wolne miały.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pizzeri koło domu wyprowadził mnie z równowagi nieszczery uśmiech kelnera. Gówniarz wyglądał na 15 lat i cały czas miał sztuczny uśmiech na twarzy. A może za duże zęby. Przyniósł kartę menu i gdy już zamawiałam on stwierdził że kuchnia tylko do 16 czynna więc już nic nie podają. Więc po jaką cholerę przyniósł mi te kartę?&lt;br /&gt;A może to był Argentyński Prima Aprillis?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-6077950993727814822?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/6077950993727814822/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/04/dzien-czterdziesty-szosty-1-kwietnia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/6077950993727814822'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/6077950993727814822'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/04/dzien-czterdziesty-szosty-1-kwietnia.html' title='Dzień czterdziesty szósty, 1 kwietnia. Prima aprillis (link).'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-155195442074826883</id><published>2010-04-02T01:05:00.004-03:00</published><updated>2010-04-02T02:29:23.787-03:00</updated><title type='text'>Dzień czterdziesty piąty, 31 marca. Zmęczenie.</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Łatwo jest zgiąć kark, trudniej wolę"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S7V6W4LbDVI/AAAAAAAABvs/ZtAPzvqsa4k/s1600/DSC00935.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S7V6W4LbDVI/AAAAAAAABvs/ZtAPzvqsa4k/s200/DSC00935.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5455401057085230418" /&gt;&lt;/a&gt;Po ponad sześciu tygodniach z tangiem przyszło zmęczenie, ale nie fizyczne lecz psychiczne. Dziś tango nie sprawiało mi przyjemności, poczułam się jak zupełny laik, który nie wie która jest prawa noga a które lewa. Nie miałam ochoty iść na milongę. Na obecną chwilę czuję obrzydzenie i wstręt do tanga. &lt;br /&gt;Co podoba mi się w moim obecnym Przewodniku po tangu? Że pomimo swoich lat i przetańczonych 40, pomimo sukcesów w tangu i wyszkoleniu wielu tancerzy i nauczycieli tanga on wciąż się szkoli i uczy. Co tydzień uczęszczamy na 1,5h lekcję milongi do Jego byłych uczniów, od których teraz i On się uczy.&lt;br /&gt;- Odkąd pamiętam przychodzę do nich na lekcję w każdą środę jak tylko jestem w BsAs.&lt;br /&gt;- Ale Ty? Przecież Ty już nie musisz się uczyć.&lt;br /&gt;- Każdy musi, bo wszystko idzie do przodu, rozwija się. O np, dziś, popatrz jaką piękną kombinację kroków wymyślili.&lt;br /&gt;- El no sabe!!! - Krzyczałam i skakałam jak dzieciak widząc że po raz pierwszy to nie ja jestem uczniem i sobie z czymś nie radze, ale i On. Z wrażenia nagrałam filmik żeby pamiętać że i najlepsi muszą całe życie się uczyć i ćwiczyć. &lt;br /&gt;- Co ona taka szczęśliwa?? z czego się cieszy - zapytał prowadzący.&lt;br /&gt;- Bo pierwszy raz ja czegoś nie potrafię zrobić i męczę się z tym. &lt;br /&gt;- Dlaczego prawą nogą robisz krok w tył? Masz zostawić ją z przodu,&lt;br /&gt;- Bo ty mnie prowadzisz do tego kroku, on mnie blokuje i nie pozwala iść w tył.&lt;br /&gt;- Teraz rozumiesz dlaczego na lekcji każę ci z nim tańczyć. Bo dzięki Tobie ja się uczę bo mówisz mi o odczuciach jakie on ci przekazał. &lt;br /&gt;- Więc po raz pierwszy to nie ja coś źle robię tylko Ty?&lt;br /&gt;- Tak, dziś masz rację.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po lekcji tanga, balecie i lekcji milongi nie poddałam się, lecz zanim udałam się na milo poszliśmy do jednej z najstarszych Pizzeri w BsAs znanej wyłącznie Argentyńczykom zwanej San Antonio. Byliśmy jedyni mówiący w innym języku niż hiszpański. Urugwajski Kelner opowiedział nam swoją historie ponad 20-letniego pobytu w BsAs, historie córki która tańczy tango i flamenco w Hiszpanii. A pizza?? Była jedną z lepszych jaką jadłam.&lt;br /&gt;- Marta, nigdy się nie zmieniaj, bądź taka jaka jesteś, i jeśli masz ochotę coś zrobić to to rób a nie blokuj się., Jesteś jak typowa Argentyńska kobieta, jesteś podobna do tej kobiety tam za tobą. Gdybyś nie powiedziała mi że jesteś Polką nigdy bym tego nie stwierdził, mimo że znam Polaków od ponad 8 lat. &lt;br /&gt;- Powiedział byś żem z Urugwaju, hahaha. Zabiorę tę argentyńskość do Polski. Wrócę tutaj.&lt;br /&gt;- Dlaczego tak myślisz?? Dlaczego myślisz że wrócisz??&lt;br /&gt;- Bo chcę.&lt;br /&gt;- Nie rozumiesz, dlaczego myślisz o powrocie skoro tu jesteś, jak możesz wrócić gdzieś gdzie już jesteś? Dlaczego nie powalczysz o swoje marzenia do końca?&lt;br /&gt;- Nie rozumiem.&lt;br /&gt;- Czemu nie powalczysz by tu zostać?&lt;br /&gt;- Bo moje serce nie jest jeszcze gotowe by tu zostać, ale wrócę po to by zostać. Pewne marzenia muszą zaczekać, będę walczyć o nie. &lt;br /&gt;- Żyj, tak jak by każdy dzień miał być twoim ostatnim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak właśnie oni żyją. Nie myślą o tym co za nimi ani co przed nimi,żyją tu i teraz dlatego są zawsze uśmiechnięci i może szczęśliwi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na milo w Villa Malcolm, chciałam zapaść się pod ziemię. Po raz pierwszy nie miałam ochoty na tańce. Myślałam że w chwili przekroczenia progu milongi nabiorę znów ochotę na tango. Niestety. Schowałam się w ciemnym rogu za filarkiem by nikt mnie nie widział. Drażniła mnie muzyka, i facet który siedział niedaleko i rozmawiał z drugim po angielsku. Pomyślałam: "O Dżisas" łeb mi zaraz pęknie na pół. Potem okazało się że zajęłam komuś miejsce więc wyłoniłam się z cienia i jak na złość zobaczył mnie znajomy Indianin i przyszedł się przywitać i zatańczyć. Tańczenie nie sprawiało mi przyjemności no, ale cóż. Gdy wróciłam na swoje miejsce Anglojęzyczny sąsiad cały czas siedział, nie tańczył w ogóle, tylko obserwował parkiet. Wyglądał jak jeden z tych nadętych bufonów co już świat tanga zdobyli i na milo tańczyć nie muszą.&lt;br /&gt;- Bailaomos? - usłyszałam zza ramienia&lt;br /&gt;- A możemy - trochę zdziwiłam się że sąsiadowi zachciało się tańczyć, bo mi wciąż nie. Jeden, drugi krok i szok. Od 6 tygodni jak tu jestem trafiałam na dobrych partnerów, ale ten był do tego stopnia dobry żem się zestresowała. Miałam się go już spytać czy on to już długo tanguje, a może i uczy. Ugryzłam się w język. Zaczęłam coraz bardziej główkować, gdy po klasycznie przetańczonym tangu skończyła się tanda a ja podziękowałam i chciałam odejść gdy usłyszałam:&lt;br /&gt;- Trochę za mało potańczyliśmy, jeszcze jedną tandę proszę.&lt;br /&gt;No cóż zgodziłam się, mimo iż jedyną myślą była myśl o spaniu. Postanowiłam się jednak przełamać gdyż taki partner może mi się już drugi raz nie trafić.&lt;br /&gt;Druga tanda to było małe zaskoczenie. Więcej sakad, boleo, odejść ode mnie, obroty a a nawet jakaś volcada się wdarła. To już przeszło mnie samą, a raczej moje myśli i główkowanie kimże on jest. Amatorzy tanga nawet ci najlepsi tak nie tańczą, a poza tym oni tańczą a nie tak jak Ten siedzą całą milo i raz tyłek ruszą na parkiet. &lt;br /&gt;Po tej tandzie postanowiłam doczekać już w spokoju do pokazu. Skuliłam się i prawie schowałam pod stół, i gdy tak patrzyłam w ziemię zobaczyłam czyjeś buty. Podniosłam łepek, a tu z błaganiem patrzyły jakieś oczęta na mnie prosząc: &lt;br /&gt;- Bailaoms?&lt;br /&gt;- Nie, wybacz ale jestem zmęczona.&lt;br /&gt;I tak moje dzisiejsze tańce umarły śmiercią naturalnego zmęczenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A gdy zbliżyła się godzina pokazu przedstawiono parę, która miała zaprezentować swoje możliwości oraz mojego sąsiada. Niestety przed moim hiszpańskim to jeszcze długa droga. Kim był ów Damian?&lt;br /&gt;Wtedy nie wiedziałam, dziś już wiem że i z tymi zawodowymi można tańczyć że nie są zamkniętą kliką.&lt;br /&gt;Damian Esell - może nie jest świetny, ale na milo dobrze się z nim tańczy, a na pewno dla mojego tanga jest dobrze czasem zatańczyć z dobrym bardzo partnerem. &lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=5cVxX2Hkpaw"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=5cVxX2Hkpaw&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A to już pokaz milongowy:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=hv_Qg53KMcE"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=hv_Qg53KMcE&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-155195442074826883?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/155195442074826883/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/04/dzien-czterdziesty-piaty-31-marca.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/155195442074826883'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/155195442074826883'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/04/dzien-czterdziesty-piaty-31-marca.html' title='Dzień czterdziesty piąty, 31 marca. Zmęczenie.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S7V6W4LbDVI/AAAAAAAABvs/ZtAPzvqsa4k/s72-c/DSC00935.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-6721827203812447614</id><published>2010-04-02T01:03:00.000-03:00</published><updated>2010-04-02T01:04:59.265-03:00</updated><title type='text'>Dzień czterdziesty czwarty, 30 marca. Opadły mi ręce.</title><content type='html'>No comments !!!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-6721827203812447614?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/6721827203812447614/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/04/dzien-czterdziesty-czwarty-30-marca.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/6721827203812447614'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/6721827203812447614'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/04/dzien-czterdziesty-czwarty-30-marca.html' title='Dzień czterdziesty czwarty, 30 marca. Opadły mi ręce.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-8218329139358045417</id><published>2010-04-02T00:03:00.010-03:00</published><updated>2010-04-02T01:02:58.249-03:00</updated><title type='text'>Dzień czterdziesty trzeci, 29 marca. Smutna prawda o Polkach.</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Ciężka ranę można wyleczyć, złej reputacji się nie naprawi"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jestem tutaj już siódmy tydzień i cały czas chłonę historię tanga, rozkminiam jego zagadkę i zastanawiam się czemu ludziska nazywają tango argentyńskie tańcem miłości. &lt;br /&gt;W domach publicznych trudno chyba mówić o miłości, chyba że cielesnej, zatem tango to taniec pożądania, tęsknoty, potrzeby bliskości. W BsAs za La Boca znajduje się cmentarz prostytutek i alfonsów. Niestety tylko słyszałam o nim, ale jak dotrę nie omieszkam sfotografować tu i ówdzie. Prawdopodobnie znajdę tam grób niejednej Polki, o których jest tu niestety smutna bolesna opinia. Polki w rozumieniu Argentyńczyków w BsAs utrzymują się z nierządu.&lt;br /&gt;- Ale przecież kobiety z innych państw pracujące jako prostytutki też tu się spotka.&lt;br /&gt;- Tak, ale Polek jest najwięcej - tyle dowiedziałam się podczas po lekcyjnej rozmowy.&lt;br /&gt;Historia jest krótka, nieskomplikowana i sięga dziesiątek lat wstecz. W czasie pierwszej wojny światowej w Argentynie była masa mężczyzn, a mało kobiet. Ściągano wtedy biednych Polaków, a w tym Polki mówiąc im ile tu pracy i jakże dobry zarobek. I tak Polki znajdywały zatrudnienie w domach publicznych. Od tego czasu na prostytutkę wołano: "Polka" (jak tylko otrzymam artykuł o Polkach w BsAs od razu go zamieszczę). Niestety Polki taką opinie mają chyba na całym świecie. Dlaczego? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak mija kolejny dzień mojej samotni. Co zachwyca w Argentynie?? Chyba bardziej prowincja i prawdziwe życie niż BsAs. BsAs to jedno wielkie blokowisko. Typowy moloch mieszkalny i robotniczy. Ale czy można mieć pretensje do tak młodego kraju? kraju którego rozkwit przypada na rok 1830. Ameryka Południowa zasiedlana była powoli ludnością Afrykańską, która około 1860 roku przywiozła tu Candombe. Candombe powstało w Montevideo dlatego też prawdą jest że stolicą Tanga jest Montevideo, bo Candombe około 1878r przekształciło się w milonga con traspie. Rytm candombe jest właśnie podobny do milongi con traspie. Z czasem pojawiła się milonga Lisa, aż w końcu połączono obie milongi w jedną i tak teraz tańczona milonga nabrała "słodkiego" wyrazu. Warto pamiętać iż istnieje kilka rodzajów milong; milonga campera, candombera lub milonga candombeada portea i milonga. Zatem po co do BsAs przyjechać? Chociażby po to by choć raz na oczy ujrzeć starą milongę i wszystkie jej odmiany, gdyż w Polsce (nie wiem jak w innych krajach) tego nie uświadczymy. Do 1920 tango grane było z akompaniamentem gitary, aż w roku 1910 wprowadzono bandoneon i po raz pierwszy zapisano nuty tanga. W 1926 pojawia się tango milonga. Na przełomie 1934/1935 umiera Gardel i wtedy też w raz ze swoją orkiestrą w Teatrze Colon debiutuje Julio de Caro. Przed 1935 tańczony jest styl Canyengue, a po 1935 pojawia się tengo de salon. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak mijają moje dni nie tylko na rozplątywaniu moich nóg w tangu, ale i na słuchaniu, czytaniu, poznawaniu różnic czy rozmowach o Tangu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-8218329139358045417?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/8218329139358045417/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/04/dzien-czterdziesty-trzeci-29-marca.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/8218329139358045417'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/8218329139358045417'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/04/dzien-czterdziesty-trzeci-29-marca.html' title='Dzień czterdziesty trzeci, 29 marca. Smutna prawda o Polkach.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-9006400673862003223</id><published>2010-03-29T12:08:00.008-03:00</published><updated>2010-03-30T00:46:29.757-03:00</updated><title type='text'>Dzień czterdziesty drugi, 28 marca. Puerto Madero (link).</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Kto opuszcza swój dom żeby znaleźć szczęście, ściga cień"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S7E1pRhX2tI/AAAAAAAABsw/EwTCpVIU2l0/s1600/DSC00882.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S7E1pRhX2tI/AAAAAAAABsw/EwTCpVIU2l0/s200/DSC00882.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5454199606916668114" /&gt;&lt;/a&gt;Po przetańczonej nocy postanowiłam udać się na spotkanie z Polonią. Należy do niej też mój zleceniodawca. W większości starsi ludzie, ale i młodych tu się spotka. Mieszkają tu od 40, 50 lat a niektórzy się tu już urodzili, lecz znają bardzo dobrze język polski. Są i tacy co systematycznie do Polski jeżdżą. Ale znajdą się też tacy co nienawidzą Argentyny mimo że tu wychowani, bo rodzice Polacy wpoili im miłość do Polski i nienawiść do Argentyny. Teraz po wielu latach po 50 przyzwyczaili się już bo muszą tu żyć, bo nie stać ich układać sobie życie gdzie indziej. Zostałam zaproszona przez nich i polskiego ZAJEBISTEGO księdza, który mieszka ty 50 lat i nigdy nie chciał wrócić do Polski, na obiad Wielkanocny w niedzielę. Święta będę mieć w biegu. Spędzę je u Pilar, u Giseli i jej rodziny oraz rodziny Diega, z Polonią a także  na zwiedzaniu prowincji, nas jeziorkiem opalając się. Święta zaczynają się tu już w czwartek i potrwają do poniedziałku włącznie. Diego właśnie na tę okazje był łowić ryby. Spróbuję znów tradycyjnej kuchni. Polonia przyjęła mnie niesamowicie dobrze i świeżo, dla nich jestem świeżym pokomunistycznym powiewem. Chłonęli mnie, mój język polski, mój polski zapach polski wygląd. Podobnie jak Argentynczycy pytali i oni czy zostanę tu na zawsze. No cóż, chciałabym, ale nie jest to takie łatwe. Wieże w cuda więc może się zdarzy i zostanę tu. w moim przypadku nie powinno być to trudne, jest tu wiele amerykańskich firm informatycznych gdzie brakuje wykształconych po studiach inżynierów, a język angielski to podstawa. I po zaczerpnięciu opinii wiem że mogę aplikować tylko że...Mój dom tam, gdzie serce moje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S7E9xjL3KGI/AAAAAAAABs4/7ZFpFd_5HVY/s1600/DSC00847.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S7E9xjL3KGI/AAAAAAAABs4/7ZFpFd_5HVY/s200/DSC00847.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5454208545190258786" /&gt;&lt;/a&gt;Upał niesamowity, 30 stopni. Oby taka jesień była aż do zimy. Mija miesiąc jak ostatni raz widziałam się z Martinem. Tak więc dziś uczciliśmy to udając się do Puerto Madero. &lt;br /&gt;Puerto Madero dzielnica Buenos Aires obejmująca znaczne obszary rzeki La Plata. Dzielnica swą nazwę przyjęła na cześć biznesmena Eduardo Madero, który w 1882 roku przedstawił tu projekt portu z podobnymi rozwiązaniami technologicznymi, jakie są w Londynie. Znajduje się tu również budynek rządu Argentyny, zbudowany w ostatniej dekadzie XIX wieku. Jest to jedna z najmłodszych, najdroższych i najbardziej ekskluzywnych dzielnic Buenos Aires. Znajduje się tu wiele drogich hoteli, m.in.: Hilton Hotel Buenos Aires, Panamericano, czy wysokich biurowców i drapaczy chmur. Przez Puerto Madero przebiega Avenida de Mayo, najszersza ulica na świecie. Ulica Lavalle to ruchliwy deptak, wzdłuż którego ciągną się różnorodne sklepy z pamiątkami oraz znajduje się tu Galeria Pacifico z luksusowymi sklepami, kawiarniami i licznymi wystawami fotografii, malarstwa i rzeźby. Wzdłuż alei w kierunku portu znajdują się liczne biurowce, m.in.: IBM, Sun Microsystems czy firmy Microsoft. Wzdłuż portu ciągną się przez dwa kilometry liczne restauracje, apartamentowce i biurowce zagranicznych i miejscowych korporacji. Dzielnica ta stała się obecnie jednym z największych centrum rozwoju handlu i biznesu oraz jednym z miejsc, gdzie można znaleźć najlepsze restauracje, dyskoteki, kina, centra kulturalne i inne instytucje. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S7Fv6mMPExI/AAAAAAAABtA/4IHpDeTeAlE/s1600/DSC00895.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S7Fv6mMPExI/AAAAAAAABtA/4IHpDeTeAlE/s200/DSC00895.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5454263676197344018" /&gt;&lt;/a&gt;W dzielnicy Puerto Madero jest również rozległy obszar terenów zieleni poświęcony różnorodnym rozrywkom. Od 2007 r. kursują tu tramwaje(wikipedia).&lt;br /&gt;Wszystkie ulice Puerto Madero są nazwane na cześć kobiet ich imionami. Most poświęcony jest tez kobiecie. Tutaj też jadłam dziś najlepsze lody, i jak zyklw umorusałam się jak dzieciak. &lt;br /&gt;Zwiedziliśmy też dwa najstarsze okręty, a kapitanem jednego z nich był Sarmiento którego ulica jest w Buernos. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak do 19:00 poszwendałam się po mieście. Próbowałam kupić koszulkę piłkarską w barwach narodowych, a także z napisem Tango. Drożyzna niesamowita a tangowej nie mieli czarnej na ramiączkach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak minęła 19:00, a ja wróciłam do domu i pomimo zmęczenia nie zasnęłam tylko jeszcze do północy buszowałam w necie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-9006400673862003223?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='related' href='http://picasaweb.google.pl/Martahari13/DzienCzterdziestyDrugi28MarcaPuertoMadero?feat=directlink' title='Dzień czterdziesty drugi, 28 marca. Puerto Madero (link).'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/9006400673862003223/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-czterdziesty-drugi-28-marca.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/9006400673862003223'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/9006400673862003223'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-czterdziesty-drugi-28-marca.html' title='Dzień czterdziesty drugi, 28 marca. Puerto Madero (link).'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S7E1pRhX2tI/AAAAAAAABsw/EwTCpVIU2l0/s72-c/DSC00882.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-2302809718027959681</id><published>2010-03-28T22:11:00.007-03:00</published><updated>2010-03-28T23:50:29.296-03:00</updated><title type='text'>Dzień czterdziesty pierwszy, 27 marca. Najdłużasza milo (link).</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"W każdym ziarnku ryżu jest kropelka potu"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S7ARV1ZwFEI/AAAAAAAABro/BQ1qaqg3E7c/s1600/DSC00781.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S7ARV1ZwFEI/AAAAAAAABro/BQ1qaqg3E7c/s200/DSC00781.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5453878215555683394" /&gt;&lt;/a&gt;Sobota, niby zwykły dzień jak co dzień, a jednak nie... . Wizyta u kosmetyczki zaowocowała lepszym nastrojem i wyglądem;&lt;br /&gt;- Jaka ona śmieszna - mówi kosmetyczka o mnie - Czy ona zawsze się tak śmieje?&lt;br /&gt;- Nie, nie tylko jak ją coś boli. &lt;br /&gt;- No to będzie ją bolało. Musimy pozbyć się włosków z noska, bo jeszcze dziś wieczorem jak będzie tańczyć kogoś podrapie, hahaha.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A miało być normalnie, regulacja brwi i po sprawie. Kosmetyczka była dość konkretną argentyńską kobieta. Nie zastanawiała się czy boli czy nie tylko rwała. Na śniadanie zjadłam najlepsze jak do tej pory empaniadas, czyli specyficzne pierogi pieczone w piecu z farszem jaki sobie zażyczymy. &lt;br /&gt;Powrót do Buenos był nudny, lecz w miarę szybki. Pochłaniałam słówka hiszpańskie i obserwowałam ludzi. Co chwila zmieniali się towarzysze podróży z mojego siedzenia. W końcu siadła matka z dwiema córkami, które radośnie śpiewały całą drogę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś rozpoczęłam moją drugą pracę czyli prowadzę lekcje grupowe z tanga de salon z moim nauczycielem. Ciężko prowadzi się zajęcia w dwóch językach, po angielsku i po hiszpańsku, gdyż trzeba więcej mówić. Niestety mam problem z tłumaczeniem Argentyńczykom jak mają wykonać ćwiczenia, gdyż język jest barierą. Zatem pokazuję im jak dzieciom, a dzieci zawsze powtarzają. Obok Argentyńczyków pojawili się dziś Kanadyjczycy i Niemcy. Cóż mogę rzec. Berlin zaraz po Buenos ma najlepsze chyba tango. Niemcy przyjeżdżają tutaj uczyć się u ojców tanga, a tu jakaś Polka ich uczy. No cóż to że Polka nie oznacza że gorsza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Milo w Sunderland dziś mnie bawiła najbardziej, może dlatego też że trochę Quillmesów w dwójkę wciągnęliśmy, ale przyszła pora by wreszcie się napić ichszego wyrobu. Nie przepuściliśmy żadnej milongi, bawiąc się przy tym na całego, śmiejąc od ucha do ucha. Dla mnie tango może być melancholijne, romantyczne, spokojne, a milonga żywa, zabawna, "biesiadna". Dziś towarzyszyła nam na milo trójka sympatycznych Polaków z Krakowa, którzy bawili się równie dobrze. Zauważyłam że im więcej On wypije tym bardziej szaleje i tym bardziej muszę stać "twardo na ziemi". Problem z tymi dobrymi czy najlepszymi tancerzami jest w tym że jak wypiją to szaleją i dają radę, gorzej z tymi gorszymi od nich partnerkami, które im towarzyszą. Ale najbardziej rozbawił mnie Abel. Abel to jeden ze stałych bywalców wszystkich milong. Zawsze jest i zawsze muszę z nim tańczyć, bo nie wypada odmówić skoro jest miły i sympatyczny. Chyba Indianin, ale strasznie nakręcony. Zawsze nawija do mnie po hiszpańsku opowiadając jakaś historię, której oczywiście nie rozumiem. Nauczyłam się jednak że zawsze należy się uśmiechać i przytakiwać jak Argentyńczycy z pasją w glosie coś opowiadają. Wtedy jest im bardzo miło, ale trzeba przyznać że jak się trafi na porządnych Argentyńczyków to są to wspaniali ludzie. I tak Abel o 3 rano opowiadał mi jakąś baaaaaaaaardzo śmieszną historię, bo śmiał się przy tym. Na koniec tandy spytał czy idę do La Viruty bo tam o 4 zaczyna się najlepsza impreza i trwa do 7. Nie miałam za dużo do gadania:&lt;br /&gt;- Idziesz dziś do La Viruty, zawiozę Was. Musisz tam choć raz pójść o 4 rano, gdy pozostają i schodzą się najlepsi, którzy nie mają dość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Profesorek od tanga miał rację. O 4 rano weszliśmy tylko My Polacy do La Viruty. Impreza wyglądała jakby dopiero się rozkręcała i jakby była 24:00 dopiero. Oczywiście kogo spotkałam?? Abel'a, o masakro. To nic że już dziś jedną tandę z nim tańczyłam, ale w innym miejscu. No cóż. W La Viruta spotkałam wiele znajomych mi już twarzy. Wszyscy ze mną się już witają, ściskają, całują, pytają co u mnie, jak nauka języka, jak pobyt.  To jest tak zwana stała ekipa z tych najbardziej znanych milo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S7ASzkiCA8I/AAAAAAAABrw/lvwXFQvPR0s/s1600/DSC00801.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S7ASzkiCA8I/AAAAAAAABrw/lvwXFQvPR0s/s200/DSC00801.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5453879825934713794" /&gt;&lt;/a&gt;Tak czy siak o 7 rano milo kończy się wspólnym śniadaniem. To jest niesamowite jak Ci ludzie potrafią się zżyć. Przy Cumbi niektórzy tak szaleli że o mało co głową sufitu nie rozbili. Argentyńczycy mają w krwi taniec. Tańczą wszędzie i wszystko, i do tego śpiewają lub śpiewają i do tego tańczą. Bardzo muzykalny naród, ja czuję się w śród nich jak ryba w wodzie. Milonga, śniadanie, wspólne tańce to za mało trzeba jeszcze poplotkować na zewnątrz. I taaaaaaaaaaka wielka grupka ustawiła się pod La Viruta. o 7 rano w sobotę i niedziele na ulicach są tłumy podążające na spoczynek. &lt;br /&gt;Ja dziś jednak już nie złożyłam swych obolałych członków do łóżka, zjadłam o 8 jak Bóg przykazał śniadanie i o 11:30 byłam już na mieście. I tak od 9 rano w sobotę do teraz a jest już prawie północ w niedzielę nie zmrużyłam oka. To była najdłuższa i najlepsza milo podczas pobytu w Buenos.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postanowiłam nauczyć się Cumbi i przywieźć ją do Wawy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-2302809718027959681?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='related' href='http://picasaweb.google.pl/Martahari13/DzienCzterdziestyPierwszy27MarcaNajdUzszaMilo?feat=directlink' title='Dzień czterdziesty pierwszy, 27 marca. Najdłużasza milo (link).'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/2302809718027959681/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-czterdziesty-pierwszy-27-marca.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/2302809718027959681'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/2302809718027959681'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-czterdziesty-pierwszy-27-marca.html' title='Dzień czterdziesty pierwszy, 27 marca. Najdłużasza milo (link).'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S7ARV1ZwFEI/AAAAAAAABro/BQ1qaqg3E7c/s72-c/DSC00781.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-7462502148286805933</id><published>2010-03-28T21:14:00.007-03:00</published><updated>2010-03-29T12:07:02.916-03:00</updated><title type='text'>Dzień czterdziesty, 26 marca. Pierwsza argentyńska praca.</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;"Dojrzały owoc spada sam, ale sam nie wpadnie do ust"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś jak zazwyczaj wstałam prawą nogą. Może w jakiejś euforii nie jestem, ale da się żyć. Zaraz po balecie rozpoczęłam pierwszy dzień mojej pierwszej argentyńskiej pracy. Dorywcza, bo dorywcza, ale zawsze kwalifikacje w przód. Pracuję u pewnego jegomościa, no właśnie kim on jest? Matka Polka, Ojciec Austriak z Wiednia, mieszkali w USA a obecnie mieszkają z rodziną w Buenos. Wieeeeeeeeeeelki jak wszystko w Buenos, ma chyba ponad 2m. Ściana biura, w którym pracuję jest cała wylepiona dziecięcymi rysunkami. Porozumiewamy się tylko po angielsku, ale też stara się do mnie mówić po hiszpańsku. Porozumiewamy się po angielsku.  Jak tak dalej pójdzie to ja po pobycie tu zacznę udzielać korepetycji z angielskiego, ale cieszę się z tego wyjazdu podwójnie, bo uczę się mojego tanga i angielskiego . Jak to jest że nagle człowiek skazany tylko na siebie przełamuje bariery i opory. Kiedyś w Wawie nie chciałam chodzić na milo sama, dziś już ten problem zniknął. &lt;br /&gt;Na czym polega moja praca?? Na obróbce zdjęć w photoshop'ie. &lt;br /&gt;W mieszkaniu mierzącym z 200m² oprócz mnie są jeszcze: opiekunka apartamentu a raczej taka parwa reka z tego co zrozumiałam, służąca,  oraz Mario robotnik. Do mojego lokum przychodzi dwa razy w tygodniu Eva i sprząta, wymienia mi ręczniki i pościel. Dziś strzeliło mi ramiączko u sukienki i gdy poprosiłam o igłę z nitką, od razy opiekunka tutejszej „rezydencji” złapała za sukienkę i sama zaczęła przyszywać. Strasznie uśmiechnięta, pogodna i w dodatku z podstawami angielskiego więc też idzie się dogadać. Mój pracodawca nigdy nie był w Polsce i nie zna polskiego. Jego hobby jest kolekcjonowanie wszystkiego co tyczy się "Polskiej" II Wojny Światowej. Ja to zawsze przyciągam lub trafiam na „dziwnych” ludzi. Moim zadaniem jest skanowanie, obróbka tych zdjęć programem graficznym, oraz nakładanie na każde zdjęcie wather mark czyli znaku wodnego z jego nazwiskiem. Dziś zobaczyłam jak wyglądała przedwojenna Warszawa.&lt;br /&gt;Po co mi praca? Żeby jak najmniej myśleć, bo wtedy tęsknię, żeby cały czas cos robić, żeby być wśród ludzi, a nie wiecznie samej. Uwielbiam mieć każda chwilę zajętą wtedy jestem pozbierana, wszędzie zdążam i wszystko mi wychodzi. Jestem szczęśliwa i nie tęsknię gdy tańczę, dlatego coraz więcej zajęć dokładam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem popędziłam do Merlo, na jeden dzień do Giseli. Pociągi już mnie nie dziwią. &lt;br /&gt;- Lody, lody, dobre lody - krzyczał jeden z pociągowych sprzedawców.&lt;br /&gt;- Oryginalne płyty z dobrą popularną muzyką - wrzeszczał drugi. Może i oryginalne, tzn. zoryginalny zespół grany, tylko że płyty nie za bardzo oryginalne, lecz przegrywane. &lt;br /&gt;Ale trzeci był najlepszy. Wziął się na sposób. Chodzi z magnetofgonem i na cały regulator puszcza muzę. Ale pasażerowie się nie dziwią. Nie przeszkadza im to, mi też nie. Siedziała koło mnie kobieta, która usiłowała usłyszeć osobę po drugiej stronie. Mimo że "muzyk" ja zagłuszał, nie robiła z tego problemu, tylko wrzeszczała głośniej niż cała reszta. W pociągu można kupić słodycze, LODY !!! (mają Argentyńczycy najlepsze lody jakie jadłam)napoje, piwo, płyty z muzyką, portfele, krzyżówki, i całą resztę. O tej porze dnia pociąg jest prawie pusty, wszystkie miejsca zajęte, ale też wszyscy siedzą.  I tak do tego też już przywykłam. Nic mnie tu nie dziwi, wszystko jest dla mnie normalne, a przecież Polska jest inna, a może dlatego ze od lat sobie podróżuję i znam już takie klimaty. &lt;br /&gt;W Argentynie fascynują mnie kioski ze słodyczami, piciem i etc. Wybór słodyczy jest tu taaaaaaaaaaaki wielki jak wszystko w tym kraju., Potrafię 20 min stać i wybierać, batoniki, czekoladki, pomadki i wyjść z niczym, bo za duży wybór i nigdy nie wiem czego chcę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do Merlo dojechał około 20:00. &lt;br /&gt;- Czujesz ten smród w aucie? - pyta Gisela&lt;br /&gt;- Czuję, okropnie wali.&lt;br /&gt;- To mój kuzyn, zwymiotował tak że na przednie siedzenie poszło, ale byłam wyczyścić auto w środku. &lt;br /&gt;Poczułam że kuzyn zwymiotował na przednie siedzenie, bo było mokre, a moja ręka śmierdziała. Na koniec Gisela spryskała wnętrze auta perfumami co dało podwójną, a nawet potrójną siłę smrodu. Przeżyłyśmy, jutro będzie lepiej.&lt;br /&gt;Czas minął nam na babskim plotkowaniu przy spaghetti. Diego gdzieś biegał po mieście przygotowując się na jutrzejszy wypad na ryby, a my zostaniemy same i damy szusa do kosmetyczki zrobić się na Bóstwo. &lt;br /&gt;Odwiedziłyśmy też rodziców Diego, i jak zawsze ojciec mnie wyściskał, wycałował, nagadał się jak do obrazu, a ja czyli obraz ani razu. Gdy Gisela i Diego pichcili coś w swojej sypialni ja grałam w moja ulubioną grę Mahjong :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Coraz częściej myślę o Nepalu  o znajomych moich, którzy w październiku jadą. Moje marzenia zatrzymam na Tybet i Nową Zelandię, zresztą Buenos Aires to mój ostatni samotny wyjazd, ale potrzebowałam tego by odnaleźć siebie i odnalazłam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-7462502148286805933?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/7462502148286805933/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-czterdziesty-26-marca-pierwsza.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/7462502148286805933'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/7462502148286805933'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-czterdziesty-26-marca-pierwsza.html' title='Dzień czterdziesty, 26 marca. Pierwsza argentyńska praca.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-209677945475423397</id><published>2010-03-25T22:50:00.010-03:00</published><updated>2010-03-26T13:02:06.424-03:00</updated><title type='text'>Dzień trzydziesty dziewiąty, 25 marca. Urugwajka.</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Cierpliwość zamienia liść morowy w satynową szatę"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozkłada mnie chyba jakieś choróbsko. Gardło pobolewa, przeżywam też bardzo kilka ostatnich dni, chyba nie za bardzo znoszę rozstania, odległość mnie wykańcza, a na to nachodzą myśli o przyszłości. Ale w życiu nie warto się smucić, jest za krótkie i trzeba dążyć do spełnienia marzeń. I iść do przodu i słuchać co serce podpowiada. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byłam na kolejnym dniu z techniki dla kobiet. Carla Moreno jest świetną nauczycielką. Wymyśla dobre ćwiczenia dla kobiet i doskonale, dokładnie tłumaczy. Polecam ją tym którzy wybierają się do Buenos. Po zajęciach kilka z nas udało się do niej z propozycją by zrobiła zajęcia tylko z techniki. Carla zebrała małą grupę 10 dziewczyn i obiecała że od przyszłego tygodnia ruszamy tylko z techniką. Sama się dziwi że kobiety tańczą tango i niestety pokracznie i bez techniki, że nie czują potrzeby by iść do przodu, a nie stać w tym samym miejscu. Jest to kobieta koło 40 może nie rzuciła mnie na kolana jej estetyka, ale na pewno warto się u niej na początku uczyć techniki, a potem iść dalej. Jej zajęcia są ciekawe, inspirujące i powtarza to co każdy: "Ćwiczyć w domu".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na milo spotkałam Anetę jak i ekipę z Krakowa i Katowic. I oczywiście jak to na mnie przystało wyalienowałam się znikając w tłumie na parkiecie. Rozbawiła mnie a nawet wprowadziła w miły nastrój śmieszna historia. Bowiem stał sobie niedaleko mnie młody mężczyzna. Spoglądał na mnie gdy nie patrzyłam a gdy tylko odwracałam głowę w jego kierunku on uciekał wzrokiem. Wyglądał jak ta jedna z tutejszych gwiazd tango nuevo. Kruczo czarny, z bródką, szczuplutki, szerokie czarne nuevo spodnie, czarna koszula na spodniach, białe buty. Brad Pitt przy nim to maszkaron. Zresztą wianuszek Argentynek go nie opuszczał. Pomyślałam, że to jeden z nich bo nie widziałam żeby tańczył tylko stał tak koło mnie i spoglądał. Zgubiłam się w tym, bo jak na cabaseo to średnio mu to wychodziło. Więc tak mijała godzina, on stał i wodził za mną wzrokiem kiedy ja tańczyłam, a jak siadałam to patrzył.  Pomyślałam że jakiś dziwny, ale cały czas koło niego kręciła się Argentynka. Znów pomyślałam, że nadęty bufon co na milo nie tańczy, albo bardzo rzadko. Tak czy siak zaczęło mnie to intrygować. Może by nic dziwnego w tym nie było tylko że on cały czas spoglądał w moim kierunku. W końcu ja śmiało na niego popatrzyłam i doszliśmy do porozumienia. Ale żeby godzinę chłopak był cierpliwy? Potem rozśmieszyło mnie jego zapytanie czy jestem z Urugwaju. Patrzę teraz w lustro i szukam podobieństw do Latynosów. Chicho myślał żem ja jest Włoszka, a ten żem Urugwajka.St andardowo padały pytania o tango, o kraj z jakiego się pochodzi, gadka szmatka. Fin, który tańczy 3 lata, przyjechał do Buenos by zrobić sobie kilku miesięczne wakacje i w międzyczasie pracuje. Pracuje zdalnie dla Finów. Konstruuje domy czy coś tam. Już po raz trzeci jest w Buenos i właśnie myśli o lekcjach prywatnych. Potem gadka zeszła na temat milo, i oboje doszliśmy do porozumienia że PrakticaX należy spuścić z wodą w toalecie. Na koniec padło pytanie:&lt;br /&gt;- Jesteś tu sama??&lt;br /&gt;- Tzn gdzie?? Na milo czy w Buenos??&lt;br /&gt;- Na milo i w Buenos.&lt;br /&gt;- Fizycznie tak, sercem nie. &lt;br /&gt;Nie wiem czy zrozumiał. &lt;br /&gt;Dopiero potem zrozumiałam, że albo mu cabaseo nie wychodziło, albo był zawstydzony. Jeśli nie za bardzo radzi sobie w cabaseo to będzie mu tu ciężko z Argentynkami. Ludzie jednak fajnie sobie żyją, pakują walizki i jadą. Potem poznałam Australijkę, która 10 lat mieszkała w Paryżu, a teraz 3 lata już w Buenos. Czasem tęskni, ale nie wraca bo jest jej tu dobrze. Tęskni za rodziną, za przyjaciółmi, ale nie zawsze można mieć wszystko. Zawsze będziemy tęsknić, nawet w domu gdy nie będzie obok Nas ukochanych osób i przyjaciół. Ja za tym właśnie tęsknie, nie za Polską. Chcę żyć tu i teraz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy wracałam podszedł do mnie śliczny czarny kotek z białym krawacikiem i łasił się. Wolałabym by ktoś inny się tak łasił, ale to też było mile. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pokaz z milo:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=gtTR8ZBAEwQ"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=gtTR8ZBAEwQ&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=6IWO4iWNt0Q"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=6IWO4iWNt0Q&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-209677945475423397?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/209677945475423397/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-trzydziesty-dziewiaty-25-marca.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/209677945475423397'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/209677945475423397'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-trzydziesty-dziewiaty-25-marca.html' title='Dzień trzydziesty dziewiąty, 25 marca. Urugwajka.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-8902757499939044013</id><published>2010-03-25T22:04:00.007-03:00</published><updated>2010-03-25T22:46:28.721-03:00</updated><title type='text'>Dzień trzydziesty ósmy, 24 marca. Święto (link).</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Kto oszukuje ziemię, będzie przez nią oszukany"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S6wO0PJ5pzI/AAAAAAAABes/5MqdB-SDphk/s1600/DSC00748.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S6wO0PJ5pzI/AAAAAAAABes/5MqdB-SDphk/s200/DSC00748.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5452749539422873394" /&gt;&lt;/a&gt;W Argentynie dziś święto narodowe "Narodowy dzień pamięci przez Prawdy i Sprawiedliwości" czyli wszyscy lub prawie wszyscy mają labę. Tylko nieliczne sklepiki i wszystkie kafejki są otwarte. Regularne zajęcia też się nie odbywają tzn. że dziś balet miałam odwołany, ale nie lekcję tanga.  Skrupulatnie nagrywam moje poczynania, po to by widzieć czy robię jakieś postępy i czy to wszystko ma sens oraz by móc wrócić do tych lekcji jak będę już w Polsce. &lt;br /&gt;Buenos Aires na weekendy i Święta się wyludnia. I tak dziś powędrowałam z Pilar a zarazem z moją nauczycielką do pobliskiego parku na kolejną lekcję hiszpańskiego. Kolejne słówka do wkucia. Ale już powoli się w najprostszych sprawach dogaduję. Nie mam oporów przed mówieniem po hiszpańsku mimo że kaleczę bardzo mieszając go ze słówkami francuskimi. Wszyscy jednak mój francusko-hiszpański rozumieją, gdyż Argentyna to mieszanka kultur z całego świata.  W języku castilliano (kasteżiano) jakim się tu wszyscy posługują są słówka angielskie, francuskie, niemieckie. Trzeba tez uważać ze stosowaniem tu czystego hiszpańskiego, gdyż sporo słówek hiszpańskich zupełnie co innego tutaj znaczy. Ciesze się że Pilar poświęca mi codziennie godzinkę swojego czasu, by pomęczyć mój hiszpański, a ja powoli już dogaduję się z nią choć często potrzebuje pomocy. Zdarza mi się że zapominam że się dopiero uczę i w autobusie, sklepie czy na milo dukam po hiszpańsku. Ostatnio zdarzyło mi się wytłumaczyć taksówkarzowi drogę do domu. Kapnęłam się dopiero w domu że dogadywałam się z nim w jego ojczystym języku. Cieszą mnie nawet tak małe postępy. A najbardziej cieszy gdy każdy słuch, nie irytuje się tylko pomaga. Dla nich to też radość że ktoś tak pokochał ich kraj i chłonie kulturę, język, przyrodę. To zawsze krok w przód na przyszłość, a może wrócę i znajdę pracę w hiszpańsko języcznej korporacji? Kto wie co przyniesie jutro. A ludzie w te wolne chwile ludnie oblegają parki, dużo ćwiczą. Argentyńczycy bardzo dbają o formę sportową, wielu z nich biega, jeździ na rowerze, rolkach, chodzi do Gym (ośrodki sportowe) i to po 5 razy w tygodniu. Trzeba przyznać że w większości są szczupli, choć anoreksji to tu nie uświadczyłam. &lt;br /&gt;Piękny jesienny dzień dobiegł końca. Znów nic szczególnego się nie wydarzyło. Kolejny dzień Argentyński za mną. Kolejna samotnia, ale zawsze do przodu, nigdy wstecz. Na krok wstecz poczekam do powrotu, ale będą zaraz dwa kroki w przód. A noc na milo znów spędziłam w La Viruta.&lt;br /&gt;Po co smutek? po co smutne myśli? przecież to szkoła tanga i wakacje, i to jakże piękne.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-8902757499939044013?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='related' href='http://picasaweb.google.pl/Martahari13/24032010?feat=directlink' title='Dzień trzydziesty ósmy, 24 marca. Święto (link).'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/8902757499939044013/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-trzydziesty-osmy-24-marca-swieto.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/8902757499939044013'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/8902757499939044013'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-trzydziesty-osmy-24-marca-swieto.html' title='Dzień trzydziesty ósmy, 24 marca. Święto (link).'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S6wO0PJ5pzI/AAAAAAAABes/5MqdB-SDphk/s72-c/DSC00748.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-700579573093606601</id><published>2010-03-25T02:02:00.004-03:00</published><updated>2010-03-25T02:42:52.251-03:00</updated><title type='text'>Dzień trzydziesty siódmy, 23 marca. Milonga.</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Złap dobrze jedno, a złapiesz wszystko"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Buenos od wielu tygodni bębniono o warsztatach z techniki dla kobiet. Zatem dziś udałam się na nie. Potrwają parę dni.&lt;br /&gt;- Nie boisz się jeździć autobusami?? - takie pytanie padło w moim kierunku od jednej z przyjezdnych tu dziewczyn.&lt;br /&gt;- Nie, przecież Buenos to miasto jak każde inne, muszę żyć z tymi ludźmi a nie gdzieś obok. Ja z nimi też mieszkam.&lt;br /&gt;- Naprawdę??&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No comments...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem komunikacją miejską udałam się do kolejnej dzielnicy na lekcję milongi. &lt;br /&gt;Autobus zapchany po brzegi, oddychało się powietrzem sąsiada. Wszyscy uczestniczyli w dyskusji gdzie turystka czyli ja ma wysiąść by miała blisko na ulicę La Rioja. I tak wysadzili mnie w "szczerym polu". Do pokonania po ciemku miałam odległość 10 bloków czyli około 20 min z buta. Wąskie ciemne uliczki, przecinane co jakiś czas Avenidami i raz autostradą. Prawdziwe Buenos, niska zabudowa, straganiki na chodnikach, małe sklepiki, wałęsające się psy, mieszkańcy siedzący na ławeczkach przed domami. I tak żyję sobie z nimi.&lt;br /&gt;Partnerował mi mój Nauczyciel. Poszliśmy na lekcję grupową do jednych z jego uczniów. Doznałam szoku jak zobaczyłam jak tańczą prawdziwą klasyczną milongę sprzed 1945 roku, milongę tras pie. Tak więc 1,5h z wyśmienitym partnerowaniem brnęłam przez lekcję milongi. Dziś dopiero widzę że dobry nauczyciel to ten który nauczy, ale i poprawnie zatańczy milongę, walca, tango de salon, a specjalizować się może w nuevo czy show. Ludzi z ulicy, którzy chcą tańczyć social tango trzeba najpierw uczyć podstaw a potem nuevo, bo gdy zaczyna się od nuevo to ktoś kto nigdy nie tańczył wygląda pokracznie i śmiesznie. Nie nauczy się łączyć kolan i kostek, tylko będzie tańczył okrakiem. Bardzo sympatyczni ludzie Ci prowadzący. Zwracali cały czas na mnie uwagę, dziewczyna sam na sam ze mną ćwiczył, pytali się co jakiś czas czy wszystko w porządku, dlatego żem obcokrajowiec, bez języka, sama w obcym wielkim mieście. Tłumaczyli bardzo dokładnie, ćwiczyli z każdym. Myślę że do takich ludzi warto chodzić się uczyć, nauczą więcej niż "Sławy".&lt;br /&gt;A potem była pizza, którą z mojego łakomstwa zamówiliśmy grande i resztę poprosiłam na wynos. &lt;br /&gt;- Chciałaś dużą to jedz. Ja mam czas, zaczekam. Mówiłem Ci że pizza grande tutaj jest mega. Słuchaj rodowitego mieszkańca Buenos, który dobrze zna to miasto.&lt;br /&gt;- Ale ja się uczę na własnych błędach.&lt;br /&gt;- Czasem nie potrzebnie.&lt;br /&gt;- Masz racje. &lt;br /&gt;I tak minął kolejny wieczór, na rozmowie o tangu, o przyszłości, o... .&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-700579573093606601?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/700579573093606601/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-trzydziesty-siodmy-23-marca.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/700579573093606601'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/700579573093606601'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-trzydziesty-siodmy-23-marca.html' title='Dzień trzydziesty siódmy, 23 marca. Milonga.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-3745351489963900305</id><published>2010-03-24T23:02:00.009-03:00</published><updated>2010-03-25T02:02:38.938-03:00</updated><title type='text'>Dzień trzydziesty szósty, 22 marca. Atak Ruskich.</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Psy odkrywają zające w trawie, wino odkrywa myśli w sercach"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S6rpjnG_p4I/AAAAAAAABeE/kZVeUA4QZoE/s1600/DSC00735.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S6rpjnG_p4I/AAAAAAAABeE/kZVeUA4QZoE/s200/DSC00735.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5452427096888420226" /&gt;&lt;/a&gt;(na zdjęciu moje miejsce lekcji tanga)Nie sądziłam że w Buenos Aires będę jeść ruskie pierogi i to własnej roboty. A doszło do tego tak: Poniedziałek, piękny jesienny dzień, prawie 30 stopni, gorąco i duszno. Po dołującym powitaniu mnie przez moją Polską rzeczywistość, udałam się na lekcję tanga. Po raz pierwszy nakręciłam moje tangowe "wyczyny" i potem długo się zastanawiałam czy obejrzeć filmiki czy narazie się nie dołować. Uff, przeszło bez boleśnie. Gdy tak czekaliśmy w kafejce na Anetę zrodził się pomysł by może skonsumować coś w trójkę w porze kolacji. W końcu nasz gość z Polski dołączył do nas;&lt;br /&gt;- Marta, jedziemy do mnie robić pierogi.&lt;br /&gt;- Proszę, jakie pierogi.&lt;br /&gt;- Twój profesor zażyczył sobie polskich pierogów, jego ulubionego dania odkąd po raz pierwszy Polska go ugościła.&lt;br /&gt;- Ale w taki piękny dzień będziemy gotować pierogi?? A jakie??&lt;br /&gt;- Zażyczył sobie ruskie.&lt;br /&gt;- Co?! i jeszcze ruskie, też je lubię ale to roboty w cholerę. &lt;br /&gt;- Wiesz to może z owocami??&lt;br /&gt;- Mi to obojętne, bo też lubię, ale napewno szybciej je zrobimy.&lt;br /&gt;- Tzn. Marta ty zrobisz, bo ja nie lubię gotować.&lt;br /&gt;- Hmm... no cóż damy radę w trójkę. Zrobimy ruskie, nie róbmy siary.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sklepie zapanował haos. Próbowałyśmy wytłumaczyć że potrzebujemy biały ser, i dostałyśmy, ser ricota.&lt;br /&gt;- Wiesz Aneta, jak coś nie wyjdzie to zwalimy na ser.&lt;br /&gt;- hahaha, masz rację. a wiesz ile czego nam trzeba?&lt;br /&gt;- Nie, nie ważne jak to moja mam mówi "Na oko". &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wsiedliśmy wszyscy do "limuzyny" czyli 20-letniego a może i więcej letniego mercedesa i "pomknęliśmy" przez Buenos Airejskie korki uliczne. Tylko że te korki mimo iż są jak wszystko tutaj taaaaaaaaaaaaaakie duże to się szybko je pokonuje. Kolejna rzecz mnie znów dziwi, że pomimo iż często brak pasów dzielących jezdnię, i prędkości, czasem chaosu nie ma tu stłuczek. Dla mnie to miasto spełnionych marzeń, a tango tutaj to królestwo, i jak jeszcze raz od kogoś usłyszę że nie trzeba do Buenos jechać by się go uczyć to odpowiem: "Oczywiście że pierogi można i zjeść w USA czy w Buenos, ale nie będą zrobione z polskiej mąki", to tak jak jeść gruzińskie chaczapuri w polskiej knajpie gruzińskiej :). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Dziewczyny, ale co do pierogów, wino? białe, czerwone?&lt;br /&gt;- Jakie wino, browar !&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S6rr-whWruI/AAAAAAAABeU/JAiIPePYGmQ/s1600/DSC00737.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S6rr-whWruI/AAAAAAAABeU/JAiIPePYGmQ/s200/DSC00737.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5452429762294623970" /&gt;&lt;/a&gt;I tak w domu u Anety z pomocą naszej książki kucharskiej czyli internetu, dobrałyśmy pierogowe proporcje. "Profesorka" zagoniłyśmy do obierania ziemniaków i zmywania naczyń, a my przy dźwiękach salsy, a potem polskiego rocka robiłyśmy, ja ciasto a Ona farsz. Nawet z brakiem naczyń sobie poradziliśmy, butelka po piwie posłużyła za wałek, a jakiś plastykowy kubeczek posłużył za wykrawarkę kółek w cieście. W końcu drużyna RR (trochę w odmiennym składzie) zasiadła do lepienia pierogów.&lt;br /&gt;- Marta, czy on musi ślinić ciasto kiedy zlepia brzeg pieroga.&lt;br /&gt;- Nie martw się ugotujemy jego pierogi osobno, zresztą wszystko się wygotuje :). Widocznie Argentyńczycy tak mają, Oni się niczym nie przejmują, dlatego chyba są szczęśliwi. Wczoraj mi powiedział: "Żyj chwilą, czerp wszystko z pobytu w Buenos, bo życie jest krótkie i zaraz może na nas drzewo spaść i nas nie będzie. Nie płacz, życie samo się rozwiąże". &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S6ruIUDqEqI/AAAAAAAABek/GeoFoqLiQjs/s1600/DSC00740.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S6ruIUDqEqI/AAAAAAAABek/GeoFoqLiQjs/s200/DSC00740.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5452432125475820194" /&gt;&lt;/a&gt;Ale mimo to przyniosłam kubek wody do klejenia pierogów. I tak o 20:00 zaczęliśmy konsumpcję, popijając ciemnym i jasnym Quilmesem. Potem były tańce domowe czyli tango, salsa i rock&amp;roll, kolejna lekcja tanga!!! Aż w końcu wylądowałyśmy na milo w Canning. Parę minut przed 24 wydawało się jakoś bardzo pusto, można było potańczyć. Nagle po 24 zrobił się tłum, ale taki że coś takiego to widziałam tylko w Sunderland w sobotę. Zniknęła cała przyjemność z tańczenia, ale pojawiła się jak zawsze żywa muzyka i wszyscy już czekali na pokaz. Niestety nie dotrwałam do pokazu, zawinęłam się o 2.&lt;br /&gt;- Dlaczego Pani ze mną nie chciała zatańczyć? - Takie pytanie usłyszałam gdy jak huragan mknęłam między stolikami do wyjścia. Fakt, nie miałam ochoty gnieść się w tym tłumie i co chwila dostawać łokciem między łopatki i słyszeć co chwila - Przepraszam.&lt;br /&gt;- Pani już wychodzi? A właśnie chciałem z Panią zatańczyć - kolejny zdziwiony. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Buenos Aires niby takie duże, ale stałych bywalców milong już rozpoznaję. Wielu jest takich, których codziennie mogę spotkać na milo. I miłe jest uczucie kiedy witają mnie już z daleka. Miło być zaakceptowanym w jakże obcym mi środowisku, gdzie dla nich jestem turystą, a może już nie. Mój kontakt z nimi nie jest wielki. Zaczyna się zawsze od pytań jak mój hiszpański, jak pobyt w Buenos, a kończy po przetańczonej z nimi tandzie. W Canning podobała się nam starsza para. Wtuleni w siebie jak dwa gołąbki podczas zimnego zimowego dnia. &lt;br /&gt;Tak chciałabym na starość bujać się w rytm tanga.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-3745351489963900305?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/3745351489963900305/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-trzydziesty-szosty-22-marca-atak.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/3745351489963900305'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/3745351489963900305'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-trzydziesty-szosty-22-marca-atak.html' title='Dzień trzydziesty szósty, 22 marca. Atak Ruskich.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S6rpjnG_p4I/AAAAAAAABeE/kZVeUA4QZoE/s72-c/DSC00735.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-333951097686702771</id><published>2010-03-22T21:45:00.004-03:00</published><updated>2010-03-24T02:21:24.276-03:00</updated><title type='text'>Dzień trzydziesty piąty, 21 marca. Smutne powitanie jesieni.</title><content type='html'>"Hmm..."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy dzień jesieni. Leje, ale to jak leje nie da się opisać. Zimno. 20 stopni to jednak zimno. Jednego dnia 20 drugiego 30 i tak oszaleć idzie z tą pogodą. Ale mimo wszystko upalnych dni jest najwięcej. Jak dobrze pójdzie to do polowy czerwca cieplutko ma być. Takie pory roku uwielbiam, zima najkrótszym miesiącem. Cały dzień ulewa nie dała za wygraną. Dziś chyba mam największego doła podczas mojego pobytu tutaj. 5 tygodni samotności za mną. Tęsknota i wspomnienia osiągnęły dziś apogeum. Łzy jednak są oczyszczeniem, i lepiej wylać tony łez, ale zatrzasnąć drzwi i nigdy już ich nie otworzyć. Przez długi czas drzwi były uchylone, ale przeciągi szkodzą zdrowiu. Milonga w Loca nie była tłumna, mimo to było z kim tańczyć i nie grzałam stołka, bo i po co?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A oto pokaz:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=tu5O_5E_yPY"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=tu5O_5E_yPY&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak jesień się zaczęła, płakało niebo, płakałam ja.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-333951097686702771?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/333951097686702771/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-trzydziesty-piaty-21-marca-smutne.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/333951097686702771'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/333951097686702771'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-trzydziesty-piaty-21-marca-smutne.html' title='Dzień trzydziesty piąty, 21 marca. Smutne powitanie jesieni.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-5517273171150999954</id><published>2010-03-21T15:19:00.007-03:00</published><updated>2010-03-21T22:11:36.925-03:00</updated><title type='text'>Dzień trzydziesty czwarty, 20 marca. Drużyna narodowa.</title><content type='html'>"Za porcję złota nie kupi się porcji czasu"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S6auX4Eq0uI/AAAAAAAABd0/rw_Gh98SDfE/s1600-h/DSC00725.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S6auX4Eq0uI/AAAAAAAABd0/rw_Gh98SDfE/s200/DSC00725.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5451236124190757602" /&gt;&lt;/a&gt;W Buenos Aires nie jest trudno zatonąć. Dziś dzień przywitał mnie deszczem i cały czas leje. A sobota tonęła w słońcu. Sobota przywitała mnie nudą, a raczej lenistwem. Przez pół dnia byczyłam się w parku z zeszytem w ręku i próbowałam coś wyprodukować z hiszpańskich słówek. Park zapełnił się grupkami młodszych, młodych i starszych ludzi. Jedni siedzieli pod drzewkiem przez 3h rozmawiając, inni przez tyle samo, a nawet dłużej cały czas grając na gitarach i śpiewając, &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S6aveVVPUTI/AAAAAAAABd8/nIJaOGWPUlg/s1600-h/DSC00724.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S6aveVVPUTI/AAAAAAAABd8/nIJaOGWPUlg/s200/DSC00724.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5451237334635729202" /&gt;&lt;/a&gt;jeszcze inni postanowili poćwiczyć sztuki walki. Znalazła też swoje miejsce "drużyna narodowa" w piłce nożnej. Młodzików (do 6lat), młodzieży i dorosłych. Mam wrażenie że byli to ojcowie z dzieciakami, ale widok cudowny. I tak Buenos Aires spędza weekend. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Płyn do płukania się sprawdził wyśmienicie, nic po nim nie gryzie i nie swędzi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sunderland zaroił się dziś od tłumów ludzi. W żadną sobotę nie wiedziałam aż takiego zaludnienia. Dziś pokaz tanga de salon w wykonaniu mistrzów Argentyny z 2009. Coś pięknego jak zatańczyli. Bardzo młodzi ludzie, ale też bardzo dużo i ciężko każdego dnia trenują, z tego co mówili tutejsi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj też po raz pierwszy zaczęłam powoli rozmawiać z tubylcami. Mój hiszpański ubogi zaczyna się sprawdzać. Przy naszym stoliku zasiadła matka z nastoletnią córką, która jeszcze tanga nie tańczy bo woli reggeton, ale przyszła towarzyszyć mamie, która właśnie przeżywa swoje kolejne miłości do tanga i do mężczyzny. Miłość nie zna wieku, zawsze jest świeża, młodzieńcza, szalona. Trzymali się za ręce a ręce na stole, znikali co jakiś czas i można było ich zauważyć jak wspólnie podtrzymywali ściany, a potem tańczyli sobie w kąciku żeby sobie i innym nie przeszkadzać. pod koniec milongi odwaga pozwoliła wyjść im na środek sali i zatańczyć swoje pierwsze tango.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Przepraszam, Pani mówi po Włosku??&lt;br /&gt;- Nie, to mój hiszpański z odrobiną francuskiego i angielskiego.&lt;br /&gt;Tak bowiem z boku słychać mój hiszpański. Ale ważne że dogadać się idzie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Ten facet, i ten z którym rozmawiałaś i ten tam to tak zwani Taxi Partner. Jak jakaś starsza Pani, która nie ma znajomych tańczących, lub obcokrajowiec nie ma z kim na milongach tańczyć to wynajmują takiego faceta i on całą milongę z nią tańczy.&lt;br /&gt;- To on nie może z nikim innym zatańczyć??&lt;br /&gt;- Może, ale tylko jedną tandę. Dla mnie to trochę jak kurwienie się ze strony tego faceta, nie męskie to jest.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na milo pojawiła się też młoda matka z dzieckiem maleńkim, zwróciłam na nią uwagę po raz pierwszy gdy wchodziła z dzieciątkiem, które przespało grzecznie całą milo słuchając klasyków tanga, a czasem rock&amp;roll oraz gdy tańczyła bo miała śliczną czerwoną sukienkę z odkrytymi plecami. Choć takie stroje nie są dobre na ręce partnerów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najbardziej rozbawiają  mnie grupki obcokrajowców, które pojawiają się tłumnie na milo, siedzą razem i jeszcze całą noc tańczą tylko w swoim gronie. Dopiero teraz rozumiem że nawet jak się ma tańczącego partnera życiowego to nie trzeba z nim przychodzić na milo tylko albo osobno albo każdy na inną milo. Argentyńczycy jak widzą że kobieta przychodzi z innym partnerem to niekoniecznie stosują cabaseo. Odpuszczają.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj miałam pierwszy raz dziwną sytuację. Siedziałam sobie grzecznie i "grałam" w cabaseo,z młodym mężczyzną, i gdy już oboje wstawaliśmy nagle mój Profesor del Tango złapał mnie za rękę i wyrwał do tanga. Niestety nie był świadom gry, która właśnie się rozegrał, i powstała nie zręczna dla mnie sytuacja. Nic jednak straconego, drugą tande zatańczyłam z tym, któremu "obiecałam".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-5517273171150999954?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/5517273171150999954/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-trzydziesty-czwarty-20-marca.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/5517273171150999954'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/5517273171150999954'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-trzydziesty-czwarty-20-marca.html' title='Dzień trzydziesty czwarty, 20 marca. Drużyna narodowa.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S6auX4Eq0uI/AAAAAAAABd0/rw_Gh98SDfE/s72-c/DSC00725.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-828218582236788116</id><published>2010-03-19T22:05:00.008-03:00</published><updated>2010-03-20T02:14:48.810-03:00</updated><title type='text'>Dzień trzydziesty trzeci, 19 marca. Wiedza, a niewiedza.</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Chroń stare, ale poznawaj nowe"&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak to jest że jak nie mam zajęć to się wszędzie spóźniam?? Dziś baletu o 11:00 nie miałam więc się wsypałam. Niestety pomimo to i tak spóźniłam się na lekcję tanga o 14. A! przypomniało mi się coś. Wczoraj jak wracałam z milo mijałam tego samego znajomego mi bywalca z ulicy z psem, którego mijam w drodze na balet. Zawsze w dzień siedzi na Av. Scalabrini Ortiz, a noc przesypia przykryty kocem razem z psem na rogu Armenia i Av. Santa Fe. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś popołudnie spędziłam w domu, a raczej wieczór walcząc z joomla i z Pilar. Tak, dziś bowiem zakupiłam taaaaaaaaaaaaki duży zeszyt by rozpocząć lekcję hiszpańskiego. Codziennie 1,5h mnie wykończy, ale może i coś da. Niestety na jutro muszę wykuć słówka i część gramatyki jaką mi zadała. Ciężko jest uczyć się języka jeśli nauczyciel tłumaczy znaczenie słówek po hiszpańsku. Z drugiej strony zmuszona jestem do uczenia się, i osłuchuję się z językiem. Używamy słownika hiszpańsko-angielskiego. Też mi pomoc!!! Jeśli nie nauczę się tu tanga to przynajmniej poszerzę swój angielski i posiądę podstawy hiszpańskiego. Tylko jak nazwać język, który stworzyłam czyli mix: angielski-francuski-hiszpański?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od tygodnia robiłam przymiarkę do zakupu płynu do płukania, i oglądałam wszystkie płyny i próbowałam czytać, rozumieć i zaryzykować. Zaryzykowałam. Kupiłam płyn podobno do płukania. Zobaczymy jutro czy będzie mnie wszystko gryzło po wypłukaniu rzeczy w nim, bo się okaże że to płyn do prania, czy trafiłam w 10. Argentyńczycy to mądre "bestie". Płyny gospodarcze można kupić w butelkach jak i w torebkach, a dlaczego? W torebkach taniej. Kupuje się raz na przysłowiowe 100 lat płyn w butelce, a jak się skończy to kupuje się płyn w torebce i się go przelewa. A taniej jest i to o połowę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Człowiek to jednak czasem niemyśląca istota, a ja to wyjątkowo. Od ponad miesiąca mieszkam w tym samym miejscu, a dopiero dziś odkryłam że za zakrętem do którego nigdy nie doszłam kryje się świat sklepików, straganików dupereli. Papiernicze, spożywcze, z ciuchami, butami, optyk, kosmetyczka, nawet solarium!!! - tylko po co? Zawsze gdy szłam do locutorio kupić sobie doładowanie do komórki skręcałam w uliczkę i zawsze bałam się zajrzeć co jest za owym tajemniczym zakrętem. Komórka to kolejna zagadka Poliszynela. Są jakieś dziwne limity, że w pewnym momencie nie można dzwonić, ale można smsy wysyłać. I szybko kasa na koncie się kończy. Muszę i ten temat ogarnąć. Czuję się tu jak dziecko w Wesołym Miasteczku, wszystko mnie dziwi i wszystko jest zagadką typu: "jak to działa?". Pewnie bym do końca żyła w tej nieświadomości gdyby nie moje lenistwo. Gdybym wysiadła pod samym domem musiałabym do locutorio iść naokoło, a że mi się nie chciało poszłam na skróty i tak znalazłam inny świat. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do BsAs przyjechała kolejna Polka. Spełniła swoje marzenia i przybyła, z Krakowa. Nie wiem, nie znam. Choć miałam okazję dziś poznać, ale wolałam iść na milo do La Viruta niż Canning. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odkryłam też właśnie że mój laptop posiada moją ulubioną grę Mahjong Titans, i codziennie gram !!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zasypiam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Człowiek jak ma za dużo czasu, to zaczyna mieć dziwne problemy, i dużo myśli, np; o płynie do płukania :). Czy nie mam zmartwień? Mam jak każdy, ale zostawiłam je w Polsce do powrotu. Jakie są?? Co dalej z życiem robić jak wrócę. Muszę od nowa wszystko budować, ale czasem to i lepiej, bo po co miałabym kontynuować coś na grzęzawisku, które było, teraz na mocnych fundamentach budować będę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-828218582236788116?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/828218582236788116/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-trzydziesty-trzeci-19-marca.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/828218582236788116'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/828218582236788116'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-trzydziesty-trzeci-19-marca.html' title='Dzień trzydziesty trzeci, 19 marca. Wiedza, a niewiedza.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-5270521080344595363</id><published>2010-03-19T12:13:00.006-03:00</published><updated>2010-03-19T20:27:56.023-03:00</updated><title type='text'>Dzień trzydziesty drugi, 18 marca. Polska to gdzie? (link).</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Wiedza to skarb, który zawsze podąża za właścicielem"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S6QEca89wVI/AAAAAAAABdc/sCD-oOVK3Xg/s1600-h/DSC00699.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S6QEca89wVI/AAAAAAAABdc/sCD-oOVK3Xg/s200/DSC00699.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5450486335343018322" /&gt;&lt;/a&gt;- No clases de ballet, hoy?&lt;br /&gt;- No, hoy y mañana yo no tengo clases de ballet porque el hermano de Marie (Mi Maestra) casa mañana, y ella va a alguna parte.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak zaczęło się moje hiszpańskie tłumaczenie Pilar dlaczego dziś nie idę na balet. Uff przebrnęła, ale staram się mówić, a raczej pytać i powoli krótkimi zdaniami opowiadać co się wydarzyło. Pilar zawsze z rana tłumaczy mi kolejny czasownik i jego odmianę. Wczoraj doszłyśmy obie to porozumienia że codziennie będę z nią odbywać godzinną lekcję hiszpańskiego, bym wreszcie powoli zaczęła się swobodniej dogadywać. Muszę tu zaznaczyć iż Senora Pilar jest wykładowcą literatury na Uniwersytecie. Codzienny kurs hiszpańskiego powinien pchnąć mnie do przodu. Otaczający mnie ludzie często mówią mi że bardzo szybko się uczę, że tak naprawdę nigdy nie mam książki otwartej, nie czytam słówek a się dogaduje. Tylko ja zapomniałam im powiedzieć że 4 lata uczyłam się w klasie z poszerzonym językiem francuskim i na maturze go zdawałam. Nic trudnego nie jest dla mnie przerobić znajome mi słówka z francuskiego na hiszpański. A oni myślą że ja taka zdolna. A niech tak myślą :).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj (czwartek) odwiedziłam wreszcie jeden z mega-marketów, czyli coś w stylu Tesco z wszystkim i niczym.A najbardziej z wszystkiego spodobał mi się sklep spożywczy, wszystko w nim znalazłam, nawet dziesiątki odmian pieczywa, serów i warzyw. To był dla mnie raj. Zatrzymałam się przez chwilę przed stoiskiem z rybami, miałam już coś kupić gdy nagle, zauważyłam że to owoce morza, za którymi nie przepadam. No właśnie wtedy najbardziej brakuje mi szczegółowego hiszpańskiego. Cały czas nie mogę się upewnić czy Suvisante de la ropa to płyn do płukania czy do prania i od kilku dni mnie to nurtuje, bo go potrzebuję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo iż jestem tu ponad miesiąc dopiero dziś zauważyłam że kobiety w tym dziewczyny brzydko się ubierają, wręcz są zaniedbane. Zawsze w klapkach plażowych, jeansy i powyciągane podkoszulki. Sukienki i buty na wyższym obcasie to praktycznie nie tylko rzadkość, ale widok jakiego się tu nie uświadczy. Mężczyźni o zgrozo, w większości mało pociągający. Nie poznałam innej klasy społecznej niż tej tutejszej więc trudno mi coś więcej powiedzieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak szokiem dla mnie był pokaz pary argentyńskiej podczas milongi w Soho Tango. On ubrany w jeansy, i marynarkę skórzaną z pod, której wylewały się hektolitry potu, a na głowie...no cóż chusta. &lt;br /&gt;1. &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=wIwqFhwh7lo"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=wIwqFhwh7lo&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;2. &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=wIwqFhwh7lo"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=wIwqFhwh7lo&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;3.&lt;a href=" http://www.youtube.com/watch?v=9qdeXdciSx8"&gt; http://www.youtube.com/watch?v=9qdeXdciSx8&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To chyba jednak była moja jedna z najlepszych milong, może dlatego że z każdym dniem mam większą swobodę w tangu, nie wiem. Czas pokarze. Tańczyłam z Argentyńczykami, ale trafiłam też na Francuza, Brazylijczyka, a nawet Koreańczyka. Z tym bym się nie dogadała nawet gdybym była z kraju anglojęzycznego. Ich akcent koreański w angielskich słówkach brzmi jak zupełnie inny język. Ponieważ od miesiąca pojawiam się na milongach, powoli wszyscy zaczynają się przyzwyczajać i nie traktować jak kogoś chwilowego. Próbują zagadywać, wyciągać do salsy podczas kortin, czy uczyć cumbi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tylko jeden bufon z całego towarzystwa mnie drażni. Mieliśmy nie-przyjemność poznać się tydzień temu w Canning. Już wtedy próbował zagadać. Może nic bym do niego nie miała, ale od razu na na dzień dobry przywitał mnie słowami:&lt;br /&gt;- Mój brat jest Mistrzem Świata w Tango de salon z 2007 czy 2008 roku.&lt;br /&gt;Nie wiem co chciał mi dać do zrozumienia, że on też jest świetnym tancerzem? Wtedy się o tym nie przekonałam, działał mi już wtedy na nerwy.  Widzieliśmy się wiele razy na milongach, ostatni raz w Sunderland. I pech chce że wczoraj zaszedł mnie od przysłowiowego tyłu i zaskoczona zamiast odmówić dałam się omamić. Tańczyłam z nim i byłam wkurwiona, drażnił mnie nawet zapach jego perfum. Dziewczyny go chyba lubią, zadbany, elegancki, wypachniony, tańczy nawet salsę podczas kortin. Mi od początku zaszedł za skórę i nie mogę się przełamać. Zresztą partnerów tu tyle że jak się jednego spławi to nic się nie stanie.&lt;br /&gt;Pech chce że pewnie w sobotę znów w Sunderland go spotkam, dobrze że nigdy tam sama nie jestem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najbardziej utkwiły mi dziś pytania "liderów" czyli prowadzących czyli partnerów, z którymi przepadło mi się "męczyć". Czemu męczyć? Bo niestety muszę tańczyć z wszystkimi dla praktyki, a nie z tymi co mi się podobają lub tylko z tymi, z którymi dobrze się mi tańczy. Kiedyś będę mogła wreszcie wybrzydzać, teraz się uczę i długo się jeszcze pomęczę. Gdybym mogła odmawiać (mogę, ale co mi to da?) to bym wczoraj przesiedziała całą milongę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając do pytań. Standardowo:&lt;br /&gt;- Jak masz na imię? Skąd jesteś? Jak długo zostaniesz?&lt;br /&gt;Tak rozpoczyna się znajomość z każdym nowo poznanym milongowym partnerem.&lt;br /&gt;Pytania wykraczające poza pulę pytań:&lt;br /&gt;- A w Polsce mówi się po angielsku?&lt;br /&gt;- Gdzie się uczyłaś tanga?&lt;br /&gt;- W Polsce tańczy się tango?? - przy czym robią wielkie oczy.&lt;br /&gt;- Jak znalazłaś Argentynę?&lt;br /&gt;To jedna z pula pytań. Są też inne, ale znów ktoś mi zarzuci przechwalstwo. Jedno jest miłe dla Polski tańczącej. &lt;br /&gt;- Czy wszyscy w Polsce tak ładnie i dobrze tańczą?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak zakończyłam wieczór z masa pytań i odpowiedzi i...&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=1ZjTuaK0prA"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=1ZjTuaK0prA&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-5270521080344595363?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='related' href='http://picasaweb.google.pl/Martahari13/DzienTrzydziestyDrugi18MarcaPolskaToGdzie?feat=directlink' title='Dzień trzydziesty drugi, 18 marca. Polska to gdzie? (link).'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/5270521080344595363/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-trzydziesty-drugi-18-marca.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/5270521080344595363'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/5270521080344595363'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-trzydziesty-drugi-18-marca.html' title='Dzień trzydziesty drugi, 18 marca. Polska to gdzie? (link).'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S6QEca89wVI/AAAAAAAABdc/sCD-oOVK3Xg/s72-c/DSC00699.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-2151473877466923748</id><published>2010-03-18T00:06:00.004-03:00</published><updated>2010-03-18T00:45:45.529-03:00</updated><title type='text'>Dzień trzydziesty pierwszy, 17 marca. Buenos i burza (link)</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Woda, która płynie, nie zakwita, w zawiasach drzwi czerw się nie zalega"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S6GhAveNiCI/AAAAAAAABZU/QpX8twNqq4g/s1600-h/DSC00677.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S6GhAveNiCI/AAAAAAAABZU/QpX8twNqq4g/s200/DSC00677.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5449814058210265122" /&gt;&lt;/a&gt;I tak kolejny dzień za mną. &lt;br /&gt;- Bien Marta, bien!!!&lt;br /&gt;Takie okrzyki radości słyszałam na balecie. Wreszcie powoli dochodzę do siebie po prawie półrocznej przerwie w balecie. Miesiąc temu było ciężko, dźwignąć się, teraz już lżej. &lt;br /&gt;Po lekcja tanga udaliśmy się jak zwykle na pogawędkę, tym razem łapać WiFi, by oglądając youtube uczyć się nie popełniać błędów i uczyć się jak tańczyć poprawnie. &lt;br /&gt;- Tu jest ulica Moreno, tu staje twój autobus.&lt;br /&gt;- Nie, moja ulica to ta co po wyjściu z "naszej" kafejki skręcam w lewo i jeszcze raz w lewo.&lt;br /&gt;- To właśnie tu, tylko z innej strony dotarliśmy.&lt;br /&gt;- Ale tu nie ma mojego przystanku!!!&lt;br /&gt;- Choć pójdziemy od końca i trafimy do "naszej" kafejki. &lt;br /&gt;- Nie trzeba, to ten sklep który mijam zawsze po drodze.&lt;br /&gt;- Mówiłem Ci, słuchaj mnie bo ja tu mieszkam od zawsze.&lt;br /&gt;- Ok,&lt;br /&gt;- Za każdym razem teraz masz mi mówić: "Thanks God", hahaha&lt;br /&gt;- Jasne !!!Thanks będę mówić, ale nic poza tym. &lt;br /&gt;- Chciałabyś nauczyć się rock&amp;roll?? Wtorki, czwartki, niedziele są zajęcia, i codziennie praktyki.&lt;br /&gt;- Pewnie, ale jeśli jeszcze coś z tańca wybiorę to wolę wrócić do współczesnego. W Buenos są nauczyciele/tancerze po amerykańskiej szkoły, na wysokim poziomie to coś o czym marzyłam, o amerykańskim contemporary. Nie mogę sobie jeszcze na kolejne zajęcia pozwolić. &lt;br /&gt;Notabene w Tango Brujo facecik prowadzi zajęcia z contemporary.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś Buenos nawiedziły upały prawie 30 stopni, a potem ulewa!!! Ale ulewy tutaj tak jak szczury są taaaaaaaaaakie wielkie. Wtedy wolę w chacie siedzieć i myśleć o tych co gdzieś toną czekając na autobus. Choć spacer w takim deszczu może być romantyczny. Pamiętam takie spacery z dzieciństwa, ale nie były romantyczne, biegaliśmy boso po osiedlu i śmialiśmy się na cały głos. Ech wspomnienia wracają znów, to Buenos mnie zamęczy. Wróciłabym do dzieciństwa, wtedy inaczej bym pokierowała swoim życiem. Pojechałabym uczyć się do szkoły baletowej w Londynie, do Royal ballet, a potem do USA do szkoły i zespołu modern dance Alvin Aley, ale wtedy bym tanga nie poznała, choć nie do końca. Pewnie bym zapisała się na kurs po to by wykorzystać kroki tangowe do współczesnej choreografii. Wciąż o tym myślę. Zatem może teraz USA? hahaha. Zawsze mam 101 pomysłów na minutę, ale to dobrze, jest w czym wybierać.&lt;br /&gt;Dziś dostałam maila od mojej ekipy górskiej gdzie każdy pisze coś o jakimś dalszym wypadzie w góry na weekend majowy. Piszą też o Nepalu w październiku. hmm...góry muszą zaczekać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak siedzę z Dido w uszach by nie słyszeć mojej pierwszej burzy w Buenos, i nie widzieć błysków.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-2151473877466923748?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='related' href='http://www.youtube.com/watch?v=HCkbfapn-I4' title='Dzień trzydziesty pierwszy, 17 marca. Buenos i burza (link)'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/2151473877466923748/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-trzydziesty-pierwszy-17-marca.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/2151473877466923748'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/2151473877466923748'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-trzydziesty-pierwszy-17-marca.html' title='Dzień trzydziesty pierwszy, 17 marca. Buenos i burza (link)'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S6GhAveNiCI/AAAAAAAABZU/QpX8twNqq4g/s72-c/DSC00677.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-2878023563233712289</id><published>2010-03-17T21:16:00.005-03:00</published><updated>2010-03-18T00:05:17.782-03:00</updated><title type='text'>Dzień trzydziesty, 16 marca. Żenada (link)</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Jeden obraz mówi więcej niż tysiąc słów"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S6GUQnZrEqI/AAAAAAAABZM/EsH52gEnPPU/s1600-h/DSC00644.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S6GUQnZrEqI/AAAAAAAABZM/EsH52gEnPPU/s200/DSC00644.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5449800037270491810" /&gt;&lt;/a&gt;Jardín Botánico Carlos Thays to jeden z piękniejszych tutaj ogrodów. To właśnie tutaj jest "przytułek" dla kotów. Po drugiej stronie jest smrodownia czyli ZOO. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postanowiłam spędzić dziś piękny słoneczny dzień na spacerze i brązowieniu mojej skóry co przynosi pożądany efekt. Największe zdziwienie wywołują we mnie ludzie opalający się w strojach kąpielowych w parkach przy głównych ulicach. Tam też są specjalnie rozstawiane darmowe leżaki. Wyobrażam sobie właśnie jak w Parku Krakowskim przy Alejach Trzech Wieszczy lub pod Pałacem Kultury przy Marszałkowskiej lub Parku Piłsudskiego ludzie na leżaczkach leżą. W tym roku modny jest w Buenos strój bikini dla Pań, a dla Panów - no cóż zaprzeczenie polskich Dżentelmenów - slipki, a nie bermudy!!! Skąd w Polakach taka niska samoocena że ukrywają ją w bermudach :). A potem nogi opalone mają od kolana w dół, i jedzie taki na rowerze w krótkich kolarzówkach i jak zebra wygląda. I tak poszłam dziś po opaleniznę do pobliskiego parku. A jeśli park to i psy, a jeśli psy to i psie miny. I znów mnie Buenos zaskoczyło. Niby zdawało by się że tu brudno, śmieci wszędzie. Nic bardziej mylnego, co prawda zdarzają się zaniedbane dzielnice, ale gdy się dobrze poszuka. Paniusie wychodzą z pieskami na jedną z głównych ulic, pociechy robią swoje, a następnie właścicielka szufelką psie odchody do woreczka wrzuca. I posprzątane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś wtorek, czyli milonga w PracticaX, moje kolejne, czwarte, podejście, próbowałam się przekonać do tej "disco". Każdy ma swoje ulubione miejsca, i jeśli ktoś z Polskich tangueros zapyta mnie o milo w BsAs to PracticaX też wymienię, pod warunkiem że ktoś szuka milo polskiej w BsAs. Każdy musi sam iść i przekonać się czy mu właśnie o taki klimat chodzi i zależy czego szuka. Jeśli się mnie zapyta o moje ulubione milo i o mój gust to o Practicax nie wspomnę. Mi każdy z Polskich Tangueros, który tu bywa na bieżąco, a których pytałam polecał, na 100% to właśnie miejsce, utwierdzając że tu trzeba być. No właśnie, chyba tylko być. &lt;br /&gt;PracticaX raczej przypomina nasze milongi. Na 100 osób 20 to Argentyńczycy reszta obcokrajowcy i wydaje mi się że z Europy większość. Czerwono, na tylnej ścianie wielkie, oświetlone X, łuny światła po bokach, o 1:00 w nocy, dziki tłum a tu kilku białasów wymachuje nogami, rękoma i próbuje zakręcić partnerką. Ale cóż to?? Dwóch czarnych, ubranych jak tangueros nuevo czyli jeansy z krokiem poniżej kroku, nogawki luźno na buty opadają, koszule rozpięte pod nimi kolorowe podkoszulki, wywija ile w lezie. No nic wracam honor, Argentyńczycy jednak szaleją na milo. Nagle obaj stają i jeden drugiemu głową znak daje, patrzę a to Italiano z Salon Canning. A jednak to obcokrajowcy i tu ulgę poczułam. Na 7 partnerów, z którymi wypadło mi nogi poplątać dwóch było stąd, reszta to Europejczycy z Belgi, Francji, Szwajcari, Niemiec, i no właśnie skąd?? Nie pamiętam. &lt;br /&gt;- Dziś było tutaj seminarium z Ricky Biggeri &amp; Soledad Larretapia, nauczyłem się 10 kombinacji.&lt;br /&gt;O matko - pomyślałam. Zrobili mu niezłą sieczkę z mózgu. No cóż PracticaX jest po prostu dla obcokrajowców szkołą, którym jak najwięcej figur nuevo do głowy się pakuję, by mogli potem na rodzimych milo wywijać, a wszyscy będą wielkie oczy robić, że właśnie tangueros z BsAs wrócili. &lt;br /&gt;Nagle zrobiło się mocno kolorowo na sali, wyszło koleś w dresie:&lt;br /&gt;- Ludzie, słuchajcie!!! Zaraz będzie pokaz Ricky Biggeri &amp; Soledad Larretapia - powinien dodać jeszcze: jejejeje i wszyscy poczuli by się jak na zawodach bokserskich.&lt;br /&gt;Potem wyszedł drugi koleś i dodał od niechcenia:&lt;br /&gt;- Będą jakieś warsztaty z techniki dla kobiet z kimś tam, gdzieś tam.&lt;br /&gt;Więc i taki sam stosunek jest mój do PracticaX, a to była moja jak na razie ostatnia wizyta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A oto PracticaX'owy pokaz, taki sam jak pozostałe:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.yjavascript:void(0)outube.com/watch?v=CQqHbnqsEoo"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=CQqHbnqsEoo&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znieszmaczona&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.s. Nie mogę pisać o BsAs w samych superlatywach, bo tak nie jest. To miasto jak każde inne z wadami i zaletami. I taka jest PracticaX - wada Buenos.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-2878023563233712289?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='related' href='http://picasaweb.google.pl/Martahari13/DzienDwudziestyTrzydziesty16Marca?feat=directlink' title='Dzień trzydziesty, 16 marca. Żenada (link)'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/2878023563233712289/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-trzydziesty-16-marca-zenada-link.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/2878023563233712289'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/2878023563233712289'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-trzydziesty-16-marca-zenada-link.html' title='Dzień trzydziesty, 16 marca. Żenada (link)'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S6GUQnZrEqI/AAAAAAAABZM/EsH52gEnPPU/s72-c/DSC00644.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-662250802514741486</id><published>2010-03-16T18:55:00.001-03:00</published><updated>2010-03-16T18:55:57.096-03:00</updated><title type='text'>2/3 marzeń</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;„Skup się na sobie. Dopóki nie wypełnisz najpierw siebie, nie będziesz miała niczego, co mogłabyś dać innym”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1 marca zaczęłam zapisywać swoją czystą, białą kartę od nowa. I zapiszę ja tak jak zawsze chciałam. Musiałam się wyciszyć. Pobyć samej ze swoimi myślami, samej ze sobą, posłuchać siebie. Popatrzeć w głąb siebie. Miną już miesiąc, a może dopiero miesiąc. Czas leci nieubłaganie. Z każdej mojej podroży przywoziłam pamiętnik, zapiski przeżyć, suchych faktów, porad dla przyszłych turystów, a przede wszystkim moje wspomnienia. Pamiętniki te lezą w szufladzie. Ten blog jest moim pamiętnikiem, wspomnieniem ze kiedyś tu byłam. Pamiętnik o Buenos Aires, tangu, marzeniach i tęsknocie. Buenos widziane moimi oczyma, bo każdy z Nas ujrzał by je inaczej. Kiedyś tu wrócę, ale już nie sama. Wciąż słucham „BsAs mi amore” Astor Piazzolla.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Najważniejsza na świecie jesteś Ty, tak jak ja, tak jak on czy ona. Wszyscy jesteśmy ważni. &lt;br /&gt;Tak właśnie myślą i żyją Argentyńczycy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Argentyna to spełnienie 2/3 moich marzeń: Taniec to moje serce, Góry to moje płuca, tylko Powietrza brak.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-662250802514741486?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/662250802514741486/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/23-marzen.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/662250802514741486'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/662250802514741486'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/23-marzen.html' title='2/3 marzeń'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-299858377051835463</id><published>2010-03-16T17:23:00.005-03:00</published><updated>2010-03-16T19:27:28.023-03:00</updated><title type='text'>Dzień dwudziesty dziewiąty, 15 marca. Maradona'onowie.</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Dno serca człowieka jest dalej niż koniec świata" &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5_87aiLd7I/AAAAAAAABWw/eQLF7bSq-Mo/s1600-h/DSC00629.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5_87aiLd7I/AAAAAAAABWw/eQLF7bSq-Mo/s200/DSC00629.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5449352171806750642" /&gt;&lt;/a&gt;Moje tango nie jest chwilą w moim życiu. Mój pradziadek podczas pierwszej wojny światowej mieszkał, no właśnie gdzie?? w Argentynie!!! I przywiózł stamtąd co ?? tango!!!, które sobie tańczył z babcią. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś noc spędziłam w Merlo. O 6:30 Gisela zrobiła mi pobudkę.&lt;br /&gt;- Gisela co to za budynek, i czemu ci ludzie stoją w kolejce?&lt;br /&gt;- To bank, a to bezrobotni, stoją po pieniądze, które są im przydzielane na życie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pociągu do BsAs doznałam kolejnego szoku. Maradona na Maradonie jechał. Dziki tłum, każdy stał podtrzymywany sąsiadem obok. Dlaczego Maradonowie?? Bo prawdziwy Argentyńczyk właśnie tak wygląda. Tak wygląda prowincja zamieszkiwana przez rdzennych Argentyńczyków, a BsAs to ludność napływowa z Europy czy USA. Kręcone kruczo-czarne włosy, ciemnoskórzy, szerokie nosy, niscy. Ludność pracująca zmierzała do stolicy. Przeszło godzinę stałam wsparta o jakiegoś niewidomego żebraka, który też jechał do swojej "na zarobek". Pociągi przypominają tu raczej konserwy, są stare, zniszczone, śmierdzą. W nocy nie są polecane do podróżowania, chyba żeby pozbyć się "majątku" lub życia. Czas podróży nie jest znany, bo to zależy od przeciążenia pociągu. Más o menos 1h.&lt;br /&gt;Na 9:15 dotarłam do domu. Pół przytomna.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Witaj, zanim zaczniemy lekcję chciałbym z tobą porozmawiać, o tangu.&lt;br /&gt;Rozmowa była szybka, trwała 30 min, dużo info, dużo pytań, dużo myśli się zaczęło kłębić.&lt;br /&gt;- Marta!!!&lt;br /&gt;- Przepraszam, dziś mam przeciążenie umysłu wiedzą, której nie przerabiam. &lt;br /&gt;- Wiem, to minie, w końcu wszystko się uleży w szarych komórkach.&lt;br /&gt;- Wiem, może kiedyś.&lt;br /&gt;- Zatem na dziś koniec. Idziemy na czekoladę.&lt;br /&gt;- Dziś mam ochotę na koktajl owocowy na mleku.&lt;br /&gt;- Niech będzie. Dzbanek koktajlu dla damy.&lt;br /&gt;I tak wciągałam szklankę za szklanką. A myśli ulatywały gdzieś daleko.&lt;br /&gt;- Chcesz wylizać po raz ostatni łyżkę?&lt;br /&gt;- Nie, dziękuję. Język mi już zdrętwiał. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5_9m3GzT1I/AAAAAAAABW4/MdYeE8Flt-I/s1600-h/DSC00631.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5_9m3GzT1I/AAAAAAAABW4/MdYeE8Flt-I/s200/DSC00631.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5449352918210924370" /&gt;&lt;/a&gt;Wieczorem po balecie jak zwykle mijałam znajomego mi żebraka, a także ogród botaniczny. Ogród zamieszkały przez kociaki. Niektóre aż ma się ochotę zabrać ze sobą. Ludzie je głaszczą, dokarmiają, a one z chęcią się łaszą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Pilar, jak po hiszpańsku nazywa się płyn ten co się używa po wypraniu ubrań??&lt;br /&gt;- Skończył Ci się?&lt;br /&gt;- Tak, ale niestety mój hiszpański jest na tyle ubogi że nie rozróżniam płynu do prania od płynu do płukania.&lt;br /&gt;- Suavizante para ropa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem czy się zrozumiałyśmy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-299858377051835463?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/299858377051835463/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-dwudziesty-dziewiaty-15-marca.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/299858377051835463'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/299858377051835463'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-dwudziesty-dziewiaty-15-marca.html' title='Dzień dwudziesty dziewiąty, 15 marca. Maradona&apos;onowie.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5_87aiLd7I/AAAAAAAABWw/eQLF7bSq-Mo/s72-c/DSC00629.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-7767530527057504586</id><published>2010-03-16T02:01:00.013-03:00</published><updated>2010-03-16T19:34:59.211-03:00</updated><title type='text'>Dzień dwudziesty ósmy, 14 marca. Yerba Mate (link).</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Po trzech czarkach rozumie się świat, po upiciu giną wszystkie smutki"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mój pierwszy teledysk :)&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=clkiWFXkSJ8"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=clkiWFXkSJ8&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Droga do Merlo:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=fWK1oC6RWwI"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=fWK1oC6RWwI&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S58VfednvOI/AAAAAAAABPg/v4GAlkxTjRM/s1600-h/DSC00628.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S58VfednvOI/AAAAAAAABPg/v4GAlkxTjRM/s200/DSC00628.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5449097704639020258" /&gt;&lt;/a&gt;Kolejna niedziela, i kolejny rodzinny obiad. Udałam się po raz kolejny do Merlo i do Giseli. Ale tym razem zaproszenie na obiad dostałam od rodziców Diega, czyli narzeczonego Giseli.&lt;br /&gt;Najpierw przywitał się ze mną pies, ten z tych co jak mu się szczeki na czyjejś ręce lub nodze zatrzasną to odgryzie, a nie puści. Pochyliłam się nad psina, a on mnie od brody po czoło językiem wylizał. No cóż i po makijażu. Rodzina, Matka z Ojcem, Diego z Gisela, Brat z Dziewczyna, Siostra z Narzeczonym, Ciotka z wujkiem, druga Ciotka bez wujka, Babcia i Prababcia - obie wdowy przyjechały do Buenos po II wojnie światowej. &lt;br /&gt;Hmm... i Ja pośród Włochów i Argentyńczyków.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S58fa0s7mcI/AAAAAAAABSI/jpTHLqDncg4/s1600-h/DSC00607.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S58fa0s7mcI/AAAAAAAABSI/jpTHLqDncg4/s200/DSC00607.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5449108619825748418" /&gt;&lt;/a&gt;- Jaka ona śliczna - wrzeszczy do mnie Babcia Włoszka - Ona męża tu znajdzie. Taka dziewczyna nie może być sama. Wolisz Włocha czy Argentyńczyka??&lt;br /&gt;- Gisela, możesz wytłumaczyć Babci że ja tu przyjechałam po tango, a nie po męża. &lt;br /&gt;- Nie przejmuj się, to tylko Babcia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, tylko Babcia, która pół południa mi zatruła. &lt;br /&gt;Obżarłam się jak świnia, mięsem z grila. Co podawano? Nie jestem w stanie stwierdzić, na pewno był raz pollo (kurczak) i raz świnka. Ryż z warzywami, gotowane ziemniaki z jajkiem, i sałatka. Winkiem popiłam i w autku zasnęłam. Kultura ze mnie chodząca. To winko ichsze to taki sikacz pospolity, tyle że tanie i większość Argentyny popija. Do obiedzie można dostać zazwyczaj wino lub coca cola. Zauważyłam że tu z namiętnością ludzie rozkoszują się całym koncernem coca-cola. A jak poprosi się o wodę to:&lt;br /&gt;- Proszę wodę do obiadu.&lt;br /&gt;- Dietetyczną czy kaloryczną, hahaha&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5_e7m6flhI/AAAAAAAABTo/XNcRAsdUlSg/s1600-h/DSC00670.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5_e7m6flhI/AAAAAAAABTo/XNcRAsdUlSg/s200/DSC00670.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5449319189781124626" /&gt;&lt;/a&gt;Do Buenos powoli zbliża się jesień. Temperatura jeszcze w minionym tygodniu sięgała 30 stopni dziś to zaledwie 22. Nie pada jeszcze deszcz, i mam nadzieję że dla mnie nigdy już padać nie będzie. Zadziwia mnie błękit tutejszego nieba i w zimę przy takim niebie i słońcu musi byś pięknie i chce się dalej żyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S58cuPcczyI/AAAAAAAABPo/6y53RzpgzHA/s1600-h/DSC00611.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S58cuPcczyI/AAAAAAAABPo/6y53RzpgzHA/s200/DSC00611.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5449105654887010082" /&gt;&lt;/a&gt;Południe spędziliśmy w Tigre (&lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Tigre,_Buenos_Aires"&gt;http://en.wikipedia.org/wiki/Tigre,_Buenos_Aires&lt;/a&gt;). W miejscowości gdzie można zrobić zakupy tutejszych wyrobów. Diego zakupił zdjęcia swojego idola Elvisa, oraz drzewko szczęścia, Gisela sok do picia, a ja?? swoją pierwszą MATE czyli "kubeczek" do parzenia Yerby, no i swoją pierwszą Yerbe. Niosłam ją do domu z namaszczeniem. Powiedziano mi że kto pije mate ten nigdy nie opuści już Buenos. Więc popijam teraz codziennie, i wierzę w ten zabobon. Nic mnie to nie kosztuje, bylebym tylko normalna była po tej Yerba Mate.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Merlo po drodze do domu, zatrzymaliśmy się przy barze, by pogratulować jakiemuś znajomemu małżeństwu Diega przyszłego potomka. &lt;br /&gt;- Zostańcie przyjaciele na jednego!!!&lt;br /&gt;- Nie, jedziemy do domu.&lt;br /&gt;- Właśnie oglądamy mecz.&lt;br /&gt;- Nie - stanowczo powiedziałam, mężowi owej ciężarnej. Chyba byłam nie wyspana po ostatniej milondze. - Nie trawię piłki nożnej.&lt;br /&gt;- Co Ty opowiadasz, przyjacielu? W Argentynie najpierw jest piłka nożna potem reszta. &lt;br /&gt;I tak obraziłam dumę Argentyny.Facet był wyjątkowo narzucający się. Marudził dobre 15 min, już miałam ochotę w zęby mu dać, bo nie rozumiał jak mu 3 razy odmówiłam zostania na meczu!!! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na Mate wygrawerować kazałam sobie moje imię. Teraz wszędzie będzie ze mną jeździć , a w Polsce o Buenos przypominać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-7767530527057504586?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='related' href='http://picasaweb.google.pl/Martahari13/DzienDwudziestyOsmy14MarcaYerbaMate?feat=directlink' title='Dzień dwudziesty ósmy, 14 marca. Yerba Mate (link).'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/7767530527057504586/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-dwudziesty-osmy-14-marca-yerba.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/7767530527057504586'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/7767530527057504586'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-dwudziesty-osmy-14-marca-yerba.html' title='Dzień dwudziesty ósmy, 14 marca. Yerba Mate (link).'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S58VfednvOI/AAAAAAAABPg/v4GAlkxTjRM/s72-c/DSC00628.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-4263415509115561881</id><published>2010-03-15T23:09:00.005-03:00</published><updated>2010-03-16T19:45:20.330-03:00</updated><title type='text'>Dzień dwudziesty siódmy, 13 marca. Królowie i Chicho.</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;"Nie ma ziemi, która by nie była cesarska. Kto spożywa płody tej ziemi jest poddanym cesarza"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S58L1-AUP5I/AAAAAAAABPY/NjgtccBmx3U/s1600-h/DSC00625.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S58L1-AUP5I/AAAAAAAABPY/NjgtccBmx3U/s200/DSC00625.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5449087095946887058" /&gt;&lt;/a&gt;Każdego dnia w drodze na balet na Av. Scalabrini Ortiz mijam tego samego "włóczęgę". Na chodniku, przy restauracyjce, przy przystanku autobusowym ma rozścielony koc, kilka poduszek, a obok niego dwa psy. Zawsze uśmiechnięty i serdeczny, zawsze ludzie z nim miło rozmawiają. Każdego dnia mówi mi "Buenos Dias", a ja się uśmiecham i idę dalej. Czasem zastanawiam się czy on takiego życia po prostu nie wybrał. Bez obowiązków, zobowiązań, każdy grosza wrzuci lub podzieli się jadłem. W końcu cały czas się uśmiecha, zatem może jest szczęśliwy. Buenos coraz bardziej mnie zaskakuje, pozytywnie. Wiele razy mi się zdarzyło, że autobus nie stał na przystanku, tylko na światłach, a kierowca otwierał biegnącym ludziom drzwi. Często słyszę "Dziecko, ale czemu tam, czemu tam byś chciała mieszkać? Może coś bardziej cywilizowanego i gdzie mniej biedy", a czemu nie tu?? Taki sam kraj jak inne, a w czym ta bieda mi przeszkadza?? Napewno nie w szczęściu, w szczęściu to my sobie sami przeszkadzamy. Zawsze ciągnęło mnie do Azji czy Ameryki Południowej. Kiedyś myślałam by na starość do Grecji się wynieść. Kupić małą winnicę, bujać się na werandzie i patrzeć jak wnuki opiekują się winnicą i winko pędzić. I jeszcze na starość bogata będę!!! A teraz wolę Buenos. Kupić maleńką posiadłość, organizować milo pod gołym niebem, bujać się na bujaku i patrzeć jak młodsi się wtulają, a czasem ze swoim "starym" podreptać. No i Nepal i Tybet jeszcze zobaczyć i na Mount Everest rzucić okiem. Hmm...Aconcagua na wyciągnięcie ręki, a ja ze spokojem siedzę. Stać będzie, zdążę ją dotknąć, poczuć choć przez chwilę, albo mnie wciągną na starość. Kiedyś chciałam umrzeć na scenie albo w górach, tylko kto taką babcię będzie chciał oglądać. Zatem góry zostają. K2!!! &lt;br /&gt;Marzę wciąż i z nowymi marzeniami, bo popijam mleko czekoladowe, słucham muzy jednego z cudownych dzieci show-buissnesu amerykańskiego (muszę od tanga czasem się zresetować) i jestem po nawet miłej wieczornej polsko-argentyńskiej rozmowie. Błogo mi się zrobiło. Chcę chłonąć jak najwięcej tej błogości by zabrać ją do Polski. Chciałabym całować po stopach tych co NET wymyślili, ze ja też nie trawię tak mojego zawodu informatyka. Żeby coś dobrze robić trzeba robić to z sercem. Ot takie myśli mnie nachodzą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W weekend parki w Buenos oblegane są przez mieszkańców. Każdy leży, opala się, marzy, śpi. Kradłam słońcu jego promienie. Do Buenos zawitała jesień, powolutku ale idzie. Jednego dnia 30 stopni, a drugiego 22 i zamarznąć idzie. Rodziny z dziećmi i psami wychodzą. Rodzice śmieją się, bawią się z psami, a dzieciaki grają w piłkę, biegają za rodzicami, wywracają się. Ech widok nie z tej ziemi, czasem nie potrafię opisać tego co czuję, gdy widzę tak uśmiechniętych ludzi, którzy cieszą się że znów ze sobą czas spędzają. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem na Milo w Sunderland pojawił się Chicho. &lt;br /&gt;- Dziś zamierzam się upić.&lt;br /&gt;- Dlaczego??&lt;br /&gt;- Bo się wkurzyłam, wieści z Polski mnie wyprowadzają z równowagi. Już nie smucą, już nie rozwalają mnie tak jak dawniej. Wtedy płakałam i nie byłam w stanie isć nawet na milo. Teraz mądrzeję i nauczyłam się z tym żyć. Teraz się wkurzam i idę dalej. Mama zawsze mi mówiła, że tyle razy ile upadniesz i podniesiesz się tyle razy jesteś silniejszy.&lt;br /&gt;- Zauważyłem że masz mądrą mamę.&lt;br /&gt;- Zapomnij! Zajęta od ponad 45 lat. I nie zamierza być wolna. Zresztą powiedziała mi że już za stara by do Buenos się przenieść. Choć ostatnio ojca chciała do mnie wysłać, bo powiedziałam że tu taaaaaaaaaaakie wielkie ryby w Ogrodzie Japońskim pływają. Zresztą szczury też taaaaaaaakie wielkie, że kiedyś myślałam że to borsuk, lub fredka, ale co one by w Japońskim Ogrodzie robiły?&lt;br /&gt;- Widzę, że rodzina normalna.&lt;br /&gt;- Tak jakby. Ojciec wybywa na wiosnę, gdy kry na rzece schodzą i powraca jesienią. Wędka i auto to jego cały świat, czasem jeszcze innej zwierzyny dogląda.&lt;br /&gt;- Gospodarstwo macie??&lt;br /&gt;- Tak jakby. Jeśli hodowlę gołębi można nazwać gospodarstwem. Mama znów jak do mnie na skypie dzwoni to śpiewa, tak że nie tylko Pilar ją słyszy, ale i nasz dozorca, a ja się na nią drę żeby mnie z równowagi swym darciem nie wyprowadzała.&lt;br /&gt;- To twoje tango i Buenos nie było zaskoczeniem??&lt;br /&gt;- W życiu. Rodzice kiedyś powiedzieli mi że jak zacznę czołgiem jeździć to się nie zdziwią. &lt;br /&gt;- Rodzice ciężko z Toba mają?&lt;br /&gt;- A co oni do mnie mogą teraz już mieć? Za stara już jestem.&lt;br /&gt;- Nieważne, ale ich dziecko.&lt;br /&gt;- Mama mi mówi że: "Dobre z Ciebie dziecię tylko masz strasznie ciężki charakter"&lt;br /&gt;- A motor??&lt;br /&gt;- Już przerabiałam.&lt;br /&gt;- Ja jeżdżę.&lt;br /&gt;- Żartujesz??&lt;br /&gt;- Nie.&lt;br /&gt;- Nie kuś losu, a raczej mnie. Wszystko jest dla ludzi, ale najpierw chcę trochę bardziej poznać tango. Ale kiedyś marzyłam by Amerykę Południową przemierzyć jak Che Guevara. Wiesz jakie to super uczucie kiedy śmigasz w dwójkę?? Ty i ta twoja druga połówka. I jeszcze najbliżsi przyjaciele. Ech jeszcze muszę poczekać na te chwile. Myślałeś kiedyś żeby jechać w turnee po Europie na motorze?&lt;br /&gt;- Tak, masz wtedy wszystkie pasje w jednym: motor, podróże i tango.&lt;br /&gt;- No właśnie. &lt;br /&gt;- Dwa duże piwa proszę, i butelkę czerwonego wina. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed pokazem jednego ze śpiewaków tanga zostali przedstawieni wszyscy ważni goście: starszyzna, i Chico z Mariana Montes (partnerka taneczna Sebastiana Arce, a życiowa Chicho). Szoku doznałam gdy Chicho każdemu ze starszyzny podał mocny uścisk dłoni, przytulił się, wycałował i ze łzami w oczach witał się. Patrzył na nich jak na Królów. &lt;br /&gt;- O co chodzi??&lt;br /&gt;- O co?? Chicho uczył się tanga gdzieś w Down Town. Potem zaczął przychodzić tu na milo, bo to ważne miejsce dla Tanga. Nigdy nie tańczył i nie tańczy, bo nie umie na milo tańczyć. Zawsze chciał tu zatańczyć, ale miał respekt przed innymi co tańczą salon, a on siedział godzinami i patrzył.&lt;br /&gt;- A czemu teraz wściekły siedzi, ubiera się i wychodzi, wraca i rozbiera się?&lt;br /&gt;- Zawsze taki był. &lt;br /&gt;- Ale jest najlepszy jeśli chodzi o nuevo.&lt;br /&gt;- Nigdy nie był, i on o tym wie. Dlatego tutaj w Sunderland siedzi cicho. Za króla mają go może we Francji czy we Włoszech, ale tu niewiele znaczy. Pokarze Ci królów w Buenos. Bardzo Dobry chłopak, z miłością podchodzi do tanga, tylko gdzieś w tym wszystkim się zagubił.&lt;br /&gt;- A Gustavo Naveira?&lt;br /&gt;- Tu trafiłaś w 10. On jest królem, uczył tutaj wszystkich. Ale to inna półka, to jest to pierwsze nuevo, i on tańczył jak wszyscy Salon, i wciąż na milo tańczy salon. Pamiętaj dobry tancerz i nauczyciel to ten co zna milongę, tango-walc, tango, a potem wybiera sobie nuevo czy show. Zauważyłaś, które style tanga są na mistrzostwach świata?? Tango de salon i show. Bo nuevo to żaden styl. &lt;br /&gt;- Ale salon jest bardzo precyzyjny, trudny styl, ale piękny, elegancki.&lt;br /&gt;- Tak, dlatego uczymy się go cale życie, ja też. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świetna, naturalna Geraldine Rojas:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=N01TpzQb2Oo"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=N01TpzQb2Oo&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=AxmVbnSzy1g"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=AxmVbnSzy1g&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Potem był "koncert" tangowy podczas, którego ludzie tańczyli:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=cVpVle3S7fI"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=cVpVle3S7fI&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;i oczywiście znów loteria żeby wygrać buty do tanga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Sundrland zawsze są grane z dwie, trzy "tandy" rock&amp;roll lub cumbia. Wtedy parkiet należy do tych bardziej sprawnych jeszcze :).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-4263415509115561881?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/4263415509115561881/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-dwudziesty-siodmy-13-marca.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/4263415509115561881'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/4263415509115561881'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-dwudziesty-siodmy-13-marca.html' title='Dzień dwudziesty siódmy, 13 marca. Królowie i Chicho.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S58L1-AUP5I/AAAAAAAABPY/NjgtccBmx3U/s72-c/DSC00625.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-4236868950371685941</id><published>2010-03-13T19:10:00.011-03:00</published><updated>2010-03-16T19:48:24.415-03:00</updated><title type='text'>Dzie dwudziesty szósty, 12 marca. ZOO.</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Znajomość własnej niewiedzy to największa część wiedzy"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S55U-2EVTzI/AAAAAAAABPQ/1s8K9oUsCQc/s1600-h/DSC00573.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S55U-2EVTzI/AAAAAAAABPQ/1s8K9oUsCQc/s200/DSC00573.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5448886037807189810" /&gt;&lt;/a&gt;Zastanawiałam się ostatnio skąd wieczorami roznosi się dziwny smród po mojej okolicy. Wywęszyłam. Mieszkam między ogrodem botanicznym, a ZOO. Argentyńczycy to "dziwni" ludzie, potrafili w ZOO wybudować restaurację. Po co? Żeby z małpą jakąś zjeść obiad? &lt;br /&gt;Co do jedzenia to ludzie tutaj uwielbiają Dulce de Leche. Słodkie jak cholera, w smaku przypomina naszą polską krówkę. Można jeść z chlebem i serem białym lub żółtym, lub z ich ulubionymi krakerso-sucherkami (moja nazwa własna:)). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś na milo zastanawiałam się czemu Polacy się tak ekscytują argentyńskimi Milonguero. Wszyscy myślą że jak Argentyńczyk to napewno tańczy tango, a skoro tańczy to musi to czuć. Nic bardziej mylnego. Oczywiście tutaj jest łatwiej poznać emocje tanga, bo ma się większy dostęp choćby do muzyki. Nie każdy jednak tutaj dorasta przy dźwiękach tanga. Są tacy co nie mają pojęcia jak brzmi tango, choćby Moja Gisela. Jest oczywiście wielu Argentyńczyków, którzy uczą się tanga na milongach, lub od rodziców, nigdy nie chodząc na żadne kursy choćby poznana przeze mnie w Tangocool Laura. Znają podstawowe kombinacje i to ich cieszy. &lt;br /&gt;- Uważaj na milongach, bo wielu przychodzi nie by tańczyć, tylko po to by dotykać ciało kobiety. &lt;br /&gt;- Wiem, zauważyłam. Wtedy delikatnie daję do zrozumienia, że żadnej tandy nie będzie. &lt;br /&gt;To są słowa Argentyńczyka, z czym się zgadzam. W większości są to starsi lub w średnim wieku Panowie. Przychodzą się upić i powygłupiać. Czasami patrzę na dziewczyny w ich "objęciach" i zastanawiam się czy one tego wcześniej nie zauważyły czy im to odpowiada. Mimo wszystko w większości zdarzają się ci "normalni".&lt;br /&gt;A jakie są Milonguery?? Pewne siebie. Siedzą, wyciągają szyje jak żyrafy, wzrokiem szukają partnera, z którym chcą zatańczyć. Tym samym okazują że są zainteresowane tańcem a nie grzaniem krzesła. Tym różnią się od turystek. Turystki nie wychowane tutaj, albo nie nauczone, siedzą w koncie i czekają aż ktoś je poprosi do tanga. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Buenos bardzo popularny jest taniec cumbia (kolumbijski taniec ludowy, muzyka latynoamerykańska z charakterystycznym rytmem. A w lekko przyspieszonej wersji - cumbia villera - jest muzyką dyskotekową), a przede wszystkim ubóstwia się tutaj Rock&amp;Roll. Wiele razy byłam pytana na milo czy tańczę rock&amp;roll, no cóż podstawowy krok kiedyś już załapałam, a raczej nauczono mnie. Teraz czas na cumbia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Elvis Presley wciąż żyje, właśnie w Buenos.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A to mały spóźniony prezent. Show tangowe Mlieny Plebs, a raczej ta lepsza czyli współczesna część.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=fGCg089KNe4"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=fGCg089KNe4&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Takie show'y chciałabym robić.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-4236868950371685941?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/4236868950371685941/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzie-dwudziesty-szosty-12-marca-zoo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/4236868950371685941'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/4236868950371685941'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzie-dwudziesty-szosty-12-marca-zoo.html' title='Dzie dwudziesty szósty, 12 marca. ZOO.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S55U-2EVTzI/AAAAAAAABPQ/1s8K9oUsCQc/s72-c/DSC00573.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-2823521374778543600</id><published>2010-03-12T22:27:00.006-03:00</published><updated>2010-03-16T19:50:00.980-03:00</updated><title type='text'>Dzień dwudziesty piąty, 11 marca. Kociaki.</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Gdy nikogo o nic się nie prosi, wszyscy wydają się uczynni"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5rrDI5vf6I/AAAAAAAABPI/6lDPnBevqKM/s1600-h/DSC00572.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5rrDI5vf6I/AAAAAAAABPI/6lDPnBevqKM/s200/DSC00572.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5447925138419842978" /&gt;&lt;/a&gt;Czasem zdarza mi się że jestem zupełnie zakręcona. Cóż, masa myśli kotłuje mi się w głowie. Życie jest jedno i w dodatku takie krótkie, a mu użeramy się nie wiadomo o co. Czasem mówię sobie, zostaw to co jest w Polsce na te kilka miesięcy, ciesz się spokojem, raduj że jesteś tutaj gdy jedynym problemem jest jak wstać o 9 rano gdy znów z milongi wróciłam o 4 rano. A tu nie, tu sobie dopieprzam jeszcze tym co jest w Polsce. Mój okres błogości zaraz się skończy i wrócę, i wtedy się będę użerać z tamtą doczesnością. Tylko że ja chcę wrócić i nie szarpać się z nikim i z niczym. &lt;br /&gt;I tak poszłam dziś na 17:30 na balet pocałować klamkę, bo się okazało że dziś wyjątkowo balet był rano!!! Nie pozostało mi nic jak udać się poznać Buenos po południu. Av. Santa Fe. Pełna sklepów, wchodziłam wszędzie gdzie się da. Przeceny, taniocha, lipa. Kto to szyje?? Fakt grosze kosztuje, ale i tak wygląda. w każdym sklepie są za bardzo uprzejmi. A może spodenki, sweterek, bucik, koszulka kupi Pani jedną, a drugą dostanie za darmo. Dlatego muza w uszach i bezpiecznie się poruszam po światki kupieckim i kiwam głową, że nie dziękuję. Jacy są Argentyńczycy?? Różni, jeden pomoże drugi okradnie. A czy uczuciowi i łatwo kochliwi tak jak mówią o nich Polacy? Hmm, nie wiem nie zetknęłam się z tym. Może dlatego że nie chcę. Ale nauczyłam się szybko że tu trzeba być stanowczym i pewnym siebie, wtedy nikt nic nie wciśnie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I ten ruch uliczny, masakra. Kierowcy mają w nosie przechodniów. Po butach przejadą, stoi człowiek na pasach, a taki kamikadze pędzi i trąbi. Wczoraj jeden wypasioną furą cofał i zwalił mały słupek. Policja podjechała, podniosła słupek i po sprawie. Piękny kraj, mogłabym tu na motorze szaleć :). Hmm...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak powędrowałam jedną z głównych ulic, odwiedziłam kościół polski, ogród botaniczny z masą bezpańskich kotków, ślicznych! patrzą tylko żeby je utulić, łazi tego tu na pęczki. Może by tu zrobić kocią milonge? Jedno trzeba przyznać, że Argentyńczycy dokarmiają zwierzęta, a że myszy i szczurów tu tyle co kotów to dobrze że są te kociaki.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-2823521374778543600?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/2823521374778543600/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-dwudziesty-piaty-11-marca-kociaki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/2823521374778543600'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/2823521374778543600'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-dwudziesty-piaty-11-marca-kociaki.html' title='Dzień dwudziesty piąty, 11 marca. Kociaki.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5rrDI5vf6I/AAAAAAAABPI/6lDPnBevqKM/s72-c/DSC00572.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-6227325182180923266</id><published>2010-03-11T16:37:00.005-03:00</published><updated>2010-03-16T19:54:15.975-03:00</updated><title type='text'>Dzień dwudziesty czwarty,10 marca. Nauka</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Uczyć się to jak wiosłować pod prąd rzeki, gdy tylko przestaniesz, zaraz unosi Cię z powrotem"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5mxbT-1HVI/AAAAAAAABOw/vaVaed5Chvg/s1600-h/DSC00566.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5mxbT-1HVI/AAAAAAAABOw/vaVaed5Chvg/s200/DSC00566.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5447580307059711314" /&gt;&lt;/a&gt;Dzień zaczął się ciężko. Na balecie nikt nie miał siły ćwiczyć. Deszcz wisiał w powietrzu, niebo zachmurzone, ale…ale nic z chmur nie spadło. Odziwo ożyłam na lekcji tanga, wstąpił we mnie duch chyba. &lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5myWy0LxuI/AAAAAAAABO4/EknjsUzqn7o/s1600-h/DSC00563.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5myWy0LxuI/AAAAAAAABO4/EknjsUzqn7o/s200/DSC00563.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5447581328948840162" /&gt;&lt;/a&gt;- hahahahahaha, wybacz nie z Ciebie się śmieję.&lt;br /&gt;- A z kogo?? Jesteśmy tu sami.&lt;br /&gt;- Gdy tańczyliśmy tak strasznie mocno w zdechłaś, że aż mnie odrzuciło. Prosiłem byś się wczuła w muzykę i się nią bawiła, ale nie do przesady.&lt;br /&gt;- Hahaha, nie wczułam się ciężko mi się zrobiło na sercu:).&lt;br /&gt;- Wysłałem Ci wczoraj maila po hiszpańsku. Zrozumiałaś??&lt;br /&gt;- Tak, przetłumaczyłam go sobie. Dobrze zrozumiałam że trenujesz sobie rock&amp;roll?&lt;br /&gt;- Tak, to bardzo popularny taniec w BsAs.&lt;br /&gt;- Wiem, na milongach na cortinach jak jest puszczany to wszyscy tańczą. &lt;br /&gt;- Powoli zacznę do Ciebie mówić po hiszpańsku i tym samym nie będziesz mieć wyjścia jak się przyłożyć do nauki języka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W trakcie milong czasami puszczana jest tanda złożona z rock&amp;roll i wszyscy co potrafią to tańczą. Mnie też ostatnio wyciągano, ale nie umiem. Korci mnie by zacząć się uczyć. Codziennie też są praktiki rock&amp;rollowe. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5mzHipMJmI/AAAAAAAABPA/8ACq0r1lqWI/s1600-h/DSC00565.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5mzHipMJmI/AAAAAAAABPA/8ACq0r1lqWI/s200/DSC00565.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5447582166421349986" /&gt;&lt;/a&gt;Przed milongą w TangoLab rozpoczęło się seminarium z techniki dla kobiet prowadzone przez Lorena Ermocida i Cecila Gonzales. Cecylia tańczy 20 lat, była uczennicą Loreny, zatem ta druga dłużej pomyka. Budynek Villa Malcolm gdzie odbywają się te podobno najlepsze milongi (TangoLab, Soho Tango, Tangocool) to coś w stylu domu kultury i też tak wygląda. Stary, podrapany, zniszczony taki komunistyczny. Wydaje mi się że Ci ludzie mimo że młodzi to kulturalni i przyjaźni. Nie wiem, może to takie tylko moje odczucia, a może na takich trafiłam.&lt;br /&gt;Na zajęciach zgadałyśmy się z Laura, śliczną, drobniutką mulatką, prześlicznie ubraną. Ona ubrana na czarno i srebrne szpilki, ja tez czarna sukienka, ale moje nówka sztuka nie śmigana czerwone szpileczki obcas 8cm!!!! A co tam przełamałam się, wyglądam w nich jak tyczka 178cm, ale za to jak tangowo tańczę. Nigdy nóg nie prostuję, bo trudno. Więc zawsze luźno ugięte. Odkryłam sekret ugiętych kolana. Laura jak się okazało tańczy 4 miesiące i to tylko na milongach. Nigdy się nie uczyła. A że jest ładna i zadbana to tańczy non stop i dzięki temu się uczy. Laura szybko się uczy, odgapiła moje ozdobniki. Skąd wiem że moje? Bo nikt takich wczoraj tam nie robił, a że o 24 jeszcze było pusto to wreszcie po 2 tygodniach „dreptu dreptu” mogłam sobie „poszaleć”. Wymyśliłam z „nudów” tez nowe. Parę ściągnęłam z youtuba, ale raczej drobniutko wszystko i delikatnie. Żadnego machania. &lt;br /&gt;Mężczyźni są czasem zabawni, świat bez nich byłby nudny:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=WNeIYmZnkFI"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=WNeIYmZnkFI&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a to już milongowy pokaz:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=XWuAHzeLSUA"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=XWuAHzeLSUA&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Lauro, zmykam. &lt;br /&gt;- Do zobaczenia w przyszłą środę, albo na milo.&lt;br /&gt;- Będę w piętek tutaj na milo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety gdy wracałam miałam niemiłą przygodę. Zatrzymał się samochód, jeden z facetów otworzył drzwi i zaczął coś mówić, ale zaraz koło mnie pojawiła się para chłopak i dziewczyna, i samochód się zawinął.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Na zdjęciach moje miejsce kultu, czyli lekcji tanga.Podoba mi się ten prymitywny klimacik.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-6227325182180923266?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/6227325182180923266/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-dwudziesty-czwarty10-marca-nauka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/6227325182180923266'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/6227325182180923266'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-dwudziesty-czwarty10-marca-nauka.html' title='Dzień dwudziesty czwarty,10 marca. Nauka'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5mxbT-1HVI/AAAAAAAABOw/vaVaed5Chvg/s72-c/DSC00566.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-7811279745301950282</id><published>2010-03-11T16:34:00.002-03:00</published><updated>2010-03-11T16:37:28.488-03:00</updated><title type='text'>Dzień dwudziesty trzeci, 9 marca. Lekcja argentyńskiego.</title><content type='html'>"Wiedza to skarb, który zawsze podąża za właścicielem"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś mój dzień to lekcja hiszpańskiego. Postanowiłam się w końcu za niego zabrać. A raczej za gramatykę i argentyński. Nie mogę zatrzymać się na poruszaniu autobusem i zakupach. Pilar boki ze mnie zrywała próbując mnie uczyć i widząc moje wielkie oczy. Stanęło na dwóch czasach przeszłych i jednym przyszłym, z ta różnicą że przyszłym argentyńskim, a nie hiszpańskim. Mam nadzieję że ten czas nie jest taki jak wszystko tutaj czyli maniana :).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-7811279745301950282?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/7811279745301950282/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-dwudziesty-trzeci-9-marca-lekcja.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/7811279745301950282'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/7811279745301950282'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-dwudziesty-trzeci-9-marca-lekcja.html' title='Dzień dwudziesty trzeci, 9 marca. Lekcja argentyńskiego.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-5600302279162965822</id><published>2010-03-08T00:24:00.020-03:00</published><updated>2010-03-16T19:57:24.854-03:00</updated><title type='text'>Dzień dwudziesty drugi , 8 marca.Dzień kobiet.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5lBCo71CVI/AAAAAAAABOY/Xeq0NftI7oY/s1600-h/DSC00545.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5lBCo71CVI/AAAAAAAABOY/Xeq0NftI7oY/s200/DSC00545.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5447456737885227346" /&gt;&lt;/a&gt;Wszystkiego Najlepszego w Dniu Naszego Święta.&lt;br /&gt;Dostałam życzenia od Najważniejszego Mężczyzny w Moim obecnym życiu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Buenos Aires nocą się zmienia. Na ulicy pojawiają się jej mieszkańcy. Młodzi, starsi ludzie śpią pod kocami, na kartonach, chłoną ciszę. W nocy otwarte są kafejki internetowe, pełne ludzi, a także kwiaciarnie,  i Mc`Donalds. &lt;br /&gt;Nawet z bezpańskimi psami należy podzielić się posiłkiem:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5lC_OK6TzI/AAAAAAAABOg/7-OZwrXnrtk/s1600-h/DSC00548.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5lC_OK6TzI/AAAAAAAABOg/7-OZwrXnrtk/s200/DSC00548.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5447458878184378162" /&gt;&lt;/a&gt;Miałam dziś niemiłą przygodę. Na skrzyżowaniu, przed Salon Canning podbiegł do mnie mężczyzna:&lt;br /&gt;- Jest Pani podobna do kogoś kogo znam, mogę Panią zaprosić na kawę&lt;br /&gt;Było po 24, wyrwałam swoją rękę i szybko uciekłam przez ulicę, przez pasy i wbiegłam na milo. Całe szczęście ze szła za mną Niemka, która zmierzała tez na milonge. Razem usiadłyśmy i wtedy ochłonęłam. Salon Canning oblegany jest przez obcokrajowców, ta milonga bardziej przypomina mi europejskie milongi, byli ludzie z: Niemiec, Rosji, USA, Japonii, Rumuni, Szwecji, Angli. I brak miejsca na parkiecie. Przypominało to taniec grupowy niż w parach. Przedstawił mi się też jeden z tych zadufanych bufonów, brat jakiegoś mistrza z 2007 ze stylu de salon. Jak się później dowiedziałam, wygrał bo jego partnerka była w ciąży. Odpowiedź na jego bufoństwo:&lt;br /&gt;- Dziękuję, dziś już nie tańczę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A oto jeden z pokazów jakimi zachwycają się Argentyńczycy na milongach: &lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=HzpWnq6o4wA"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=HzpWnq6o4wA&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=-qzpDeJxv6k"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=-qzpDeJxv6k&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5lD7NFPACI/AAAAAAAABOo/3yqFGaWOx-Y/s1600-h/DSC00554.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5lD7NFPACI/AAAAAAAABOo/3yqFGaWOx-Y/s200/DSC00554.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5447459908684283938" /&gt;&lt;/a&gt; Niektórzy, a raczej niektóre i nocą pracują.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-5600302279162965822?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/5600302279162965822/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/skup-sie-na-sobie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/5600302279162965822'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/5600302279162965822'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/skup-sie-na-sobie.html' title='Dzień dwudziesty drugi , 8 marca.Dzień kobiet.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5lBCo71CVI/AAAAAAAABOY/Xeq0NftI7oY/s72-c/DSC00545.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-6499661885575123474</id><published>2010-03-07T23:54:00.007-03:00</published><updated>2010-03-16T19:59:22.460-03:00</updated><title type='text'>Dzień dwudziesty pierwszy, 7 marca. Powroty (link).</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;„Góra z górą się nie zejdzie, człowiek z człowiekiem tak” &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5RovjLtU7I/AAAAAAAABKg/QE5MunX3OQs/s1600-h/DSC00536.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5RovjLtU7I/AAAAAAAABKg/QE5MunX3OQs/s200/DSC00536.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5446093015505261490" /&gt;&lt;/a&gt;Nareszcie się wyspałam. Niedziela czas odpoczynku, lenistwa, błogości. Cały dzień słońce przygrzewało. Siedziałam na balkonie i rozmyślałam, o przeszłości, o przyszłości, o tym co dalej. &lt;br /&gt;I nagle zerwałam się z leżaka na balkonie i z krzykiem wpadłam do kuchni:&lt;br /&gt;- Pilar, w Buenos Aires zdarzają się cuda. &lt;br /&gt;- Wiem to miasto spełnionych marzeń.&lt;br /&gt;- 7 lat, słyszysz 7 lat.&lt;br /&gt;- Co 7 lat?&lt;br /&gt;- 7 lat mija od mojego ostatniego spotkania z Aśką. 7 lat temu zerwałyśmy kontakt z nie wiadomo jakiego powodu. To była moja przyjaciółka z podwórka przez 10 lat i nagle…nagle się obraziłyśmy o głupotę. A teraz odnalazła mnie i odezwała się. Rozumiesz?&lt;br /&gt;- Tak, rozumiem, to miłe. Pamiętaj, siłą człowieka jest potrafić wybaczyć i zapomnieć.&lt;br /&gt;- Tylko nie zawsze :(&lt;br /&gt;- Zawsze, ale czasem potrzeba trochę czasu.&lt;br /&gt;- Wiem, tylko my chyba się tak bardzo zmieniłyśmy, nasza przyjaźń, że nie potrafiłybyśmy stworzyć już żadnej sensownej relacji. &lt;br /&gt;- A kto powiedział ze musi być tak samo? To było dzieciństwo teraz dorosłyście do innej relacji, wtedy ta przyjaźń nie przetrwała, a teraz ta znajomość ma szanse trwać.&lt;br /&gt;- Jeden, drugi mail, zobaczymy czas pokarze.&lt;br /&gt;W życiu niepotrzebnie ludzie się rozstają w niewyjaśnionych okolicznościach. Obrażają się, zrywają kontakt, nie mówiąc dlaczego. Po wielu latach spotykają  się, i wtedy wszystko sobie wyjaśniają, i są łzy że to wszystko było niepotrzebne, że straciliśmy tyle lat osobno, a czasu się już nie cofnie. Tak było z mną i Aśką. Wciąż nie wiem o co nam poszło. &lt;br /&gt;Aśka:&lt;br /&gt;"A jednak, idziesz za swoimi marzeniami. Spełniają się."&lt;br /&gt;Ja:&lt;br /&gt;"Nie do końca, ale…"&lt;br /&gt;Aśka:&lt;br /&gt;"Nie do końca? W każdym razie ważne, że robisz to co zawsze chciałaś, a przynajmniej jesteś na dobrej drodze do tego. Życzę Ci w tym powodzenia i sukcesów. Nie spodziewałam się, ze w tym wszystkim masz jeszcze miejsce na zdjęcia z naszych wyjazdów. Tez je ostatnio oglądałam; najlepsze były te zrobione aparatem bez filmu:), Pa..."&lt;br /&gt;Ja:&lt;br /&gt;"W ogóle to były śmieszne chwile, i dobrze ze były i warto je zapamiętać :)&lt;br /&gt;Saludos :)"&lt;br /&gt;Aśka:&lt;br /&gt;„Ja potem już w zasadzie nigdzie w górach nie byłam, bo obrałam inny kierunek,ale czasem żałowałam, że nie dałam szansy tym ludziom których poznałyśmy w Tatrach..no i sobie na poznanie ich....Do usłyszenia!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piękne słowa dać SZANSĘ SOBIE I INNYM.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak pamiętam aparat bez filmu. Byłyśmy wtedy nie gdzie indziej jak w górach. Robiłyśmy tego dnia dziesiątki zdjęć i żadnego nigdy nie ujrzałyśmy, bo i jak? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A dlaczego nie miałabym znaleźć miejsca dla najpiękniejszych chwil w moim życiu? Życie to właśnie chwile, ale oby takich chwil było jak najwięcej. A dla najbliższych osób zawsze w moim życiu będzie miejsce i czas. &lt;br /&gt;Każdy człowiek, który staje na naszej drodze tworzy nasze Zycie. Gdybyśmy z pamięci wykasowali ludzi, których spotkaliśmy wykasowalibyśmy swoją przeszłość. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak dziś cała moja przeszłość powróciła, wszystko mi o niej przypomniało, może po to bym nie zapomniała że w życiu należy podążać za swoimi pragnieniami i marzeniami. Ale nie zapominać też o bliskich. Często wbrew zdrowemu rozsądkowi, bo nic nie boli tak bardzo jak uwieziona dusza czy serce. Cieszyć się każdą chwilą, która daje nam radość. Nawet gdy coś Nam wydaje się niemożliwe dalej walczyć. A jeśli przegramy?? Jeśli rozum mówił poddaj się, bo to nie ma sensu, a my wałczyliśmy  dalej i przegraliśmy? Nie, w życiu ten kto walczy nigdy nie przegrał i nie przegra. Każda walka jest dla nas zwycięstwem, choćby nad  samym sobą. Czasem trzeba coś od początku budować, od zera. A czy na ruinach? Czy na nowych fundamentach? To już od nas zależy czy tego chcemy i czy nam zależy by coś odbudować czy zbudować od nowa. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Dziś zobaczyłam Argentyńczyków poświęcających się swoim pasjom, znów zrozumiałam ze niewolno tracić siebie.  Najważniejsze jest spełniać siebie, swoje marzenia, cieszyć się prostymi rzeczami i dzielić się nimi z ukochaną osobą, takimi jak:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=VsU3YTHBfZ8"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=VsU3YTHBfZ8&lt;/a&gt; te bryczki przypomniały mi Rynek krakowski i Starówkę warszawską.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=rzJjyFfe-yw"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=rzJjyFfe-yw&lt;/a&gt; w niedzielne popołudnie, Argentyńczycy Ci co zostali na weekend poświęcają się swoim pasjom. Jeszcze 3 lata temu i ja śmigałam taki freestyle na rolkach. Wróciły wspomnienia, ponad 10 lat temu jak zaczynałam w Krk była nas garstka, 10 osób. Codziennie spotykaliśmy się o 22 i do 2 w nocy miedzy kubeczkami pomykaliśmy węza, przeplatanki, slalomy, omege. Przejazdy z pochodniami. Czasami organizowaliśmy przejazdy przez miasto wzdłuż plant, rynek, Kazimierz, powrót bulwarami Wisły. Wtedy krawężniki były naszym wyzwaniem. Z czasem płeć męska stworzyła drużynę hokejową i organizowali rozgrywki. Pamiętam tez jak krakowscy i warszawscy rolkarze umawiali się na wspólne przejazdy. To Warszawa jechała do Krakowa, to znów Kraków do Warszawy.&lt;br /&gt;&lt;a href=" http://www.youtube.com/watch?v=OUfGZJHAFGI"&gt;&lt;br /&gt;http://www.youtube.com/watch?v=OUfGZJHAFGI&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=sH7Y9CQxLbI"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=sH7Y9CQxLbI&lt;/a&gt; kiedyś marzyłam by czuć wiatr we włosach jadać motorem. W Polsce jest to nie możliwe, za to w Grecji minionego lata na skuterku mi się to udało, cudowne uczucie zwłaszcza jak się jest pasażerem. Wtedy zamykasz oczy, rozpuszczasz włosy, rozkładasz ręce i uwalniasz umysł. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=K6rvDo6NS-8"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=K6rvDo6NS-8&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a także byciem razem&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5Rp4mDexAI/AAAAAAAABKo/_PEnNipMFcU/s1600-h/DSC00512.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5Rp4mDexAI/AAAAAAAABKo/_PEnNipMFcU/s200/DSC00512.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5446094270406509570" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-6499661885575123474?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='related' href='http://picasaweb.google.pl/Martahari13/DzienDwudziestyPierwszy7MarcaPowroty?feat=directlink' title='Dzień dwudziesty pierwszy, 7 marca. Powroty (link).'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/6499661885575123474/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-dwudziesty-pierwszy-7-marca.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/6499661885575123474'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/6499661885575123474'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-dwudziesty-pierwszy-7-marca.html' title='Dzień dwudziesty pierwszy, 7 marca. Powroty (link).'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5RovjLtU7I/AAAAAAAABKg/QE5MunX3OQs/s72-c/DSC00536.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-8165622773514611940</id><published>2010-03-07T21:55:00.011-03:00</published><updated>2010-03-16T20:00:28.803-03:00</updated><title type='text'>Dzień dwudziesty, 6 marca. Doświadczenie (link).</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;„Siłę konia poznaje się w dalekiej drodze, serca człowieka  - z upływem czasu”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5RMnO4FWrI/AAAAAAAABHY/awg-lhtam88/s1600-h/DSC00492.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5RMnO4FWrI/AAAAAAAABHY/awg-lhtam88/s200/DSC00492.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5446062086289709746" /&gt;&lt;/a&gt;Sobota. Czas wypoczynku. Wszyscy gdzieś znów wyjechali. Ja tym razem zostałam w Buenos. A teraz cierpię. Wyglądam jak rak. Poszłyśmy z Gisela na basen. &lt;br /&gt;Parque Northe to potężny kompleks sportowy. Korty tenisowe, boiska do piłki, baseniki, brodziki, place zabaw dla dzieci, a wszystko otoczone zielenią. Zadbane, czyste schludne. Każdy coś znajdzie dla siebie. Wszystkie miejsca oblegane. Cena: 35 peso!!! Jeśli to za cały kompleks to tanio, ale jeśli za basen to przesada.&lt;br /&gt;- Najpierw musisz się wykąpać, a potem obejrzy Cię lekarz.&lt;br /&gt;- Lekarz??&lt;br /&gt;- Tak, takie są procedury. Sprawdzają czy ktoś nie ma grzybicy czy innej choroby skóry. Jeśli tak, wtedy ten ktoś nie może wejść.&lt;br /&gt;Po obejrzeniu przez lekarza, dostałam karteczkę – Zdrowa – i tak weszłam na basen. Basen rozległy, woda lodowata, ale nikogo to nie zraża, żar z nieba leci. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Chcesz uczyć się hiszpańskiego czy naszego języka?? Czy wolisz taki formalny, poprawny czy nasz niechlujny??- spytała Gisela, która próbowała mi wytłumaczyć gramatykę.&lt;br /&gt;- Jest mi to obojętne, bylebym potrafiła się dogadać. Przecież w Hiszpanii lub w innych krajach hiszpańsko- języcznych też zrozumieją mój argentyński.&lt;br /&gt;- Tak, oczywiście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię ich język, lubię ich słuchać, mają taką ciepłą tonację, którą wprowadzają spokój. Tak absurdalnie to brzmi, przecież Argentyńczycy jawią się nam jako krzykliwi niepoukładani ludzie. Wręcz przeciwnie, może na wakacjach są tacy, w chwilach wolnych od pracy, w chwilach odpoczynku. Mają w sobie spokój, ciszę, nie spieszą się.&lt;br /&gt;3h w argentyńskim słońcu było prawie zabójstwem dla mojej skóry. Czerwona, wysuszona, piecze. &lt;br /&gt;Zapomniałam o bólu gdy ujrzałam Rio de la Plata. Rzeka, której drugiego brzegu nie widać. Wydawało mi się że widzę morze. Wędkarze, jeden obok drugiego. Każdy coś na pewno złowił. I znów przypomniały mi się ubiegłoroczne wakacje w Grecji, tyle tylko ze tu nie ma takich wielkich, czarnych robali jak tam. Ale była plaża, i morze.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=Gkb8FIq188s"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=Gkb8FIq188s&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=b6IivtOiRRk"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=b6IivtOiRRk&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na milongę udałam się do Club Sunderland. Klub zupełnie inny od pozostałych milong. Przychodzą tutaj w większości Argentyńczycy, brak obcokrajowców. Tu dobrze tancza. Tu przychodził m.in. Orlando Paiva:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=HjpJhWFHCKA"&gt;http://www.youtube.com/watch?v=HjpJhWFHCKA&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zwykła sala gimnastyczna, która na jedną w tygodniu noc, sobotnią noc zmienia się w milongę. Czasem warto przeplatać nowe milongi tymi starszymi, w końcu i my któregoś dnia będziemy wierni tym milongom, które teraz znamy, a nasi młodsi następcy znajdą inne miejsca. Nowocześniejsze.&lt;br /&gt;- Przepraszam że się spóźniłam na lekcję. Ale jeden z pasażerów powiedział mi że Av. Congreso 4300 to tutaj i wysiadłam. Okazało się że wysiadłam za wcześnie i 30 min szłam pieszo.&lt;br /&gt;- Nic się nie stało, została nam jeszcze 1h. Ale co z Twoją skórą.&lt;br /&gt;- Nic „lekko” czerwona. Jutro będzie lepiej.&lt;br /&gt;- Tak, jutro będzie lepiej, w poniedziałek jeszcze lepiej, we wtorek najlepiej, a w środę znów pójdziesz pływać. &lt;br /&gt;- :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Środowisko mieszane, starsi i młodsi tangueros. Minusem milong jest niesamowity tłok, i to wszędzie nie tylko w tych popularnych miejscach. Przepięknym widokiem były dzieci, od maleństw noszonych na rękach po nastoletnie pociechy. Dzieciaki regularnie z rodzicami przychodzą tutaj w sobotę i dorastają w tym środowisku, może któreś z nich to przyszły Veron, Naveira czy… ktoś tam. Czemu u Nas tego nie ma? Milongi tutaj są zupełnie inne jak w Polsce. Powtórzę się po raz kolejny: ludzie specjalnie na ten wieczór się stroją, ale bez przepychu i tandety. Przychodzi się tak jak do restauracji, wszyscy siedzą, jedzą, piją, rozmawiają, a w miedzy czasie tańczą tango. Są organizowane konkursy gdzie można wygrać np. dziś buty do tanga, oraz pokazy tangowe.I Sunderland to typowa klasyczna milonga. Kelnerzy zbierali zamówienia, a każdy jak zwykle jadł pił, bawił się. Zwykła zabawa, potańcówka, spotkanie ze znajomymi. W toalecie znów kobieta sprzedawała kosmetyki, a nawet cukierki. Cały czas tego nie mogę zrozumieć, dlaczego tam?? W końcu zapytam, bo mnie to coraz częściej nurtuje.  Przychodzą tutaj tancerze i tancerki, z którymi świat tanga w Buenos się liczy. Mi obcy, nieznani znikąd ludzie. Dziś tez byli. Świat tancerzy tanga jest tu olbrzymi, każdy próbuje zasłynąć, zabłysnąć, wybić się, ale tylko nielicznym się to udaje, tym tak zwanym najlepszym, tym co mają to coś w tańcu. Przyszedł sam we własnej osobie Fabian Salas z partnerką, i rozdawali wszystkim ulotki o seminarium jakie zorganizowali tangueros nuevo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Zatańczę z tobą pierwsze trzy tandy, a potem zostawię Cię samą byś mogła z innymi potańczyć, być może z lepszymi ode mnie.&lt;br /&gt;- Tę lekcję też już mi wyłożono.&lt;br /&gt;- Jest coś czego nie wiesz?? &lt;br /&gt;- Tak, dlaczego.&lt;br /&gt;- Dlaczego co?&lt;br /&gt;- Dlaczego jestem tu, dlaczego sama i dlaczego wszystko się tak ułożyło. &lt;br /&gt;- Znajdziesz na to pytanie odpowiedź, ale teraz tańcz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W BsAs nabrałam odwagi na milongach, bo nikt mnie nie zna, nikt nie komentuje. Każdy skupiony jest na sobie. Milonga to zabawa, przyjemność, to chęć przebywania z ludźmi podobnymi do nas. Oczywiście przychodzą tutaj tez nadęte bufony. Ludzie tez pewnie plotkują, ale nikt nikomu nie szkodzi. Każdy bowiem znajdzie dla siebie miejsce w tym światku tangowym. Tę odwagę zamierzam zabrać ze sobą do Polski. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atrakcją każdej soboty w Sunderland jest pokaz tanga. Dziś zaprezentowali się Niemka i Anglik:&lt;br /&gt;- Kim Oni są?? Znasz ich??&lt;br /&gt;- Nie, nie mam pojęcia.&lt;br /&gt;Zadałam to pytanie kolejnym gapowiczom, nikt nie wiedział. Nieważne, są a tzn. że lubią robić to co robią czyli tańczyć. Tańczyli poprawnie, bez fajerwerków, rewelacji, ale poprawnie. Przyjechali do Buenos i mieli odwagę zatańczyć pokaz dla Argentyńczyków. Dlaczego nikt z Polski tego nie zrobi? To chyba jedna z lepszych metod by się sprawdzić czy ma się podstawy do chodzenia z zadartym nosem. Zadarty nos jednym dodaje uroku :), a innych oszpeca jeszcze bardziej. Zawsze uważałam że lepiej być najgorszym wśród najlepszych niż najlepszym wśród najgorszych. A najlepiej, najlepszym wśród najlepszych.&lt;br /&gt;W Buenos jest dziesiątki tańczących par, więc przez najbliższe lata Sunderland ma kogo zapraszać. A jak się Ci skończą to przyjdą nowi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słońce dziś mnie lekko wykończyło, ale mimo to szłam na parkiet by praktykować. Nauczyć się z „każdym” tańczyć, poznać jak różni partnerzy prowadzą. Czasem przeszkadza brak znajomości hiszpańskiego, między jednym a drugim tangiem partner chce porozmawiać, a tu ja nie znam hiszpańskiego, a on dwa słowa po angielsku. Czasem jednak trafi się ktoś kto:&lt;br /&gt;- Nie mówię po hiszpańsku - mowię&lt;br /&gt;- My idziemy tańczyć czy rozmawiać??&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O 4 rano jednak padłam.&lt;br /&gt;- Chyba jesteś śpiąca?&lt;br /&gt;- Trochę.&lt;br /&gt;- Zatańczysz ze mną ostatnią tandę i zmykasz do domu.&lt;br /&gt;- Ok.&lt;br /&gt;Gdy rozbrzmiały dźwięki ostatniego dziś tanga dla mnie, myśli uciekły daleko, poza granice Sunderland, Buenos, Argentyny, Ameryki.&lt;br /&gt;- To twoje ulubione tango.&lt;br /&gt;- Tak&lt;br /&gt;- Kiedyś je znów zatańczysz, ale już nie ze mną.&lt;br /&gt;- Wiem, jak zwykle wiem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-8165622773514611940?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='related' href='http://picasaweb.google.pl/Martahari13/06032010?feat=directlink' title='Dzień dwudziesty, 6 marca. Doświadczenie (link).'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/8165622773514611940/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-dwudziesty-6-marca-doswiadczenie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/8165622773514611940'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/8165622773514611940'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-dwudziesty-6-marca-doswiadczenie.html' title='Dzień dwudziesty, 6 marca. Doświadczenie (link).'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5RMnO4FWrI/AAAAAAAABHY/awg-lhtam88/s72-c/DSC00492.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-1541483408902825956</id><published>2010-03-07T16:17:00.004-03:00</published><updated>2010-03-10T01:02:40.287-03:00</updated><title type='text'>Dzień dziewiętnasty, 5 marca. Handel i interesy.</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;„Ludzie nie mają dość sprawiedliwości w sercu, dlatego wymyślono wagę i korzec”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od tygodnia Buenos nawiedzają upały. Niby tylko 30 stopni, ale ta temperatura utrzymuje się też o 21:00. W ciągu dnia z błękitnego nieba leci żar. Ciężko się ćwiczy, duszno, gorąco, wilgotno. Czasem nie ma czym oddychać. &lt;br /&gt;Kolejny dzień za mną. Dziś odpuściłam milonge, złapałam doła, zatonęłam we łzach. Wołałam wieczór spędzić w domu. Znam lekarstwo na te doły, ale nie zawsze jest ono tak łatwe do osiągnięcia. &lt;br /&gt;Po lekcji baletu i tanga poszliśmy na chwilkę porozmawiać do pobliskiej i znanej mi już kawiarenki. O czym?? Jak to o czym?? O tangu. Ale dziś myślami byłam bardzo daleko, w Polsce. Odczulam dziwne zmęczenie, ale psychiczne nie fizyczne, zmęczenie tymi myślami. Lekcja tanga też dziś była trudna. Nie przerabiałam wiedzy, którą mi On tłukł do głowy. Poczułam się jak rok temu kiedy zaczynałam poznawać tango, wtedy dostawałam porcję wiedzy, której nie zdążałam przerabiać na kolejny dzień. Dostałam wtedy wiele wiedzy, i cała pozostała w mojej głowie. Nie zmarnowałam jej i nie zamierzam. Dziś niby nic nowego nie usłyszałam, a jednak. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Buenos Aires też mają Hale Banacha !!! Ale X razy większe niż nasze Warszawskie. Tandeta na tandecie, tylko nie jestem pewna czy z Chin czy z Tajwanu. Tanio i kolorowo. Przeszłam całą ulice Peyrredon (Av. Peyrredon to jedna z głównych ulic) by podziwiać te „cuda”. Ulica obsiana nie tylko sklepikami, ale i straganikami na chodnikach. Ludzie poruszają się w żółwim tempie. Jeden drugiemu rzepkę skrobie. Każdy leniwie wchodzi po drodze do każdego sklepiku, obejrzeć coś, przymierzyć, a może kupić. Sprzedawcy próbują  wcisnąć wszystko, nawet jeśli jest coś za małe lub za duże to będzie przekonywał że to właściwy rozmiar, byle tylko klient coś kupił. Jeśli jednak klient uparcie twierdzi że nic na niego nie pasuje, wtedy kupiec wyciąga kolejne rzeczy, w takim kolorze jakim sobie klient życzył. Prosty przykład: chciałam sobie kupić czerwone płaskie sandałki. Masa ich jest, ale nie w rozmiarze 38. Skoro nie ma tych co ja chcę, to przyniesiono mi czerwone, ale w innym fasonie i nawet w innym stylu. Skoro i te nie pasują to dostałam do przymierzenia w takim fasonie w jakim chciałam, ale w innym kolorze.&lt;br /&gt;- Dziękuję, wiem czego chcę i czego szukam.&lt;br /&gt;I tak wyszłam z niczym, ale szczęśliwa, że nie wydałam niepotrzebnie pieniędzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mam siły i ochoty dziś pisać. Tak właśnie jest czasem w Moim Buenos, ale każdego dnia do przodu, choć któregoś dnia zrobię jeden krok wstecz, wiem kiedy, i wiem dlaczego :).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-1541483408902825956?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/1541483408902825956/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-dziewietnasty-5-marca-handel-i.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/1541483408902825956'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/1541483408902825956'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-dziewietnasty-5-marca-handel-i.html' title='Dzień dziewiętnasty, 5 marca. Handel i interesy.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-5927390945702554359</id><published>2010-03-07T15:33:00.007-03:00</published><updated>2010-03-10T01:06:04.097-03:00</updated><title type='text'>Dzień osiemnasty, 4 marca. Szukamy tego co dla Nas najlepsze.</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Na próżno umysł stara się dotrzeć dalej niż serce, nigdy nie zajdzie tak daleko"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od tygodnia Maria nakręca nas na lekcji baletu. Potem omawia wszystkie błędy, oj jest ich sporo :). Na koniec semestru chce pokazać Nam filmiki by każdy mógł ocenić jakie postępy zrobił w przeciągu kilku miesięcy. Maria to młoda prześliczna, drobniutka mulatka. Prowadzi własne studio tańca gdzie przewodnią techniką jest balet klasyczny, ale specjalizuje się też w technice Marthy Graham. Miła, zawsze uśmiechnięta, pogodna baletnica. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielu Argentyńczyków jeździ na motorach. Nie ma się im co dziwić. Przez większą cześć roku, jest ciepło i pogoda sprzyja motocyklowym podróżom. Dziś w drodze na zajęcia widziałam grupkę młodych na jednej z głównych ulica, którzy leżeli na swoich zabawkach, opalali się w słońcu, palili, śmiali się. Nikt sobie nie robi problemu, że jest to centrum miasta, a nie plaża, czy zlot motocyklowy. Ktoś włącza na cały regulator muzykę w samochodzie, ludzie chodzą i śpiewają, ktoś gdzieś stoi na przystanku i tańczy. Ludzie czują się tu swobodnie, to jest ta jedna z rzeczy, która mi się tu tak podoba  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na skrzyżowaniu stał potężny grubas, z długimi, czarnymi kręconymi włosami. Znajoma mi postura, ale z daleka jeszcze nie rozpoznawałam. &lt;br /&gt;- Hola, jedziesz do La Viruty?? Czekam na Taxi, mogę Cię zabrać.&lt;br /&gt;- Dzięki Chicho, ale idę na technikę.&lt;br /&gt;- Do Dany??&lt;br /&gt;- Tak&lt;br /&gt;I tak spotkałam słynnego Mariano „Chicho” Frumboli, który śpieszył się na swoje zajęcia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dana Frigoli, w każdy czwartek w szkole DNI Tango, prowadzi tak zwane zajęcia z techniki. Jeśli ktoś nigdy nie tańczył żadnego innego stylu, to rzeczywiście pomyśli że to technika tangowa. Zajęcia z nią to contact improwizacja, a nie żadna technika tangowa, i myślę że tak tez powinny się te zajęcia nazywać, bo tylko zmylają tym ludzi.  Dana jest bardzo dobrą tancerką tanga nuevo, ale byłam u niej dwa razy już na zajęciach i rozmowa z nią utwierdziła mnie że tak właśnie wyglądają każde jej zajęcia. Odpuszczam, szkoda pieniędzy, lepiej wydać je na zajęcia z tymi co latami specjalizują się w technice tańca współczesnego, a zwłaszcza w odmianie contact-impro. W Polsce polecam Iwonę Olszowską, Krakowiankę, ale znaną całej Polsce za swój jedyny i niepowtarzalny styl. W Warszawie współpracuje z Anną Piotrowską. Oczywiście jak najbardziej contact-impro jest wskazany dla tańczących tango. Przecież tango to dotyk, to bliskość.&lt;br /&gt;Dana wprowadza bardzo pogodny wesoły nastrój na zajęciach, co powoduje że kursanci bez skrępowania ćwiczą, tańczą, rozluźniają się. Od samego początku zrobiła na mnie wspaniałe wrażenie jeśli chodzi o osobowość jak i jako tancerka. Jest bardzo naturalna, i swobodna, wydaje mi się że zawsze jest sobą, a nie zmienia się kiedy wybija godzina kursu. Jeśli jest pogodna to okazuje to, jeśli jest pełna euforii to wygłupia się, gdy czuje zmęczenie też tego nie ukrywa. Jest to nieprofesjonalne, ale nie zapominajmy że w większości ludzie przychodzą dobrze czas spędzić, otworzyć się i nauczyć się tańczyć na milongach. Nie myślą by uczyć się techniki na scenę.  Oni chcą dobrze bawić się na milo. Jeśli ktoś chce na scenę to bierze lekcje prywatne. W DNI pojawia się cała masa obcokrajowców, stąd też zajęcia prowadzone są po hiszpańsku po czym tłumaczone na angielski. Dana zazwyczaj bierze kogoś z kursantów gdy pokazuje ćwiczenia, by tym samym udowodnić że tańczyć można z każdym, niskim, wysokim, grubym, chudym etc. , jeśli pojmie się technikę tańca.  &lt;br /&gt;"Człowiek, który nie umie się uśmiechać, niech nie otwiera interesu".&lt;br /&gt;W moim odczuciu wszystkie te słynne/znane/polecane szkoły (DNI, Tango Brujo, PracticaX … ) to jedna wielka masówka, McDonald’s Tangowy. Uczą tam dobrzy tancerze (niekoniecznie nauczyciele), ale nie zawsze jest to to czego szukamy. &lt;br /&gt;Nie ma się jednak co okłamywać, żeby nauczyć się dobrze tanga warto zawitać do BsAs. Jednak nauka zależy od Nas nie od pobytu tutaj. BsAs wskazuje nam tylko drogę, a my musimy tę drogę sami przejść.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przypomniały mi się słowa kilku osób z Warszawy:&lt;br /&gt;- Wiesz Marta, widzieliśmy pokazy wielu polskich par tangowych, a potem argentyńskich podobno tych przeciętnych. Cudownie się na Was patrzy i podziwiamy Was bo jesteście naszymi nauczycielami, ale niestety Polskie Tango ma się nijak do Argentyńskiego to dwa różne tańce.&lt;br /&gt;Smutno mi się wtedy zrobiło, że tym ludziom nie daje się tego czego się spodziewają. Nie daje się tanga tylko gimnastykę. Nie uczy się miękkości ruchu, rozkoszowania się nim, estetyki. Uczymy się figurek, kroków, a nie sensu tanga. Uczymy się nuevo, które jest piękne i wspaniałe na scenę, a nie na milongę. Dziś w Soho Tango pojawiła się jedna para, która wymiatała nuevo. Rzucali się w oczy, bo wyglądali co najmniej śmiesznie przy pozostałych, którzy bujali się z nogi na nogę. Obcokrajowcy jak się okazało. Na kim chcieli zrobić wrażenie?? Na tych zawodowych tangueros co tam tez byli?? Nie udało im się to. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba właśnie po to warto choć raz w życiu być w Buenos, by poczuć prawdziwy sens Tanga Argentyńskiego.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-5927390945702554359?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/5927390945702554359/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-osiemnasty-4-marca-szukamy-tego.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/5927390945702554359'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/5927390945702554359'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-osiemnasty-4-marca-szukamy-tego.html' title='Dzień osiemnasty, 4 marca. Szukamy tego co dla Nas najlepsze.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-7784455819737258115</id><published>2010-03-07T12:31:00.004-03:00</published><updated>2010-03-10T01:12:20.317-03:00</updated><title type='text'>Dzień siedemasty, 3 marca. Stara milonga.</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;Między ciszą a ciszą &lt;br /&gt;sprawy się kołyszą &lt;br /&gt;i idą &lt;br /&gt;i płyną &lt;br /&gt;póki nie przeminą &lt;br /&gt;każdy swoje sprawy &lt;br /&gt;trochę dla zabawy &lt;br /&gt;popycha przed siebie &lt;br /&gt;po zielonym niebie &lt;br /&gt;a ja leżę i leżę i leżę &lt;br /&gt;i nikomu nie ufam &lt;br /&gt;i nikomu nie wierzę &lt;br /&gt;a ja czekam i czekam i czekam &lt;br /&gt;ciszę wplatam we włosy &lt;br /&gt;i na palce nawlekam &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Liceum, stare dobre czasy :), łezka w oku mi się zakręciła jak właśnie w radio PIN rozbrzmiały słowa piosenki „Między ciszą” G.Turnau. Uwielbiałam wtedy słuchać jego i Marka Grechuty piosenek. &lt;br /&gt;W Buenos jak tylko słońce zniknie za horyzontem od razu staje się noc. Nie ma szarości, jest jasno lub ciemno, przynajmniej o tej porze roku. Uwielbiam noc, zawsze ją uwielbiałam. Dziś po lekcji zostałam zaproszona przez mojego nauczyciela na milongę. Przez 3 godziny tańczył ze mną co było kolejną lekcją: tanga, walca, milongi. Poczułam się ja w Wawie, kiedy Mistrz ze mną tańczył i dawał uwagi.&lt;br /&gt;- Pamiętaj przez pierwsze 5 tand, masz tylko skupić się na jednej uwadze. Pilnuj prawą rękę, by nie uciekała, do tyłu. To jedyna uwaga na dziś do zrealizowania. Na następnej milondze będziesz realizować kolejną. Od szóstej tandy masz wyłączyć myślenie, zrelaksować się i bawić się tańcem i muzyką. Zacznij interpretować muzykę nawet jeśli nie zrobisz nic technicznie.&lt;br /&gt;- Ale ja nie potrafię tańczyć milongi.&lt;br /&gt;- hmm…&lt;br /&gt;- Widzisz nie potrafię.&lt;br /&gt;- Tak?? A kto zatańczył ze mną 2 tandy milong??&lt;br /&gt;- To Ty tańczyłeś, ja nic nie robiłam. Przebierałam tylko nogami.&lt;br /&gt;- hahaha, to wystarczyło. Dałaś się poprowadzić. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niby nic, ale dla mnie to było znów bardzo wiele. Kolejna lekcja, praktyka. To niesamowite uczucie kiedy wreszcie mogłam zatańczyć milongę bez stresu że mi się nogi plączą.&lt;br /&gt;Milonga, na której byłam była dla starszych ludzi, wszyscy samotni. Wszyscy się witali serdecznie, z radością, bo dawno się nie widzieli, czasem latami. Przyszedł piosenkarz tang argentyńskich, Argentyńczyk, który mieszka w Londynie. Przyjechał na wakacje w rodzinne strony.  Zadbani starsi ludzie. Każdy tańczył rozkoszując się każdym krokiem, przeżywając każdy dźwięk muzyki. Wszyscy bardzo elegancko ubrani, zadbani, każdy coś pił, jadł, rozmawiał. Najbardziej urzekła mnie starsza para. Ona maleńka, on dwa razy wyższy od niej, ale nie przeszkadzało im to w tańcu. On ją wchłonął w siebie, ona się wtopiła w niego. Wtuleni w siebie jak dwa gołąbki płynęli raz po raz po całej sali.&lt;br /&gt;- Widzisz tę w średnim wieku kobietę, w czarnej spódnicy??&lt;br /&gt;- Tak&lt;br /&gt;- Dziś to jedyna kobieta, które tańczy elegancko. Łączy kostkę do kostki, stawia równej długości kroki, kolano za kolanem, złączone tak że widać tylko jedno, prosta sylwetka, a nie zwieszona na partnerze. Czy teraz po tych kilku lekcjach ze mną potrafisz wskazać, kto tańczy poprawnie??&lt;br /&gt;- Tak&lt;br /&gt;- To dobrze, obserwuj i wybieraj to co Ci się podoba, to co chcesz naśladować, wybieraj kwiaty spośród chwastów.&lt;br /&gt;- Już kiedyś słyszałam dokładnie te same uwagi.&lt;br /&gt;- Wiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy wracałam do domu przejeżdżałam przez dzielnicę jedną z tych gorszych. Gisela kiedyś spytała się mnie:&lt;br /&gt;- Nie boisz się sama wracać w nocy do domu?&lt;br /&gt;- Nie myślę o tym. A czy mam wyjście??&lt;br /&gt;Grupki młodych ludzi nie wiadomo skąd nagle się pojawiły i zaczęły grzebać w wielkich śmietnikach. Co róg, załamanie w murze widziałam młodych śpiących w kartonach, przykrytych kawałkami jakiś szmat. Śmieci walały się po ulicach. Ktoś pewnie rano to wszystko sprząta. Smutny widok, przecież każdy z Nas mógłby być na ich miejscu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;….&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-7784455819737258115?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/7784455819737258115/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-siedemasty-3-marca-stara-milonga.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/7784455819737258115'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/7784455819737258115'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-siedemasty-3-marca-stara-milonga.html' title='Dzień siedemasty, 3 marca. Stara milonga.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-5073876587041639310</id><published>2010-03-06T18:02:00.007-03:00</published><updated>2010-03-16T20:03:15.420-03:00</updated><title type='text'>Dzień szesnasty, 2 marca. Bliskość.</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;„Cień porusza się tak, jak życzy sobie słońce”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5LEPJHzexI/AAAAAAAABE4/6OxSYSxH4s8/s1600-h/DSC00463.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5LEPJHzexI/AAAAAAAABE4/6OxSYSxH4s8/s200/DSC00463.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5445630663870085906" /&gt;&lt;/a&gt;Parę dni temu zauważyłam coś na ścianie. Wielka mi rzecz, powiecie. Może i niewielka, ale ruchliwa. Myślałam że to haczyk po obrazku, który kiedyś tu wisiał, albo po krzyżyku, albo po czymś jeszcze innym. Dziś jednak moje oczy znów powędrowały w owe miejsce i ów „haczyk” zmienił swoje położenie. Nie wiem co to jest, ale wolę siedzieć cicho i tego nie ruszać, a nóż gryzie??&lt;br /&gt;Dziś dzień spędziłam na lenistwie. Muszę się wreszcie wyspać. Rano wyszłam na balet, ale nie wiedzieć dlaczego pomyliłam autobusy i tym samym poddałam się w walce z czasem. Wróciłam wściekła do domu i cały dzień w nim spędziłam. O przepraszam wybrałam się do Ogrodu Japońskiego niedaleko mojego lokum. Gdy przechodziłam przez park graniczący z japońskim natrafiłam na grupę mieszkańców parku. Spali w kartonach, dookoła nich leżała sterta śmieci, a z tego wszystkiego unosił się smród nie do wytrzymania. Ogród japoński jest niewielki, wstęp płatny 5 peso. W ogrodzie jak zwykle oczko wodne z potężnymi rybami. Ciszy tu też za bardzo się nie uświadczy, bo miasto huczy, żyje, rozmawia. I tak kolejny mijał dzień mojej samotni. Sama na sam ze sobą. Taki pobyt samemu ze sobą, bez bliskich, bez ludzi którzy mieszają w twoim życiu, bez „dobrych” doradców, pozwala poznać siebie, wejść w głąb siebie, usłyszeć siebie i starać się siebie zrozumieć. Lecz moja tęsknota za „znajomą” mi bliskością towarzyszy mi każdego dnia i nie pozwala w pełni cieszyć się moim Buenos. To cudowne miejsce, z którego chciałabym nigdy nie wrócić, do którego chciałabym sprowadzić moją bliskość.  &lt;br /&gt;Gdy tak dumałam nagle na przeciwko mnie stanęło coś. Większe od szczura, brązowe, z długim ogonkiem. Podeszłam, a to mi buta powąchało. Ja uciekłam, a to zostało.&lt;br /&gt;Co to było?? Nie wiem, ale prawdopodobnie był to jednak szczur. W Buenos są bowiem gigantyczne szczury.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Na milondze w Practicax pojawiłam się o północy. Wcześniej nie ma po co przychodzić. O tej porze jest i tak jeszcze pusto zatem można swobodnie potańczyć, z czasem robi się tłok. &lt;br /&gt;Dziś pokaz: Bruno Tombari &amp; Mariangeles Caamaño  VS Rodrigo Palacios &amp; Agustina Berenstein&lt;br /&gt;Wjazd 10 peso. Milongą tutaj rządzą klasycy tanga, jednym z nich był mój ulubieniec Di Sarli. Parkiet opanowany jest bardziej przez nuevo niż salon. To chyba najbardziej nuevo milonga, albo ja dziś takie odczucie miałam. Standard milongi zachowany czyli stoliki dookoła parkietu, ale nowoczesna, nikt nie je ale wszyscy piją. Ale tylko jednostki się upijają. Na owym parkiecie śmignęła mi przed oczami znana nam Warszawska para tangowa Mateusz i Kasia.  Przyszło parę osób z seminarium od Chicho, by spędzić ostatnią milongę w Buenos, bo jutro już wyjeżdżają. &lt;br /&gt;Na czas pokazu na Sali zrobiło się czerwono, z tyłu zaświecił się napis X, a po bokach poszły strumienie światła. Ludzie zasiedli dookoła, przy stolikach i na parkiecie. Na środku jak zwykle stanęło dwóch prowadzących, opowiadając coś, śmiejąc się, komentując. W końcu przedstawili pary, które miały wystąpić. Poczułam się jakbym była w USA na zawodach walki w błocie lub jak bym była na planie filmu Mad Max contra Predator, a nie na pokazie tanga.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://picasaweb.google.pl/Martahari13/03032010#5445630506224265666"&gt;http://picasaweb.google.pl/Martahari13/03032010#5445630506224265666&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Im czas leci, i obserwuje tańczące pary dochodzę do wniosku, że oni wszyscy są jednakowi. Takich par jest tutaj na pęczki. Nikt się nie wybija, tańczą poprawnie, ale bez zachwytu. Oczywiście każda z tych par jakby do Polski przyjechała, byłaby najlepsza. Nie piszę tu o tych najlepszych. Ci najlepsi, nie uczą po szkołach. Oni podróżują, ewentualnie robią seminaria, dają lekcje prywatne, pokazy. Oni sami nie uczyli się i nie uczą u sław. Ich nauczyciele są często nikomu nieznani, albo już tak starzy że scena jest już tylko w ich wspomnieniach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co ja mam pisać o milongach?? Wygląd sali, muzyka, tangueros opisałam w jednej z notek. Różnica jest w wieku tańczących, w stylu, w elegancji lub luzie. PracticaX jest najbardziej nuevo, ale tak jak już napisałam z klasyczną muzyką. Tangueros w większości młodzi, jedni tańczą klasycznie inni jednostkowo próbują nuevo. Ludzie przychodzą zadbanie i schludnie ubrani. Dziewczyny uczesane, wymalowane, z wymalowanymi paznokciami, zazwyczaj w sukienkach, a jak w spodniach to szytych na modę tangową. Jeśli chodzi o mężczyzn znajdą się „wybitne” jednostki w jeansach na milongowej nocy. Nikt tu nie przychodzi z biegu, milonga to specjalny wieczór, na który trzeba się przygotować. Jeśli ktoś jest zaniedbany to wiadomo że turysta, który właśnie skończył zwiedzanie i wpadł na chwile. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracam do obserwowania mojego „haczyka”.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-5073876587041639310?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/5073876587041639310/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-szesnasty-2-marca-bliskosc.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/5073876587041639310'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/5073876587041639310'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-szesnasty-2-marca-bliskosc.html' title='Dzień szesnasty, 2 marca. Bliskość.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5LEPJHzexI/AAAAAAAABE4/6OxSYSxH4s8/s72-c/DSC00463.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-5940259225144989077</id><published>2010-03-05T01:07:00.004-03:00</published><updated>2010-03-10T01:23:10.156-03:00</updated><title type='text'>Dzień piętnasty, 1 marca. Zostawić wszystko czasowi.</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;&lt;br /&gt;„Nie martw się, że przyszłość jest daleka, ciesz się, że istnieje”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5HJhByDrzI/AAAAAAAABEQ/-UuFjhkg-HU/s1600-h/DSC00470.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5HJhByDrzI/AAAAAAAABEQ/-UuFjhkg-HU/s200/DSC00470.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5445354993718898482" /&gt;&lt;/a&gt;Przez chwilę zapomniałam, że ten blog tak naprawdę jest dla mnie, bym pamiętała dlaczego tu byłam, po co, i jak się czułam, a te tanga przypomną mi te chwile. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Di Sarli, kiedyś nie wiedziałam kto to jest, a dziś to najpiękniejsze tango, za którymi tęsknie&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=v53XHFlZNxA. "&gt;http://www.youtube.com/watch?v=v53XHFlZNxA. &lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1 marca zeszłego roku był najważniejszym dniem w moim dotychczasowym życiu, zmienił praktycznie wszystko. Przywitałam ten dzień uśmiechem, potem były łzy. W tym roku witałam ten dzień łzami zatem dalej może być już tylko lepiej.&lt;br /&gt;Te słowa usłyszałam dziś, gdy wybiła północ:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.todotango.com/spanish/las_obras/letra.aspx?idletra=1289"&gt;http://www.todotango.com/spanish/las_obras/letra.aspx?idletra=1289&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miałam jedną z cięższych nocy, ciężką rozmowę, łzy, bo nie potrafię być tu i tam jednocześnie. I wtedy włosy rwę, i załamuję ręce, i to są te chwile, z którymi się borykam. Ciężko jest tu być samemu. Dobrze że jest Gisela, raz w tygodniu gdzieś wspólnie się wybierzemy i mam wtedy z kim pogadać. &lt;br /&gt;Czasami przez chwilę trzeba iść osobnymi drogami, ale biegnącymi obok siebie, by ominąć przeszkodę, by móc znów powrócić na ten sam tor. Nieważne jest gdzie się mieszka, ale z kim, i kto Nas otacza, rodzina, przyjaciele. Czas jest najlepszym doradcą i jemu pewne sprawy należy zostawić.  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś znów 1 marca i tak samo ważny dzień jak tamten, choć w innych kategoriach, bo tylko zawodowych. Poznałam Mistrza Mojego Mistrza. &lt;br /&gt;- Im dalej jesteś od Obelisku, tym tango jest słabsze. &lt;br /&gt;- Czy to znaczy że Europejczyk nie będzie nigdy tak tańczył jak Argentyńczyk??&lt;br /&gt;- Oczywiście że będzie. To czy ktoś będzie stał na szczycie piramidy nie zależy od pochodzenia tylko od codziennych treningów. Argentyńczyk nie rodzi się z talentem do Tanga. Najpierw było tango jako muzyka. Jedyna różnica jest taka że gdy małe dziecko siedzi u dziadków i np.; rysuje coś na kartce, w tym samy czasie dziadkowie słuchają płyt z tangami lub z radia rozbrzmiewają dźwięki tang i dzieciak zaczyna w rytm muzyki malować. Każdy jest tu wychowywany w rytmie tanga, ale nie każdy rodzi się by go tańczyć. W innych krajach to że ktoś zaczął tango tańczyć to dlatego że widział show i myślał że to jest właśnie tango. Tango Argentyńskie jest tragiczne, a nie dramatyczne, jak to pojmuję większość tańczących. Każdy najlepszy tancerz zaczynał od tango de salon. To jest najtrudniejsza technika, bo bardzo precyzyjna, dokładna, czysta, estetyczna, elegancka. Gdy do perfekcji opanujesz styl salonowy wtedy nuevo czy show są łatwe, ale nabierają tez gracji i estetyki. W Buenos Aires teraz tez jest moda na nuevo, ludzie ledwo na nogach stoją, dziewczyny bez gracji machają nogami, i mało kto potrafi zatańczyć tango de salon. Pamiętaj że nawet twoi idole Roberto Reis czy Guillermina Quiroga wyszli od de salon. Potem po kilku latach wybrali swoja drogę, którą stało się show, ale na milongach pięknie tańczą salon. Ale to jest najwyższa półka tancerzy. Najpierw trzeba nauczyć się być damą, potem estetyki tanga de salon, a potem robić nuevo czy show. Jeśli zaczniesz od odwrotnej kolejności to staniesz w miejscu. I pamiętaj to nie Buenos Cię nauczy tylko ty sama ćwicząc codziennie mozolnie.&lt;br /&gt;- A emocje?? &lt;br /&gt;- Właśnie na to potrzebny jest czas spędzony z tymi tutaj ludźmi. Emocji się nie uczy one są wyzwalane.&lt;br /&gt;- Byłeś w Polsce??&lt;br /&gt;- Tak, 8 razy. Warszawa i Kraków. Bardzo upodobałem sobie Warszawską Pragę. W Buenos Aires spędzam 3-4 miesięcy, reszta to świat.&lt;br /&gt;- Ja też zauroczyłam się Pragą. Gdy wrócę do Warszawy to właśnie chcę tam.&lt;br /&gt;- Jeśli chcesz poczuć tango musisz żyć jak mieszkańcy BsAs. Jeździć autobusami, metrem, rozmawiać z Argentyńczykami, mieszkać z nimi, mieć wśród nich znajomych, poznać ich kulturę, zasmakować tego jedzenia i picia, uczyć się tego języka. Zobaczyć prowincję, zrozumieć tych ludzi. &lt;br /&gt;A jeszcze jedno, jeśli chcesz dobrze tańczyć nie kupuj butów z Comme Il Faut&lt;br /&gt;- Już to kiedyś słyszałam, wszystkie te same uwagi słyszałam i podobnie byłam uczona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pan w średnim wieku, wciąż tańczy, uczy, jeździ po świecie. Myślałam że to tylko lekcja i każdy pójdzie w swoją drogą. Ale lekcja trwa cały czas. Nauka trwała jeszcze przez 2h gdzie siedzieliśmy w kawiarence, a ja słuchałam Go, patrzyłam jak pokazywał, porównywał style, estetykę, tłumaczył. I co jakiś czas wybuchał śmiechem patrząc jak w głowie mi się kotłuje gdy próbowałam przyswajać wiedzę:&lt;br /&gt;- Ale ja to wszystko wiem, tylko ciało jeszcze nie nadąża za tym.&lt;br /&gt;- Wiem, że wiesz. Miałaś świetnego nauczyciela. Teraz tę wiedzę w „nogi” włożyć trzeba. Przygotowanie dobrej, zaznaczam dobrej partnerki trwa 5 – 2 lat.&lt;br /&gt;- 5? 2?&lt;br /&gt;- Tak, 5 lat potrzeba by przygotować taką dziewczynę, która jest zielona jeśli chodzi o taniec, a 2 lata dla tej, która tańczyła. Po tym czasie dopiero można powiedzieć że ma się dobra partnerkę, wcześniej to uczennica. Każdy szkoli partnerkę pod siebie, nikt nie szkoli partnerki dla kogoś. Dlatego też zawiera się umowy, zazwyczaj na 10lat, wtedy taki taniec ma sens. &lt;br /&gt;- Wszystko to już słyszałam.&lt;br /&gt;- Wiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedziałam i słuchałam uwag, i chłonęłam jak najwięcej się dało. Bo nauka to nie tylko lekcja techniki na sali, ale to też rozmowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczór jak co-dzień czyli milonga w Salon Canning. Chodzę tam bo mam blisko, ale chyba czasem trzeba zmienić poniedziałkową milonge na inny lokal.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Saludos&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-5940259225144989077?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/5940259225144989077/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-pietnasty-1-marca-mistrz-czuwa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/5940259225144989077'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/5940259225144989077'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-pietnasty-1-marca-mistrz-czuwa.html' title='Dzień piętnasty, 1 marca. Zostawić wszystko czasowi.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5HJhByDrzI/AAAAAAAABEQ/-UuFjhkg-HU/s72-c/DSC00470.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-6355163688140526823</id><published>2010-03-04T23:30:00.009-03:00</published><updated>2010-03-10T01:28:02.471-03:00</updated><title type='text'>Dzień czternasty,28 luty. Starość (link).</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;„Stara ostryga rodzi perłę”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5B_WuMlCOI/AAAAAAAABDw/LWuOsK9rz48/s1600-h/DSC00440.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5B_WuMlCOI/AAAAAAAABDw/LWuOsK9rz48/s200/DSC00440.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5444991977825568994" /&gt;&lt;/a&gt;Co mi się marzy?? Chciałabym jak już będę „stara” wciąż tańczyć tango każdej nocy, ale wtulona w mężczyznę, przy którym będę się starzeć. Tak, właśnie takie myśli chodzą mi po głowie. Tango w Argentynie jest melancholijne, sentymentalne. W Warszawie jest taka starsza para, zawsze razem tańczą i bardzo często. Wpatrzeni i wsłuchani tylko w siebie. Taka starość mi się marzy. Takie są ostatnio moje dni. Bo gdy mija euforia przychodzą chwile melancholii, samotności, zamyślenia, wspomnień. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Witajcie Słońca:)65, jest 11:00.&lt;br /&gt;- Wstajemy.&lt;br /&gt;I wstali. Nie wiem jak to się dzieje że 5h snu mi wystarcza, nie wiem jak innym. Dziś niedziela, zatem rodzinny czas. Obiad, rozmowy, śmiech. Tak, właśnie to. Nie, nie chciałabym w Buenos mieszkać sama, bo wszystko dobrze jak się ma cały dzień zajęty, ale co gdy nagle pojawia się pustka?? Nie chce się wracać do pustego domu. Mama Giseli dziś przygotowała obiad. Jej ojciec witał się ze mną ściskając za każdym razem jak mnie gdzieś ujrzał i śmiał się. Opowiadał mi jakieś historie, i nie przeszkadzał mu fakt że nic nie rozumiem, nie zrażało go to. Wręcz przeciwnie, zaczął mnie uczyć. &lt;br /&gt;- No to napijesz się ze mną wina?&lt;br /&gt;- Tak, dziękuję&lt;br /&gt;- I jeszcze szklaneczka?? To dobre na trawienie.&lt;br /&gt;- Dziękuję&lt;br /&gt;- A to jeszcze po jednej zostało&lt;br /&gt;- To dla Pana żony&lt;br /&gt;- Nie, nie dla niej przyniosę drugą butelkę,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5CAvmpkcRI/AAAAAAAABD4/v5g9RJj8b1A/s1600-h/DSC00437.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5CAvmpkcRI/AAAAAAAABD4/v5g9RJj8b1A/s200/DSC00437.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5444993504808038674" /&gt;&lt;/a&gt;Stół nakryłyśmy w ogrodzie. Tzn ja z mała Aylen (córeczka Dario). Zaczęła właśnie dziś chodzić. Ale wolała moje ręce niż spacer. Nawet tata dziś ją nie interesował. &lt;br /&gt;Ojciec rodziny oczywiście zasiadł na środku, na końcu stołu by wszystkich widzieć, żona po jego prawicy, po lewicy najstarszy syn i jedyny, a reszta dalej. &lt;br /&gt;- Szorki!! – krzyczy Eva, mama Giseli&lt;br /&gt;- Mamo nie Szorki, tylko Dżorki&lt;br /&gt;Ojciec jest lepszy, ani Szorki, ani Dżorki tylko Ziorki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Argentyńczycy, czemu się wciąż uśmiechają?? Wielu z nich tak jak np.: rodzina Giseli nie opływa w dostatek, cały tydzień w rozłące, bo taka praca, a mimo to się uśmiechają. A może dlatego się uśmiechają, bo znów w tej chwili są razem? Nieważnie, ja bym właśnie tak chciała żyć, cieszyć się takimi chwilami, chwilami bycia razem. Nie myślę o rozstaniach, żeby nie tęsknić. Mały domek, ogródek, zapach kwiatów, wiatr, to tak niewiele, a jednak. &lt;br /&gt;- Kto dziś zmywa po obiedzie, Marta ?– mówi głowa rodziny&lt;br /&gt;- O co chodzi?? No entiendo.&lt;br /&gt;- No es importante, ważne że to robisz.&lt;br /&gt;- Ale co??&lt;br /&gt;- Zmywasz po obiedzie.&lt;br /&gt;- Nie, hahaha.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5CBFOGIRBI/AAAAAAAABEA/xitPoAfB0T8/s1600-h/DSC00445.JPG"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5CBFOGIRBI/AAAAAAAABEA/xitPoAfB0T8/s200/DSC00445.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5444993876174062610" /&gt;&lt;/a&gt;Po obiedzie Ja, Gisela i Diego pojechaliśmy do Lujan. Luján jest miastem leżącym w prowincji Buenos Aires. Miasto jest siedzibą klubu piłkarskiego Luján. Tutaj też znajduje się najstarsza bazylika. Kolejne typowe południowe miasteczko, z tą różnicą, że tak jak u nas tutaj ludzie też żebrzą pod kościołem. Jasna, niska, kolorowa zabudowa. Dookoła straganiki z pamiątkami religijnymi. Poczułam się jak w Częstochowie na Jasnej Górze. Do tej Bazyliki organizowane są pochody z różnych, ale dość blisko leżących miasteczek. Ludzie przyjeżdżają tu modlić się, potem pospacerować lub by podziękować za spełnienie życzeń i pozostawienie nowych. Też tak zrobiłam. Za ołtarzem leży wielka księga, do której wpisuje się marzenia, pragnienia. Ja i bez tego wierzę że się spełnią, ale nie zaszkodzi jeszcze Boga o pomoc poprosić. W gablotce obok znajdują się zdjęcia i podziękowania za Boca Juniors !!! &lt;br /&gt;Turyści płynęli falami, zarówno w bazylice jak i na placu przed i na uliczkach. Co jakiś czas dochodził śpiew włóczęgi, żebraka, chorego &lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=Sk1J-GaFv5g "&gt;http://www.youtube.com/watch?v=Sk1J-GaFv5g &lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A także głosy proszące o parę pesos.  Kawiarenki o tej porze puste, mieszkańcy w domach odpoczywają z dala od upału, a turyści wolą zwiedzać. &lt;br /&gt;- Co myślisz o kościele?? – pyta Diego&lt;br /&gt;- W jakim sensie??&lt;br /&gt;- Chodzi o instytucje kościoła? Czy jest Ci potrzebna?&lt;br /&gt;- Moim zdaniem, wiara w Boga nie polega na chodzeniu do budynku, ale ludzie gdzieś zbierać się muszą, by wysłuchać wysłannika kościoła. Kościół dla mnie to przepych, a wiara przecież jest skromna, nie eksponuje się. Czemu służy kościół teraz?? Żeby w niedziele na sumę założyć nowy płaszcz, buty pokazać się sąsiadkom. Czy potrzeba zlotem ociekających ołtarzy by wierzyć?? Mi kościół nie jest potrzebny, Boga równie dobrze czuje w górach, tam chyba najlepiej. Kościół traktuję jak kolejny zabytek do odwiedzenia, ale szanuję miejsce gdzie chodzą setki ludzi. Jeśli chcę dowiedzieć się co jest napisane w Biblii nie muszę iść po to do kościoła by ksiądz mi to przeczytał, a potem powiedział kazanie na temat co on o tym myśli, a ludzie i tak nie rozumieją go. Potem wyklepanie z pamięci wszystkich modlitw także bez zrozumienia, komunia, i błogosławieństwo, po którym wszyscy idą na obiad i są szczęśliwi że niedzielne zadanie odrobili. &lt;br /&gt;- Czyli nie jesteś praktykująca tak jak my??&lt;br /&gt;- Tak, wystarczy mi że wierzę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niedziela to nie tylko kościół, to także spacery z rodziną, z psem, samotnie. Nie tylko w Buenos Aires, ale i na prowincjach dużo ludzi spędza wolny czas w parkach. Parki są śliczne, w większości zadbane. Oczka wodne praktycznie w każdym. Niestety nie udało mi się zobaczyć ludzi tańczących tango na skwerku pod gołym niebem, bo było za wcześnie. Następnym razem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po schodach na peron wczołgiwał się mężczyzna ze sparaliżowanymi nogami. Niby nic, kaleka, ale … ale bez wózka, bez pomocy, sam. Jego podróż po chodniku polegała na podnoszeniu się na rękach i przeciąganiu ciała. Brudny, obdarty, chory. Czasem w tych dalszych dzielnicach spotykam grupy ludzi (wielu młodych) żyjących w parkach, na ulicach, śpiących na kartonach, grzebiących w śmietnikach. Zazwyczaj pojawiają się takie mega grupy nocami, widzę ich gdy wracam z milong. Wtedy myślę: „przecież to mnie mogło spotkać takie życie”. Każdego z Nas. Mam ochotę robić im zdjęcia, ale nie potrafię, nie potrafię fotografować cudzej krzywdy, wystarcza mi obraz w mojej głowie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Saludos&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-6355163688140526823?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='related' href='http://picasaweb.google.pl/Martahari13/28022010Starosc?feat=directlink' title='Dzień czternasty,28 luty. Starość (link).'/><link rel='enclosure' type='jjj' href='http://www.youtube.com/watch?v=Sk1J-GaFv5g' length='0'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/6355163688140526823/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-czternasty28-luty-starosc-link.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/6355163688140526823'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/6355163688140526823'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-czternasty28-luty-starosc-link.html' title='Dzień czternasty,28 luty. Starość (link).'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5B_WuMlCOI/AAAAAAAABDw/LWuOsK9rz48/s72-c/DSC00440.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-3808678198139605106</id><published>2010-03-04T23:03:00.007-03:00</published><updated>2010-03-10T01:35:22.025-03:00</updated><title type='text'>Dzień trzynasty,27 luty. Dogonić marzenia.</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;„Oczekiwanie to potężna siła przyciągania. Oczekuj rzeczy, których pragniesz, a nie oczekuj tych, których nie pragniesz”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5Bna9kngnI/AAAAAAAABDg/cGXpRVeSeEo/s1600-h/DSC00427.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5Bna9kngnI/AAAAAAAABDg/cGXpRVeSeEo/s200/DSC00427.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5444965662393336434" /&gt;&lt;/a&gt;Kiedy przyjeżdżałam tu byłam pełna euforii, zachłysnęłam się tym miastem. Nie rozumiałam komunikacji, ludzi, głosu miasta. Teraz już funkcjonuję jak „stary mieszkaniec” tej metropolii, wiem już że autobusy nigdy nie wracają tą samą drogą. Zaczyna się żyć tą codziennością. Przychodzi etap wyciszenia i przychodzą chwile samotności i tęsknoty. Kiedy zostajesz sam z własnymi myślami. Ale ta samotność pozwala słuchać siebie, nie ma doradców, jedyny głos to twój głos. &lt;br /&gt;Co czuję?? Dziś zmęczenie, przeszłością, która powraca. Myślałam że odległość pomaga, ale dopiero gdy zaakceptują ją wszyscy, którzy w niej uczestniczą. Ostatnie dni sięgnęły apogeum emocjonalnego i mam nadzieję że to było najsilniejsze. Zaakceptowałam przeszłość nauczyłam się z nią żyć, zrozumiałam ją, ale nie żyć w niej. Cholernie ciężko jest być samemu w tych chwilach. Nie uciekam już przed przeszłością, chcę żyć w zgodzie sama ze sobą. Ktoś znów powie, że to głupota (słyszałam to wiele razy), ale każdy jest z Nas inny i każdy by inaczej postąpił, ja słucham swojego serca, a nie cudzych rad. &lt;br /&gt;Weekend spędziłam odpoczywając na prowincji w miejscowości Merlo. Moja pierwsza podróż pociągiem za mną. Dworzec w BsAs jest taki jak u nas czyli jeden wielki targ. Handlarze kotłują się na zewnątrz, na chodniku, i w środku oferując od sznurówek po spodnie, sukienki, zegarki, jedzenie. Każdy chce zarobić by żyć. O zgrozę przyprawiła mnie kolejka do kasy biletowej. I nie jedna, a sześć. &lt;br /&gt;- Boleto a Merlo, por fawor&lt;br /&gt;- De Ida y vuelta??&lt;br /&gt;- de Ida&lt;br /&gt;- 1,35 peso&lt;br /&gt;- De que anden sale el tren a Merlo?&lt;br /&gt;- Primero&lt;br /&gt;- Gracias&lt;br /&gt;Moja znajomość hiszpańskiego musiała najpierw rozpocząć się od umiejętności poruszania się po mieście I na zakupach. &lt;br /&gt;Taniocha, bilet autobusowy kosztuje 1,20 peso, a tu godzina drogi przede mną za takie grosze. &lt;br /&gt;W pociągu tłum, jeden podróżujący przyklejony do kolejnego. Torby, plecaki, torebki należy trzymać przed sobą i nie spuszczać z nich oczu. Moja droga trwała 55min, w ścisku na stojąco. Jedni jechali nad ocean, inni wracali do Paragwaju, jeszcze inni do rodzin na prowincje, a ja do Giseli. Drzwi się nie zamykały, nie miały jak, bo byli tacy co w drzwiach jechali, ale Oni też tworzyli klimatyzację. Upał niesamowity. Żar z błękitnego nieba lal się strugą. Obok mnie na siedzeniu spał mężczyzna, a u jego nóg na ziemi dzieciak. Ścisk nie przeraził „pociągowych handlowców”, którzy co chwila przeciskali się z towarem do zbycia. Oferowali płyty CD z popularną muzyką wykonywana przez krajowych artystów. Czasem ktoś przeszedł i proponował czekolady, cukierki, ciastka, lub można było kupić ścierkę. Jak się żyje w tym ‘innym” trochę świecie?? Normalnie. W USA mimo że „bogaty” kraj jest podobnie. Ludzie na ulicy sprzedają sznurówki, pucybuci polerują buty przechodniów, a z pudel kartonowych wychodzą mieszkańcy takich metropolii jak New York. W USA jeśli nie ćpasz i nie chlejesz możesz przeżyć na ulicy. &lt;br /&gt;- Nie rozmawiaj za bardzo z nikim – sms od Giseli&lt;br /&gt;- Ok., nie zamierzam, zresztą w jakim języku??&lt;br /&gt;- Widzą że jesteś turystką i pomyślą że może masz dużo pieniędzy i będą chcieli Cię okraść.&lt;br /&gt;Miałam wrażenie że Ci ludzie tutaj są mało uprzejmi i otwarci. Dziwnie na mnie patrzyli, ale wkraczałam na teren biedoty. To że jest tu sporo biedy nie oznacza że każdy tak musi żyć. Oczy mimo wszystko miałam dookoła. Ale to bieda zmusza tych ludzi do kradzieży. W Buenos wszyscy noszą plecaki, torebki z przodu.  W autobusach pilnować trzeba wszystkiego. Takie jest właśnie Buenos, ale też kiedy zapytać o drogę Argentyńczyk nawet jak nie wie to zapyta kolejnego i tak cala ulica już wie gdzie się wybieram. Mimo że wielkie miasto „wszyscy” orientują się w terenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Merlo, takie jak wyobrażałam sobie Argentynę. Merlo jest miastem i zarazem gminą prowincji Buenos Aires w Argentynie. Liczy około 500 tys. mieszkańców. Miasto jest częścią aglomeracji Buenos Aires. Jest siedzibą biskupstwa katolickiego (Diecezja Merlo-Moreno). Merlo jest największym miastem w Argentynie, które nie posiada uniwersytetu. Niska, kolorowa zabudowa. Bezpańskie psy, miejsce lekko zaniedbane, obdrapane mury, zniszczone chodniki i wąskie uliczki, ale o zapachu sentymentu, melancholii, błogości. Cicho i spokojnie, ludzie ospale spacerują po głównej ulicy, odwiedzają sklepy z rzeczami. Ubrania, buty kosztują grosze, ale można też znaleźć ekskluzywne sukienki argentyńskiej roboty. Co skrzyżowanie to leniwie leży pies. Czego mi brakowało?? Podzielić się tym widokiem z kimś kto mnie rozumie, bo cieszył mnie widok mojej wymarzonej Argentyny, i smuciła samotność w patrzeniu na nią.&lt;br /&gt;- Pif, paf, brrrrrrrrrr&lt;br /&gt;- Gisela !!! A cóz to??&lt;br /&gt;- To z mojego mieszkania.&lt;br /&gt;- Mieszkasz z młodszym rodzeństwem.&lt;br /&gt;- Nie, to mój Diego i brat Dario grają w playstation.&lt;br /&gt;- A rozumiem, masz młodszego brata&lt;br /&gt;- Nie, ma 29 lat a Diego 30.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W TV dziś cały dzień leciała relacja z Santiago de Chile. Ponad 1000 osób nie żyje. Trzęsienie ziemi odczuwalne było w centrum Argentyny. Kilka sekund, a można stracić wszystkich najbliższych. I tak ludzie dziś potracili. Nie dość że żywioły nas niszczą, i tu wzięła mnie chwila zamysłu nad moim życiem. Jeśli ginąć to z całą rodziną. Mama dziś dzwoniła strwożona. Wtedy zaczynam zastanawiać się czym jest odległość, czy czasem marzenia są najważniejsze czy ukochani ludzie. Ludzie wyjeżdżają żyć za ocean, widują rodziny raz na rok, i zapominają że żyć wiecznie nie będziemy. A gdy odchodzi ktoś nam bliski myślimy: „Tak mało mieliśmy czasu dla Nas, a Ciebie już nie ma”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dom rodzinny Giseli znajduje się w miejscowości obok, w Moreno. Malutki, parterowy, typowy jak z seriali Argentyńskich. Domownicy siedzą w ogródku piją yerba mate chłonąc ciszę.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5BoViopXAI/AAAAAAAABDo/fpDDVK40BAs/s1600-h/DSC00428.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5BoViopXAI/AAAAAAAABDo/fpDDVK40BAs/s200/DSC00428.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5444966668774759426" /&gt;&lt;/a&gt;- Napijesz się mate&lt;br /&gt;- Tak, spróbuje, dziękuję. Mogę jeszcze.&lt;br /&gt;- Posmakowało Ci?? Ja nie lubię mate – krzywi się Gisela.&lt;br /&gt;- A mi smakuje&lt;br /&gt;- Moja mama sączy ją tylko w weekendy, kiedy tu wraca z Buenos.&lt;br /&gt;- Jak dla mnie to trochę za słodka&lt;br /&gt;- Możesz pić słodzoną lub gorzką&lt;br /&gt;Tata Giseli śmieszny facet. Wyściskał mnie jak byśmy się znali latami. Oboje z żoną próbowali mi coś wytłumaczyć, ale bezskutecznie. Na komunikacji, jedzeniu, opisie mieszkania, zajęć w ciągu dnia i planów na kolejny dzień oraz opowiedzeniu o rodzinie i pasjach moja znajomość argentyńskiego się kończy. &lt;br /&gt;- Mamo, idziemy już. Idziemy z moimi znajomymi na kolację i umówieni jesteśmy o 22.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak 22:00 minęła, a my wciąż czekałyśmy na Diego, który przepadł jak kamień w wodzie.&lt;br /&gt;- Tęsknisz za Polską??&lt;br /&gt;- Nie, za Polską nie , za kimś. Ale nie uciekam przed tym. &lt;br /&gt;- No tak, co ma być to będzie. Wszystko trzeba pozostawić czasowi. &lt;br /&gt;- Może nie wszystko, marzeniom trzeba pomóc, ale to te sprawę akurat trzeba pozostawić czasowi. Kilka dni temu łzy mi pociekły. Zatęskniłam. Ale za warszawską Pragą. Opowiem Ci jaka jest Praga. Jest taka jak Ci pokazywałam Kraków na zdjęciach. Stara, z duszą, z prawdziwymi nie sztucznymi ludźmi. Kocham Pragę, jeśli wrócę to właśnie tam. &lt;br /&gt;- A te zdjęcia na których tańczyłaś tango z… ?&lt;br /&gt;- Tak, to Praga. Takie chwile chcę by były już zawsze w moim życiu.&lt;br /&gt;- Marta, nie wracaj do Polski. Zostań tu.&lt;br /&gt;- Nie mogę. Tu nie mam jak zostać. A poza tym, tam musze jeszcze po coś wrócić. &lt;br /&gt;- Po co?&lt;br /&gt;- Po serce.&lt;br /&gt;- Jacy są Polacy?? Melancholijni, sentymentalni, idący za marzeniami?? Są do Nas podobni??&lt;br /&gt;- Różni są. Tak jak różni są Argentyńczycy.&lt;br /&gt;- Tu nikt na mnie nie patrzy jak na wariatkę, że sobie tango tańczę. Tu każdy patrzy do „swojej miski”. Tam większość krytykowała mnie że Buenos to najgłupsze posunięcie. Wróć do informatyki, to Ci da godne życie, załóż rodzinę, weź mieszkanie na kredyt i … i zamknęłabym się w klatce, podcięłabym sobie skrzydła. Nie potrafię, ja nie potrafię tak żyć. Każdy jest inny. Mi życie daje w d…, a mimo to idę dalej za marzeniami. Z bólem, ale spełniają się. Mam czas by wrócić do tego życia, o którym inni mówili, a czas na spełnienie moich marzeń ucieka, więc one nie mogą czekać. Ktoś mi powiedział: „jesteś jak dziecko”. A ja odpowiadam: „Może i tak, ale duże, i to ja jestem w Buenos, i to ja robię co chcę czego pragnę, a nie użalam się że robię coś czego nie trawię”. Mogę żyć w ubóstwie, zresztą cały czas tak żyję, pracuję by móc podróżować, by tańczyć. &lt;br /&gt;- My też skromnie żyjemy, ale szczęśliwie. Zbieramy grosz do grosza na nasze mieszkanko.&lt;br /&gt;- Czy teraz rozumiesz?? Gisela, to jest życie. Ale…&lt;br /&gt;- Ale?? Co?? Czemu łzy??&lt;br /&gt;- Wiem że w życiu można mieć szczęście o jakim się marzy. Moje chwilowo jest daleko, ale któregoś dnia znów będzie bardzo blisko. Zabiorę je wtedy nad ocean, zatańczyć tango na piasku. &lt;br /&gt;- Co robi Twoje szczęście??&lt;br /&gt;- Tak samo nieszczęśliwe jest jak ja. Czasem tak musi być, by dojrzeć, zrozumieć, by nigdy się nie stracić.&lt;br /&gt;- Czemu chcesz wrócić, skoro Buenos i Argentyna Cię wciągnęły, skoro uczysz się tu żyć??&lt;br /&gt;- Pamiętaj, nie wracamy do miejsc tylko do ludzi. To ludzie sprawiają że miejsca są ekscytujące i wyjątkowe.&lt;br /&gt;- A przyjedziesz na mój i Diega ślub??&lt;br /&gt;- Hmm…ślub. Wiesz, chciałabym raz w roku Was odwiedzać. I przyjeżdżać po moje, nasze tango.&lt;br /&gt;- Nigdy się nie poddajesz??&lt;br /&gt;- Nie, jeśli czuję że jest o co walczyć.&lt;br /&gt;- A Wielkanoc?? Jak chcesz ją tu spędzić?&lt;br /&gt;- Znów nie tak jak bym chciała, ale cóż, będzie kolejna i kolejna i kolejna i każdą już spędzę tak jak chcę. To kolejne moje marzenie.&lt;br /&gt;- A co powiesz na 5 dni nad oceanem?? Diega wujek ma tam domek.&lt;br /&gt;- Nigdy nie spędzałam Wielkanocy tak. Boże Narodzenie w górach owszem. Jestem za.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- 24:00 Gdzie jest Diego! - Diego za ile będziesz?? – Zaraz będzie.&lt;br /&gt;I tak kolację przyszło nam jeść o 1:30 w nocy. W barze leciały same hiciory sprzed 10/15 lat, dziwili się wszyscy że znam to. &lt;br /&gt;- Przecież Polska to nie zaświaty. Tam wszystko jest takie jak  tu, sklepy, puby, muzyka światowa leci, tylko nowsze samochody i ludzie inne rysy twarzy mają. A i na pasach rzadko kiedy można stracić życie tak jak tu każdego dnia, i Polacy wolą zazwyczaj zielony kolor światła jak przez pasy przechodzą. Zieleń to kolor nadziei. Może My mamy nadzieje na coś. Tylko na co? &lt;br /&gt;- Smakuje Ci pizza?&lt;br /&gt;- Nie, nigdzie jeszcze nie jadłam pizzy w Argentynie, ta jest pierwsza i niedobra. Najbardziej smakuje mi w Krakowie w Cyklopie i w Pizza &amp; Pasta, lub w Warszawie przy kościele Świętej Anny – zawsze tam chodziliśmy.&lt;br /&gt;- My??&lt;br /&gt;- Tak, nieważne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A potem, potem popłynęły potoki śmiechu i łzy dobrej zabawy. Hiszpańsko-angielsko-polska nauka. Jak nauczyć Argentyńczyka mówić: chrząszcz, brzęczyk, drżeć, żrący, grządka, chwast i ….&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-3808678198139605106?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/3808678198139605106/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-trzynasty-dogonic-marzenia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/3808678198139605106'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/3808678198139605106'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/03/dzien-trzynasty-dogonic-marzenia.html' title='Dzień trzynasty,27 luty. Dogonić marzenia.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S5Bna9kngnI/AAAAAAAABDg/cGXpRVeSeEo/s72-c/DSC00427.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-3567754212463315013</id><published>2010-02-27T00:05:00.003-03:00</published><updated>2010-02-27T00:24:41.679-03:00</updated><title type='text'>Dzień dwunasty. Nuda.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S4iQN4Ir31I/AAAAAAAAA_g/J2KugLmQJpg/s1600-h/DSC00424.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S4iQN4Ir31I/AAAAAAAAA_g/J2KugLmQJpg/s200/DSC00424.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5442758717758758738" /&gt;&lt;/a&gt;No cóż siedzę, słucham radia PIN, tylko czasem mi cykady przeszkadzają. Mamo prześlij mi żółty ser, bo tu zbankrutować idzie na nim, i truskawki, bo za 6 truskawek chcą 6 peso !!!&lt;br /&gt;Nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło. Pierwsze pranie od 2 tygodni zrobiłam.&lt;br /&gt;Zajęcia z Chicho dziś trwały 2h, jest szansa że któreś zostaną odwołane. Chicho wczoraj mówił że zajęcia zamiast o 16 będą o 17, wiedział że po show pójdzie robala zalać i na 16 nie zdąży. Zresztą i na 17 nie udało się mu to . &lt;br /&gt;Wczoraj był zadżumiony, dziś podpierał ściany, ale przebrnęliśmy przez lekcję. Ja i amerykaniec, który mi towarzyszył. Ależ się międzynarodowa robię. Dobrze tańczą w tym USA. Ale co tam Chicho ma prawo, bo to gwiazda, mówi w kilku językach, obecnie po włosku, bo i tam mieszka, francusku, bo mieszkał 4 lata, po portugalsku, bo tego nie wiem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S4iPYoySlgI/AAAAAAAAA_Y/SoaQTKoXarA/s1600-h/DSC00422.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S4iPYoySlgI/AAAAAAAAA_Y/SoaQTKoXarA/s200/DSC00422.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5442757803105228290" /&gt;&lt;/a&gt;Piątek weekendu początek?? Jak spędza się tu wolne od pracy chwile? Argentyńczycy uwielbiają kawiarenki. Chodniki są obsiane stolikami, wszyscy piją, jedzą, rozmawiają, cieszą się wolnym.&lt;br /&gt;A są tacy co chleją. Wryło mnie w podłogę, w sklepie. Stały przede mną 2 młode kobiety, nawijały jak na tych telenowelach, chyba coś o koleżance i jej chłopaku – tak wywnioskowałam z mojego hiszpańskiego. A w koszyku browarów full po 1 litrze!! A że w sklepie nie mogły kupić trwalszych siatek zabrały wózek i nim na chatę pojechały. Bałam się że to moje sąsiadki. Co tu się tydzień temu działo. Normalnie jakbym u nich n imprezie domowej była. Biba do rano, jak się ocknęłam o 7 rano to jeszcze niedobitki się za ścina tłukły. Tutaj nikt nie powiadamia mieszkańców, że będzie „trochę” głośniej. Piękny kraj, można w domu drzeć się do woli, i nikomu tonie przeszkadza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś oprócz zajęć nic ciekawego mnie nie spotkało. Tzn pranie i moczenie stóp.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobranoc&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-3567754212463315013?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/3567754212463315013/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/02/dzien-dwunasty-nuda.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/3567754212463315013'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/3567754212463315013'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/02/dzien-dwunasty-nuda.html' title='Dzień dwunasty. Nuda.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S4iQN4Ir31I/AAAAAAAAA_g/J2KugLmQJpg/s72-c/DSC00424.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-2955743828820802339</id><published>2010-02-26T23:56:00.003-03:00</published><updated>2010-02-27T00:02:08.188-03:00</updated><title type='text'>Dzień jedenasty. Jedna tanda, jeden tangero.</title><content type='html'>„Jeśli do przebiegnięcia jest dziesięć li, dobrze jest myśleć, że połowa drogi wypada na dziewiątym”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S4iKlWq-5lI/AAAAAAAAA_Q/hOOMjcG7bHE/s1600-h/DSC00407.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S4iKlWq-5lI/AAAAAAAAA_Q/hOOMjcG7bHE/s200/DSC00407.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5442752524022900306" /&gt;&lt;/a&gt;Internet, tak cud wynalazek. Dzięki nie mu siedzę teraz i słucham mojego ulubionego radia, radia PIN. Siedzę, bo żadnych butów na nogi włożyć nie mogę, mam tak opuchnięte od tańca, o obtarte od butów. Więc dziś dzień przerwy, a raczej noc no i pora się wsypać.&lt;br /&gt;Wczoraj byłam na show „Tramatango” Milena Plebs. Połączenie tańca w spółczesnego z tangiem. Sam pomysł na show/spektakl mi się bardzo podobał. Niestety techniczna strona tangowa była kiepska. Tancerze bardziej przypominali mi tancerzy współczesnych a nie tangueros, i może i są współcześni. Muszę poczytać o nich. Na widowni nie zabrakło Chicho obok, którego zasiadł jego wielki przyjaciel Arce i Mariana Montes. Pstrykali zdjęcia mimo że nie wolno było . Pewnie swojemu kumplowi po fachu Robertowi Reis. Turyści bili brawo po każdym tangowym kawałku mimo że nie było czemu bić brawa, ale oczywiście jak najbardziej na zakończenie by tym samym podziękować artystom za pokaz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lubię nocne życie. Zawsze lubiłam noc, nie lubiłam jak się kończyła. A Buenos nocą żyje. Zachwycona urokami nocy wstąpiłam na empeniadas, czyli to czym objadam się od prawie dwóch tygodni. Matko jak ten czas leci. Leci bo cały czas coś robię. Patrzyłam na dzikie tłumy nocnych pożeraczy. Przy ulicy na chodniku młodzi sprzedawali różnego rodzaju drobnostki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A potem miałam dotrzeć na milo do Villa Malcolm, a zawitałam do Ninio Bien. Tu jeszcze mnie nie widzieli. Najpierw wizyta w toalecie, a tu szok. Kobieta w toalecie sprzedaje ciuchy do tanga, jest suszarka, kosmetyki typu: cienie, tusze, róże, pudry do ogólnego użytku. To wszystko leży przy umywalkach. Ludzie wychodzą na balkon na papieroska (Ninio bien bowiem jest w kamienicy na pierwszym piętrze). Spoglądają i oglądają przychodzących.&lt;br /&gt;Dumnym pewnym krokiem pojawiłam się po północy. Stwierdzam że nie ma to jak przychodzić na milo samej. Problem że nie znają?? Żaden problem, staje się w drzwiach tak żeby wszyscy widzieli, rozglądamy się po sali co by wyhaczyć pierwszą ofiarę. I.. i jest, przynęta złapana. Patrzy, uśmiecha się, kiwa głową, podchodzi:&lt;br /&gt;- Bailamos??&lt;br /&gt;- Bailamos. – uśmiecham się. Bailamos i na tym zakończmy – myślę sobie.&lt;br /&gt;- Może przysiądziesz się do Nas??&lt;br /&gt;Tu zaczynam się niby ociągać, że niby nie chce przeszkadzać i takie tam, i w końcu ulegam. Zresztą nie zamierzałam stać, ani siedzieć też nie. Ale miejscówka idealna. Stolik na samym brzegu parkietu, tak że dostęp idealny.  To pierwsza milonga, która mnie nie poderwała do tańca. Milonga emerytów. Nie, nic nie mam do emerytów sama kiedyś będę, jak dożyję. Ale dość że emeryci to zadufani. I mało pociągający . Niektórzy mało estetyczni, fuj. No cóż, ale skoro tu już jestem to trzeba to wykorzystać. Ta milo, zresztą jak wszystkie milo, różnią się od tych polskich czy berlińskich. Tu wszyscy jedzą. Chleją (bo piciem to trudno nazwać), gapią się łowczo na parkiet. Inny świat. Tłok jakich mało. Tu się nie tańczy, stoi się w miejscu, i z lewa na prawa giba.&lt;br /&gt;Miejscówka zrobiła swoje, zaraz jakiś dziadek zadufany, z koszulą rozpiętą na toresie, przechodzi, że niby przechodzi i kiwa na mnie. No dobra, pewnie dobrze tańczy. O niech mnie … to jakaś nowa odmiana. Stoimy w miejscu a on tak jakoś flakami przewraca, i nie wiem czy ja też mam przerwać, ale nie potrafię. Zgroza, a tu cała tanda przed nami. No cóż. Przeżyje. Zaraz się jedno tango skończy, pogadamy chwilę, rozmowę przeciągnę do 1 min zostanie 2 min tanga, znów przerwa znów pogadanie i cortina. Przeżyłam. Ale jedno przyznam dżentelmeni sami, odprowadzają do stolika. A po drodze zahaczamy o jakiś obcy mi stolik i zostaję przedstawiona jakiemuś niby świetnemu nauczycielowi. Buzi, buzi, uśmiech idziemy dalej. O masakro kolejny dziadek się uśmiecha, dopiero co tańczył z jakąś nianią, odwaloną jak na sumę niedzielną, a tu ma siłę by do mnie startować. Czy mam wyjście?? Nie, bo młodych nie ma. I tak do 2 skakałam z emerytami. Nagle uśmiecham się. Ekipa od chicho z zajęć się pojawia. Ekipa międzynarodowa. Rosjanie, Ukraińcy, Italiańcy. &lt;br /&gt;Makaroni startuje do mnie, że on dziś ma urodziny i że mam do nich się przysiąść, bo szampan czeka. Ale zanim szampan to:&lt;br /&gt;- Bailamos?? – pyta Emilio (jego już znam, partnerował mi na zajęciach)&lt;br /&gt;- Z Tobą?? Oż Ty w życiu. Chyba że coś nawiniesz po makaroniarsku. – twarda szuka z niego, nie obraził się, nawet inny skutek to odniosło. &lt;br /&gt;Uśmiałam się jak mówił. Piękny język, ale śmieszny. Ah, zapomniałam Emilio jest Sycylijczykiem. I pobajlamowaliśmy. Koniec tandy, a on znów startuje do mnie:&lt;br /&gt;- Bailamos jeszcze raz??&lt;br /&gt;- Ty, mafiozo ci się pomyliło trochę. Milonga, jedna tanda z jednym tangueros. A popatrz ilu tu chętnych dookoła. Nie bądź pies ogrodnika. Nie on jeden, był też jeden taki żigolo, co przeczekał 3 tandy i znów startuje do mnie. Stanął 3 stoliki dalej i patrzy. Ale kiwam mu że „nie”, że next time. &lt;br /&gt;- Będziesz jutro na milo – pyta żigolo.&lt;br /&gt;- Będę.&lt;br /&gt;- A gdzie?&lt;br /&gt;- A nie wiem, a co?? – że niby nie wiem o co chodzi.&lt;br /&gt;- Rezerwuję sobie tande u Ciebie. Więc gdzie będziesz??&lt;br /&gt;- Jak ci zależy to znajdziesz. La Viruta, Canning, Malcolm, El Gardel. Masz całą noc, gdzieś mnie znajdziesz. No I masz babo placek, siedzę w domu. Dobrze że nie sama, lecz z poobcieranymi stopami. &lt;br /&gt;Stał jeden dryblas i też patrzył, pech chciał żem popatrzyła w jego stronę, ale nie na niego. Kiwnął, wstałam, spotkaliśmy się, znaleźliśmy się w tłumie – tak to lepiej brzmi, romantycznie, hahaha. Dziwne bo jego stolik był na drugim końcu sali, a on znalazł się zaraz koło mnie. Gadał do mnie po polsku. &lt;br /&gt;- Victor jestem. Mówię trochę po polsku, bo moja żona jest Polką.&lt;br /&gt;- Tak?? – inteligentne zapytanie&lt;br /&gt;- Przedstawię Cię jej.&lt;br /&gt;I tak od słowa do słowa, wywnioskowałam że owa żona i owy Wiktor to znana Warszawiakom Aisha i Victor. Zatem poznałam ich. &lt;br /&gt;- Musisz tu bywać w każdy czwartek, jeśli chcesz zaistnieć w tym środowisku, same sławy tu przychodzą, choć dziś to sami turyści – mówi Aisha. Teraz zastanawiam się kim była ta „sława”, która wnętrznościami wywracała.&lt;br /&gt;I jeszcze jedno „doznanie”. Włosów nie żelowałam. A jakimś trafem z prawej strony miałam posklejaną grzywkę, jakby od lakieru czy żelu, który się rozpuścił pod wpływem cielnego potu któregoś tangero.  A fuj!!! &lt;br /&gt;I jak powiedziałam tak się stało. O 3 się rozluźniło i można było poruszać się trochę dalej niż po kwadracie 50cm/50cm.Wyszliśmy cała bandą o 4:30. Ja boso, nie byłam w stanie butów założyć, nogi tak spuchły. Dotarłam do domku, o 5 rano zasnęłam, wstałam o 9 by na balet pójść.  Milonge pomimo, że w domu starców i opuchlizny uważam za UDANĄ !!! Każda przetańczona jest udaną.&lt;br /&gt;Doszłam też do wniosku, że tu języka nie trzeba znać. Jak komuś zależy to się dogada. „Moi” tangeros byli/są/ i może będą wygadani. Nawijają, że dzięki nim mam przyspieszony kurs hiszpańskiego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobranoc&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-2955743828820802339?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/2955743828820802339/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/02/dzien-jedenysta-jedna-tanda-jeden.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/2955743828820802339'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/2955743828820802339'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/02/dzien-jedenysta-jedna-tanda-jeden.html' title='Dzień jedenasty. Jedna tanda, jeden tangero.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S4iKlWq-5lI/AAAAAAAAA_Q/hOOMjcG7bHE/s72-c/DSC00407.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-687244124058097604</id><published>2010-02-25T03:44:00.005-03:00</published><updated>2010-03-01T01:15:19.003-03:00</updated><title type='text'>Dzień dziesiąty. Poczuć tango.</title><content type='html'>"Zdolny mężczyzna zbuduje miasto, zdolna kobieta doprowadzi je do upadku" - mądrości wschodu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Witojcie , po góralsku. Co poniektórzy „Warszawiacy” uważają żem ja jest góralka, bo z Krakowa.  „Warszawiacy” geografia się Wam nisko kłania . Podkarpackie to może i góry, ale nie Krk. Tu to smok tylko ogniem zionął.&lt;br /&gt;.&lt;br /&gt;Znów dzień jak co dzień. Balet a potem lekcja z Chicho. Mam wielki szacunek dla tego gości. Nie jest moim idolem tangowym, ale na pewno nauczycielskim. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś mam chwilkę czasu między zajęciami, więc wreszcie coś o milo napiszę. Byłam już na kilku, za każdym razem w innym miejscu, ale na początku szłam zgodnie z rozpiszą w gazecie tangowej. Do tych znany czyli Canning, PraktikaX czy La Viruta zawitałam w tym tygodniu. We wszystkich gdzie byłam rozbrzmiewały dźwięki tanga klasycznego, czasem dla relaksu poleci nuevo, ale to jest dosłownie parę kawałków. Pewnie są milongi gdzie leci tylko nuevo. Wczoraj jednak nie wytrzymałam i spytałam jakiegoś tangero, który właśnie „zaszczycił” mnie swoim towarzystwem na parkiecie:&lt;br /&gt;- Wszędzie grają klasykę&lt;br /&gt;- Tak, ale nuevo też jest grane tylko że śladowo&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muszę sama przejść przez wszystkie popularne i polecane milo. Wczoraj La Viruta, dziś Nino Bien lub Socho Tango, bo Canning już obskoczyłam. Na wszystkich, których byłam są i stali bywalcy innych milong jak i nowi.  &lt;br /&gt;Milongi, dziki tłum. Nie da się wymiatać nuevo (zaznaczam że pisze o tych najbardziej znanych więc może dlatego tłum, choć na tych co wyczytałam w gazecie też było tłumnie). Para na parze tańczy. Ci co przyjdą o 12:00 tańczą w gąszczu. Wcześniej nie ma po co przychodzić, chyba że na pusty parkiet lub popraktykować. Najlepiej zaczyna się robić o 3 rano, wtedy wchodzą wymiatacze czyli nauczyciele, mega pasjonaci oczywiście „śmiertelnicy” też są, ale w mniejszości już, bo rano do pracy trzeba wstać. Na milo wszyscy jedzą, piją, rozmawiają, prawie jak u Nas, z tym że stawiamy akcent na prawie. Stoliki dookoła, wszyscy patrzą jak środek się produkuje. Patrzą, jedzą i… i piją.  Co do samych tangueros to jest różnie. Wczoraj pierwszy raz nie uświadczyłam cabaseo. Mam już swoich „stałych”  partnerów, ale całe szczęście wczoraj był tylko jeden z nich, któremu zresztą zwiałam po 10 kawałkach. No tak nie było cortin, bo w La viruta w środy jest praktyka a raczej była, bo przerodziła się w milongę, ale styl praktyki pozostał jeśli chodzi o muzykę. Brak cortin, więc jeśli masz dosyć  partnera to po prostu mówisz że musisz się napić. Niestety nie zawsze pomaga. Zatem od początku. Do tej pory były cortiny, cabaseo, ale nie zawsze. Jedni podchodzą i walą: „bailamos” i to jest chamskie, bo albo mu powiesz że nie bo zmęczenie, wtedy on mówi: „Dziękuję:, ale kumple patrzą na to, więc już on ma doła, spuszcza głowę. Więc przychodzi kumpel, i kumpel prosi, jeśli znów odmówimy tzn. że faceci widzą, że rzeczywiście tanguera ma dość. No, ale to nie oznacza że się poddają, atakują za 15 min. Tak historia się w moim życiu rozegrała w poniedziałek. Więc cabaseo to tylko legenda, choć nie do końca. Starsi lub młodzi ale wyrafinowani stosują cabaseo, chyba że kobieta cały czas tańczy, nie siedzi ani przez chwilę, wtedy i ten wyrafinowany już traci cierpliwość i podchodzi. Czy tańczą kilka tand z tą sama partnerką?? Hmm.. trudno mi wyczuć, mi się zdążyło jak do tej pory na jednej milo zatańczyć dwie tandy z tym samym partnerem, a wczoraj po pierwszej tandzie (bez kortiny) zostałam zapytana czy zostaję do końca że prosi o ostatnią tandę. Brzydko powiem „koparka mi opadła”, taki młody a dżentelmen. Tangueros są bardzo muzykalni, albo ja na takich trafilam, śpiewają przy tym słowa tang lub nucą. W weekend zdarzyło mi się nawet że jedno tango się skończyło a gościu mi recytował słowa tanga, które się skończyło. Zdarzają się też chwile kiedy chciało by się uciec lub modli się by tanguero, z którym nie chce się tańczyć zapadł się pod ziemię. Podobno się nie powinno odmawiać tanguero, bo nie poprosi następnym razem, ale skoro nie stosują nie którzy cabaseo to co zrobić?? Po prostu ze "stratą" dla tanguery, odmówić. Podszedł do mnie Pan w średnim wieku z zapytaniem: „czy może kolejna tanda do nas należeć?”, o dzisas pomyłam, bo nawalony jak w 4 du… ale nie musiałam odmawiać, bo poszedł „sikać:, w końcu gdzieś ujście browara musi być. Ledwo zniknął, obracam się w lewo,  a tu… Boże czemu ja nie mam 20lat !!! Tzn: nie wiem ile ma ten co mnie przygarnął, ale więcej jak 20 to mu nie daję. Objął, przytulił, i ruszył. Tym samy uratował mnie z rąk pijaka, który nie dał za wygraną odnalazł mnie. A młody tanguero, chyba dawno do nikogo nie było mi tak dobrze się wtulić. O matko, przecież to chodzi o tańczenie, a nie o wtulanie. Jaka rozpacz była w jego oczach jak się okazał że ja nie mówię po hiszpańsku, a on chciał klasycznie nawiązać kontakt . Może to i szczęście dla niego, hahahah. Ma, szczęście do partnerów, potrafią pokazać kobietę na parkiecie. Tańczą na obrzeżach parkietu najbardziej jak się da. Żeby wszyscy ją zobaczyli, i dzięki takim kobieta ani chwili nie siedzi, a zaznaczam tłum dziki, wiec im lepszy partner tym lepiej umie się przebić na obrzeza. Dla tangueros nie problem że tanguera wyższa od niego o glowę, chłopina daje radę. Podobnie jak ci pijani, kto by uwierzył że po pijaku tańczyć tango potrafią, choć im się nogi podobnie jak język miesza. A młodzik, REWLEKA !!! prowadził – REWELKA, muzykalność – REWELKA, no comments. On się bawią muzyką, a nie machają bez ładu i składu nogami partnerek, ale tez nuevo tańczą do klasyki.  Chyba pierwszy raz poczułam tango, właśnie z nim . Przychodzą właśnie takie opijusy, siedzą w kącie i patrzą, na poruszającą się zwierzynę. Nigdy w życiu na milo z partnerem, to gwarancja tańczenia. Nawet Gaia przyszła sama, a jej partner przyszedł 1h później i też wyszli osobno. Ona tańczyła z innymi tylko nie z nim, mimo że zawodowo są para tancerzy tanga z Berlina. Ona Włoszka on Argentyńczyk. Tangueros są różni, jedni przychodzą potańczyć, inni próbują spędzić miło noc i tych należy od razu spławiać. Ale odwracanie głowy w cale nie pomaga. Podobno żeby razem zatańczyć to obie strony muszą na siebie patrzeć. Chyba dżentelmeni tak mają, bo opijusy nie. Jacy są tangueros?&lt;br /&gt;- Kocham Polskę&lt;br /&gt;- Od kiedym? Od 10 czy 15 min?&lt;br /&gt;- Od 15 min, kocham Twoje oczy, twoje włosy. Mam problem z Tobą, kocham Ciebie.&lt;br /&gt;- No to masz złamane serce.&lt;br /&gt;- Czemu?&lt;br /&gt;- Bo ja Cię nie kocham. Adios.&lt;br /&gt;Niestety wczoraj jak o 3 się schodzili nauczyciele ja zwinęłam manele, bo miałam dość już jednego napalonego. Co za masakra. Człowiek chce potańczyć, zobaczyć jak najlepsi wymiatają i taki ….. się doczepi. Dobra zbieram się na zajęcia, potem na show idę a potem milo. Czy młodzik będzie?? Oby… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Keep in touch&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-687244124058097604?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/687244124058097604/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/02/spiochy-wstajemy-ja-ide-spac.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/687244124058097604'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/687244124058097604'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/02/spiochy-wstajemy-ja-ide-spac.html' title='Dzień dziesiąty. Poczuć tango.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-6382479588955535996</id><published>2010-02-24T13:07:00.004-03:00</published><updated>2010-02-24T13:46:00.275-03:00</updated><title type='text'>Dzień dziewiąty.Soy Italiana</title><content type='html'>"Nawet gdy odprowadza się Kogoś tysiąc li, następuje moment rozstania"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S4VPrJ5kU7I/AAAAAAAAA40/_aGyE7Vd-Wg/s1600-h/DSC00396.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S4VPrJ5kU7I/AAAAAAAAA40/_aGyE7Vd-Wg/s200/DSC00396.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5441843327557456818" /&gt;&lt;/a&gt;Od czego zacząć chyba od kawału dnia.&lt;br /&gt;Podobno jestem Włoszką, tak rzeczywiście karnacja, rysy, kolor oczu przypominają cechy Włoszek. Dziś Chicho Mariano Frumboli podszedł do mnie i zaczął po włosku nawijać.  Patrzyłam na niego, patrzyłam i kiwałam z lekkim uśmiechem że niby rozumiem. Dopiero „mój partner” z zajęć podszedł do niego i powiedział:&lt;br /&gt;- Ona mówi tylko po angielsku&lt;br /&gt;- A ja myślałem że ona jest Włoszką – odparł Chicho&lt;br /&gt;Słowa uznania dla Chicho .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od poniedziałku przez dwa tygodnie, codziennie po 3h Chicho i Juana prowadzą zajęcia z tanga nuevo, bo z czegóż by innego mogli . &lt;br /&gt;Zatem postanowiłam pochodzić do niego na zajęcia, bo choć jego estetyka i styl kompletnie nie leży mi w guście to mam szacunek olbrzymi dla jego muzykalności. To chyba najzdolniejszy tanguero jeśli chodzi o wyczucie muzyki.&lt;br /&gt;Zupełnie inaczej wyglądają zajęcia na warsztatach a inaczej w „domu”. Na warsztatach te Gwiazdy wyglądają na niedostępne, a tu??  Zupełnie  Inna bajka (słyszałam już tę piosenkę kiedyś). Punktualni, gadają i witają się z wszystkimi,  ćwiczą z każdym, rozmawiają, śmieją się a co najważniejsze i LUDZKIE mylą się !!!&lt;br /&gt;Dziś oczywiście Chicho wymyślił prostą kombinację w stylu tylnie sakady robione przez partnerkę, ale partner idzie po jednej lini a partnerka lekkie zwroty i sakady, oczywiście pivoty i wszystko dokładnie do muzyki. Ech zabawa była na całego. Dokładnie wszystko tłumaczyli, każdy krok, każdy obrót, każdą sakadę i dokładnie to muzyki.  Juana kilka razy się pomyliła, nie posłuchała partnera, i zrobiła tak jak każda zdrowa kobieta uśmiechnęła się mówiąc że to jego wina (mniej więcej to co ja na zajęciach mówiłam, no bo to zawsze partnera wina jak źle prowadzi ). Potem Chicho zapomniał wszystkiego więc Juana go poprowadziła, jednym słowem domowo i improwizacja. Potem i tak każdy już robił swoja improwizację, ale najważniejsze że utrzymane w technicznej formie. &lt;br /&gt;Na zajęciach spotkałam kilkoro polaków z Gdańska, Katowic i oczywiście z Warszawy Mateusz i Katarzyna. Miałam „przyjemność”  ich osobiście poznać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A na balecie w trakcie robienia szpagatu uderzyłam pięta w lustro i się rozbiło na dole tnąc przy okazji mi nogę trochę powyżej Achillesa (uff, pożegnałabym się z tańcem). Potem jakaś tango lekcja potem Chicho i tak uzbierało się 6h ćwiczeń, a na koniec dnia dozupełniłam milonga w PracticaX.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystko byłoby dobrze gdyby nie fakt że dziś mam zgona a od 15 znów zajęcia i znów milo. Ale stopy nie bolą. A to najważniejsze.  Wczoraj bowiem znów „zwiedzałam’ Buenos a raczej szukałam drogi do domu więc z buta szlam, dobrze że tylko 40 min a nie dłużej, a pomyśleć że to w obrębie tej samej dzielnicy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ok., za wiele nie napisałam, ale obiecuję że dziś zrobię dłuższą charakterystykę. Po prostu nie mam czasu na opisy wrażeń, ale zrobię to obiecuje, opisze i wrażenia z milong, w weekend się rozluźni, choć zajęcia, milo i...i imprezka się szykuje :).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S4VQoVX0M5I/AAAAAAAAA48/WkM3eroeU0Y/s1600-h/DSC00402.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S4VQoVX0M5I/AAAAAAAAA48/WkM3eroeU0Y/s200/DSC00402.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5441844378609136530" /&gt;&lt;/a&gt;Uwielbiam spacerować wieczorem po mojej okolicy, i patrzeć na ludzi. Dziś zajęcia kończę baletem o 21 więc wracając porobię zdjęcia Buenos Nocą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Osvaldo Zotto miał 46 lat, zmarł luty 2010.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;papatki&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-6382479588955535996?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/6382479588955535996/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/02/dzien-dziewiatysoy-italiana.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/6382479588955535996'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/6382479588955535996'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/02/dzien-dziewiatysoy-italiana.html' title='Dzień dziewiąty.Soy Italiana'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S4VPrJ5kU7I/AAAAAAAAA40/_aGyE7Vd-Wg/s72-c/DSC00396.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-4257741951923258974</id><published>2010-02-23T21:58:00.006-03:00</published><updated>2010-02-24T01:12:52.367-03:00</updated><title type='text'>Dzień ósmy. Buenos tonie.</title><content type='html'>"Twoje obecne myśli tworzą Twoje przyszłe życie. To, o czym myślisz najintensywniej albo na czym najbardziej się koncentrujesz, pojawi się w Twoim życiu"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S4R7XlvdooI/AAAAAAAAA4U/zZvL2Oxxwsw/s1600-h/DSC00392.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S4R7XlvdooI/AAAAAAAAA4U/zZvL2Oxxwsw/s200/DSC00392.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5441609894968795778" /&gt;&lt;/a&gt;Umarłam!!! Od kilku dni zasuwam, wybiła 21:30,a ja wróciłam 30 min temu do domu po 6h ćwiczenia, a zaraz wybiegam na milo do PracticaX. Stóp nie czuję tzn. właśnie teraz bardzo dobrze je czuję. BsAs to raj. Życie nocne to po prostu sielanka. Tłumy ludzi w kafejkach, na spacerze, z psami, w parach, samotni, starzy, młodzi, geje, lesbijki i...ups zapędziłam się daleko. A ja siedzę, mocze stopy w misce z wodą z solą by odciski odmoczyć. Muszę buty kupić, te są za twarde. Zajadam się sałatką owocową własnej roboty i marzę – jak zwykle, co by wymarzyć dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczorajszy dzień Buenos przeżyło w wodzie. Buty do teraz suszę, nie nadają się do niczego. Rzeka płynęła ulicami, cały dzień lało, a od czasu do czasu z większą intensywnością. Korki gorsze niż w Wawie w taką pogodę. Ludzie wysiadali z autobusów i szli pieszo, bo szybciej. Huk deszczu był tak potężny że nie było słychać własnego oddechu. Ludzie stali w wodzie po kostki. Ale mimo to, tu się da żyć. Dziś wracając z zajęć, wstąpiłam do sklepu i wracając do domu poczułam się właśnie jak w domu. Nagle to miasto zrobiło mi się bliskie. &lt;br /&gt;Wracając do wczoraj. Dzień jak co dzień jak każdy dla mnie. Po porannej, a raczej południowej lekcji klasyki (dzień zaczynam codziennie od baletu o 11:00 co by nogami wyżej machać , szpagaty i inne pierdoły ) i po mojej lekcji tanga wybrałam się na kolejną lekcję tym razem do Academia National del Tango.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S4SgMMYNxxI/AAAAAAAAA4s/4ux_htYWhWY/s1600-h/DSC00393.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S4SgMMYNxxI/AAAAAAAAA4s/4ux_htYWhWY/s200/DSC00393.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5441650381112067858" /&gt;&lt;/a&gt;Akademia znajduje się zaraz obok Cafe Torttoni. Jest to akademia, która skupia się na tangu w tańcu, literaturze, muzyce, malarstwie, rzeźbie i etc. Szkoła państwowa, bo i ceny są państwowe. Byłam ciekawa jak tam uczą. Oczywiście na lekcji bardzo dużo obcokrajowców. Lekcja trwa 3h i kosztuje 15 peso. Prowadzący to w średnim wieku niziutki Argentyńczyk i jego nieco młodsza partnerka. Za bardzo nie przejmują się jak ktoś nowy dochodzi kto nigdy nie tańczył, i dziwić się im nie można, w końcu tam codziennie ktoś nowy przychodzi by w tydzień nauczyć się tanga. Potem przychodzi druga para uczących i prowadzą kolejne trzy godziny. W akademii tej uczyli się jedni z lepszych tancerzy m.in. Milena Plebs. Nauczyciel sympatyczny uczy klasycznego tanga, a pod koniec 30 min uczy milongi. W BsAs z tego co widzę i słyszę wśród  młodych króluje nuevo Młodzi nie chcą się uczyć milongii i ciężko w grafikach szkół znaleźć lekcje z milongi. &lt;br /&gt;- Victor, tylko nie milonga, to dziadków - mówi chłopak z Izraela.&lt;br /&gt;Po co przyjechał?? Nie pamiętam. Coś z salsą, bo tańczy w Izraelu salsę. Victor i Gloria nie tłumaczyli dokładnie kroków, każdy musiał popatrzeć i zapamiętać, tylne sakady i jakiś pivot. Bardzo dokładnie tłumaczył technikę i wciąż było słychać:&lt;br /&gt;- Kobieta czeka na mężczyznę, a mężczyzna na kobietę. Podążają za sobą nawzajem. &lt;br /&gt;Co do zajęć, to jedynym minusem jest to że nie ma poziomów, tylko wszyscy są razem wymieszani, zarówno Ci co już tańczą z tymi co zaczynają. Z tym że zajęcia nastawione są na kontynuację czyli nie zwraca się uwagi szczególnej na tych co nic nie umieją jeszcze. Plusem jest to że można przyjść bez partnera, bo po pierwsze jest ich sporo, a po drugie funkcjonuje ciągła zmiana partnera.&lt;br /&gt;- Victor, Cuál es el mejor milonga de hoy? (Gdzie jest najlepsza milonga dziś?)-pytam&lt;br /&gt;- Salon Canning y Parakultural.&lt;br /&gt;- Y mañana (a jutro)&lt;br /&gt;- Mañana te lo diré mañana (jutro powiem Ci jutro).&lt;br /&gt;I tak zakończyła się rozmowa z w średnim wieku Argentyńczykiem. I tym samym zajęcia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec dnia udałam się do Tango Brujo obejrzeć buty i znalazłam właściwe dla mnie do tańczenia, miękkie . A potem chwilkę zahaczyłam o milo. Zdjęć nie porobiłam bo nie miałam czasu, od południa spędziłam czas w budynkach tak jak i dziś. Do weekendu nic więcej ciekawszego nie napiszę, może w weekend gdzieś pojadę pozwiedzać, ale tez trochę zajęć się szykuje. Raczej będę pisać krótkie opisy o szkołach. Właśnie wczoraj zaczęły się zajęcia z Chicho i Juaną. Będą trwać przez 2 tygodnie po 3h dziennie. &lt;br /&gt;A to zdjęcie tak wrzuciłam, by pokazać Wam że każda klatka w bloku tak wygląda. jest stolik, są foteliki, lustro, jest gdzie posiedzieć i zaczekać.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S4R-_1E1k_I/AAAAAAAAA4k/2Gl1Zf9jcvY/s1600-h/DSC00395.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S4R-_1E1k_I/AAAAAAAAA4k/2Gl1Zf9jcvY/s200/DSC00395.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5441613884814627826" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zmykam na milo, jak wrócę opiszę dzisiejszy dzień, bo jutro nie mam baletu rano!!! Wyśpię się wreszcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szkoły tanga najbardziej znane Polakom:&lt;br /&gt;1. DNI&lt;br /&gt;2. Tango Brujo&lt;br /&gt;3. La Viruta&lt;br /&gt;4. PracticaX&lt;br /&gt;5. TangoCool - Club Villa Malcolm&lt;br /&gt;6. El Motivo Tango - Club Villa Malcolm&lt;br /&gt;7. Mora Godoy Tango&lt;br /&gt;8. Academia Nationla del Tango&lt;br /&gt;9. TangoLab&lt;br /&gt;W każdej z nich pojedyncze zajęcia kosztują 20peso, a jeśli się wykupi karnet na 10 wejść, które można odbyć w ciągu całego roku, to koszt jest 150peso, czyli lekcja wychodzi 15 peso.&lt;br /&gt;Co do lekcji to różnie od 100 peso u nauczyciela nie tańczącego przez 150 do 350 peso. A są i tacy co 150 USD liczą np. Mora Godoy ta od tango-show "Tango Emotion". Ale ona jest wyjątkiem dolarowym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak znajdę więcej to napisze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobranoc&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5561371101348555194-4257741951923258974?l=mojebuenos.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://mojebuenos.blogspot.com/feeds/4257741951923258974/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/02/dzien-osmy-buenos-tonie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/4257741951923258974'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5561371101348555194/posts/default/4257741951923258974'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://mojebuenos.blogspot.com/2010/02/dzien-osmy-buenos-tonie.html' title='Dzień ósmy. Buenos tonie.'/><author><name>Marta Renata Adamczyk</name><uri>http://www.blogger.com/profile/01375304487594613740</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S4R7XlvdooI/AAAAAAAAA4U/zZvL2Oxxwsw/s72-c/DSC00392.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5561371101348555194.post-2846622174544444150</id><published>2010-02-23T03:30:00.007-03:00</published><updated>2010-03-11T13:46:09.028-03:00</updated><title type='text'>Dzieñ siódmy. Buenos widziane przez łzy. (link)</title><content type='html'>&lt;span style="font-style:italic;"&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;„Nie możecie przeszkodzić ptakom smutku latać nad waszymi głowami, ale możecie nie pozwolić, by wiły gniazda w waszych włosach”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S4N9YYHCP0I/AAAAAAAAAs0/byiNdwCMy2s/s1600-h/DSC00289.JPG"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S4N9YYHCP0I/AAAAAAAAAs0/byiNdwCMy2s/s200/DSC00289.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5441330632535981890" /&gt;&lt;/a&gt;Ja się w krowę zmienię i będę mleko dawać . Codziennie dzień zaczynam od płatków z białym czyściutkim mlekiem. Ileż można!!! Ale mleko tutaj przynajmniej nie ma kożucha.&lt;br /&gt;Znów jestem niewyspana . Życie nocne wykańcza , ale… . Zastanawiam się jak Oni chodzą na milongi skoro każdego dnia idą rano na lekcję klasyki, tzn: pewnie tak jak ja , nieprzytomni.  &lt;br /&gt;Właśnie wróciłam na chwilkę na 1h po zajęciach z baletu, i żyg…mi się chce, bo jak człowiek nie czytaty ko pujue jakieś g… . Miałam na ser pleśniowy, nie mieli nic co znam więc kupiłam coś ichszego. Wali jak cholera, mam nadzieję że niezepsuty. A w smaku silny jak pieron, ale przecież nie wyrzucę go bo szkoda. Zatem popijam go, czym?? Oczywiście, że mlekiem i to jakim?? Czekoladowym, mój ulubionym. &lt;br /&gt;A pogoda?? Cholera, co to za kraj, tu nic tylko leje i najwyżej 32˚C w dzień i wieczorami 25. A ja myślałam że tu słońce świeci każdego dnia. Wczoraj padało, dziś co jakiś czas leje, ale jak?? Siarczyście. Argentyńczycy żalą się że pogoda się zmienia, że coraz zimniej. Ja Grinog mówię do No-Gringos:&lt;br /&gt;- Jak tak dalej pójdzie to w lipcu na nartach szusować będziemy.&lt;br /&gt;a oni mi na to:&lt;br /&gt;- Jeśli chcesz to lodowisko teraz jest czynne w BsAs. &lt;br /&gt;No nic popatrzyłam na nich jak na szurniętych:&lt;br /&gt;- w środku lata na lodowisko chodzić będę? Zimy to ja się naoglądałam sporo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co było w sobotę?? Nie pamiętam, a może nie chcę pamiętać, jedynie lekcję tańca chcę pamiętać.  Cały dzień czekałam na północ bo 20 luty ważna dla mnie data, a jak się już doczekałam to łzy poleciały. Jeszcze nie teraz, ale kiedyś napisze Wam jak to jest być samemu gdzieś, a… .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj za to zwlekłam się i ruszyłam na podbój San Telmo czyli najstarszej dzielnicy w BsAs. Patrzyłam na San Telmo cały czas przez łzy(ale nie róbmy tragedii, ludzi spotykają większe smutki, ale smutek nie ważne czy mały czy duży to i tak smutek. Bajka Brzechwy „Psie smutki” uwielbiam Brzechwę, od dzieciństwa). Charakteryzuje się budynkami kolonialnymi, z masą sklepów z antykami, kawiarniami, i salonami tango. Podobno występuję tu masa artystów, nie wiem ja widziałam tylko jeden zespół, który mnie zachwycił. Gdy przybyłam parę minut po 12:00 do San Telmo od razu znalazłam się na pchlim targu. A tam, cuda nie widy. Tabliczki z nazwami ulic, płyty winylowe z tangami, obrazy i zdjęcia tangueros, stare łyżki, talerze, garnki, kolczyki, świecidełka, etc, to wszystko co w Polsce tylko że nie koniecznie argentyński, ale w Argentynie. Oczywiście San Telmo to zabytki czyli stare domy, kościoły, pierdoły. I co?? I  ściema nie tango, tzn: stoją „przebierańcy” na uliczkach i niby tańczą. Tłumy turystów, jak na Rynku Krakowskim tzn: przepychać należy się łokciami. Wszyscy kupują pamiątki, ciuchy i to w sklepach specjalnie dla turystów czyli tak zwanych drogich. Na jednym z rogów stała „starszy team” on grał tanga na gitarze, one dwie siedziały jak za dawnych czasów w domu publicznym (przynajmniej z filmów mi się tak to skojarzyło) on koło nich krążył (nagrałam filmik ale do góry nogami nie wiem jak odwrócić). &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S4N-gWBnAHI/AAAAAAAAAs8/Ukh4l6FFnEE/s1600-h/DSC00313.JPG"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_A16nDAYH4xk/S4N-gWBnAHI/AAAAAAAAAs8/Ukh4l6FFnEE/s200/DSC00313.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5441331868926935154" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jedna ubrana na czarno jak burdel-mama, druga pracująca u niej. Obie siedziały mało estetycznie i delikatnie, raczej wulgarnie. Po tych kilku dniach obserwacji doszłam do wniosku że tango to nie jest taniec miłości. Zdałam sobie sprawę, że to taniec samotnych i nieszczęśliwych ludzi (samotny niekoniecznie sam, bo można być z kimś a czuć się samotnym bo nie rozumianym przez druga połowę). Prostytutka i klient, nie kojarzy mi się ta para ze szczęściem, w końcu on przychodzi, bo albo jest sam albo, żona….(każdy sobie z Was to zinterpretuje za swój sposób), a ona?? co to za szczęście nie mieć rodziny i tak pracować, więc spotykało się dwoje takich nieszczęśliwych ludzi i dawali sobie chwile pozornego szczęścia. Tańczyli fatalnie!!! emocji ani techniki, choć jedno jak na mój gust mogło by być. &lt;br /&gt;A potem, potem zwiedziłam budynek mieszkalny bogatych Argentyńczyków sprzed dziesiątek lat. Teraz tam są sklepy, i restauracje. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A to jest prezent dla Was, posłuchajcie(filmik przeze mnie nakręcony, wymaga retuszu): http://www.youtube.com/watch?v=DVulRE-3iCs (oryginał Raul Beron)&lt;br /&gt;.&lt;br /&gt;Dziś taką przyjemność miałam, wśród ich fanów, a raczej głosu Marco są najlepsi tancerze tanga m.in. Pablo Inza. Mnie się podoba, oczywiście jego głos :). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przepięknie też zaśpiewał Cuesta Abajo, oryginał śpiewał Gardel. &lt;br /&gt;http://www.youtube.com/watch?v=pzeKFhnzJLs&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a tak wykonują "Bahia Blanca", kompozytor Carlos Di Sarli&lt;br /&gt;http://www.youtube.com/watch?v=lzGgUT9ctbM&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kupiłam ich płytę, a co tam, wspomagam artystów , zwłaszcza tangowych i tancerzy, może kiedyś ktoś mi wrzuci parę peso do kapelusza .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No, ale najbardziej to udała mi się pogoda, czasem słońce czasem deszcz z przewaga na deszcz. W końcu to upalny kraj, dawni nie padało, od piątku. BsAs jednak da się ogarnąć jak dzielnica San Telmo wydwała mi się zaświatami tak nagle wyładowałam pod pałacem prezydenckim, i dumnie kwoczyłam na balkon gdzie Evita mamiła ludzi. I jak się okazuje, większość Argentyńczyków jej nei lubiła, po prostu młodo jej się zeszło z tego świata, i dobrze nie tańczyła tanga, hahaha. Ale wracając do niedzieli. Pałac prezydencki zwiedziłam!!!&lt;br /&gt;- A po co te barykady – pytam żołnierzyka&lt;br /&gt;- Przed ludźmi, jak agitowali&lt;br /&gt;- A kiedy to był??&lt;br /&gt;- hahaha, nie było, tylko są, co chwila.&lt;br /&gt;Tak ostatnio na głównej ulicy Avenida 9 de Julio (28 pasów!!! Strach w oczach i biegiem nie oglądając się w żadnym kierunku, o i tam stoi Obelisko hahaha, dziwnie ci Amerykanie Południowi, wszędzie obeliska, Boliwia cała nimi obsiana) zobaczyłam napis: „Kiedy będzie praca”. Jeszcze nie byłam dalej niż BsAs, ale się wybieram i tam obawiam się że już tak kolorowo nie jest jak w Moim Blogu. &lt;br /&gt;Po San Telmo jeździ autobus wycieczkowy. Kupuje się bilet na cały dzień i śmiga dookoła, aż się w łebkach zakręci. Śmieszni Ci Argentinios . Albo wymyślają jakieś jedzenie tradycjonalne i sprzedają na ulicy, a turyści nie ważne czy deszcz czy śnieg czy wichura stoją by na ulicy zeżreć jakieś mięcho w bułce. No ja tez stanęłam, hahaha, ale nerwica mnie wzięła jak postałam 10 sek. I odeszłam. Nie pamiętam nazwy, ale się dowiem. No i oczywiście Yerba mate, idzie to wypić, ale chyba nie działa jak Boliwijska koka . Pamiętam że pomagała mi na wszystko, zwłaszcza na te nasza sraczkę. Wiem że często do niej wracam, ale męczyła nas 5 tygodni w Boliwii, a nawet i po powrocie do Polski, co poniektórzy jeszcze mieli nawroty. Była to taka zgroza dla nas, że listę mailingowa stworzyliśmy i opisywaliśmy sobie nasze objawy. Ależ rodzinnie się zrobiło. Ale tak to już jest w braci górskiej. Jedna szczoteczka do zębów, szminka ochronna jedna, i każdy wymienia się swoimi dolegliwościami.  Ale kokę trzeba przyjmować codzienni w różnej formie : herbatka z liści, żuć liście. Ja przez pól roku jeszcze w Polsce przyjmowałam i humor miałam jakbym wiecznie narajana łaziła . Uśmiech dosłownie od ucha do ucha miałam, byłam szczęśliwa!!! Jednym słowem koka daje szczęście. Jezu jak ja tęsknię za górami, jak dobrze że Andy tu są. Moja ekipa do Nepalu śmiga w październiku, ech ale bym miała piękny prezent urodzinowy. „Kochane pieniążki przyślijcie rodzice”.  Może nie teraz, ale kiedyś i do Nepalu dolecę, choc wole Tybet i tam uczyć Mnichów tanga .&lt;br /&gt;No dobra dalej. W pałacyku prezydenckim sala z portretami 10 najznakomitszych Argentynek. Może kiedyś mnie tam „powieszą” jako tą, której się poprzestawiało w łebku i szczęścia pojechała do BsAs szukać. &lt;br /&gt;1. Aime Paine&lt;br /&gt;2. Blackie&lt;br /&gt;3. Alicia Moreau de Justo&lt;br /&gt;4. Juana Azurduy&lt;br /&gt;5. Lola Mora&lt;br /&gt;6. Alfonsina Storni&lt;br /&gt;7. Mariquita Sanchez de Thompson&lt;br /&gt;8. Tita Mirello&lt;br /&gt;9. Evita Peron&lt;br /&gt;10. Matka Evity - Juany Ibargureny&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oj mam chyba dobry humor(czyżby yerba mate tak działała?), dziś zebrałam heh dobre opinie od nauczycieli o moim tango . Potem wylądowałam u Patriszi. Ma śliczne mieszkanko, całe sama wykończyła. Wraz z Martinem maluje i rzeźbi, wiec cały dom jest wyrzeźbiony. Ma 3 synów 17, 18, 19 lat. Najstarszy trenuje footbool , ale nie pytałam gdzie, bo i tak bym nie załapała. Jak dla mnie ten sport mogli by wykreślić z listy sportów. Banda chłopów lata za piłka jak dzieci, i jeszcze im za to płacą. Ja w ogóle sportu nie rozumie. Ludzi eto oglądają, i c z tego mają, a ni to ładne żacy oglądać jak sztukę, ani dochodowe dla widzów. Bo  za sztukę np. teatr widzowie płacą ale mają satysfakcję że coś się dowiedzieli, zobaczyli, etc.&lt;br /&gt;Np. mój tata ogląda czasem (czytaj: zawsze) tenis, głowa mu lata to z prawa w lewo, to z lewa w prawo. I potem tylko klepki przeskakują. A moja mam sumo (wstyd się przyznać), co jej się w tych chłopach podoba. Potem się dziwię po kim ja jestem….no comments .Mój brat jest normalniejszy, on ni przykłada wagi do sportu w TV, on sam uprawia, bierne leżenie . &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co do synów, dwóch z nich z włośnia końskiego (albo żle zrozumiałam) wyrabiają paski, i inne ozdoby. Wali w chacie całej tak że żyg… się chce. &lt;br /&gt;- Matko jak tu śmierdzi – powiedziała Patriszia do synów – otwórzcie okno&lt;br /&gt;- Popieram, że śmierdzi. Chciałam to powiedzieć od początku, ale chyba w gościach nie wypada.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wróciłam na chwilę do domu, koło 18 zrobiłam kontynuację poprzedniego dnia, czyli popłakałam sobie i poszłam na milo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ach, raj dla tanga. Byłam krótko, bo późno przyszłam, a trochę zdechnięta byłam. Tutaj nieważne jest jak tańczysz tylko jak wyglądasz, więc teraz wiem że noce moje :0 tak jak ta była. Heh najzabawniejszy był początek. Stoję i patrzę. Oczywiście wszyscy co mogli to się ze mną przywitali, tzn wycałowali (taki zwyczaj witania się). I stoję sobie, a po drugiej stronie koleś, wysoki!!! No szok normalnie szok, Argentyńczyk wysoki!!! I patrzy na mnie, a ja na niego, i on jakiś niecierpliwy, już wierzgać nogami zaczął, od razu o synach Patriszi pomyślałam, że może i on takie końskie rzeczy robi. Ale widzę że jednak będzie startował lekkim cwałem wiec kiwam mu głową na znak że niby pytam „czy prosisz mnie do tanga” (to słynne kabaseo). A on już wkurzony że Gringo nie kumata i odpowiada mi kiwając „tak”. No to polazłam. I tak
